Koszyk 0
Opis:
"Bóg opuścił mnie na worku z mąką”. Tak zaczyna opowieść o swoim życiu Beata, bohaterka "Listów z dziesiątej wsi”. Jej mąż Michał opuszcza ją dla innej kobiety i wyjeżdża do Londynu, a ona zostaje sama z dwoma synami – bez pracy i środków do życia. Ta sytuacja zmusza ją do powrotu do rodzinnego domu na wsi – w którym mieszka jej brat  Kuba.  ... Zwierzyniec był przed laty piękną polską wsią. Teraz zmienia się w plantację kukurydzy. Znikają drzewa, sady, kwiaty, bo kukurydza przynosi największe dochody. Beata buntuje się, pragnie zachować choć cząstkę dawnego świata. Bierze pod opiekę zdziczały i zarośnięty Stary Park. Poznaje syna zarządcy dawnego dworu, właściciela Starego Parku. Dostaje u niego pracę i razem z nim przywraca dawną świetność temu miejscu. I po raz pierwszy w życiu sama na siebie zarabia.Pewnego dnia na strychu znajduje pakiet pożółkłych listów. Dzięki nim śledzi dramatyczną historię życia swojej babki, która nieszczęśliwie wydana za mąż, trwała wiernie u boku niekochanego mężczyzny. Przez całe życie wymieniała listy z tajemniczym Stachem. Z ich listów Beata poznaje wstrząsające rodzinne wydarzenia z okresu wojny i po wojnie, z pobytu Stacha w areszcie na Rakowieckiej. To niezwykły przyczynek do historii przemian powojennych.Lektura tych listów niczym układanie puzzli odkrywa przed bohaterką wiele tajemnic i stopniowo z zagubionej kobiety czyni świadomą swej siły Beatę ze Zwierzyńca. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Agnieszka Olszanowska
  • 2016
  • 1
  • 296
  • 195
  • 125
  • *, 978838069-409-5
  • 9788380694095
  • ZDC3F

Recenzje czytelników

Listy - kartki papieru, które rozsiewają woń przemijającego czasu

Ocena:
Autor:
Data:
Autorka w swojej książce przedstawia nam dwie bohaterki. Jedną poznajemy od razu, drugą zaś krok po kroku wraz z upływającym tempem historii. Jest to pewnego rodzaju skrajność, przykład tego jak sobie potrafiliśmy radzić z problemami kiedyś i jak dziś. Zresztą kontrast między tymi postaciami jest widoczny we wszystkim, o czym przekonacie się czytając. Z jednej strony mamy kobietę, która załamała się ponieważ porzucił ją mąż. Musi poradzić sobie z brakiem pieniędzy i rolą samotnej matki ... Do tego wszystkiego mieszkającą z bratem, który do łatwych i miłych nie należy. Po przeciwnej stronie jest siła kobiecości, trudy życia w okresie wojennym i powojennym. Wykańczające macierzyństwo i małżeństwo bez miłości. Życie, które próbuje złamać na każdym kroku, jednak opór jest zbyt silny. Czyli płaczliwa i załamana Beata kontra silna doświadczona przez los Barbara. Dwa wątki łączące teraźniejszość z przeszłością.

„Listy z dziesiątej wsi” to puzzle, które tworzą całość, gdy ułoży się je ze słów, zdań, wydarzeń – listów, które otwierają przed czytelnikiem drzwi do przeszłości babki głównej bohaterki. To historia, która daje do myślenia, pokazuje jak trudne życie wiodło się w okresie wojennym, czym było poświęcenie, miłość, jej brak, a do tego głód i czyhająca śmierć. To zahartowani ludzie, którzy nie załamali się pod pierwszym lepszym podmuchem. To zupełne przeciwieństwo naszego pokolenia. Kontrast między głównymi bohaterkami jest widoczny. Słabość kontra siła. Książka składa się z trzech części, które można porównać do początku, rozwinięcia i zakończenia. Mamy wgląd w życie Beaty, która uczy się żyć na nowo i tworzy swoje życie bez męża. Dzięki listom, które jej babka wymieniała ze swoim przyjacielem Stachem poznaje przeszłość, która odciska na niej swoje piętno. Całość czyta się szybko i przyjemnie. Listy układają nam się w dodatkową historię, która przenosi nas do innych czasów i jest uzupełnieniem tej współczesnej. Są też momenty, które mogą być zaskoczeniem dla czytelnika. Jednak, żeby nie było za słodko to doczepić się muszę do głównej bohaterki, która swoim zachowaniem wręcz irytuje. Jej użalanie się nad sobą i płaczliwość, a do tego naiwność nie raz wręcz osłabia.

Zaskoczeniem i pewnym rozczarowaniem okazało się dla mnie zakończenie, które zostawiło pewien niedosyt. Jednak poza tym powieść Agnieszki Olszanowskiej jest naprawdę ciekawą lekturą ubraną w ładną okładkę. Postacie, które tutaj znajdziecie są raczej pokaleczone przez życie, mniej lub bardziej, ale jednak są. Czy dostałam to, czego oczekiwałam? Nie do końca, jednak przeczytałam ją z ciekawością i przyjemnością. Idealna lektura dla osób, które lubią zagłębiać się w historię i lubią odkrywać sekrety, czy też oddychać kurzem, którym pokryte są listy z przeszłości.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Miłości nie można znaleźć na zawołanie

Ocena:
Autor:
Data:
Lubię książki których akcja rozgrywa się na prowincji. Lubię gdy książka zabiera mnie do świata o którym mówią, że jest deskami zabity. Fabuła wielu tytułow ma w sobie wpleciony zaściankowy klimat. Różni autorzy pokazują go na wielorakie sposoby. Jedni czynią to w sposób sielankowy, inni rysują słowami prowincję w szarych, monotonnych barwach. Są i tacy, którzy stawiają w swoich książkach na obrazy realne i nieprzerysowane, którym daleko od retuszu i upiększania ...
W taki sposób wiejski klimat ukazała czytelnikom w swojej najnowszej powieści Agnieszka Olszanowska. Okładka przyciąga do lektury tytułu, który okazał się dla mnie miłą niespodzianką.

Beata postawiła w swoim dorosłym życiu na rodzinę i dom. Szybko wyszła za mąż i urodziła dwóch synów. Zajęła się domem i wychowaniem pociech. Zrezygnowała z życia zawodowego, by być jak najlepszą mamą i żoną. Rodzinie Beaty się nie przelewało, ale też i biedy nie cierpieli. Pewnego dnia świat naszej bohaterki rozpadł się w drobny mak. Mąż odszedł do kochanki i zostawił swoją żonę samą z dziećmi, bez źródła dochodu. Beacie nie pozostało nic innego jak powrót do rodzinnego domu w Zwierzyńcu i zamieszkanie z bratem. To nie było łatwe samo w sobie. Beata zadręczała się jak da sobe radę, z czego utrzyma siebie i dzieci. Teściowa zagroziła zabraniem chłopców przez sąd co wzmogło lek samotnej matki przed jutrem. Mimo czarnych chmur nad głową zagubiona kobieta wzięła się w garść i chwyciła się z niełatwym losem za bary. Podjęła nieciekawą, a jednak dającą płacę pracę, zaprzyjaźniła się z pracodawcą mającym opinię odludka i dziwaka oraz odnalazła paczuszkę z listami swojej babci. Ich lektura pomogla Beacie w życiowej metamorfozie...

"Listy z dziesiątej wsi" to opowieść o dwóch kobietach, których życie nie rozpieściło. Jedna, Beata, którą poznajemy na początku tej historii musi ułożyć sobie nagle życie od nowa. Los pogania ją faktem posiadania dzieci. Beata musi walczyć o byt przede wszystkim dla nich. Mąż bez żadnych skrupułów zostawia ją i synów na lodzie, nie dba o ich potrzeby, nie ma wyrzutów sumienia gdy pojawia się ta trzecia, ta młodsza, ta nowa. Wobec wybranka Beaty sprawdza się maksym, że "facet to świnia". Podbramkowa sytuacja rani kobietę, ale i wyzwala w niej chęć do przemiany, do zmian, do rozwiniecia skrzydeł i zbudowania swego świata od nowa na stabilniejszym gruncie. Barbara wydaje się silniejsza, mocniejsza wobec brutalności życia. Godzi się z pewnymi faktami, ale nie rezygnuje z przyjaźni. Obie bohaterki muszą oprócz tego co funduje im los walczyć ze złymi, plotkarskimi językami, z otoczeniem, które łase jest na cudze nieszczęścia i szybko je złośliwie komentuje. I Beata i jej babka nie zaznały szczęścia w miłości. Mimo to poradziły sobie w trudnych okresach życia. Śledząc ich losy szybko polubiłam obie panie. Podziwiałam je, szanowałam za ich wybory, za ich dzielność, wytrwałość.

Agnieszka Olszanowska w bardzo realny sposób przedstawiła polską wieś. Kobiety nie miały i nie mają tu łatwego życia. Muszą być silne, gotowe na różne wyzwania. Autorka przeciwstawia sobie dwa pokolenia - współczesne i to, które przeżyło wojnę. Barbara i Beata to dwie wyjątkowe kobiety. Mimo, że nie spotykają się w dorosłym życiu to jednak sobie pomagają. Dla Beaty listy są potężnym katalizatorem, który motywuje ją do zmian, do nowego życia bez męża, który nie był jej wart.
Ta powieść, która z pewnością doda wielu czytelniczkom otuchy, siły i motywacji by się nie poddawać gdy wiatr wieje w oczy, gdy życiowa ścieżka wiedzie pod górę. Ta powieść jest specyficzna, zaskakująca, łatwa w odbiorze. To tytuł, który posiada drugie dno, który osładza życie i podnosi na duchu. Morał z tej lektury płynie jeden - nie można zamknąć się w skorupie żalu, nie warto użalać się nad sobą, otulać się łzami. To nie pomoże, a tylko osłabi.
To była niezapomniana lektura, którą czytałam z przyjenością i ciekawością. Zaskoczyło mnie nieco zakończenie, gdybym sama pisała tę powieść pewnie inaczej bym je wykreowała. Ogólnie to godna polecenia lektura na wakacje i nie tylko. Zachęcam do jej przeczytania.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.