Koszyk 0

„Kiedy piszę, nie jestem na służbie” - rozmowa z Hanną Samson

Barbara zostaje brutalnie zaatakowana w swoim garażu. Traf chce, że w ręku trzyma nożyczki. Ten moment okaże się przełomowym w jej życiu… O odrębności psychologii i literatury, a także o „Patyku” i kolejnej już Baśce w jej literackim dorobku rozmawiamy z Hanną Samson.

Książki, które Pani pisze, nie są zazwyczaj łatwe i przyjemne w odbiorze. Dotykają trudnych tematów, poruszają temat człowieka (kobiety) postawionego w sytuacji granicznej. Taki jest też „Patyk”, Pani najnowsza powieść. Jak dużo kosztuje Panią jako twórcę taki – jak się domyślam – emocjonalnie zaangażowany proces twórczy? Wydaje się, że pisze Pani z poczuciem pewnej misji – jak wiele trzeba jej poświęcić?

Nie mam poczucia, że cokolwiek poświęcam. Może jedynie wakacje, bo tylko wtedy mam czas na pisanie. Traktuję całe życie trochę jak misję, ale akurat w pisaniu czuję się wolna od wszelkich zobowiązań. Pisanie angażuje mnie emocjonalnie, ale to nie jest koszt, raczej radość tworzenia. I wierzę, że czytelnicy mogą mieć przyjemność z czytania moich książek, nawet jeśli nie są łatwe.

Jest Pani nie tylko pisarką i felietonistką, ale też psychoterapeutką i działaczką społeczną. Fundacja Feminoteka, z którą Pani współpracuje, żywo reaguje na aktualne wydarzenia w Polsce, stając w obronie kobiet. Czym wobec tego jest dla Pani literatura i jakie są jej związki z innymi dziedzinami Pani aktywności? Czy można powiedzieć, że literatura to niejako kolejny sposób kontaktu z drugim człowiekiem, który, jak można zauważyć, jest ważny w Pani życiu?

Pewnie tak jest, że wszystko się ze sobą łączy, bo jestem jedną osobą. I rzeczywiście pisanie to rodzaj kontaktu z innymi ludźmi. Ale zupełnie inny niż w realnym życiu. Tu nie troszczę się o czytelnika/czytelniczkę, po prostu opowiadam historie, które mi przyjdą do głowy. Wyrastają one z mojej wiedzy o ludziach, ale nie są przedłużeniem mojej pracy jako terapeutki. Kiedy piszę, nie jestem na służbie, nie mam poczucia misji, tu robię, co chcę. Mówię o powieściach, bo w felietonach chcę oczywiście przekazać jakiś kawałek mojej wiedzy o świecie.

Pani pierwsza powieść, „Zimno mi, mamo”, została wydana w 1996 r. Czytelnicy w dyskusjach o „Patyku” twierdzą, że nawiązuje on do tej debiutanckiej książki, jeśli chodzi o problematykę, ale i styl. Czy faktycznie jest tak, że w swojej twórczości obrała Pani pewną linię, po której konsekwentnie Pani kroczy? Czy można powiedzieć, że Pani utwory wzajemnie się dopełniają i tworzą pewne spójne studium konkretnego problemu?

Nie, żadnej linii świadomie nie obrałam i nie zamierzam tego robić. Każda książka to dla mnie nowa przygoda, choć oczywiście pewne wątki wracają, bo pewne rzeczy mnie obchodzą, a inne nie. Zwykle nie opisuję rzeczywistości, a bardziej sposób jej przeżywania. Przykładam lupę do bliskich relacji, nie tworzę panoramy społecznej. Mam poczucie, że niektóre moje powieści są trochę podobne, inne bardzo się różną, ale łączy je fakt, że to ja jestem ich autorką i mam swój sposób narracji, od którego zresztą czasami odchodzę.

Zatrzymajmy się na chwilę przy „Patyku”. Historia zaczyna się trochę jak odwrócony kryminał, ale – jak zauważają czytelnicy – trudno zakwalifikować ją do jakiegoś konkretnego gatunku literackiego. Jak Pani sama scharakteryzowałaby tę powieść i jej bohaterkę? Jakie inspiracje towarzyszyły Pani podczas pisania „Patyka”?

Główną inspiracją był mój garaż. Często wyobrażałam sobie, co w nim może się zdarzyć, aż w końcu postanowiłam to zapisać. Nie piszę kryminałów, ale lubię kryminalne wstawki – są obecne w kilku moich powieściach. A moja bohaterka mówi sama za siebie – trzeba tylko przeczytać Patyk.

Przede wszystkim pisze Pani o kobietach. Ale czy tylko, czy głównie dla kobiet? Chyba i mężczyźni mogą wiele dowiedzieć się z Pani książek – i to nie tylko z „Zabić twardziela!”... Jak wielu ma Pani męskich czytelników i z jakimi ich reakcjami się Pani spotyka? Czy pisząc, myśli Pani o tym, kto będzie czytał stworzoną przez Panią historię, projektuje Pani w głowie swojego czytelnika?

Szczerze mówiąc, w ogóle nie myślę o czytelnikach. Opowiadam jakąś historię i mam nadzieję, że ona zainteresuje ludzi. Nie piszę tylko dla kobiet, choć wiem, że to kobiety więcej czytają. Nie piszę też dla mężczyzn. Po prostu piszę i mam nadzieję, że ludzie będą chcieli to czytać. I wiem, że są tacy, którzy czytają – również mężczyźni. A ilu ich jest? Nie mam pojęcia.

Pani pasją, co wyraźnie widać na kartach Pani książek, jest Pani zawód – psychologia. Przejawia się to nie tylko w powieściach, wyróżniających się wnikliwymi portretami psychologicznymi, ale i w felietonach czy poradnikach, gdzie temat podejmuje Pani zawsze żywo i dość emocjonalnie. Czy myśli Pani zatem, że pisałaby Pani, gdyby nie była Pani psycholożką? Jak te dwie dziedziny Pani życia wzajemnie na siebie oddziałują?

Gdybym nie była psycholożką, miałabym czas na pisanie! Jasne, że moja wiedza o świecie jest związana z pracą, ale nic się tu prosto nie przekłada. I pisanie, i praca terapeutki wyrastają z mojego zainteresowania ludźmi i tym, co się między nimi wydarza, ale to dwa różne obszary mojego życia. W felietonach jestem bardziej psycholożką, dzielę się swoją wiedzą i przemyśleniami, a poradników nie piszę. Wierzę, że ludzie sami potrafią sobie poradzić, jeśli pomoże im się spojrzeć na ich problemy z nowej perspektywy. Tę perspektywę staram się pokazywać w felietonach. A w powieściach nie troszczę się o czytelniczki i czytelników, niczego im nie ułatwiam, każdy może sobie wziąć z nich, co chce, bo ja tu nie jestem na służbie i nie muszę spełniać niczyich oczekiwań, więc nawet o nich nie myślę. I może dzięki temu, że mam taką odskocznię, nie jestem umęczona pracą, w której jestem do dyspozycji innych ludzi.

W ostatnim czasie spędziła Pani sporo czasu, pracując nad historią Baśki. A kto będzie następny? Czego mogą się teraz spodziewać Pani czytelnicy? Jakie są Pani najbliższe literackie – i nie tylko – plany?

Myślę już o nowej powieści, znam tytuł, jej bohaterka jest już w mojej głowie. Na imię oczywiście też ma Baśka, bo to imię wszystkich bohaterek moich książek, choćby nie wiem jak bardzo różniły się od siebie. Nie wiem jeszcze dokładnie, co jej się przydarzy, ale tego dowiem się wtedy, gdy zacznę pisać. A zacznę w sierpniu.

Rozmawiał(a): Katarzyna Lipska