Koszyk 0
Opis:
Prawdziwy Kot... Prawdziwe koty nigdy nie jedzą z miseczek (a przynajmniej nie z takich, które są oznaczone DLA KOTA) Prawdziwe koty nigdy nie noszą obroży przeciw pchłom... ani nie pojawiają się na kartkach urodzinowych... ani nie gonią niczego, co ma w środku dzwoneczek. Prawdziwe koty jedzą tarty. I podroby. I masło. I wszystko inne, co zostanie na stole. Potrafią usłyszeć otwierające się drzwi lodówki dwa pomieszczenia dalej. Prawdziwe koty nie potrzebują imion ... Ale często są imionami nazywane. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Terry Pratchett
  • 2011
  • 0
  • 116
  • 210
  • 145
  • *, 9788378390077
  • 9788378390077
  • ZAE4R

Recenzje czytelników

KOT to stan umysłu /Kot w stanie czystym – Terry Pratchett/

Ocena:
Autor:
Data:
KOT to kosztowna błysKOTka. Kupujemy mu mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, bo nam ludziom wydaje się, że mu się spodobają, że się ucieszy. Oczami wyobraźni widzimy uszczęśliwioną mordkę. Z jego punktu widzenia to jednak najczęściej niepotrzebne kurzołapy. Nasze nadzieje szybko ulatniają się, wraz z zadartym ogonem. Jego właściciel łaskawie oddala się, by nie dobijać nas swoją obecnością, gdy palimy się ze wstydu, widząc rozczarowanie w jego oczach. Zagłębiając się w koto-tematy ... głównie adoptuję tego typu książki – bibeloty. Nie spełniają one funkcji innej niż rozrywkowa chwilówka. Tak jest i w tym przypadku. Cóż nie jest jednak prawdziwym kociarzem ten, kto śmie się za takiego uważać, a nie czytał Kota w stanie czystym. Nawet jeśli to taka „durnostojka”.

Co mógłby sugerować tytuł, nie chodzi wcale o futrzastą przejrzystość czy czystość omawianej istoty. Nie ma mowy o konszachtach z Arielem, Perwolem, czy inną Dosią. Chodzi raczej o to, co sprawia, że kot jest kotem. Z książki jasno wynika, że kot to nie materia, to akt natury: nieujarzmiony. Nie da się bowiem schematyzować i zracjonalizować bytu, który sam w sobie racjonalny nie jest. Puszek przecież to zatwardziały i niereformowalny indywidualista. I tak, owszem: warto byłoby się zastanowić, czy istoty te aby nie przybyły z kosmosu. Na szczęście dokonały „pasywnej inwazji” na planetę. Omamiły umysł, wytresowały rzesze niewolników, używając tylko jednej broni – mruczenia. Mruczenie sprawia, że celem istnienia – podobno inteligentniejszych istot – ludzi jest sprawianie najeźdźcom przyjemności.


Celem Prawdziwego kota jest przejść przez życie spokojnie, tak by ludzie jak najrzadziej się do niego wtrącali. Całkiem jak prawdziwi ludzie, jeśli się dobrze zastanowić. No właśnie, według autora koty dzielimy na Prawdziwe i niePrawdziwe, a jako, że wszelkie podziały są krzywdzące...No niech będzie - przymknę oko - załóżmy, że nie miała tutaj miejsca generalizacja. Prawdziwość według Pratchetta to styl życia, który objawia się np. jedzeniem z kilku misek naraz i rozrzucaniu jedzenia na podłodze, dematerializacji kokardek i obróżek, braku reakcji na zabawki z dzwoneczkami, niezbyt przychylnym stosunku do transporterów. Moja kicia niektóre kryteria spełnia, ale sporo jej też do Prawdziwego (Pratchettowskiego) kota brakuje, oblała by więc test na takowego z kretesem. Jako niePrawdziwej niczego jej jednak nie brakuje. Każdy uważa, że jego towarzysz jest najprawdziwszy i wyjątkowy, ja również. Sądzę, że doskonałość tkwi w różnorodności. Mimo zaproponowanego przez niego podziału, z którym nie do końca się zgadzam, cieszę się, że Pratchett napisał taką swoistą pochwałę dachowca. Zasługują na to. To przecież niepokorni nicponie i zawadiaki, czyli głównie i zazwyczaj - tricksterowscy bohaterowie.

Autor dzieli się z nami jeszcze innymi swoimi teoriami i spostrzeżeniami. Zasypuje nas informacjami o przeróżnych typach, rodzajach kotów. W owym przeglądzie najbardziej przypadły mi do gustu koty Arcyzbrodniarzy. Jeżeli chodzi o kocie choroby, Ciężarówka jako ta śmiertelna wywołała z jednej strony uśmiech, ale z drugiej... – kto z nas nie stracił pupila w ten sposób? Zbyt odleciany wydał mi się fragment o kotach, które utraciliśmy. Nie rozumiem idei przyświecającej jego powstaniu, oprócz popisu słownego oczywiście. Podpisuję się jednak wszystkimi kończynami pod stwierdzeniami, że kota nie planuje się mieć i nie da się go ukarać. Szczerze rozbawił mnie fragment z próbą oszukania kota i podania mu lekarstwa, to sytuacja która przeradza się w regularną bitwę. Człowiek nie wychodzi z niej z godnością, to wiem z autopsji.


Koty lubimy także za to, że mają te cechy, które sami chcieli byśmy posiadać. Nie poddają się regułom wpływów psychologicznych, tylko trwają. Żyją poza uwikłaniami społecznymi, dlatego nie da się ich wytresować. Racjonalność przy próbie zrozumienia tych bytów się nie sprawdza. I jeśli ich nie lubimy, to po prostu za to, że nimi nie jesteśmy.

Pratchett stworzył książkę, która nie jest ani zbiorem opowiadań, ani poradnikiem. To zapis osobistych spostrzeżeń i wrażeń, które stanowią poniekąd parodię naukowego stylu wypowiedzi. Składają się na nie luźne przemyślenia i wskazówki uzbrojone w naukową formę. Ta gra konwencją przywodzi mi na myśl istotę poematu heroikomicznego (wysoki styl, niska tematyka). Ilustracje obrazujące treść są dosyć surowe, niby w stylu uroczo-psotnym, brakuje mi w nich jednak odrobiny absurdu, przekory. Zamiast tego jest nieskomplikowany żart bez drugiego dna. W zasadzie to prosta kreska z dosadnym przekazem – jak np. kot w betonowych bucikach. Na szczęście patrzący na nas z rysunków bohaterowie nie są słodziakowaci. Podobny w wydźwięku jest język tekstu: ironiczny, pełen cierpkiego cynizmu. Mimo zdystansowania, kpiny - tak charakterystyczny dla Pratchetta styl – nie zdołał, w swoim przekąsie, ukryć ciepłych uczuć wobec ogoniastych.


Mam mieszane uczucia. Książka odkrywcza nie jest. W błyskotliwy jednak sposób – wszak autor sam w sobie niebanalny – podsumowuje temat kotowatości i zawartości kota w kocie. To, co w sumie wie każdy, kto mieszka z (albo „u”, to przecież jego dom) sierściuchem, autor ubrał zgrabnie we własne nietuzinkowe spostrzeżenia. Powstałe w ten sposób sceny i obrazy, ubarwią nam godzinkę - z przerwą może dwie - życia. I raczej już do nich nie powrócimy. Ewentualnie przypomnimy sobie o książce, gdy będziemy szukać odpowiedzi, na pytanie: dlaczego w sumie pozwalamy się „tak” traktować mruczusiom. I przypomnianą odpowiedź potraktujemy - oczywiście - z przymrużeniem oka.

No cóż: koty mruczą.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dla miłośników

Ocena:
Autor:
Data:
Genialna, pełna humoru, lekka książeczka dla miłośników wyłącznie 'prawdziwych' kotów.
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena