Koszyk 0
Opis:
Która kobieta choć przez moment nie marzyła, by być dziennikarką znanego czasopisma, chodzić na bankiety, jeździć na festiwale, mieć w komórce prywatne telefony celebrytów? Gdy Lucyna – samotna matka, córka, a czasem kochanka - zostaje szefową działu kultury wziętego tygodnika, jest pewna, że życie sprawiło jej najcudowniejszy prezent. Ale rzeczywistość przechodzi najśmielsze wyobrażenia, tyle że nie w tę stronę, w którą powinna… ... Czy lekarstwem na wszystko może być tajemniczy mężczyzna o zielonych oczach? Mnóstwo humoru, gigantyczna afera i oczywiście wielka miłość w romansie z życia wyższych sfer… redakcyjnych. Autorka, dziennikarka ukrywająca się pod pseudonimem, przysięga, że nie wyssała sobie tej historii z palca! Czytaj dalej >> << Zwiń
  • Feeria
  • miękka
Mniej Więcej
  • Ela Abowicz
  • 2013
  • 1
  • 248
  • 205
  • 145
  • 978-83-7229-362-6
  • 9788372293626
  • ZBDR0

Recenzje czytelników

Polska Bridżyt daje radę!

Ocena:
Autor:
Data:
Kiedy skończyłam czytać "Lucynę w opałach" byłam jak zahipnotyzowana. Obsesyjnie wręcz przewijały mi się w głowie cytaty z książki i długo zastanawiałam się jak zacząć recenzję, by zachęcić Was do sięgnięcia po tę pozycję. Nie potrafię oddać w tak krótkim tekście (choć i tak z góry przepraszam, że to recenzja dość długa) świetnego klimatu lektury, jest to zwyczajnie niewykonalne, ponieważ z niniejszą książką jest jak z dobrym kawałem - najważniejsze jest idealne zacytowanie ... Spróbuję jednak inaczej.

Każdy, kto czyta w tym momencie te słowa ma w życiu gorsze dni. Czasami miewamy przecież problemy: chwilowe, tygodniowe czy bardziej długofalowe. Różne też mamy sposoby na depresje, "załamki" i trudną codzienność. Jednak czy na taki podły nastrój nie potrzebujemy dobrego humoru? Po ostatnich wydarzeniach z mojego życia mogę z całą stanowczością stwierdzić, że TAK! Wielokrotnie słyszałam i czytałam, że doskonałym sposobem dla wielu osób w podłym humorze są książki i filmy o Bridget Jones. Kojarzycie? Lubicie? Zatem koniecznie poznajcie Lucynę!

Lucyna ma trzydzieści dziewięć lat (choć początkowo przyznaje się tylko do trzydziestu pięciu) i samotnie wychowuje nastoletniego syna - Patryka. Chłopak niezbyt dobrze się uczy i matka wszelkimi sposobami (prośbą i groźbą) stara się przepchnąć go do następnej klasy. Nastolatek ma problemy nie tylko z gramatyką, ale i z matematyką. Nie wspominając oczywiście o regularności pojawiania się na lekcjach i uwielbieniu dla pornosów oglądanych na laptopie.

Niestety, mimo swych niemal czterdziestu lat, wciąż nie udało się Lucynie odciąć od pępowiny mamusi, bowiem mieszka ona w sąsiednim mieszkaniu i codziennie rano (dzięki użyciu zapasowego kompletu kluczy) wpada z kawą i rogalikiem. Nieodłącznym towarzyszem starszej pani jest Gapa - pies, którego prawa sięgają wyżej niż niejednego człowieka. Mama Lucyny ma przed córką swoje tajemnice (na przykład powód wyjścia na spacer z Gapą i chochelką) i nie rozmawia z nią o zwyczajnym życiu, problemach i przeszłości.
Kiedy Lucyna zostaje szefową działu kulturalnego w znanym tygodniku "Wzdłuż" jej świat przewartościowuje się. Nowe stanowisko nie wiąże się przecież tylko z wizytami na balach, bankietach czy festiwalach, ale zwłaszcza z brakiem czasu oraz obowiązkową obecnością na porannych kolegiach. Dla Lucyny jest to chyba największa zmora i notorycznie się spóźnia, co zostaje oczywiście zauważone przez oko surowej szefowej - Haliny Cesarskiej. Ogromnie trudno jest napisać tak dobry tekst, by bez zbytecznych uwag Cesarskiej mógł zostać opublikowany. A wiadomo - im większa presja czasu i szefa, tym mniejsza wena twórcza towarzyszy pracy pani redaktor. A kiedy kolejne tematy Lucynie wyraźnie nie leżą (ani "Gwiazdy piszą" ani telewizja) postanawia poskarżyć się drogą mailową swojej dobrej znajomej. Jak wielkie zmiany w życiu może poczynić jeden mail? O tym przekonacie się już z książki.

Główna bohaterka jest roztrzepaną, zagubioną i bardzo samotną kobietą. Jedynie o jej samokrytycznym podejściu do siebie nie mogę powiedzieć nic złego. A fakt, iż swoim myślom nadaje humorystyczny ton sprawia, że najchętniej przeczytałabym trylogię o przygodach Lucyny a nie tylko pojedynczą pozycję. Jak wiadomo kobiety lubią być adorowane i wielbione przez płeć męską. I oczywiście w tym względzie powieść nie odbiega znacząco od tego tematu. Pojawia się nietypowy związek partnerski brata Lucyny, który nijak nie potrafi powiedzieć własnej matce kim jest miłość jego życia. Zresztą w życiu samej mamusi pojawia się mężczyzna, pragnący jeść z nią nie tylko ciasteczka zwane "całuskami".

Jednak wracając do Lucyny - pewnego dnia w budynku redakcji dostrzega ona "Zielonookiego" przystojniaka, podejrzewając zresztą, iż jest to znajomy Cesarskiej i ma związki z mafią. Kilkakrotne przypadkowe spotkania tej dwójki nie zakończą się jednak wymianą numerów komórek. Kim jest tajemniczy nieznajomy i czy kobiecie uda się poznać powody jego bytności w jej miejscu pracy? Jak poradzi sobie Lucyna kiedy spadnie na nią redakcyjny "grom"? I wreszcie jak zakończy się ta rewelacyjna i poplątana historia? Tego koniecznie musicie się dowiedzieć z lektury "Lucyny w opałach". Może nawet Farta i Porachę polubicie (prezent urodzinowy Lucynki otrzymany od brata)?


Książka jest idealnym "odstresowywaczem" i tabliczką czekolady w jednym. Dostarcza endorfin i wywołuje uśmiech nawet na zachmurzonych twarzach. Sprawia, że współpasażerowie tramwaju czy czekający w tej samej kolejce do lekarza ludzie, wyciągają szyje by dojrzeć, jaki to tytuł spoczywa w rękach czytającego. Dlaczego? Ponieważ nie każda książka potrafi tak wciągnąć w fabułę, wywołując jednocześnie niepohamowane radosne reakcje. Któż nie chciałby wiedzieć o co trzeba pytać w księgarniach czy bibliotekach?!
Opisane sytuacje przeżyłam osobiście, gdyż podczas lektury "Lucyny w opałach" nie potrafiłam powstrzymać chichotów a koleżanki z pracy już ustawiły się w kolejce, by móc poznać zakręconą i zabawną bohaterkę.

Jestem ogromnie ciekawa, która dziennikarka ukrywa się pod pseudonimem Ela Abowicz, gdyż chciałabym móc podziękować jej za genialną, chwilami ironiczną a chwilami rzeczywistą do bólu, lekturę. Ponieważ mimo, iż w treści znajdziemy sporo humoru, to przecież autorka opisała brutalną prawdę o polskim rynku pracy. Przecież nie tylko w branży dziennikarskiej szefowie wyciskają z podwładnych "siódme poty", wymagają pełnej dyspozycyjności w dzień i w nocy, żądając jednocześnie (mimo,że nieoficjalnie) rezygnacji z życia prywatnego. Nie tylko w redakcjach współpracownicy nie czują do siebie sympatii a jedynie walczą o względy szefa i podkładają sobie wzajemnie nogi, bo każde potknięcie "kolegi" może stać się szansą na nasz awans. Jednak czy warto?

"Lucyna w opałach" zaskoczyła mnie lekkością stylu oraz wartką akcją sprawiającą, że czytelnik nie ma czasu książki odłożyć, gdyż oczekuje zakończenia tej historii. A jakie ono jest? Tego oczywiście nie zdradzę, ale powiem Wam w sekrecie, że w Epilogu autorka mocno zagrała mi na emocjach. Zatem jeśli macie ochotę na poznanie polskiej wersji Bridget Jones, która wcale nie ustępuje swojej poprzedniczce pod względem skomplikowanego życia, sięgnijcie po historię Lucyny. Zaręczam, że nie będziecie znudzeni.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Nic specjalnego, nuda jakich mało.

Ocena:
Data:
Znowu sięgnęłam po polską literaturę. Różnie to ostatnio bywa z książkami rodzimych autorów, więc nie byłam pewna, czy dokonałam dobrego wyboru z tą pozycją, ale po opisie zapowiadała się całkiem ciekawie. To jak wyszło, to już inna bajka.

Lucyna ma 39 lat, choć oficjalnie przyznaje się do trzydziestu pięciu, no dobra, do trzydziestu sześciu lat; samotnie wychowuje piętnastoletniego syna Patryka i jest kierowniczką działu kultury w tygodniku „Wzdłuż” ... które to stanowisko niemal całkowicie pochłania jej czas. Jest roztrzepana, zabiegana, notorycznie spóźnia się na poranne kolegia, od których zaczyna się życie w redakcji, nie potrafi zmobilizować się do napisania artykułu zatytułowanego „Gwiazdy piszą”, choć miało to być zrobione na wczoraj i wiecznie podpada okropnej szefowej – Halinie Cesarskiej, która jest potworem w spódnicy. A na dodatek mieszka obok nadopiekuńczej mamusi, która lubi wpaść do niej rankiem z kubkiem kawy i rogalikiem, i z ukochaną suką Gapą. Rzec by można, że paskudny los ciągle rzuca jej kłody pod nogi, no, bo jak inaczej określić ten galimatias, jaki ją otacza: paskudna szefowa patrzy na nią krzywym okiem, niemoc twórcza nie pozwala jej się wykazać w pracy, beztroski synek nie chce się uczyć i rok w rok trzeba go siłą przeciągać z klasy do klasy i, jakby tego jeszcze było mało, przystojnego Zielonookiego, który wpada jej w oko pewnego dnia, zdaje się coś łączyć z jej podłą szefową. Totalna porażka. Ale nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej, o czym Lucyna wkrótce się przekonuje i wszystko, co w jej życiu może się zawalić, zawali się z hukiem.
Jeśli jesteście ciekawi, czy Lucynę pech wreszcie opuści i czy przystojny Zieloonooki jest jej jednak pisany, to sięgnijcie po tę książkę. Znajdziecie w niej sporą dawkę humoru, dość szczegółowy, nie pozbawiony złośliwej ironii opis pracy w wydawnictwie (a powiedzcie szczerze, ilu recenzentów się nad tym nie zastanawiało? Chyba żaden.). Niestety ten humor i ironia nie do końca mi przypasowały i dość często miałam wrażenie, że są one trochę wymuszone.

Książka reklamowana jest jako polska wersja słynnej już Bridżit Dżons, ale ja jakoś się tego podobieństwa dopatrzeć nie umiałam . Jeśli już miałabym ja do czegoś porównać, to może odrobinę do „Diabeł ubiera się u Prady”, choć to też nie te klimaty. Ale też nasza polska rzeczywistość nijak się ma do rzeczywistości amerykańskiej, a że o tej długo mogę mówić i nigdy nie skończyć, to pozwolicie, że nie rozwinę tematu.

Poza tym bardzo rzuciło mi się w oczy powtarzanie schematów... Nienawidzę tego najbardziej pod słońcem. Jedyna rzecz wyłamująca się z nich i to na niekorzyść niestety to zbyt mało scen z Zielonookim oraz niemal karykaturalne przerysowanie niektórych charakterów.

Opisy dłużyły się i sprawiały wrażenie pisanych, byleby tylko zapełnić konkretną liczbę stron - być może autorka postawiła na ilość, nie jakość. Niemniej nie mam nic do zarzucenia językowi autorki (jak na dobrą dziennikarkę przystało!) i pod tym względem czytało się dobrze. Pod fabularnym już gorzej.

Książka średnio mi się podobała, czytało się ją bez fajerwerków. Po opisie spodziewałam się dużo większej dawki humoru i bardziej porywającej akcji, niż znalazłam. Czy poleciłabym ją innym czytelnikom – raczej tak, jeśli mają ochotę na coś lekkiego, dość zabawnego, w sam raz na wejście w wiosnę.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena