Koszyk 0

Każde miasto ma swój rewers... najwięksi mistrzowie kryminałów w akcji!

Wielka gratka dla miłośników literatury kryminalnej. Nakładem Wydawnictwa Czwarta Strona ukazał się "Rewers", zbiór jedenastu opowiadań najlepszych polskich autorów kryminałów, jak choćby Wojciecha Chmielarza, Ryszarda Ćwirleja, Roberta Małeckiego, Remigiusza Mroza, Joanny Opat-Bojarskiej... Każda historia rozgrywa się w innej miejscowości, bo każda ma swój rewers... Znajome  nazwy, utarte ścieżki i oswojone miejsca kryją ciemną stronę schowaną pod osłoną nocy, w zapomnianych schowkach, starych piwnicach, a często –  za oknami pozornie zwykłych mieszkań. Pamiętają i wiedzą o niej mury budynków, brukowane uliczki,  ciemne zakamarki parków, miejskie stawy i rzeki. Ciemne oblicze jedenasu polskich miast. Zapraszamy do zapoznania się jednym z nich.

Wojciech Chmielarz, "Babcia Wiśniewska"

Kiedy policja aresztowała babcię Wiśniewską, wkurwiło się pół Gliwic. Rozgrzały się telefony komórkowe we wszystkich dzielnicach. Informacja przechodziła z ust do ust, od SMS-a do SMS-a, za pomocą facebookowego messengera i gmailowych skrzynek. Temperatura rosła najpierw z minuty na minutę, a później z sekundy na sekundę wraz ze społecznym gniewem. Bo psiarnia psiarnią, ale i oni powinni wiedzieć, że ponad siedemdziesięcioletnią kobietę trzeba zostawić w spokoju. W pewnym momencie, ktoś rzucił pomysł, żeby zebrać ekipę uzbrojoną w kije i łańcuchy i pójść pod komisariaty czy prokuraturę (w zależności od tego, gdzie ją trzymają) i zaprotestować przeciw tej jawnej niesprawiedliwości. A jeśli trzeba, to babcię uwolnić siłą. Ale nagle wszystko się uspokoiło. Telefony przestały dzwonić, maile płynąć, a z facebooka poznikali ludzie. Po mieście poszła bowiem plota, że babcia Wiśniewska się spruła. A może chodziło o to, że był sobotni wieczór i wszyscy poszli na browar.

1.

Prokurator Adam Górnik nalał sobie kawy do kubka i zajął miejsce naprzeciwko komisarza Stefana Niemojskiego z wydziału kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Gliwicach. Niemojski był jednym z tych młodych i ambitnych policjantów, którzy szybko awansowali i traktowali swoją pracę śmiertelnie poważnie. Z tego powodu Górnik czuł z nim duchowe pokrewieństwo. Obaj wiedzieli, jak to jest wprowadzać trochę cywilizowanych standardów w skostniałych, zbiurokratyzowanych instytucjach. Górnik upił kawy i rozejrzał się po pokoju. Normalnie wolał pracować u siebie, w prokuraturze. Ale ta sprawa była na tyle niezwykła i interesująca, że postanowił podjechać na ulicę Powstańców Warszawy, do komendy. Ktoś to zresztą dobrze wymyślił, bo w promieniu niecałych stu metrów mieściła się policja, Sąd Rejonowy i areszt śledczy. Tylko Prokuraturę złośliwie ulokowano niedaleko dworca PKP, kilka kilometrów dalej.

Niemojski wyciągnął z przewieszonej na krześle kurtki elektrycznego papierosa. Podszedł do okna, otworzył je szeroko i wsadził papierosa do ust. Nacisnął przycisk włączający, a dioda na końcu zapaliła się na pomarańczowo. Wciągnął głęboko dym w płuca, wpatrując się w stojący na pobliskim placu czołg. Teoretycznie był to pomnik upamiętniający walki z czasów II Wojny Światowej, praktycznie plac zabaw dla pobliskich dzieciaków. Górnik pamiętał, że wiele lat temu jacyś miejscowi hippisi wymalowali go całego w pacyfki i kwiaty. Stał taki, kolorowy i niszczejący przez wiele miesięcy, zanim przywrócono mu barwę wojskowej, zgniłej zieleni.
– To opowiesz mi, jak to było? – zapytał Górnik. – I po co otworzyłeś okno? Podobno to nie truje.
Niemojski wypuścił szarą smugę dymu z ust.
– Ale zapach zostaje. Chociaż mam wkład.
– Jaki?
– Kaktusowy.
– I jak to smakuje?
Policjant wyciągnął z ust papierosa i przyjrzał się, jakby widział go po raz pierwszy w życiu.
– Jak kaktus? – odpowiedział niepewnie i wzruszył ramionami.
Górnik uśmiechnął się. Odstawił kubek na biurko Niemojskiego, z trudem znajdując miejsce pomiędzy notatkami, szpargałami, zdjęciami i klawiaturą starego komputera, który buczał groźnie, jakby za chwilę miał stanąć w płomieniach.
– To opowiesz mi, co się dokładnie wydarzyło? – zapytał.
Niemojski kiwnął głową.
– Po to w końcu przeszedłeś, nie? – stwierdził oczywistą rzecz – Kilka dni temu dostaliśmy informację, że na targowisku przy cmentarzu Lipowym handluje się narkotykami. To było coś nowego. Na bazarach można było dostać papierosy z przemytu, tanią wódkę, podrabiane ubrania. Czasami zdarzał się nawet jakiś rozbitek z przełomu wieków, który ciągle handlował pirackimi DVD. Narkotyki zdarzały się bardzo rzadko. Nie ta klientela.
– Mów dalej.
– Informator był bardzo konkretny. Podał stoisko. Godziny, w których działa interes. I informacje, co znajdziemy. Gotowa realizacja.
– Co tam miało być?
– Trochę zieleniny, ale głównie dobra polska chemia. Amfetamina, ecstasy, 3mmc. Zielenina to prawdopodobnie import z Czech. Czyli generalnie petarda.

Prokurator doskonale rozumiał entuzjazm policjanta. Większość interwencji w związku z narkotykami to były drobne sprawy, takie jak zatrzymanie gówniarza z jednym skrętem. Ogłaszano to potem na stronach internetowych policji jako wielki sukces, z czego naśmiewało się później pół sieci. W przypadku akcji na bazarze było inaczej. Raczej nie trafią na czołówki ogólnopolskich gazet, ale było się już czym pochwalić.

– Dziwnie zaczęło robić się, jak pojawiliśmy się na miejscu – kontynuował policjant. Elektroniczny papieros zabulgotał cicho, kiedy się zaciągnął. Niemojski potrząsnął nim kilka razy. – Ekipa realizacyjna składała się z czterech osób. Wszyscy w cywilu, oczywiście, bo nikogo nie chcemy spłoszyć. W odwodzie mamy dwa patrole, które, jakby co, mogą nas wspomóc. Wchodzimy na targowisko. Dochodzimy do stanowiska. I co widzimy?

Górnik przetrzymał dramatyczną pauzę. Niemojskiemu opowiadanie tej historii sprawiało wyraźną przyjemność. Plotka głosiła, że kiedyś starał się o pozwolenie na wystąpienie w jakiejś TVN-owskiej czy Polsatowskiej docudramie. Według prokuratora – nadawałby się. Wysoki, przystojny, dobrze zbudowany. Brał udział w tych wszystkich idiotycznych konkursach na policjanta wrażliwego społecznie, najsilniejszego policjanta w Gliwicach i innych podobnych imprezach, które miały nadać funkcjonariuszom ludzką twarz w oczach społeczeństwach. Właściwie nie wiadomo, po co. Według Górnika ludzie powinni darzyć policjantów przede wszystkim respektem, może nawet się ich bać, a dopiero potem lubić. W każdym razie Niemojski pozwolenia albo nie dostał, albo wybrano kogoś innego i teraz swoje aktorskie ambicje realizował przed znacznie mniejszym audytorium. Obecnie – przed jednym prokuratorem.
– Widzimy, jak we wskazanej budzie siedzi sobie grzecznie starsza pani i sprzedaje tam serwety – dokończył Niemojski.
– Serwety?
– Serwety, obrusy, chusty, chusteczki, tanie tekstylia sprowadzane z Chin, które udawały ludowe rękodzieło. Do tego jakieś koszulki, skarpetki. Wszystko tanie, tandetne i do wyrzucenia zaraz po kupieniu, jeśli chcesz znać moje zdanie. Do tego, możesz mi nie wierzyć, ale tak właśnie było, siedziała sobie na zydelku i dziergała na drutach szalik albo czapeczkę. Już miałem odwoływać całą imprezę, bo to przecież nie pierwszy raz, kiedy ktoś nas robi w ciula.
– Co cię powstrzymało?
Niemojski zamarł w dramatycznej pozie, ze zmarszczonymi brwiami i elektronicznym papierosem zawieszonym w połowie drogi do ust.
– Trudno powiedzieć – stwierdził po chwili. – Chyba to, że wiesz, mamy dzień targowy. Na bazarze ruch, harmider. Ten sprzedaje, ten kupuje, ktoś się targuje, kobieta za mną dopytuje się, skąd są jabłka i jak smakuje każdy rodzaj. A nasza babcia sobie spokojnie siedzi, robi tę swoją robótkę i fest leje na to, czy coś zarobi, czy nie.
Logiczne, pomyślał Górnik. Za budę na bazarze się płaci. Nikt nie przychodzi na targ, żeby wychodzić będąc stratnym.
– Co dalej?
– No to trochę stoimy, jak te ciule, bo to jednak głupio wychodzić z blachą do starszej pani i jej przetrzepywać te szmaty. Tam po drugiej stronie ulicy jest stadion Piasta, cała okolica ozdobiona napisami, co się robi z policją, a sklepikarze to też nerwowe plemię. Podniesie się larmo, będziemy mieć awanturę i żadnego z tego pożytku. I wtedy widzę, jak do starszej pani podchodzi jeden taki ortalionowy rycerzyk. Drobny chłopaczek, wygolony na łyso, kajdan na szyi, w uszach słuchawki od telefonu, szeleści przy każdym kroku. Wita się grzecznie, sięga do kieszeni, daje kobiecie zwitek banknotów. A ona mu taką zwiniętą chusteczkę. Niewielką, malutką, którą chłopaczek szybko wsadza do kieszeni. Po prostu oczom nie wierzyłem. Dałem sygnał. Zwinęliśmy chłopaczka i babcię z bazaru.
– Co mieli?
– Chłopaczek amfę. A babcia całą aptekę. Dokładnie tak, jak powiedział nam nasz tajemniczy informator.
Niemojski skończył palić. Wyłączył elektronicznego papierosa i schował go do kieszeni spodni. Zamknął okno i wrócił za biurko.
– Zidentyfikowaliście tego informatora? – zapytał prokurator.
– Nie. Dzwoniono do nas z budki telefonicznej.
– To jeszcze takie są? – zdziwił się prokurator.
– Jak widać są. Ta konkretna, na poczcie głównej naprzeciwko dawnego kina Bajka.
– Wiem, gdzie jest poczta. I wiem, że tam są kamery. Ściągnęliście nagrania?
Policjant roześmiał się.
– Nie. Bo i po co? Serio uważasz, że mamy ścigać praworządnego obywatela, który poinformował nas o handlu narkotykami w swojej okolicy? Pamiętasz, że takie rzeczy można zgłaszać anonimowo.
Prokurator pamiętał. Ale źle się czuł, jeśli nie wiedział wszystkiego o sprawie, którą się zajmował. A tutaj szczególnie mu coś nie pasowało. Mogło się zdarzyć, że śląskie podziemie przestępcze załatwiało swoje porachunki policyjnymi rękoma. Tylko dlaczego mieliby im wystawiać starszą kobietę? Komu ona mogła przeszkadzać? Dlaczego zaczęli właśnie od niej?
– Będę musiał z nią porozmawiać – stwierdził Górnik.
– Oczywiście – odpowiedział mu policjant. – Tylko pamiętaj, musisz być bardzo ostrożny.
– Dlaczego?
– Pracuję w tej firmie od dziesięciu lat. Wiele widziałem i sporo przeżyłem. Dlatego wierz mi, bo wiem, co mówię. Nie spotkasz w swoim życiu równie czarującej staruszki.

2.

– Uwaga! Będziemy przenosić ciężar z jednej strony na drugą. Dodajemy ramiona. Przód, przód. Dobrze! Jeszcze! – wyrzucała z ekranu komputera Ewa Chodakowska, a Aldona malowała paznokcie u stóp.
W pokoiku tuż obok krzyczał mały Brajanek. Nie mogła się ruszyć, zanim lakier jej nie wyschnie. Zmarnowałaby tylko robotę i ubrudziła parkiet. Narastający płacz dziecka nie przeszkodził jej jednak zabrać się za kolejny paznokieć.
W drzwiach od pokoju pojawił się Garfield. Spojrzał na żonę, na paznokcie, na włączone na laptopie DVD z Chodakowską.
– Zajmiesz się wreszcie małym? – zapytał surowo.
– To twój syn. Może ty się nim zajmiesz? – odpowiedziała.

Twarz mu stężała. Widziała, jak napina wszystkie mięśnie. A przynajmniej te, które nie zdążyły jeszcze zniknąć pod warstwą tłuszczu. Świadomie go podpuszczała. Była pewna, że kiedyś ją uderzy. Czekała na to. I na to, aż wreszcie znajdzie sobie jakąś młodszą dupę, którą będzie obracał. Aldona miała bowiem jasno sprecyzowany cel życiowy i konsekwentnie do niego dążyła. Krok pierwszy – znaleźć takiego chłopa, który zapewni jej życie na poziomie. Takiego z jajami, twardego, którego się będą bali i który zrobi dla niej wszystko. Padło na Garfielda. Faceta z Sośnicy, który na koncie miał już jeden wyrok i parę lat w poprawczaku. A oprócz tego głowę do interesów, ludzi, którzy dla niego robili, dwa sklepy monopolowe i jedną budę z hamburgerami. Kiedy wreszcie ją zauważył w jednej z gliwickich dyskotek, była zachwycona. Ale też nie głupia. Nie dała mu od razu, jak inne. Musiał się postarać, nabiegać, nakupować jej butów, torebek, koszulek, naszyjników. Pozabierać w modne miejsca, postawić drinki. Spodobała mu się taka niedostępna. Chociaż wiedziała, że nie mogła przesadzić. Strasznie pilnowała, żeby nie przegapić tego momentu, kiedy miał już jej prawie dość, kiedy miał już machnąć ręką, podsunąć ją jakiemuś swojemu ziomkowi. A kiedy ta chwila była tuż, tuż, pozwoliła mu się przelecieć.
Było przyjemniej niż się spodziewała.

Kiedy już była jego kobietą, pilnowała, żeby przesadnie się nie nudził. Grała na jego emocjach. Czasami była przylepą, a kiedy indziej zimną suką. Trzymała go w niepewności, żeby Garfield musiał się o nią starać. Pozwalała się podrywać różnym typkom w barach i prowokowała wybuchy zazdrości. Wszystko zwalała potem na Bogu ducha winnych chłopców. Prawie zawsze kończyło się to pobiciem. Raz nawet bardzo poważnym. Koleś wylądował w szpitalu, prokuratura wszczęła sprawę. Garfield załatwił to tak, że nikt nic nie widział. Przynajmniej oficjalnie. Ona też do końca nie wiedziała, co się stało tamtego wieczora. Tyle tylko, że Garfield trochę nerwowy chodził przez kilka dni i nawet nie chciał, żeby mu laskę zrobiła. Rzecz jednak rozeszła się po kościach.

Po kilku miesiącach, kiedy czuła się wystarczająco pewnie, przyszedł czas na realizację drugiego etapu planu. Potajemnie odstawiła pigułki antykoncepcyjne (a Garfield oczywiście prezerwatyw nie uznawał). Udało się za trzecim razem i dziewięć miesięcy później urodził się Brajanek. Odstawiła szopkę, płacz, łzy, próby samobójcze (zupełnie udawane) i jeszcze przed porodem wzięli ślub.

Teraz czekał ją etap trzeci. Ukoronowanie jej wieloletniego planu – rozwód. Niech no Garfield zajmie się innymi suniami, porucha z kolegami, pochodzi na dziwki, złapie nawet jakiegoś syfa. W domu zrobi mu piekło, Brajanek swoje dołoży, bo irytujący był z niego bachor, i będzie pozamiatane. Ona weźmie dzieciaka, dostanie alimenty i do końca życia nie będzie musiała nic robić. No, przynajmniej do momentu, kiedy Brajanek nie skończy osiemnastu lat. Ale to było tak daleko, że nawet nie chciało się jej o tym myśleć. Tyle się mogło wydarzyć do tego czasu. Może jakąś szkołę skończy, jak już będzie miała własną flotę? Otworzy salon kosmetyczny? Na malowaniu paznokci się przecież nieźle znała.
– Bierz Brajana – warknął.
– Garfield – powiedziała przeciągając samogłoski. Wiedziała dobrze, że od pewnego czasu nie lubił swojego starego przezwiska. Pozował teraz na poważnego biznesmena. – Paznokcie mam mokre! Nie widzisz?!
Obserwowała jak rośnie w nim wewnętrzny wkurw. Zawsze wtedy jego oczy robiły się zamglone, a czubki uszu intensywnie czerwone. Z daleka można je było nawet pomylić z dwoma małymi diodami. I, trochę wbrew sobie, przestraszyła się.
– I w drugą stronę. Kolana lekko ugięte, nie prostuj kolana. Jeszcze kilka ruchów i zabieramy się do katorżniczej, ale niezwykle przyjemnej pracy – kontynuowała niezrażona Chodakowska.
Jednak nic jej nie zrobił. Pomyślała, że zcipiał przez ostatnie lata i uśmiechnęła się złośliwie. Wszedł do pokoju wrzeszczącego Brajanka. Usłyszała, jak podnosi go z łóżeczka i zaczyna nucić swoim chropawym głosem kołysankę. Po chwili chłopczyk zagruchał radośnie, czemu towarzyszyło zadowolone sapnięcie dumnego taty. Wtedy rozdzwonił się dzwonek do ich mieszkania. – Kurwa! Aldona, leć otworzyć.
– Paznokcie – przypomniała mu, zastanawiając się, czy nie przeciąga struny.
Ale chyba nie. Był raczej w dobrym humorze. Brajanek tak na niego działał. Zawsze była zdziwiona z jaką delikatnością i czułością Garfield odnosi się do chłopczyka. Jeszcze trochę i mu mleko zacznie z cycków lecieć. Usłyszała, jak otwiera drzwi i wzdycha nagle wkurzony.
– Czego?
– Jest sprawa – odezwał się, ktoś po drugiej stronie.
Aldona znała ten głos. Należał do Kiszego. Kiszy był młody i bezczelny. Kiedy niedawno w bójce stracił górną dwójkę, kazał wsadzić sobie złoty implant. I był gotów wpierdolić każdemu, kto się z tego powodu śmiał.
– Nie możesz przez telefon?
– No, raczej nie.
Garfield wszedł do pokoju, gdzie właśnie Chodakowska prezentowała kolejne ćwiczenia. Wcisnął Aldonie Brajanka, który natychmiast spróbował chwycić matkę za włosy.
– Ej! – zaprotestowała.
– Ryj! – warknął tylko i od razu zrozumiała, że lepiej się nie odzywać.
Co się działo między nimi, zostawało w czterech ścianach. Ale przed pracownikami Garfield musiał trzymać fason. Trzasnął drzwiami tak głośno, że nawet Chodakowska na chwilę się zamknęła.
Aldona odczekała moment. Położyła Brajanka na tapczanie, dała mu do ręki leżący nieopodal długopis, żeby się pobawił, i podkradła się pod drzwi.
– ...i psiarnia ją zwinęła – mówił Kiszy.
– Ile miała?
– No, tak za dziesięć patoli.
– Za dziesięć? Kto jej, kurwa, tyle dał?
– Myśmy dali. Wszystko jej schodziło.
– A komu to ona niby sprzedawała?! Kółku różańcowemu?!
– Jak dla mnie, to ona se to mogła sama łykać. Ale dużo brała, wszystko wypuszczała i nie było problemów z płaceniem. Co do grosza. Raz nawet, jak się pomyliliśmy o tysiaka, to potem sama przyniosła, bo jej się w rachunkach nie zgadzało.
Garfield zaczął stukać zaciśniętą pięścią we framugę.
– Dobra. Ale tak na poważnie, komu ona to puszczała?
Chwila ciszy, kiedy Kiszy zastanawiał się nad odpowiedzią.
– Ziomkom, szefie. Wie pan, taka starsza pani. Kto by ją sprawdzał? Mogła nosić przy sobie dużo dropsów i nikt się nawet nie zainteresował. A nawet jeśli, to by powiedziała, że na serce. Jak trzeba było komuś w sobotnią noc dowieźć, to się dzwoniło po babcię. Jak ktoś chciał kupić więcej, to jechał do babci.
– Do niej do domu?
– Albo na bazar. Ale na kwadrat też ziomy wpadali. Ona taka, kurwa, śmieszna była. Zawsze serwetka, ciasteczko, herbatka. Jednego zioma to nawet na zupę zatrzymała, bo jej marnie wyglądał.
Znowu chwila ciszy. Głuche westchnięcie.
– Dychacz to dużo, ale, kurwa, da się przeżyć. Ile wiedziała?
Kisza się żachnął.
– Nic nie wiedziała. Przecież kto by coś takiej babci mówił.
– To dobrze.
Kolejny moment milczenia, który przerywało tylko gaworzenie Brajanka i Chodakowska w komputerze. Przyciskała ucho do futryny, starając się wyłowić każde słowo.
– Ale jest jedna sprawa – zaczął Kiszy.
– No?
– Ziomki mówią, że fajnie by jej było załatwić jakiegoś najmimordę. Wie pan, chłopaki bardzo ją polubili.
Nie słyszała już odpowiedzi Garfielda. Wydało jej się, że mąż ją zauważył, więc szybko wróciła na kanapę. Po chwili wszedł do pokoju. Był ponury i wyraźnie rozzłoszczony. Ten stan się ogłębił, kiedy zobaczył Brajanka.
– Coś ty mu, kurwa, zrobiła, Dona?!
Zerknęła na syna. Jego cała buzia była niebieska od długopisowego tuszu. Ale on sam uśmiechał się szeroko.
– Zabierz mu to i mordę mu porządnie wyszoruj – warknął i poszedł do siebie.
W komputerze Chodakowska gratulowała dobrze wykonanej serii ćwiczeń.

Publikacja dzięki uprzejmości Wydawnicwa Czwarta Strona.

Idealna Polecamy 1 Idealna Magda Stachula
26,18 34,90
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Piąty beatles 1 Piąty beatles Mariusz Czubaj
29,27 34,99
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Pierwszy śnieg 1 Pierwszy śnieg Jo Nesbo
29,20 34,90
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Ofiara w środku zimy 1 Ofiara w środku zimy Mons Kallentoft
27,93 39,90
Rabat 30% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Proroctwo Sądnego Dnia 1 Proroctwo Sądnego Dnia Scott Mariani
29,27 34,99
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Rubin Joanny Szalonej Wyprzedaż 1 Rubin Joanny Szalonej Juliette Benzoni
28,58 34,90
Rabat 18% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Żądza krwi 1 Żądza krwi Ian Rankin
22,59 27,00
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Krymina 1 Krymina Marek Sieprawski
26,77 32,00
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Dziewczyna z pociągu 1 Dziewczyna z pociągu Paula Hawkins
26,32 32,90
Rabat 20% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Niepokorni Nowość 1 Niepokorni Vincent V Severski
33,74 44,99
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Niepokorni 1 Niepokorni
27,74 36,99
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Idealna Polecamy 1 Idealna Magda Stachula
26,18 34,90
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Osobliwy dom Pani Peregrine 1 Osobliwy dom Pani Peregrine Ransom Riggs
26,25 35,00
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Dom czwarty 1 Dom czwarty Katarzyna Puzyńska
28,50 38,00
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
2017: Wojna z Rosją Nowość 1 2017: Wojna z Rosją Richard Shirreff
29,93 39,90
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Kaznodzieja 1 Kaznodzieja Camilla Läckberg
18,68 24,90
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Rozdarta zasłona 1 Rozdarta zasłona Jacek Dehnel Piotr Tarczyński Maryla Szymiczkowa
28,43 37,90
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Odcięci 1 Odcięci Sebastian Fitzek Michael Tsokos
29,85 39,80
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Sully. Nieznana historia cudu na rzece Hudson 1 Sully. Nieznana historia cudu na rzece Hudson Chesley Sullenberger
29,93 39,90
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Utopce 1 Utopce Katarzyna Puzyńska
28,50 38,00
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Ofiara losu 1 Ofiara losu Camilla Läckberg
18,68 24,90
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!