Koszyk 0
Opis:
Do wartemborskiego pałacu, obecnie funkcjonującego jako hotel, przyjeżdżają goście: pisarz zainteresowany historią drugiej wojny światowej, emerytowany architekt o nienagannych manierach, roztargniona, samotna dziewczyna, sympatyczne starsze małżeństwo, wścibska pani Róża z mężem pantoflarzem i tajemniczy wędkarze, którzy znikają na całe dnie. Czy ktoś z nich stoi za uprowadzeniem mał ... ej Rosalie oraz jej niani? I jaki związek z tym incydentem ma wygrywana przez zabytkową pozytywkę stara kołysanka? Tę zagadkę spróbuje rozwikłać Klara, znana czytelnikom z powieści „Tajemnice Luizy Bein”, jednocześnie usiłując nie zepsuć swojego obfitującego w burzliwe momenty związku z Kubą. Renata Kosin – z wykształcenia humanistka, z zamiłowania niespokojny duch imający się zajęć wszelakich, zbyt wielu, by dało się je wymienić, nikogo nie zanudzając. Roztargniona marzycielka, która nade wszystko ceni ład i dobrą organizację. Prowincjuszka z urodzenia i wyboru (kiedyś podlaska, teraz warmińska). Nie przepada za wielkomiejskim zgiełkiem, choć uwielbia być wśród ludzi. Ceni sobie spokój, lecz nie znosi nudy i bezczynności. Energię i pogodę ducha czerpie z zewnątrz, dlatego lgnie do miejsc, gdzie dużo się dzieje i osób umiejących cieszyć się nawet z błahostek. Idealistka i optymistka. W okiełznaniu tak sprzecznej natury pomaga jej to, co czasem też wpędza w kłopoty – wyobraźnia pozwalająca zmienić każdą dysharmonię w dobrze nastrojone historie. Autorka scenariuszy teatralnych oraz powieści: „Mimo wszystko Wiktoria”, „Bluszcz prowincjonalny” oraz „Tajemnice Luizy Bein”. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Renata Kosin
  • 2015
  • 1
  • 456
  • 204
  • 135
  • 9788310128140
  • 9788310128140
  • ZCHM3

Recenzje czytelników

Udany powrót do tajemnic rodzinnych Klary

Ocena:
Autor:
Data:
W zeszłym roku Renata Kosin wzniosła się na wyżyny literackiego kunsztu swoją brawurową powieścią pt. „Tajemnice Luizy Bein”. Byłam pod ogromnym wrażeniem fabuły, którą skonstruowała; podziw wzbudzało dopracowanie każdego, najdrobniejszego nawet szczegółu, a jakby tego było mało, nadała narracji taką płynność, że pięćset stron żywego tekstu pochłaniałam w mgnieniu oka. Czy można się więc dziwić, jak bardzo czekałam na kontynuację? Sądzę, że nie ... W „Kołysance dla Rosalie” podążamy tropami odkryć z ostatnich stron „Tajemnic..., dlatego dodam tutaj od razu, że moim zdaniem trzeba zachować kolejność ukazywania się i najpierw poznać „Tajemnice...” – bez wiedzy w niej zawartej „Kołysanka...” może wydawać się niejasna i trudno będzie zorientować się choćby w relacjach rodzinnych bohaterów.

W najnowszej powieści Kosin od samego początku dużo się dzieje. Jednocześnie jednak odniosłam wrażenie, że autorka uciekła się do wielce przewrotnego fortelu, którym uśpiła moją czujność. Mimo że Klarze nie było wtedy łatwo, to miałam odczucie takiego spokoju i tego, że wszystko jest na swoim miejscu, czyli pałac wreszcie zacznie pełnić funkcję, do której został przeznaczony, zaczyna się sezon turystyczny, wokół są najbliżsi ludzie. Nie nazwałabym tego sielanką, ale takim zwyczajnym, codziennym życiem, co – biorąc pod uwagę szereg przeżyć Klary i Alexa wcześniej – wydało mi się, szczególnie dla niej, zasłużone. Teraz, po lekturze całości, określiłabym ten początkowy stan jako niepokojącą ciszę przed burzą. To subiektywne wrażenie gruchnęło z wielkim hukiem wraz ze sceną płatków róż na łóżku, które zobaczyła Klara. Cóż to był za skok adrenaliny! Zdołałam pomyśleć tylko coś w rodzaju: no, no, no, i był to z mojej strony wyraz najwyższego uznania dla pisarki. Od tego momentu pojawiło się napięcie, które nie opuściło mnie już do końca. Zaczęłam się solidnie emocjonować, denerwować, co jeszcze się wydarzy i przyznaję, że Kosin sprostała moim oczekiwaniom, ponieważ w dalszej części zwrotów akcji nie brakowało.

Wydaje mi się, że w „Kołysance...”, jakby to ująć, odkryć jest mniej, co nie znaczy jednak, że nie mają one znaczenia i są mniej pasjonujące. Kolejny już raz z najwyższą uwagą śledziłam przebieg wydarzeń, a zarazem rozpatrywałam je pod kątem technicznym, czyli w jaki sposób pisarka podsuwała nowe elementy w tej skomplikowanej układance. Kosin znów musiała włożyć sporo pracy, by cała historia była tak ciekawa, ale przede wszystkim spójna; a gdy spojrzy się na obie części cyklu razem, to jeszcze bardziej docenia się ich rozmach i czuje się większy respekt dla harmonii i pewności, z jaką prowadzone są obydwie fabuły. Warto również podkreślić, że autorka czerpie z historii regionu, z którego pochodzi – to, co autentyczne, co było inspiracją, obudowuje warstwą fabularną, tworząc fikcję o lokalnym kolorycie; zakładam, że mieszkańcy Warmii mogą odbierać te utwory na jeszcze innym poziomie.

Jak pewnie można zauważyć, trudno nie porównywać „Kołysanki...” do wcześniejszej powieści Renaty Kosin. Na szczęście jednak, z czego się bardzo cieszę, autorce udało się utrzymać ten mistrzowski poziom, a przecież już wtedy wspominałam, że „Tajemnicami Luizy Bein” sama sobie poprzeczkę ustawiła wyjątkowo wysoko. Nowe tajemnice odkrywane w atmosferze narastającego dreszczu swoistej grozy i przestrachu o los małej Rosalie oraz unoszący się jakby nad pałacem i jego mieszkańcami duch mistyki sprawiły, że „Kołysanka...” jest trochę inna, ale nie mniej frapująca od poprzedniczki. Uważam, że drugą powieścią z tej serii Renata Kosin dobitnie potwierdziła, że znalazła dla siebie idealne miejsce w polskiej literaturze – nie mam wątpliwości, że każda jej następna opowieść w podobnym klimacie wzbudzi moje – a zresztą pewnie nie tylko moje – zainteresowanie. I będzie taką samą ucztą, jak te dwie.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Kołysanka z tajemnicą w tle

Ocena:
Autor:
Data:
Miałam kiedyś taki etap w życiu, że chciałam być detektywem. Oglądałam sporo filmów i seriali, gdzie bohaterami byli właśnie ludzie tropiący różne skandale i rozwiązujący zagadki, nie tylko kryminalne. Gdyby nie moja choroba, to kto wie, może teraz zamiast czytać książki w dużych ilościach analizowałabym dowody, śledziła podejrzanych czy odkrywała tajemnice z przeszłości. Cóż, życie rządzi się swoimi prawami, jest jak jest i pozostają mi jedynie zagadki na kartach książek ... A takich na szczęście nie brakuje na polskim rynku wydawniczym.
W styczniu tego roku sięgnęłam po raz pierwszy po twórczość Renaty Kosin i przeczytałam "Tajemnice Luizy Bein". Powieść trafiła idealnie w mój czytelniczo-detektywistyczny gust. Z tego właśnie powodu nie mogłam doczekać się połowy kwietnia, czyli chwili wydania kontynuacji tamtej powieści. Dziś jestem już szczęśliwie zaspokojona lekturą i mogę podzielić się wrażeniami. Tym, którzy nie czytali "Tajemnic Luizy Bein", radzę nie czytać środkowej części recenzji dotyczącej fabuły.

Akcja książki rozgrywa się siedem lat później od momentu, kiedy Klara Figiel wraz z Alexem Beinem rozwiązywali zagadkę szkieletu Luizy pochowanego wraz z dziecięcym szkieletem. A przecież jej syn dożył wieku dojrzałego... Każdy kto chce poznać wynik ich dociekań musi przeczytać poprzednią część, zresztą do zrozumienia "Kołysanki..." dobrze jest ją znać.

Klara wraz z Jakubem i przy ogromnym udziale Anny - przybranej siostry Alexa - kończą przygotowania wartemborskiego pałacu na przyjęcie pierwszych gości. Prac przy przekształceniu go w hotel było dużo, jednak miejsce wreszcie zaczyna odzyskiwać dawną świetność: odsłonięty drewniany parkiet, sztukaterie, kominek z cennego marmuru oraz posiłki przygotowywane przez panią Kazię już wkrótce zostaną ocenione przez gości. Dziewiątka jakże różnych osobowości w jednym miejscu, może spowodować niejeden konflikt. A kto jest wśród przybyłych? Znany pisarz Dębski interesujący się czasami drugiej wojny światowej i izolujący się w swoim pokoju, by napisać książkę; architekt na emeryturze von Egloff; roztrzepana, młoda kobieta Matylda; państwo Róża i Stefan Pastewni, od początku konfliktowi i wzbudzający irytację Klary; para wędkarzy, którzy nie jadają ryb oraz starsze niemieckie małżeństwo Rita i Feliks Schmidt. Kto spośród nich stoi za tajemniczymi wydarzeniami w pałacu? Czy to zbieg okoliczności, że na pierwszy turnus zjawiły się akurat te a nie inne osoby? Czy każdy jest tym, za kogo się podaje? Jaki tak naprawdę jest cel ich pobytu w tych stronach?

Do wartemborskiego pałacu przyjeżdżają również państwo Beinowie - Sara i Alex wraz z dziećmi: siedmioletnią Rosalie i trzyletnim Albertem (zwanym Busiem). Żeby odciążyć rodziców, dziećmi ma zająć się niania, sąsiadka pani Kazi - Liska. Kobieta śpiewa Rosie kołysanki, opowiada maluchom nietypowe opowieści a dość niezwykłe ich znaczenie dorośli odkryją nieco później.

W tej powieści bohaterowie próbują rozwikłać zagadkę z przeszłości Anny a dotyczącej jej niemieckich dziadków Grety i Lennarta Staedtke (byli kiedyś właścicielami pałacu) oraz matki - Johanny. Klara z Kubą odkryją w księgach parafialnych niespodziewane fakty dotyczące Johanny Staedtke. Czy powiedzą o tym Annie? Jak zareaguje na nie Alex? Co uda im się dowiedzieć od Urszuli Zygmuntowicz, której ojciec i jego pierwsza żona pracowali w pałacu w czasie, gdy właścicielami byli Niemcy? W sprawie pojawiają się nowe pytania i nie na wszystkie łatwo jest odnaleźć odpowiedzi.

Klara nie do końca cieszy się z tego, że hotel zaczyna przynosić zyski, ponieważ ktoś uparcie wytrąca ją z równowagi. Kuba jej nie wierzy, myśli, że to przywidzenia, ukrywa przed nią swoje rozmowy z pisarzem i architektem, nie chcąc dodatkowo jej denerwować. Dziewczyna bowiem coraz częściej źle się czuje, mdleje i ma mdłości. Ale kto by nie miał widząc mnóstwo zgniłych płatków różanych w sypialnianym łożu lub truchło psa na tarasie...?! A gdyby tego było mało, nagle ktoś porywa małą Rosie wraz z nianią! Komu mogłoby zależeć na uprowadzeniu dziecka? W spokojnym miasteczku, z hotelu w samym środku dnia a wręcz z kuchni, w której porwane siedziały wraz z Busiem. Czy chłopiec coś zauważył? Kto i dlaczego to zrobił? Sara i Alex odchodzą od zmysłów a Klara z Kubą próbują dotrzeć do prawdy, która wcale nie jest tak oczywista. Bowiem trop prowadzi do Bractwa Różokrzyżowców, wolnomularstwa i tajemniczych przepowiedni. Mało brakowało a Klara i Kuba wplątaliby się w sterowane przez Bractwo poczęcie dziecka... Tylko po co Różokrzyżowcy mieliby porywać małą dziewczynkę? Czy Liska jest ich wspólniczką czy chroni Rosie? Kto z mieszkańców jest zamieszany w to porwanie? A kto tak naprawdę udzieli rodzinie porwanej dziewczynki pomocy? Czy uda się odnaleźć pierworodną Alexa?

Bardzo ciekawie napisana powieść, z nietypową tematyką Różokrzyżowców i masonów w tle. Oprócz zagmatwanych historii rodzinnych Beinów, czytelnik poznaje również nieco magiczne wierzenia Bractwa z wszędobylskimi różami. Jaką rolę odegrały w tych wydarzeniach nieżyjące już Luiza, Stella i Annette von Viereck? Wszak i one były częścią przepowiedni zawartej w manuskrypcie, który czytali Klara z Kubą. Czy Rosie jest kolejnym elementem tej układanki? Jakie znaczenie ma kołysanka Liski i pozytywka, której melodia budzi w nocy Klarę?

"Kołysanka dla Rosalie" jest książką, którą powinno się przeczytać w ciągu jednego dnia. Dlaczego? Bowiem to lektura z serii "jeszcze jeden rozdział i kończę czytanie a tak naprawdę kończymy widząc końcową okładkę". Wciąż utrzymujące się napięcie, coraz to nowe fakty, niesamowite wydarzenia, nietypowi ludzie tak mogę scharakteryzować powieść. Jest też nutka humoru, ale i grozy, uroku fabule dodają dzieci oraz pies a klimat mistyczno-tajemniczy podziemne korytarze, które zazwyczaj wzbudzają w czytelniku dodatkowe emocje. Sprzeczki wśród pałacowych gości, zastraszanie właścicielki, rozbite słoiki w piwnicy oraz zdjęcie małych dziewczynek w sukienkach w kwiaty - wszystko to niby drobne szczegóły niemające znaczenia. Ale uwierzcie, kiedy połączy się je w historię tak zgrabnie jak zrobiła to autorka, można przepaść bez echa w krainie wyobraźni i fikcji literackiej.

Autorka na swoim blogu zwróciła kiedyś uwagę, że niniejsza powieść ma coś wspólnego z Harrym Potterem. Serię o małym czarodzieju czytałam i stwierdzam, że jedyną wspólną postacią łączącą te dwie publikacje jest jednorożec. Ale uprzedzam pytania - "Kołysanka..." nie jest powieścią fantastyczną. Motyw jednorożca jest subtelny a poza nim nie stwierdzam więcej podobieństw. Bowiem magia i mistycyzm, który tutaj ma miejsce jest czymś zupełnie innym niż magia z Hogwartu.

Podsumowując te moje - już chyba zbyt długie - wrażenia, stwierdzam, że powieść Renaty Kosin jest wciągającą i pasjonującą lekturą. Radość będą z niej czerpać miłośnicy odkrywania tajemnic rodzinnych, ale również Ci, którzy szukają w literaturze tematów nieoklepanych, czyli na przykład o Bractwie Różokrzyżowców. Książka, mimo trudnych wątków, nie nuży a jedynie intryguje tym, co nieznane a prosty język ułatwia przeżywanie kolejnych wydarzeń. Autorka udowodniła tą książką, że w przesycie, nawet tak pięknego kwiatu jakim jest róża, można mieć dosyć...
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.