Koszyk 0
Opis:
Do autora komiksów Claya Riddella wreszcie uśmiechnęło się szczęście - udało mu się podpisać w Bostonie lukratywny kontrakt wydawniczy. Wracając ze spotkania, jest świadkiem dziwnego zdarzenia. Kupująca lody kobieta i dwie nastolatki wpadają w krwiożerczy szał. Szybko okazuje się, że nie tylko one. Ulice zapełniają się bełkoczącymi ludźmi, przechodnie bez powodu rzucają ... się na siebie, z nieba spadają samoloty. Clay z przerażeniem obserwuje, że szaleństwo ogarnia tych, którzy używali telefonów komórkowych. Chaos błyskawicznie ogarnia kraj. Nie minie wiele godzin, by z cywilizacji, jaką znamy, pozostała ruina. Gdzieś poza Bostonem znajdują się żona i syn Riddella. Piesza wędrówka do nich będzie prawdziwym koszmarem. Jedynym bezpiecznym miejscem jest centrum stanu Maine, obszar znajdujący się poza zasięgiem telefonii komórkowej. Ostatnia enklawa ludzkości, czy przemyślnie skonstruowana pułapka? Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Stephen King
  • 2015
  • 7
  • 432
  • 205
  • 145
  • *, 9788378855118
  • 9788378855118
  • ZCFXA

Recenzje czytelników

Restart gatunku /Komórka – Stephen King/

Ocena:
Autor:
Data:
W pewnym momencie jeden z bohaterów książki stwierdza:

Zobaczyli, że od nowa zbudowaliśmy wieżę Babel…opartą jedynie na sieci elektronicznych połączeń. W ciągu kilku sekund zniszczyli ten fundament i nasza wieża runęła. Zrobili to, a my troje jesteśmy jak trzy żuczki, które szczęśliwym zbiegiem okoliczności uniknęły zmiażdżenia butem olbrzyma.

Kim są tajemniczy ONI? Nie dane nam jest się dowiedzieć. Możemy tylko tak, jak bohaterowie snuć domysły. Nagłe szaleństwo, które opanowało świat ... to efekt ataku terrorystycznego, za którym stoi jakaś organizacja? Efekt zwykłego ludzkiego błędu? Może jakaś nadzwyczajna anomalia, która zakłóciła sygnał? Jedno co wiadomo na pewno to, to, że korzystanie z telefonu komórkowego resetuje ludzki mózg, pozostawiając na chodzie tylko jego podstawę - jądro. Najciemniejszą, najbardziej pierwotną część, która utrzymuje jednostki przy życiu, odbierając im pamięć i samoświadomość. Efekty tysięcy lat ewolucji, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, obracają się w perzynę. Patrząc na takiego człowieka w „czystej postaci” można pomyśleć tylko jedno: wszechświat powstał z chaosu, a człowiek najwyraźniej powstał z szaleństwa…

Clay Riddel odniósł wreszcie sukces, podpisał swój pierwszy w życiu kontrakt – jego komiks zostanie wydrukowany. Czuje, że jego los się odmienił. Szczęście wypełnia go do tego stopnia, że śmiało marzy o tym, że pogodzi się z żoną, z którą pozostaje w separacji? Kupuje jej nawet prezent - bardzo drogi prezent. Dla niego pełen szczęścia i nadziei, dla innych może nieco gorszy – ale to dzień jak co dzień. Zwyczajny, kolejny na tej planecie. Niestety, tylko do czasu. Nikt nie spodziewa się tego, co ma się nagle wydarzyć. Cóż, apokalipsa się nie zapowiada, ona po prostu nadchodzi, kpiąc z ludzkich planów. W jednej sekundzie, za sprawą tajemniczego impulsu, świat dzieli się na „telefonicznych” – tych którzy używali komórek w złym momencie i stracili rozum i „nietelefonicznych” - tych którzy pozostali przy zmysłach. Clay, wraz z Tomem i Alice, przypadkowymi jak on ocaleńcami, podejmuje walkę o przetrwanie. Nasza grupka powoli przyswaja nowe, panujące na świecie zasady, poznaje słabe punkty wroga i próbuje je przeciwko niemu wykorzystać – z różnym skutkiem. Riddel nade wszystko jednak pragnie odnaleźć syna, nie cofnie się więc przed żadnym szaleństwem, aby do niego dotrzeć. Dlatego godzi się, by „telefoniczni” sprowadzili go do miejsca poza zasięgiem: Kashwak=Ni-FO. Jego determinację podsyca niepewność – czy jego Johnny miał feralnego dnia przy sobie swoją czerwoną komórkę??


Niezaprzeczalnym atutem książki jest mocny, gwałtowny początek. Wokół bohatera nagle kończy się świat (w takim kształcie w jakim go zna), ludzie skaczą sobie dosłownie do gardeł, wybuchają pożary, panuje ogólna dezorientacja, chaos i panika. Następnie akcja trochę zwalnia, by mocno trzymać w nas w napięciu. Przynajmniej do momentu w którym bohaterowie wraz z genialnym Jordanem i starym profesorem Ardai (moja ulubiona postać z książki) dokonują rzezi w gnieździe wroga. Oczywiście nie uchodzi im to na sucho, „telefoniczni” to nie miłosierni samarytanie, kierujący się w życiu hippisowskimi zasadami. Bohaterowie jak na mój gust trochę za wcześnie odkrywają, że „telefoniczni” kierują się instynktem stadnym i są bezbronni, gdy „ładują program”. Gdy już wszystko wiadomo, akcja znacznie zwalnia, do tego stopnia, że miejscami czas staje w miejscu, a czytelnik ma wrażenie, że utknął na mieliźnie. Wynagradza nam to zakończenie, równie mocne co początek. Autor ostatecznie nie rozstrzyga jednak historii Claya, jego przyjaciół i syna, daje nam szerokie pole do spekulacji i pozwala popuścić wodze fantazji, pogdybać nad alternatywnymi wersjami świata.


Maddalena - Nicola Samori
„Telefoniczni” przypominają zombie, ale nimi nie są: po pierwsze daje się ich zabić, po drugie to żywi ludzie. Nie to jednak mnie głównie w tej powieści frapuje. Podczas lektury uznajemy, że nasz gatunek poniósł klęskę. Tak bardzo zapamiętaliśmy się w technologii, że ta przyniosła na nas zgubę. A może wcale nie o to chodzi? Nie tak powinniśmy odczytywać te wydarzenia? Może przypadkowy czynnik (świat, który nas otacza jest przecież głównie dziełem przypadku, o czym pisała m.in. Jeanette Winterson w swojej książce pt. Brzemię) spowodował, że wkroczyliśmy na nowy stopień ewolucji? I jak większość dzieł natury początkowo działa trochę felernie? Ten sposób interpretacji powieści powoduje, że inaczej patrzymy na bohaterów. Człowiek boi się zmian, pragnie zostać przy tym co zna i rozumie. Dlatego Clay&Spółka próbują zwalczać „nowe”, które nadeszło. Tak przecież zareagowałby każdy z nas…. Lektura skłania mnie do nieco karkołomnej refleksji, czy aby ludzkość nie byłaby szczęśliwsza, gdybyśmy wszyscy czuli i myśleli tak samo - nie byłoby wojen, nieszczęść, zazdrości… Na takie rozwiązanie buntuje się każda komórka w moim ciele, ale nie znając indywidualizmu przecież byśmy za nim nie tęsknili, prawda?

Postacie występujące w powieści są zaledwie naszkicowane, tym razem autor nie bawił się w zgłębianie psychologii bohaterów: Clay martwi się o syna, Tom o swojego kota (rozstanie było wzruszające), Jordan szuka zemsty, a Alice miętosi dziecięcy bucik… Mnie osobiście to jednak nie przeszkadzało. Książkę, mimo dłużyzn (i mimo tego,że już drugi raz) przeczytałam przy pierwszym podejściu. I tak, jak lata świetlne temu, tak i teraz była to przyjemna lektura. Komórka, owszem, nie jest najlepszą z książek Króla - najgorszą jednak też nie. Jak dla mnie to zdecydowanie solidne czytadło, plasujące się gdzieś po środku możliwości autora.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.