<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Matras &#187; Z notatnika księgarza</title>
	<atom:link href="http://www.matras.pl/kategoria/z-notatnika-ksiegarza/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.matras.pl</link>
	<description>Matras Księgarnie</description>
	<lastBuildDate>Mon, 26 Jul 2010 07:41:33 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Tomasz Jastrun i Marek Hłasko</title>
		<link>http://www.matras.pl/tomasz-jastrun-i-marek-hlasko-2632</link>
		<comments>http://www.matras.pl/tomasz-jastrun-i-marek-hlasko-2632#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Jul 2010 06:37:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z notatnika księgarza]]></category>
		<category><![CDATA[Marek Hłasko]]></category>
		<category><![CDATA[Rzeka podziemna]]></category>
		<category><![CDATA[Sylwia Nowicka]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Jastrun]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=2632</guid>
		<description><![CDATA[<p>Określenie „dobra książka” jest pojęciem bardzo wygodnym, bo niezwykle pojemnym, ale jest też wyjątkowo niefortunnym, bo natychmiast pojawiają się pytania: co to właściwie znaczy „dobra”? I dla kogo „dobra”? Ogólna wiedza... <a href="http://www.matras.pl/tomasz-jastrun-i-marek-hlasko-2632">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/erynie-marek-krajewski-2484' rel='bookmark' title='Permanent Link: Erynie; Marek Krajewski'>Erynie; Marek Krajewski</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/nie-ma-takiego-miasta-tomasz-konatkowski-1801' rel='bookmark' title='Permanent Link: Nie ma takiego miasta; Tomasz Konatkowski'>Nie ma takiego miasta; Tomasz Konatkowski</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/bog-spi-witold-beres-krzysztof-burnetko-marek-edelman-2288' rel='bookmark' title='Permanent Link: Bóg śpi; Witold Bereś, Krzysztof Burnetko, Marek Edelman'>Bóg śpi; Witold Bereś, Krzysztof Burnetko, Marek Edelman</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Określenie „dobra książka” jest pojęciem bardzo wygodnym, bo niezwykle pojemnym, ale jest też wyjątkowo niefortunnym, bo natychmiast pojawiają się pytania: co to właściwie znaczy „dobra”? I dla kogo „dobra”?<br />
Ogólna wiedza pozwala na szczęście znaleźć wspólną płaszczyznę, dzięki której pod hasłem „dobra książka” rozumiemy coś nieprzeciętnego, ważnego i na tyle interesującego, że warto o tym mówić. Dobre książki pojawiają się na księgarskim rynku z częstotliwością podobną jak tytuły nietrafione, dlatego wciąż trzeba czuwać, by ich nie przeoczyć w ogromnym stosie prozy na różnym poziomie i trzeba je stamtąd wygrzebywać, bo w przeciwnym razie nigdy nie zaistnieją. </p>
<p><strong>Tomasz Jastrun</strong><br />
Książka Tomasza Jastruna „Rzeka podziemna” prawdopodobnie (i trochę ironicznie trawestując tytuł) zostałaby w podziemiu wcale nie politycznym, ale w podziemiu niebytu tekstów nigdy nie przeczytanych. Tymczasem literacka wrażliwość autora i sposób kreowania rzeczywistości są tak nowatorskie i charakterystyczne, że można juz mówić o jastrunowskim stylu, jastrunowskim przetwarzaniu emocji – po prostu o świecie wg Jastruna.<br />
„Rzeka podziemna” jest symboliczną kartą z życia współczesnego dojrzałego mężczyzny po przejściach polityczno-solidarnościowych, karierowo-zawodowych, małżeńskich.<br />
Po nich wszystkich staje twarzą w twarz ze światem, w którym się gubi, którego nie rozumie; jest chorobliwie zmęczony. Jak w kalejdoskopie odległa przeszłość miesza się z teraźniejszością, a bohater wciąż walczy ze swoją andropauzą, depresją i schizofrenią matki, z wyścigiem szczurów i ponowoczesnym modelem homo sapiens.<br />
„&#8230;Po przeprowadzce do nowego lokalu cała moja firma jest jak na dłoni. To nie jest życzliwa dłoń. Pracujemy w stylu amerykańskim, biurko obok biurka, ziewnąć nie można, by nie pokazać plomb w zębach. Gdy czułem, że za chwilę zacznę wyć, chowałem się ze swoim ciśnieniomierzem w toalecie. Tylko toalety były sympatyczne w tym budynku, który przypominał akwarium, do którego wrzucono metalowe sztabki, trochę piasku i połączono szkłem. (&#8230;) Kto by się spodziewał, że po komunistycznej niewoli zmaltretowani mieszkańcy tego nieszczęsnego kraju popadną w inną niewolę, a młodsi nie będą mogli zrozumieć, skąd wziął się komunizm. Teraz, gdy próby naprawy świata zostały ostatecznie skompromitowane nie ma już innego wyjścia, jak tylko wziąć udział w karmieniu smoka komercji. Starsi mówią żartem, czas umierać, ale chyba już wiedzą, że to nie jest żart, że czas&#8230;”<br />
„Rzeka podziemna” jest bardzo osobistym, choć także ironicznym spojrzeniem na świat III Rzeczpospolitej. Tej, która miała spełnić wszystkie marzenia – od idealnego ustroju, którym był każdy byle nie totalitarny, do marzeń  szarego obywatela, który już nigdy nie miał być ani szarym, ani anonimowym.<br />
Jednakowoż nie aspekt rozrachunku z polityczną przeszłością jest tu najważniejszy. Najważniejszy jest dla Jastruna człowiek: ten, który nie dojrzał, nie urósł tak naprawdę do żadnej roli, chowa się w bezpiecznym łonie matki i nie pozwala na przecięcie pępowiny.<br />
Proza Jastruna to jedna z ciekawszych współczesnych historii o naszej tożsamości i świadomości przeżywania. Przejmująca, trudna, ale prawdziwa.</p>
<p><strong>Marek Hłasko</strong><br />
Są takie życiorysy, które wciąż fascynują kolejne pokolenia, stają się dla nich mentalnym drogowskazem, zagadką, którą chcą sami poznać i może rozwiązać. Te postaci bardzo często są moralnie dalekie od ideału. Sfrustrowani, pełni wewnętrznej szamotaniny prowokują los, stają na granicy wszelkich zakazów i reguł – żyją chwilą, a kończą przedwcześnie i niepotrzebnie jako wypaleni młodzi starcy.<br />
Marek Hłasko, jeden z najbardziej kontrowersyjnych i niepokornych pisarzy powojennej Polski, należy do tej właśnie czołówki – ludzi, których chyba już na zawsze charakteryzować będą hasła „młody gniewny”, buntownik bez powodu, polski James Dean.<br />
Przez lata wokół Hłaski narosło sporo legend, plotek, nawet kłamstw, które bardzo zaciemniły i sfałszowały obraz pisarza. Andrzej Czyżewski, cioteczny brat Marka Hłaski, podjął się w biografii autora „Piękny dwudziestoletni” wyprostowania niektórych faktów, nieścisłości, ale przede wszystkim pokazał nieznane oblicze pisarza: dziecka, chłopca, w końcu mężczyzny, który zawsze mocno i szczerze reagował na wszystko, z czym się nie zgadzał. Biografia pióra Czyżewskiego to szansa dla tych, którzy chcą wnikliwie poznać literackie i osobiste losy Marka Hłaski. Ta przejmująca historia uzupełniona jest (co stanowi ogromny atut książki) unikalnymi fragmentami prywatnej korespondencji autora, relacjami bliskich, znajomych czy recenzentów jego prozy.<br />
Biografia Hłaski jest symboliczną kartką zapisaną winami i zasługami młodego gniewnego – jego prowokacjami, szokującymi incydentami, ale też talentem, literackimi perłami. I to właśnie ten wyjątkowy dualizm stworzył osobowość, o której od kilku pokoleń mówi się i pisze z równą fascynacją.<br />
Pozostaje jednak smutna refleksja, że ci młodzi gniewni, bogowie własnych praw i zasad przeżywali swój czas tak intensywnie, toksycznie i tragicznie jakby całe życie miało się dla nich zamknąć w jednej chwili. Dla Marka Hłaski także zamknęło się, i to drastycznie, ale do dziś pisarz żyje w głowach milionów czytelników i wciąż wprowadza tam wielki zamęt nie pozwalając o sobie zapomnieć.</p>
<p>Sylwia Nowicka</p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/erynie-marek-krajewski-2484' rel='bookmark' title='Permanent Link: Erynie; Marek Krajewski'>Erynie; Marek Krajewski</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/nie-ma-takiego-miasta-tomasz-konatkowski-1801' rel='bookmark' title='Permanent Link: Nie ma takiego miasta; Tomasz Konatkowski'>Nie ma takiego miasta; Tomasz Konatkowski</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/bog-spi-witold-beres-krzysztof-burnetko-marek-edelman-2288' rel='bookmark' title='Permanent Link: Bóg śpi; Witold Bereś, Krzysztof Burnetko, Marek Edelman'>Bóg śpi; Witold Bereś, Krzysztof Burnetko, Marek Edelman</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/tomasz-jastrun-i-marek-hlasko-2632/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Romans psychoanalizy i kina</title>
		<link>http://www.matras.pl/romans-psychoanalizy-i-kina-2557</link>
		<comments>http://www.matras.pl/romans-psychoanalizy-i-kina-2557#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Jun 2010 12:23:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z notatnika księgarza]]></category>
		<category><![CDATA[Agnieszka Kuchta]]></category>
		<category><![CDATA[Marilyn. Ostatnie seanse]]></category>
		<category><![CDATA[Michel Schneider]]></category>
		<category><![CDATA[Romans psychoanalizy i kina]]></category>
		<category><![CDATA[Znak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=2557</guid>
		<description><![CDATA[<p>„Marilyn. Ostatnie seanse” Michel Schneider, Znak Choć od narodzin najseksowniejszej kobiety świata minęło przeszło 80 lat, dzieje jej burzliwego życia i tajemnica tragicznej śmierci nadal fascynują. MM już dawno przestała być... <a href="http://www.matras.pl/romans-psychoanalizy-i-kina-2557">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/marilyn-ostatnie-seanse-2554' rel='bookmark' title='Permanent Link: Marilyn. Ostatnie seanse; Michel Schneider'>Marilyn. Ostatnie seanse; Michel Schneider</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>„Marilyn. Ostatnie seanse”<br />
Michel Schneider, Znak</p>
<p>Choć od narodzin najseksowniejszej kobiety świata minęło przeszło 80 lat, dzieje jej burzliwego życia i tajemnica tragicznej śmierci nadal fascynują. MM już dawno przestała być jedynie notą biograficzną w filmowych annałach. Stała się, by użyć (choć słusznie) truizmu, ikoną kultury. Nieśmiertelna platynowa blondynka dostarcza materiału nie tylko dla biografów, ale twórców i badaczy kultury.<br />
Tym razem o interpretację czy raczej reinterpretację mitu pokusił się francuski pisarz, muzykolog i psychiatra. Niech nikogo nie zwiedzie krótki tekst umieszczony na obwolucie. Próżno szukać w książce wyjaśnienia zagadki scenicznego szeptu MM czy rozwiązania gordyjskich węzłów jej relacji z braćmi Kennedy, CIA, Frankiem Sinatrą czy mafią. Choć na rzeczywistych zdarzeniach książka się opiera, na nie powołuje, choć pełnymi garściami czerpie z materiału faktograficznego, odtwarza taśmy, cytuje, przytacza fragmenty, w końcu, z precyzją chirurga, lokuje akcję i postacie w geograficznej i społecznej przestrzeni, nie jest to kolejna biografia, sensacyjny reportaż ani rzetelne dziennikarskie śledztwo. Czym zatem jest ta powieść?<br />
Jeśli należymy do tych czytelników, których niejasność gatunkowa irytuje, treść ukoi nasze podrażnione zmysły. Rzecz traktuje bowiem o związku, kto wie czy nie najważniejszym, na pewno zaś ostatnim: związku Marilyn Monroe z psychiatrą Ralphem Greensonem, jednym z ostatnich ludzi, którzy widzieli ją żywą i pierwszym, który ujrzał ją martwą. To opowieść o sławnej hollywoodzkiej aktorce i jej błyskotliwym psychoterapeucie. O skomplikowanym emocjonalnym układzie, destrukcyjnym, jak chcą niektórzy, nieszablonowym i wymykającym się próbie oceny, jak ripostują „sprawiedliwi”.<br />
Kartka za kartką, powoli i ostrożnie, brniemy zatem przez zawiłości fabuły. Jak rasowi detektywi śledzimy losy terapii bez planu, pełną desperackich kroków i kontrowersyjnych decyzji (jak ta najważniejsza bodaj, łamiąca zasadę emocjonalnego niezaangażowania psychoterapeuty). Uczestniczymy w zawodowym wypaleniu, towarzyszymy w pisaniu rozpaczliwych listów, słuchamy seansów nagranych na taśmie. W końcu rozgrywamy partię szachów, w której stawką jest życie.<br />
Tanatos i Eros, Słowo i Obraz – oto dwie pary przeciwieństw, które determinują opowieść. Pod ich przemożnym wpływem pozostają wszyscy bohaterowie książki (a sław kina, literatury i psychoanalizy w niej nie brakuje, by wymienić Vladimira Nabokova, Trumana Capote, Vivien Leigh, Clarka Gable, Yves Montanda, Annę Freud). Słowo – domena psychoanalizy, królestwo Greensona, oczarowuje Marilyn. Niemoc ich wypowiadania zaprowadziła ją na kozetkę. Fascynacja nim każe czytać dzieła Freuda, szukać lapsusów i ukrytych sensów. Obraz – podstawowy filmowy budulec, kreator ekranowych amantów, femme fatale, seksbomb czyli królestwo, w którym niepodzielnie panuje Marilyn, kusi i nęci Greensona.<br />
„Ostatnie seanse” przywodzą na myśl inną książkę. Mowa o „Blondynce” Y. C. Oates. O ile jednak książka amerykańskiej powieściopisarki jest poetycką wykładnią motywów kierujących życiem aktorki, o tyle „Ostatnie seanse” pozostają przede wszystkim opowieścią o psychoanalizie i jej niebezpiecznym,  mrocznym wręcz romansie z kinem. Opowieścią, nad którą, jak dobry duch, czuwa Zygmunt Freud – mentor, ojciec, przyjaciel, mistrz.<br />
PS.<br />
Jak pisałam we wstępie, boska MM jest niewysychającym źródłem inspiracji. Zainteresowanych rzetelną, niepozbawioną literackich walorów biografią aktorki odsyłam do lektury książki Donalda Spoto „Marilyn Monroe. Biografia”. Tym zaś, którym niestraszne są opowieści z gabinetu psychologa i psychiatry, polecam dwie pozycje wyjaśniające (na przykładzie MM i innych gwiazd) naturę osobowości borderline: B. Bandelowa „Gwiazdy o trudnym szczęściu bycia sławnym” oraz J. A. Kottlera „Boskie szaleństwo. Geniusz i psychoza wielkich twórców”.<br />
Agnieszka Kuchta</p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/marilyn-ostatnie-seanse-2554' rel='bookmark' title='Permanent Link: Marilyn. Ostatnie seanse; Michel Schneider'>Marilyn. Ostatnie seanse; Michel Schneider</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/romans-psychoanalizy-i-kina-2557/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nawet kiedy dorośniesz&#8230;</title>
		<link>http://www.matras.pl/nawet-kiedy-dorosniesz-2382</link>
		<comments>http://www.matras.pl/nawet-kiedy-dorosniesz-2382#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 May 2010 08:58:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z notatnika księgarza]]></category>
		<category><![CDATA[Beata Mozer]]></category>
		<category><![CDATA[Dziecko z chmur]]></category>
		<category><![CDATA[Justyna Bigos]]></category>
		<category><![CDATA[Monika Koruba]]></category>
		<category><![CDATA[Nasza Księgarnia]]></category>
		<category><![CDATA[Nawet kiedy dorośniesz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=2382</guid>
		<description><![CDATA[<p>Nawet kiedy dorośniesz... będziesz mógł w najtrudniejszych chwilach liczyć na naszą pomoc – mama. Cytowana przysięga - obietnica zawarta jest w książce pt. „Dziecko z chmur”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Nasza... <a href="http://www.matras.pl/nawet-kiedy-dorosniesz-2382">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/dziecko-z-chmur-ksiazka-tygodnia-w-sieci-matras-23-03-29-03-2010-2165' rel='bookmark' title='Permanent Link: Dziecko z chmur – książka tygodnia w sieci Matras 23.03-29.03.2010'>Dziecko z chmur – książka tygodnia w sieci Matras 23.03-29.03.2010</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/pokolenie-89-czyli-dzieci-prl-u-w-wolnej-polsce-1640' rel='bookmark' title='Permanent Link: Pokolenie &#8217;89 czyli dzieci PRL-u w wolnej Polsce'>Pokolenie &#8217;89 czyli dzieci PRL-u w wolnej Polsce</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/zerowkowicze-w-ksiegarni-matras-w-gdansku-1680' rel='bookmark' title='Permanent Link: Zerówkowicze w księgarni Matras w Gdańsku'>Zerówkowicze w księgarni Matras w Gdańsku</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>Nawet kiedy dorośniesz&#8230; będziesz mógł w najtrudniejszych chwilach liczyć na naszą pomoc – mama.</p></blockquote>
<p>Cytowana przysięga &#8211; obietnica zawarta jest w książce pt. „Dziecko z chmur”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia. Autorki Justyna Bigos i Beata Mozer opisują rodzące się w nich decyzje związane z potrzebą macierzyństwa i niemożnością spełnienia się w tym dążeniu: „&#8230;Kiedy kobieta pragnie mieć dziecko nic jej nie powstrzyma przed spełnieniem marzenia. Pamiętam, jak ze łzami w oczach mówiłam, że zrobię wszystko, gotowa jestem podpisać pakt z diabłem – tylko po to i aż po to, by zostać mamą. Gdyby Bóg obiecał mi dziecko w zamian za kilkuletnie stacjonowanie w Iraku, bez wahania wyjechałabym z pierwszym oddziałem żołnierzy do najbardziej zagrożonej strefy&#8230;”.</p>
<p>„Dziecko z chmur” to relacja z życia, w której czytelnik zapoznaje się z perypetiami związanymi z procesem adopcji i nastawieniem ludzi współuczestniczących w tym nietypowym „akcie narodzin”: „&#8230;Adopcja może być lekiem na całe zło tylko wtedy, gdy proces leczenia rozpoczyna się świadomie i z rozwagą. Nie jest z pewnością lekiem dla każdego. Niektórych może uleczyć tylko noszenie dziecka pod sercem, a nie w nim. I trzeba to zrozumieć i zaakceptować, bo wszystko wygląda zupełnie inaczej dopóki problem nie dotknie nas bezpośrednio. Trzeba czasami chcieć zrozumieć nie tylko to, o czym mówią inni, lecz nawet to, czego nie są w stanie wypowiedzieć”.<br />
Justyna Bigos i Beata Mozer przekazały czytelnikom swoje doświadczenia, tworząc jednocześnie wzruszającą opowieść o adopcji i macierzyństwie. Książkę warto polecić kobietom w każdym wieku. Tym, które już są lub będą matkami i tym, którym temat adopcji jest obcy. „ Dziecko z chmur” rozwiewa sentymentalne mity o wychowankach domów dziecka. Przedstawia wpływ doświadczeń na zachowanie i zdrowie małego człowieka: „&#8230;ADHD, problemy z jedzeniem, bezsenność, choroby&#8230;”. To tylko część potencjalnych lekcji życia, pokory, miłości do odrobienia i spełnienia dla przyszłej mamy i przyszłego taty. Trzeba wiele samozaparcia i cierpliwości, by zrealizować proces adopcyjny i przytulić na zawsze ukochane dziecko – przytulić tak mocno, by wiedziało, że nigdy go mama i tata nie opuszczą i żeby ufało w przyrzeczenie cytowane na wstępie: „&#8230;Nawet gdy dorośniesz, będziesz mógł w najtrudniejszych chwilach liczyć na naszą pomoc”.<br />
„Dziecko z chmur” to piękna książka w klimacie zbliżającego się Dnia Matki. Mama to słowo, które kojarzy się niezmiennie z miłością, odpowiedzialnością i instynktem opiekuńczości – na dobre i na złe. I choć kojarzy się jako wzorzec, nie zawsze tak jest&#8230; Stąd adopcja jako lek obustronny zarówno dla rodziców jak i dla dziecka: leczy rany, samotność i beznadziejność przyszłości. Tworzy miłość i wygrywa walkę o marzenia. Piotr Fronczewski w recenzji książki odważył się powiedzieć: „&#8230;jest jakiś przedwieczny sens, tajemnica i przykazanie Rodziny Zastępczej, skoro sam Bóg powierzył swego Syna takiej właśnie rodzinie ludzkiej.”<br />
Justyna Bigos i Beata Mozer odważyły się opowiedzieć o swoich doświadczeniach chcąc pomóc innym im podobnym kobietom w podjęciu decyzji. Głównym motywem, jaki przyświeca tej idei jest instynkt macierzyński. Ten instynkt rodzi miłość, poświęcenie i uśmiech dla bezbronnej istoty, jaką jest dziecko. Pięknie byłoby, gdyby kobiety obdarzone tym darem pamiętały, że wokół nas jest wiele potrzebujących dzieci. Nierzadko krzywdzone bądź emocjonalnie głodzone brakiem zainteresowania w zabieganym życiu dorosłych –zamykają się w swoim świecie. Raz jest to świat własnego umysłu, a niekiedy świat podobnych im wyalienowanych rówieśników. Wystarczy odrobina empatii i uśmiech, by pomóc i dać radość i nadzieję dziecku, które żyje obok nas. Ofiarowana dobroć powoduje, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż w dorosłym życiu zaprocentuje jako dar przekazywany innym&#8230;Większość psychologów potwierdza tezę że nie ma ludzi złych tylko ktoś kiedyś ich skrzywdził i nikt nie zrozumiał. Im młodsze dziecko, tym wyrządzone krzywdy silniejsze i trauma w dorosłym życiu głębsza.<br />
Na swojej drodze życia spotkałam wiele kobiet, które poza światem własnej rodziny zauważyły świat tych, dla których los okazał się mniej łaskawy. Była nią Marta, która nie tylko dokarmiała „głodny brzuszek” dziecka z sąsiedztwa ale dbała też o odrobione lekcje i czas pozaszkolny, by nie był czasem straconym. Wyznawała zasadę, że ważny jest każdy człowiek i każdy dzień jego życia… A chłopiec z sąsiedztwa był szkolnym kolegą jej syna. Miał mniej szczęścia w życiu, bo biedniej mu się żyło i mamy zabrakło, a tata był zapracowanym jedynym żywicielem i opiekunem rodziny. Była też Anna, która zbierała zbędne ubrania i zabawki wśród bliskich i obdarowywała nimi dzieci z biedniejszych rodzin w okolicy. Jej charytatywna posługa niosła radość wielu uśmiechniętym buziom przez wiele lat, do później starości ofiarodawczyni. Była też Basia, na którą zawsze mogli liczyć przyjaciele jej dzieci, bo wysłuchała, zrozumiała i jeszcze doradziła jak żyć&#8230;<br />
Wielu z nas zna takie osoby – są obok – gotowe nieść pomoc i zrozumienie. To swoista odmiana adopcji – takiej tu i teraz . Taka forma macierzyństwa dla potrzebujących – bez zastanowienia i wahania – bo instynkt macierzyński nie rozważa i nie kalkuluje, tylko nakazuje spełnić misję niesienia dobroci.<br />
Zbliża się Dzień Matki. Jeden dzień wśród pozostałych 365 dni w roku, dzień wdzięczności za najpiękniejszą bezinteresowną miłość. Święto dla spełnionych i dla tych z marzeniami. Święto dla wszystkich, którzy nawet, gdy dorosną, będą mogli liczyć na matczyną pomoc.</p>
<p>Monika Koruba</p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/dziecko-z-chmur-ksiazka-tygodnia-w-sieci-matras-23-03-29-03-2010-2165' rel='bookmark' title='Permanent Link: Dziecko z chmur – książka tygodnia w sieci Matras 23.03-29.03.2010'>Dziecko z chmur – książka tygodnia w sieci Matras 23.03-29.03.2010</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/pokolenie-89-czyli-dzieci-prl-u-w-wolnej-polsce-1640' rel='bookmark' title='Permanent Link: Pokolenie &#8217;89 czyli dzieci PRL-u w wolnej Polsce'>Pokolenie &#8217;89 czyli dzieci PRL-u w wolnej Polsce</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/zerowkowicze-w-ksiegarni-matras-w-gdansku-1680' rel='bookmark' title='Permanent Link: Zerówkowicze w księgarni Matras w Gdańsku'>Zerówkowicze w księgarni Matras w Gdańsku</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/nawet-kiedy-dorosniesz-2382/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bitwy, statki i okręty</title>
		<link>http://www.matras.pl/bitwy-statki-i-okrety-1954</link>
		<comments>http://www.matras.pl/bitwy-statki-i-okrety-1954#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Feb 2010 17:17:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z notatnika księgarza]]></category>
		<category><![CDATA[Bitwy statki i okręty]]></category>
		<category><![CDATA[Sebastian Borkowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=1954</guid>
		<description><![CDATA[<p>Korsarze nacierali z furią ludzi pozbawionych odwrotu, gdyż nie mieli już okrętu na którym mogliby się schronić. Sabatini Rafael, Kapitan Blood, Warszawa 1994, str. 230 Sebastian siedział na bocianim gnieździe i obserwował... <a href="http://www.matras.pl/bitwy-statki-i-okrety-1954">czytaj dalej »</a></p>


]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>Korsarze nacierali z furią ludzi pozbawionych odwrotu, gdyż nie mieli już okrętu na którym mogliby się schronić.</p></blockquote>
<p><strong>Sabatini Rafael, Kapitan Blood, Warszawa 1994, str. 230</strong></p>
<p>Sebastian siedział na bocianim gnieździe i obserwował horyzont. To już druga godzina od kiedy Katarzyna, fregata dowodzona przez kapitana Włodzimierza wypatrywała płynącego z północy okrętu francuskiego. Morze było dzisiaj wyjątkowo spokojne, większość fal tylko lekko przechylała okręt. W stosunku do tego, jak nami ostatnio rzucało, morze nam dzisiaj odpuszcza – pomyślał Sebastian i jeszcze raz spojrzał w stronę otwartego morza. Z południa na horyzoncie widać było kontury lądu i wiedział, że z tamtej strony nie ma co wyglądać wrogiego okrętu. Spojrzał w dół i z dumą zatrzymał wzrok na dwudziestu ośmiu działach, jakie miała fregata. Następnie popatrzył na mostek, gdzie kapitan, jego wujek, jedyny Polak dowodzący angielską jednostką, rozmawiał z pierwszym oficerem Collinsem. To już drugi tydzień, od kiedy byli na morzu i ciągle nie mieli kontaktu z wrogiem. Ale dzisiaj miał do nich dotrzeć, tak przynajmniej mówił kapitan. A Sebastian mu wierzył.<br />
Podniósł z powrotem oczy na horyzont. Ciągle nic. Daleko od nich majaczyła tylko jakaś biała góra. Lodowiec tutaj – zastanawiał się?<br />
– Żagle na północy! – krzyknął Sebastian. Po pierwszym błędnym skojarzeniu od razu zorientował się, co widzi.<br />
Na okręcie zaczął się ruch. Cała wolna załoga podbiegła do prawej burty, kapitan wyciągnął lunetę i z uwagą zaczął wpatrywać się w piramidę białych żagli, które teraz już doskonale były widoczne. Minęła chwila i po pokładzie potoczył się głos kapitana.<br />
– Ster prawo, opuścić wszystkie żagle! Strzelcy na mars. Zawołać do mnie pana Maya.<br />
Sebastian oglądał wszystko z góry z wielkim zaciekawieniem. To miała być jego pierwsza bitwa i wiedział, że prawdopodobnie jego wuj zaraz będzie kazał mu zejść i pójść do doktora Richarda, który razem z nim zajmie się opieką nad rannymi. Nie czekając na polecenie kapitana zaczął szybko zbiegać na dół. Będąc na pokładzie usłyszał jak wujek mówi do pana Maya:<br />
– Pierwszą salwę ładujemy podwójnie, celujemy w burtę, drugą i trzecią kartaczami. Co będzie dalej, pozostawiam już panu. Jak będę miał jakieś uwagi, prześlę je panu przez gońca.<br />
– Tak jest, kapitanie!<br />
Sebastian podszedł do burty. Francuska fregata Bellatrix właśnie podniosła banderę. Widać było ludzi krzątających się na jej pokładzie. Sebastian wiedział, że zaraz musi zejść pod pokład, ale najpierw postanowił popatrzeć. Wszystko było gotowe. Przy każdym dziale stały cztery osoby, ma marsie widać było strzelców. Kapitan ubrany już był w galowy strój. Oba okręty pędziły prawie wprost na siebie. Za jakieś dwie minuty powinny się minąć burtami. Sebastian wiedział, że już musi zejść na dół, że to nie jego miejsce. Podszedł do zejścia&#8230;<br />
– Sebastian, synu, zostaw klocki lego, idziemy już do wujka Ryszarda – powiedziała jego mama Izabela.<br />
Sebastian niechętnie odłożył dwa zbudowane z klocków okręty, nową książki z rysunkami i zdjęciami starych statków, którą dostał na komunię. Wstał, otrzepał spodnie i powiedział do mamy:<br />
– Idę, mamo, ale jak wrócimy to dopiero zacznie się bitwa!</p>
<p>Marynistyka w literaturze istniała właściwie od początku historii istnienia książki. Już w starożytności pisano o bitwie pod Salaminą czy pod Akcjum. Na początku oczywiście były to książki historyczne. Z czasem jednak zaczęły się pojawiać również powieści, często bazujące na historii, ale będące głównie fikcją literacką.<br />
Dzisiaj wśród książek marynistycznych dominują przede wszystkim książki historyczne. Prym wiedzie tematyka II wojny światowej, gdzie do najlepszych pozycji możemy zaliczyć takie tytuły jak Hitlera wojna U-bootów, Burza nad Pacyfikiem czy napisana barwnym językiem Wahoo, opowiadająca dzieje jednego z najlepszych amerykańskich okrętów podwodnych. Dobrze udokumentowana jest historia polskiej floty, m.in. takimi tytułami jak Flota spod biało-czerwonej czy Flota Białego Orła. Warto również wspomnieć o wspaniałej encyklopedii Statki, w której w piękny ilustrowany sposób przedstawiono historią rozwoju statków.<br />
Osobną część książek marynistycznych stanowią powieści. Ich tematyka nie tylko skupia się na XX wieku, ale często skupia się na czasach dawniejszych, XVII czy XVIII wieku. Wyróżnić należy klasykę gatunku: Kapitan Blood czy Piętnastoletni Kapitan. Są to niewątpliwie książki ponadczasowe, które doskonale czyta się również dzisiaj. Koniecznie należy przeczytać Dowódca Sophie, która opowiada o początku XIX wieku i przygodach angielskiego kapitana Aubreya, czy Drapieżne ptaki, gdzie główny bohater, młody chłopak, staje się kapitanem wspaniałego brygu. Wśród literatury współczesnej warto wspomnieć powieść Polowanie na Czerwony Październik, która została zekranizowana, a główną rolę grał Sean Connery.</p>
<p>Wszystkich więc, którzy podczas wakacji zatęsknią za odrobiną morskiej bryzy, zapraszam do lektury!</p>
<p>Ahoj!<br />
Sebastian Borkowski<br />
Poznań</p>
<p><strong>Polecane książki:</strong><br />
Blair Clay, Hitlera wojna U-bootów, Magnum, 2003, t. 1 i 2<br />
Clancy Tom, Polowanie na Czerwony Październik, Amber, 2003<br />
Gibbons Tony, Statki. Encyklopedia, Muza, 2006<br />
O’Brian Patrick, Dowódca Sophie, Zysk, 1997<br />
O’Kane Richard, Wahoo, Finna, 2008</p>


<p></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/bitwy-statki-i-okrety-1954/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z notatnika księgarza: Jan Twardowski / Hanka Bielicka</title>
		<link>http://www.matras.pl/z-notatnika-ksiegarza-jan-twardowski-hanka-bielicka-1811</link>
		<comments>http://www.matras.pl/z-notatnika-ksiegarza-jan-twardowski-hanka-bielicka-1811#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 15 Jan 2010 15:15:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z notatnika księgarza]]></category>
		<category><![CDATA[Hanka Bielicka]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Twardowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=1811</guid>
		<description><![CDATA[<p>Jan Twardowski „Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą” – te słowa wbił nam do głowy ks. Jan Twardowski jak tabliczkę mnożenia, jak wyjątki od zasad ortograficznych, jak codzienną modlitwę i zaklęcie od wszelkiego zła.... <a href="http://www.matras.pl/z-notatnika-ksiegarza-jan-twardowski-hanka-bielicka-1811">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/informator-sieci-ksiegarskiej-matras-styczen-2010-1808' rel='bookmark' title='Permanent Link: Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Styczeń 2010'>Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Styczeń 2010</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/bog-spi-witold-beres-krzysztof-burnetko-marek-edelman-2288' rel='bookmark' title='Permanent Link: Bóg śpi; Witold Bereś, Krzysztof Burnetko, Marek Edelman'>Bóg śpi; Witold Bereś, Krzysztof Burnetko, Marek Edelman</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Jan Twardowski</strong><br />
„Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą” – te słowa wbił nam do głowy ks. Jan Twardowski jak tabliczkę mnożenia, jak wyjątki od zasad ortograficznych, jak codzienną modlitwę i zaklęcie od wszelkiego zła. Wbił nam te słowa na szczęście dla nas samych i ku pamięci, że nie na wszystko mamy czas i nie wszystko zdążymy zrobić wtedy, kiedy to nam będzie wygodniej&#8230; To „spieszmy się” brzmi wciąż jak ostrzegawczy dzwonek przed ostatecznością. Śmierć ks. Twardowskiego zaskoczyła jak każda, która – choć spodziewana, może nawet oczekiwana – przynosi jednak smutek i rozgoryczenie. Przede wszystkim jednak wybudza z wygodnego letargu, z niepamięci, z zaplombowanego sumienia. Taka była i jest poezja ks. Twardowskiego: niemal spersonifikowana staje się jak wierny cień, może nawet Anioł Stróż, który delikatnie, nienachalnie wskazuje bezpieczną drogę przez symboliczną kładkę. Pokazuje najróżniejsze kolory miłości – także do kulawych psów, beznogich pająków, biedronek bez skrzydeł, do nas pokaleczonych, zagubionych, niepotrzebnych. Ci wszyscy My/Oni mieli u ks. Twardowskiego swoje miejsce, ważne, może nawet<br />
najważniejsze. To umiłowanie przyrody, odnajdywanie w niej harmonii i przenoszenie metafor na ludzkie historie stało się bardzo rozpoznawalnym, „Twardowskim” sposobem na pokazanie jedności świata w całej jego różnorodności i uświadomieniem, że wszędzie tam jest miejsce dla Boga – pojmowanego bardzo osobiście i bardzo przyjacielsko:</p>
<blockquote><p>Nie tylko my</p>
<p>Czytamy &#8212; Bóg umiłował świat&#8230;.<br />
a więc nie tylko ludzi<br />
ale i pliszkę<br />
odymioną pszczołę<br />
jeża eleganta wprost spod igły<br />
nawet muła ni to ni owo<br />
bo ani to koń ani osioł<br />
(żal że go człowiek stwarzał<br />
żyje jak kawaler co się nie rozmnaża)<br />
gruszę co kwitnie zaraz przed jabłonią<br />
liście konwalii prawie bez ogonka<br />
cielę co za matką się wlecze</p>
<p>a my tak czulimy się do Boga<br />
jakby on miał nas tylko kochać na świecie</p></blockquote>
<p>Mówienie o poezji, definiowanie magii zamkniętej w słowa, próba jej kwalifikacji to często bardzo ryzykowne zadanie. Zresztą żadne analizy stylistyczne, merytoryczne nie są w stanie oddać znaczenia i wartości, jaką za każdym razem nabiera wiersz przeżywany, oswajany, dopasowywany do naszych najintymniejszych uczuć. Ks. Twardowski był trochę jak poeta misjonarz, mędrzec niosący dobre nowiny z samego źródła. Czasem pouczał, czasem ganił, ale zawsze dawał swoimi słowami nadzieję, ukojenie i równowagę w nierównej walce z całym światem.</p>
<p><strong>Hanka Bielicka</strong><br />
Była ikoną sceny i kabaretu przez ponad 60 lat. Bawiła, wzruszała mimo zmieniających się systemów politycznych. Stała się symbolem humoru obyczajowego, ogólnoludzkiego czyli tak naprawdę najbliższego nam samym – odbiorcom. Tym właśnie zyskała sympatię i wierność kilku pokoleń. Energiczna, chwilami rubaszna starsza pani dawała gwarancję szczerego, oczyszczającego śmiechu. Na scenie emanowała niewymuszonym humorem, spontanicznością, czarem. Z nutką ironii komentowała reakcje publiczności, ale też często wchodziła z nią w zabawne dyskusje i słowne potyczki. Improwizacja była jednak zawsze na najwyższym poziomie. Hanki Bielickiej już nie ma wśród nas. Pozostała jednak pamięć – ślad najważniejszy, ale też niebezpiecznie zawodny, bo ulotny, krótkotrwały. Co wobec tego pozostało naprawdę? Filmy, fragmenty programów kabaretowych i&#8230; książka o sobie samej, jedyny autobiograficzny zapis życia artystki. „Uśmiech w kapeluszu” to sentymentalna podróż do dzieciństwa, ciężkich czasów wojny, później powojennej rzeczywistości. To wspomnienie małżeństwa z najpopularniejszym amantem Jerzym Duszyńskimi wszystkich chwil utkanych i radością, i smutkiem, i melancholią. To książka napisana z ogromną szczerością, może nawet pewnością, że będzie to jedyny (prócz licznych wywiadów) monolog o najważniejszej roli: byciu wśród ludzi i dla ludzi. Hanka Bielicka była świadoma swojego odchodzenia i nieuchronności tego stanu&#8230; Zresztą otwarcie choć z charakterystyczną przekorą przyznawała, ze jest już życiem zmęczona, bo ileż można się śmiać? Jednak w przerwach między takimi refleksjami odradzała się jak feniks i znowu była dla publiczności udowadniając, przede wszystkim sobie, że jej największą miłością i powołaniem pozostanie scena.</p>
<p><em>Sylwia Nowicka</em></p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/informator-sieci-ksiegarskiej-matras-styczen-2010-1808' rel='bookmark' title='Permanent Link: Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Styczeń 2010'>Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Styczeń 2010</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/bog-spi-witold-beres-krzysztof-burnetko-marek-edelman-2288' rel='bookmark' title='Permanent Link: Bóg śpi; Witold Bereś, Krzysztof Burnetko, Marek Edelman'>Bóg śpi; Witold Bereś, Krzysztof Burnetko, Marek Edelman</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/z-notatnika-ksiegarza-jan-twardowski-hanka-bielicka-1811/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prezenty i dary&#8230;</title>
		<link>http://www.matras.pl/prezenty-i-dary-1622</link>
		<comments>http://www.matras.pl/prezenty-i-dary-1622#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Dec 2009 10:23:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z notatnika księgarza]]></category>
		<category><![CDATA[Glenn Beck]]></category>
		<category><![CDATA[Monika Koruba]]></category>
		<category><![CDATA[Świąteczny sweter]]></category>
		<category><![CDATA[Wigilia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=1622</guid>
		<description><![CDATA[<p>Kto z nas pamięta otrzymane prezenty sprzed lat gdy jeszcze byliśmy dziećmi, a Mikołaj wydawał się być realny jak oczekiwany za oknem śnieg i pierwsza gwiazdka? Tradycją już staje się wydłużony czas przedświątecznych zakupów. Gdy... <a href="http://www.matras.pl/prezenty-i-dary-1622">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/swiety-mikolaj-z-rozlewiskiem-w-tle-1611' rel='bookmark' title='Permanent Link: Święty Mikołaj z Rozlewiskiem w tle'>Święty Mikołaj z Rozlewiskiem w tle</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/swiatowy-dzien-ksiazki-w-ksiegarni-w-gdansku-95' rel='bookmark' title='Permanent Link: Światowy Dzień Książki w księgarni w Gdańsku'>Światowy Dzień Książki w księgarni w Gdańsku</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/informator-sieci-ksiegarskiej-matras-grudzien-2009-1587' rel='bookmark' title='Permanent Link: Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Grudzień 2009'>Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Grudzień 2009</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kto z nas pamięta otrzymane prezenty sprzed lat gdy jeszcze byliśmy dziećmi, a Mikołaj wydawał się być realny jak oczekiwany za oknem śnieg i pierwsza gwiazdka?</p>
<p>Tradycją już staje się wydłużony czas przedświątecznych zakupów. Gdy tylko znikną z półek w centrach handlowych lampiony przypominające nam o tych, którzy odeszli, niemal następnego dnia galerie sklepowe zamieniają się w efekt pracy bajkowego Mikołaja, który zwiózł realizację świątecznych marzeń dzieci i dorosłych. Tu prezenty są w zasięgu ręki – wystarczy przyjść, popatrzeć i wybrać bądź też zrealizować pragnienie posiadania wywołane telewizyjną reklamą. Wobec codziennego zabiegania i, w konsekwencji, braku czasu dla bliskich nam osób, to bogactwo gotowych, znajdujących się w zasięgu ręki i portfela prezentów, wydaje się być luksusem. Luksusem świadczącym o naszym statusie i często też o miłości do kochanych i ważnych dla nas osób.</p>
<p>W czasach gdy mój syn chodził do szkoły, jego klasowym kolegą był skromny i miły chłopiec o imieniu Bartosz. Przez parę lat, rok w rok, gdy wychowawczyni zadawała dzieciom pytanie: &#8222;Jakie prezenty dostaliście w te święta od Mikołaja?&#8221;, dzieci wstawały i opowiadały o klockach, lalkach Barbie i innych ówczesnych nowinkach w świecie zabawek … Gdy nadchodziła kolej Bartoszka, on uśmiechał się i wymieniał dłuuuuuuugą listę &#8222;otrzymanych&#8221; prezentów, jakich pozazdrościłby mu sam Mikołaj z całą rzeszą pomocników. Chłopiec ten nigdy nie został obdarowany taką liczbą prezentów, zaś jego lista była tylko niespełnionym marzeniem, a jednak wywierał wielkie wrażenie na dzieciach. Wiara w Świętego Mikołaja i cuda jakie potrafił on zdziałać powodowała, że reszta dzieci bez zastrzeżeń wierzyła, iż skromnie żyjący na co dzień Bartoszek został wynagrodzony za niedostatek całego roku i cieszyła się wraz z nim. Tak naprawdę dostawał on prezenty z kategorii bardziej użytecznej czyli np. coś do ubrania plus wiele miłości i dobroci od bliskich i kochających go rodziców. Gdy spotykam tego miłego, skromnego młodego chłopaka po latach na ulicy, jego uśmiech przypominami o długiej liście marzeń recytowanej w szkole przed laty po Świętach Bożego Narodzenia …</p>
<p>Wspomnienie o Bartoszku obudziło się we mnie po przeczytaniu książki <strong>Świąteczny sweter</strong>, której autorem jest Glenn Beck, twórca wielu bestsellerów i znany gospodarz programu radiowego oraz telewizyjnego show w Fox News. Ta książka to opowieść chłopca o imieniu Eddie, w której motywem przewodnim jest otrzymany w prezencie tytułowy sweter a nie wymarzony i wymodlony czerwony rower z długim, czarnym, winylowym siodełkiem i dużą, wygiętą, chromowaną kierownicą. Eddie ma lat dwanaście i nie zdaje sobie sprawy z wartości otrzymanego od matki daru. Jak większość jego rówieśników uznaje wyższość zakupionego w sklepie prezentu. Jego rozważania i sposób postępowania narażają go na niemałe perypetie lecz, jak pisze po latach:</p>
<blockquote><p>prawdziwa nauka otrzymana przeze mnie w czasach tamtego Bożego Narodzenia była taka, że najwspanialszy prezent to ten, który jest dawany z miłością. Wyraźnie pamiętam wyraz oczu matki, kiedy zobaczyła sweter zwinięty w kłębek na podłodze. I pamiętam, jak zrozumiałem, ile zrobiła żeby mi go dać… nareszcie wiem kim jestem. I jestem szczęśliwy… Nigdy nie mógłbym oddać tego swetra, nieważne jak jest brzydki, stary albo mały.</p></blockquote>
<p>Z wiekiem, wraz z doświadczeniem, nabieramy mądrości, patrzymy z pobłażaniem w przeszłość i dobrze jest gdy rozumiemy &#8222;niedoskonałości&#8221; naszych i znanych nam dzieci. Bartoszek wymieniał przed laty długą listę prezentów, bo wiedział, że spotka się z akceptacją grupy, dopasowując się do reszty klasy. Eddie chciał otrzymać upragniony rower by pędzić przed siebie z rówieśnikami i być wolnym w tej radości i jej spełnieniu. Obaj mieli jednak szczęście posiadać dar najcenniejszy ze wszystkich – miłość bliskiej im osoby. Bo prezenty to i tradycja, i przyjemność ofiarowania, a także radość, że ktoś o nas pamięta.</p>
<p>Szczęściem i przesłaniem Świąt Bożego Narodzenia jest jednak miłość – najcenniejszy dar, który możemy sobie wzajemnie ofiarować&#8230;</p>
<p>Takich Świąt Państwu życzę: radosnych, spokojnych i pełnych wzajemnej miłości.</p>
<p><strong>Monika Koruba</strong></p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/swiety-mikolaj-z-rozlewiskiem-w-tle-1611' rel='bookmark' title='Permanent Link: Święty Mikołaj z Rozlewiskiem w tle'>Święty Mikołaj z Rozlewiskiem w tle</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/swiatowy-dzien-ksiazki-w-ksiegarni-w-gdansku-95' rel='bookmark' title='Permanent Link: Światowy Dzień Książki w księgarni w Gdańsku'>Światowy Dzień Książki w księgarni w Gdańsku</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/informator-sieci-ksiegarskiej-matras-grudzien-2009-1587' rel='bookmark' title='Permanent Link: Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Grudzień 2009'>Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Grudzień 2009</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/prezenty-i-dary-1622/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Piosenki Trumienne</title>
		<link>http://www.matras.pl/piosenki-trumienne-1221</link>
		<comments>http://www.matras.pl/piosenki-trumienne-1221#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Nov 2009 15:13:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z notatnika księgarza]]></category>
		<category><![CDATA[Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki]]></category>
		<category><![CDATA[Jarosław Jakubowski]]></category>
		<category><![CDATA[Piosenka o zależnościach i uzależnieniach]]></category>
		<category><![CDATA[Piosenki Trumienne]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=1221</guid>
		<description><![CDATA[<p>Tegoroczna nagroda literacka Nike dla Eugeniusza Tkaczyszyn-Dyckiego potwierdzałaby niezbyt już dzisiaj oryginalną tezę, że współczesnej polskiej literaturze ton nadaje poezja. Spośród nominatów do tegorocznego lauru Piosenka o... <a href="http://www.matras.pl/piosenki-trumienne-1221">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/piosenka-o-zaleznosciach-i-uzaleznieniach-eugeniusz-tkaczyszyn-dycki-668' rel='bookmark' title='Permanent Link: Piosenka o zależnościach i uzależnieniach; Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki'>Piosenka o zależnościach i uzależnieniach; Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/gabriel-kaminski-wroclaw-90' rel='bookmark' title='Permanent Link: Gabriel Kamiński &#8211; Wrocław'>Gabriel Kamiński &#8211; Wrocław</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/czarny-kwadrat-tadeusz-dabrowski-1825' rel='bookmark' title='Permanent Link: Czarny Kwadrat; Tadeusz Dąbrowski'>Czarny Kwadrat; Tadeusz Dąbrowski</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tegoroczna nagroda literacka <strong>Nike </strong>dla <strong>Eugeniusza Tkaczyszyn-Dyckiego </strong>potwierdzałaby niezbyt już dzisiaj oryginalną tezę, że współczesnej polskiej literaturze ton nadaje poezja. Spośród nominatów do tegorocznego lauru <a title=" Piosenka o zależnościach i uzależnieniach; Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki" href="http://www.matras.pl/piosenka-o-zaleznosciach-i-uzaleznieniach-eugeniusz-tkaczyszyn-dycki-668" target="_self"><strong>Piosenka o zależnościach i uzależnieniach</strong></a> była jedyną reprezentantką mowy wiązanej. Owa „moc” poezji jest – powiedzmy to wyraźnie – czysto iluzoryczna. Nakłady tomików nie przekraczają na ogół kilkuset egzemplarzy, co i tak jest liczbą nader optymistyczną, biorąc pod uwagę fakt niemal całkowitej nieobecności poezji w głównym nurcie kulturalnym, a tylko taki ma szansę od czasu do czasu przedrzeć się do tak zwanego szerokiego odbiorcy.</p>
<p>Nie znaczy to, że <strong>Tkaczyszyn-Dycki</strong> jest pisarzem, który by specjalnie potrzebował medialnego namaszczenia. Od lat ma grono wiernych fanów, a jego wieczory autorskie wywołują – a byłem tego świadkiem – żywe reakcje publiczności, czego nie można dzisiaj powiedzieć o wielu czynnych poetach. Ma Dycki fanów, ale co charakterystyczne, nie doczekał się naśladowców. To moim zdaniem cecha wszystkich poezji autentycznie oryginalnych, samoswoich, odległych od medialnego czy towarzyskiego zapotrzebowania. Takim poetą był bez wątpienia zmarły w tym roku Kazimierz Hoffman, a wspominam o nim nie bez przyczyny, ponieważ dostrzegam podobieństwo między nim a twórczością autora „Nenii i innych wierszy”. Widziałbym to podobieństwo w podejściu do zagadnienia formy i brzmienia wiersza. Hoffman cyzelował wiersz do stanu „przeźroczystości semantycznej” (pojęcie zaproponowane przez Zbigniewa Herberta), czyli całkowitego zespolenia się treści i brzmienia słów. Nie nadawał utworom regularnych ram wersyfikacyjnych, ale pilnował, aby słowo nie przelewało się ponad brzegi wyznaczone mu przez nadrzędną wobec niego myśl. Myśl niekiedy ulotną i bardziej zbliżoną do widzenia, do łaski natchnienia niż rozumowania, ale jednak organizującą formę wiersza w sposób zdecydowany. U Tkaczyszyn-Dyckiego mamy do czynienia natomiast z procesem poniekąd odwrotnym do obserwowanego u Hoffmana. Tutaj najpierw jest słowo, dopiero potem rodzi się obraz. Ale słowo, które jest na początku, służy zarazem do opisania stanu końcowego, stanu śmierci: „daj mi słowa abym kres/ nazwał umiejętnie kresem” (I.).</p>
<p>Gdybym miał wymienić dwa bieguny, pomiędzy którymi rozpina się poezja Tkaczyszyn-Dyckiego, to byłyby to: dom i śmierć. Dom to przestrzeń nieograniczona ścianami, ale pamięcią, to ludzie, którzy pojawiają się w wierszach: matka, ks. Skorodecki, Dyccy „z Wólki Krowickiej” i „z Lisich Jam”, siostry Serotyńskie, Argasińscy, Zambrońscy, Nosodrzecki i wreszcie on sam, Dycio, porte parole poety. „przychodzą do mnie ludzie/ których dzisiaj już nie ma”- powtarza się ta fraza, przepływa z wiersza na wiersz, podobnie jak powtarzają się i przepływają inne. W uzasadnieniu werdyktu Grażyna Borkowska stwierdza, że w rytmie ulubionych przez poetę powtórzeń wraca on do „faktyczności życia”, nie łagodząc jednocześnie „traumy istnienia”. Brzmiące identycznie lub podobnie frazy rozpisywane są wersowo na kilka sposobów, dzięki czemu możliwe jest wydobycie z nich coraz to innych półcieni. Mówi się, że te słynne powtórzenia Dyckiego pokazują, iż pisze on tak naprawdę jeden wiersz. Sam tytuł książki, odnoszący się do „piosenki” w liczbie pojedynczej, potwierdzałby ten wniosek. Ale można też powiedzieć inaczej – autor „Peregrynarza” zapisuje jedną wielką modlitwę. Związek tej poezji z modlitwą, z zapisem sakralnym jest wyraźny i głęboki. Chodzi nie tylko o formę, o nawroty fraz i litanijną rytmikę. Dycki pełnymi garściami czerpie ze swojej biografii, a trudno wyobrazić sobie modlitwę wyabstrahowaną z konkretu życia, z jego szarej treści. Autor nie obiektywizuje, nie ucieka od odpowiedzialności za swoje słowa w laboratoryjną lirykę chłodnej, bezosobowej relacji. Mamy tu więc chorobę i śmierć matki, mamy chorobę poety, mamy doświadczenie homoerotyczne, mamy wreszcie zmagania się z polskością tego wychowanego w ukraińskim, a ściślej &#8211; w unickim domu poety. Tematyka całkowicie oryginalna i odmienna od tej, do jakiej zdążyła nas przyzwyczaić mająca swe źródło w „bruLionie” współczesna poezja polska.</p>
<p>Czymś, co sprawia, że „Piosenkę&#8230;” można nazwać przykładem poezji religijnej/modlitewnej jest jednak chyba przede wszystkim stosunek autora do języka. Język „to glina/ udręczona tchnieniem// Pana Boga i przez każdego/ z nas gdy brak tchu” (X.). Język poetycki może być zatem tylko do pewnego stopnia kształtowany wedle woli autora, bo jest w mowie coś, co pochodzi nie od człowieka, tylko spoza niego, mówiąc wprost – od Boga. Mamy tu więc do czynienia z kategorią łaski.</p>
<p>„Nazwać umiejętnie” to według Dyckiego tyle zrozumieć, pojąć sens przedmiotu, odnaleźć dla niego najlepszy ekwiwalent w języku. Język staje się tu narzędziem poznania, jego dopełnieniem. Zarówno w sferze metafizycznej, jak i społecznej. „dlaczego jeszcze nie umiem/ słowa Polska gdy wielu/ zdążyło się nim nasycić/ i zadręczyć innych” &#8211; pyta samego siebie i nas poeta, dla którego słowo stało się synonimem domu, Ojczyzny, Rodzicielki (tak właśnie, z wielkich liter pisanych). Wywieść z tego pytania można wniosek, że poeta czuje się bezdomny, ponieważ nie zdefiniował sobie do końca polskości, własnego do niej stosunku i własnego w niej miejsca. Ale bezdomność tej poezji można odczytywać także jako jej osobność, jako jej swoistą archeologiczną proweniencją (chyba najbardziej z Norwida) przy zachowaniu wszystkich atrybutów nowoczesności.</p>
<p>W zakres pojęciowy dom/bezdomność można także wpisać doświadczenie choroby psychicznej oraz miłości homoseksualnej. Obie zajmują w najnowszej książce poetyckiej Tkaczyszyn-Dyckiego ważne miejsce. Obie też czynią podmiot wierszy outsiderem, kimś kto porusza się na marginesie życia społecznego. W pierwszym przypadku mowa jest o schizofrenii, o pobycie w klinice, elektrowstrząsach, lekarzach, odwiedzinach przyjaciółki. Ale życie pacjenta szpitala psychiatrycznego ukazane jest z perspektywy „za murami”. Także jego charakterystycznym językiem, w którym zaskakujące i alogiczne połączenia słów, nagłe wtrącenia cytatów i surrealistyczna wizyjność tworzą aurę sennego koszmaru. „schizofrenia jest jak pies/ przysięgam jak dwa wściekłe psy/ z których ani jeden ani drugi/ nie był u mnie na garnuszku”. Choroba psychiczna to utrata kontroli nad swoim życiem, opętanie przez nieznane siły (bo przyczyny schizofrenii dotąd dokładnie nie poznano). Słowo „przysięgam” podkreśla autentyzm i dramatyzm przedstawianych przeżyć.</p>
<p>W cyklu „homoerotyków”, bo chyba tak można nazwać te wiersze, pojawia się bardzo wyraźnie pojęcie grzechu, a więc złamania nakazu i zakazu moralnego. „z młodszym od siebie nie idź do komnaty”, „z młodszym od siebie nie idź nad czystą wodę” (wiersze XXXIX. i XL.). Grzech wiąże się ściśle z chrześcijańską teologią ciała, „które bez Pana Boga jest niczym innym/ jak słodkim siedliskiem pustki”. Ale równolegle z wątpliwościami wynikającymi z uwarunkowań religijno-kulturowych w utworach tych silnie zaznacza się pokusa łamania tabu. Świadczą o tym drastyczne niekiedy puenty: „i jeszcze mu mało gdy bierze do ust”, „i jeszcze mu mało gdy kończysz”, jak też nie unikające fizjologicznej dosadności obrazki z życia homoseksualnych mężczyzn. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to coś w rodzaju „wystąpienia programowego” wpisującego się w szerszy i zyskujący poklask części czytelników nurt literatury. Niemniej interesujące jest prześledzenie jak na poziomie językowym poeta rozgrywa socjologiczne problemy homoseksualizmu (układ ja-on-matka, zupełnie jak z filmów Almodovara).</p>
<p>Można przyjąć uogólniająco, że prawdziwym domem podmiotu tych wierszy jest polszczyzna, jej wciąż na nowo odkrywane podkłady. Język wierszy Dyckiego nacechowany jest wyraźnie stylizacją, na co również zwrócili uwagę jurorzy, wskazując takie czynniki, jak „dawność, barokowość, Villonowska nuta, portret trumienny”. Zastanówmy się nad źródłem takiego stylizowania. Niewątpliwie można go upatrywać w fascynacji literaturą czy kulturą baroku, ale z drugiej strony byłaby to nieufność wobec współczesnej poezji, która zdaniem Dyckiego nie radzi sobie z opowieścią o śmierci. „nekrologi będą zawsze/ czymś więcej aniżeli współczesna poezja/ polska na którą nikt się nie rzuca” – czytamy w wierszu „XIV.”. Siłą nekrologu jest konkret, żegna się w nim przecież konkretnego, chciałoby się powiedzieć, żywego człowieka, dlatego proste zdania z gazet (z lubością cytowane przez Dyckiego) nabierają transcendentnego wymiaru – mówi się w nich wszak do osoby w zaświatach. W następnych utworach pojawia się zmieniona wersja poprzednio cytowanego zdania: „współczesna poezja polska to nekrologi”. Czytać ją można na dwa sposoby (rozdzielnie lub jednocześnie): 1) prasowe zawiadomienia o śmierci bliskich osób przejęły współcześnie rolę poezji, 2) powstające współcześnie polskie wiersze kojarzą się z nekrologami, czyli pożegnaniami (z rozpadającym się światem? z dotychczasowym językiem komunikowania się? z tzw. szerokim odbiorcą?).</p>
<p>Nekrologi to dla Dyckiego próbki autentycznej polszczyzny, nie poddanej presji „literackości”. W samym studiowaniu nekrologów dopatruje się czegoś niezwykłego, prawdziwej, niewymuszonej więzi „dzieła” z odbiorcą. „jest w niej coś/ z nieuchwytnego piękna kiedy dostrzega/ nazwiska owych Kępskich Widawskich/ i Traczewskich które jej nic nie mówią” – czytamy w wierszu „XIX.”, będącym opisem przypadkowego spotkania z kobietą studiującą nekrologi. Samo brzmienie polskich nazwisk pieści ucho narratora tego wiersza!</p>
<p>Ale przede wszystkim widoczna jest tu fascynacja śmiercią, jej kulturową otoczką, formami które przez wieki wytworzyła. Stąd wiersze-nekrologi, wiersze-epitafia, wiersze-portrety trumienne. W ślad za nawiązaniami gatunkowymi idzie język, w wielu miejscach archaizowany: „o tak śpij kasztelanie Aleksandrze/ Dzieduszycki synu kasztelanicowy/ pana Jerzego” (XXI. Kołysanka). W wielu wypadkach bohaterami są osoby całkiem obce dla podmiotu, występujące jako imiona i nazwiska spisane „z natury”. Dlaczego więc poeta poświęca im tyle uwagi? Najprostszym wytłumaczeniem wydaje się ludzka wspólnota śmierci, którą charakteryzuje popularny niegdyś napis nagrobny: „Byłem kim jesteś, będziesz kim jestem”. Wszak wody rzeki Lubaczówki „obejmą/ twoje i moje kości” – czytamy w cytowanym wyżej wierszu. Można też odczytywać tę swoistą nekromanię jako próbę obłaskawienie pierwotnego lęku przed śmiercią, a raczej przed nicością. Pisanie wierszy byłoby tu czynnością wymierzoną przeciw nicości. To jakby nakładanie znajomej maski na coś niepoznawalnego i zaburzającego doczesny porządek, zupełnie jak przytwierdzanie portretu żywego człowieka do boku trumny.</p>
<p>Nawiązując do tytułu książki śmierć jest tutaj podmiotem zależności i przedmiotem uzależnienia. Wszyscy podlegamy śmierci, to oczywiste. Ale uzależnienie od śmierci to coś więcej niż tylko śmiertelność. To Celanowska wszechobecność śmierci, rytuał wtajemniczenia. Ważnym, najważniejszym chyba jego etapem jest u Tkaczyszyn-Dyckiego śmierć matki. Tak jak u Różewicza jej odchodzenie pokazane jest z wszystkimi możliwymi detalami, a dokonuje się niezależnie od samego momentu zgonu, również przed i po nim. Bardzo poruszający jest wiersz XXXV., którego dwie końcowe strofy zacytujmy: „wbiła we mnie paznokcie/ jakby jej chodziło o moje wiersze/ nie wiem zresztą o co mogło/ jej chodzić potykając się i upadając// podrapała mnie do krwi nie wiem/ jednak jaki był tego powód że zamknąłem się/ u siebie w sąsiednim pokoju/ w sąsiednim pokoju umiera moja matka”.</p>
<p>Proces umierania matki nie zakończył się wraz z jej odejściem, ma swoją kontynuację w żyjącym synu &#8211; poecie. Tuż po wojnie Miłosz przestrzegał poetów, żeby nie być „płaczką żałobną”. Kto wie czy przejmująca poezja Tkaczyszyn-Dyckiego nie dowodzi, że właśnie taki ton wydaje się najwłaściwszym dla naszych czasów.</p>
<p>Jarosław Jakubowski</p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/piosenka-o-zaleznosciach-i-uzaleznieniach-eugeniusz-tkaczyszyn-dycki-668' rel='bookmark' title='Permanent Link: Piosenka o zależnościach i uzależnieniach; Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki'>Piosenka o zależnościach i uzależnieniach; Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/gabriel-kaminski-wroclaw-90' rel='bookmark' title='Permanent Link: Gabriel Kamiński &#8211; Wrocław'>Gabriel Kamiński &#8211; Wrocław</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/czarny-kwadrat-tadeusz-dabrowski-1825' rel='bookmark' title='Permanent Link: Czarny Kwadrat; Tadeusz Dąbrowski'>Czarny Kwadrat; Tadeusz Dąbrowski</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/piosenki-trumienne-1221/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jesienne ognie</title>
		<link>http://www.matras.pl/jesienne-ognie-322</link>
		<comments>http://www.matras.pl/jesienne-ognie-322#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Oct 2009 10:00:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z notatnika księgarza]]></category>
		<category><![CDATA[Jesienne ognie]]></category>
		<category><![CDATA[Małgorzata Tomaszek]]></category>
		<category><![CDATA[Waleria Komarowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=322</guid>
		<description><![CDATA[<p>Postmodernistyczne zabawy konwencjami to rzecz już mocno osadzona w tradycji literatury fantasy, wspomnieć tu można choćby rodzimą sagę o Wiedźminie czy też twórczość Neila Gaimana. Ten sposób konstruowania rzeczywistości... <a href="http://www.matras.pl/jesienne-ognie-322">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/informator-sieci-ksiegarskiej-matras-pazdziernik-2009-302' rel='bookmark' title='Permanent Link: Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Październik 2009'>Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Październik 2009</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/piata-strona-swiata-przed-premiera-w-radiowej-trojce-1766' rel='bookmark' title='Permanent Link: Piąta strona świata przed premierą w radiowej Trójce'>Piąta strona świata przed premierą w radiowej Trójce</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/jacek-piekara-warszawa-1962' rel='bookmark' title='Permanent Link: Jacek Piekara &#8211; Warszawa'>Jacek Piekara &#8211; Warszawa</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Postmodernistyczne zabawy konwencjami to rzecz już mocno osadzona w tradycji literatury fantasy, wspomnieć tu można choćby rodzimą sagę o Wiedźminie czy też twórczość Neila Gaimana. Ten sposób konstruowania rzeczywistości przedstawionej, polegający na odnoszeniu się do współczesności, przemieszaniu wielu konwencji czy też &#8222;zapożyczaniu&#8221; wątków i postaci z różnych źródeł, zadomowił się już na dobre w literaturze i wykorzystywany jest przez twórców w wieloraki sposób. W tej konwencji napisane są <strong>Jesienne ognie</strong> <em>Walerii Komarowej</em>, która z dużą wprawą, ale także z pewną nonszalancją miesza elementy różnych mitologii oraz gatunków literackich, wpasowując je (mniej lub bardziej udatnie) w stworzony przez siebie świat. Para głównych bohaterów, którzy kochają się i nienawidzą, greckie Parki, jednorożce i wilkołaki, elfy i gnomy, a gdzieś w tle walka z Chaosem – to tylko niektóre z elementów zapożyczonych przez autorkę z tradycji literackiej i kulturowej. Do tego mamy jeszcze Wrota między światami, klątwę sprzed lat oraz powracający nieustannie motyw zemsty. Całość doprawiona jest cynicznym, miejscami czarnym humorem i brakiem szacunku nawet dla takich &#8222;świętości&#8221; literackich, jak Tolkien (np. mocno kpiarski opis krainy elfów i całej tej rasy).</p>
<p>Fabuła powieści nie jest nowatorska w żaden sposób: Komarowa opisuje dzieje księżniczki Rejki, przedstawicielki tajemniczej i potężnej rasy feyrów. Dziewczę przemierza świat w poszukiwaniu własnej tożsamości, przy okazji zarabiając na życie jako najemniczka, dosyć specyficzna zresztą, gdyż potrafi władać ogniem oraz przemieniać się w istotę obdarzoną potężnymi pazurami i płonącymi skrzydłami. Wiedzie sobie spokojne życie na Rusi (to jedyna informacja o miejscu akcji, jaką otrzymujemy) do momentu, gdy upomni się o nią przeszłość. I w tym momencie rozpoczyna się klasyczne fantasy ze zbieraniem drużyny, wędrowaniem przez różne światy i przygotowaniami do walki ze złem.</p>
<p>Świat wykreowany przez Komarową jest miejscem, gdzie koegzystują ludzie i istoty starszej krwi. Do tych drugich należą feyrowie, którzy podtrzymują Ład świata poprzez niedopuszczenie do przerwania granicy między Chaosem i Ładem. Powieść zaczyna się w momencie, gdy wojna między ludźmi i feyrami (wywołana pewnym smutnym incydentem) trwa już 18 lat. W trakcie przywracania pokoju między rasami rozpocznie się walka o istnienie całego świata. Komarowa mnoży zagadki, intryguje nagłymi zwrotami akcji i ani przez sekundę nie pozwala się nam nudzić. Ponad pięćset stron powieści aż pęcznieje od nagromadzonych niespodzianek, jakimi co rusz jesteśmy zaskakiwani, a tempo nie maleje nawet na chwilę.</p>
<p>Całość czyta się bardzo dobrze, ale wszystko nie wykracza poza poziom sprawnie napisanego czytadła. Drażni główna bohaterka, która kreuje się na silną i krwiożerczą, tyle że zachowuje się raczej jak słodka idiotka. Komarowa stworzyła niezdecydowaną histeryczkę, wpatrującą się maślanymi oczami w pewnego maga. Nie przeczę, że sympatyczną, jednak trudno utożsamiać się z kimś, kto przypomina gorszą wersję Szarki z powieści Brzezińskiej. Lepiej i wiarygodniej wypadają bohaterowie drugoplanowi, nakreśleni w kilku zdaniach, ale naprawdę pełnokrwiści i niejednoznaczni. Komarowa czasami z trudem panuje nad namnożonymi bez umiaru wątkami, co daje o sobie znać kilkakrotnie: prowadzenie dwutorowej narracji niestety czasami zawodzi, rezultatem czego jest bałagan fabularny.</p>
<p>Przesadny sentymentalizm i nadmiar patetyzmu także nie wychodzą powieści na dobre, choć akurat te chwyty można odczytywać jako kpinę z nadętego tonu niektórych dzieł fantasy. Powieść nie broni się również językowo: przedziwna mieszanina języka współczesnego i stylizowanego na starodawny brzmi groteskowo. Zwroty &#8222;azaliż&#8221; i &#8222;czcigodna panno&#8221; sąsiadują ze stwierdzeniami &#8221; spadaj&#8221; oraz &#8222;mnie to rybka&#8221;, co daje w sumie niespójny efekt pełen anachronizmów i zwrotów ze słownictwa potocznego, nieraz trudny do przyswojenia.</p>
<p>Sprawne pióro i bogata wyobraźnia nie zawsze wystarczą. Gdy przeciwstawimy im nadmiar wątków i trudność w ich ogarnięciu, mało oryginalne wykorzystanie popularnych motywów, a także niezbyt wyrafinowane poczucie humoru, to jasnym się stanie, że nazwisko Komarowej nie może być stawiane w jednym rzędzie z pisarzami takimi jak Łukjanienko, Kornew czy Pielewin. Jako czytadło powieść Komarowej się broni, żal jedynie, że zabrakło tych kilku elementów, dzięki którym Jesienne ognie mogłyby być czymś więcej.</p>
<p><strong>Małgorzata Tomaszek</strong><br />
Księgarnia Forum w Gliwicach</p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/informator-sieci-ksiegarskiej-matras-pazdziernik-2009-302' rel='bookmark' title='Permanent Link: Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Październik 2009'>Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Październik 2009</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/piata-strona-swiata-przed-premiera-w-radiowej-trojce-1766' rel='bookmark' title='Permanent Link: Piąta strona świata przed premierą w radiowej Trójce'>Piąta strona świata przed premierą w radiowej Trójce</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/jacek-piekara-warszawa-1962' rel='bookmark' title='Permanent Link: Jacek Piekara &#8211; Warszawa'>Jacek Piekara &#8211; Warszawa</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/jesienne-ognie-322/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rzecz o gotowaniu</title>
		<link>http://www.matras.pl/rzecz-o-gotowaniu-217</link>
		<comments>http://www.matras.pl/rzecz-o-gotowaniu-217#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 05 Sep 2009 14:00:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z notatnika księgarza]]></category>
		<category><![CDATA[Agnieszka Kuchta]]></category>
		<category><![CDATA[gotowanie]]></category>
		<category><![CDATA[książki o gotowaniu]]></category>
		<category><![CDATA[Rzecz o gotowaniu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=217</guid>
		<description><![CDATA[<p>O tym, że gotowanie jest proste jak budowa cepa przekonują nas internetowe blogi, portale, gwiazdy i gwiazdeczki ekranu, w końcu celebryci maści wszelkiej. Stanowiska przeciwnego, głoszącego, że kuchnia jak pracownia alchemika... <a href="http://www.matras.pl/rzecz-o-gotowaniu-217">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/tysiac-dni-w-orvieto-marlena-de-blasi-2103' rel='bookmark' title='Permanent Link: Tysiąc dni w Orvieto; Marlena De Blasi'>Tysiąc dni w Orvieto; Marlena De Blasi</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>O tym, że gotowanie jest proste jak budowa cepa przekonują nas internetowe blogi, portale, gwiazdy i gwiazdeczki ekranu, w końcu celebryci maści wszelkiej. Stanowiska przeciwnego, głoszącego, że kuchnia jak pracownia alchemika niezgłębionych tajemnic ma bez liku, bronią książki kucharskie. Tych zaś, jak tajemnych ingrediencji, na księgarskim rynku nie brakuje. Możemy z Nigellą Lawson (<em>Nigella ekspresowo</em>, <em>Nigella gryzie</em>,<em> Nigella Lawson. Lato w kuchni</em>) lekceważąco wzruszając ramionami nad zdrowotnymi piramidami, kaloriami i dbaniem o linię. Notabene Nigella to angielska nazwa czarnuszki, przyprawy, którą w Polsce obficie raczyła się szlachta, zaś teraz jest wykorzystywana głównie w kuchni indyjskiej. Możemy kucharzyć z Jamie’em Oliverem (<em>Gotuj z Oliverem</em>,<em> Włoska wyprawa Jamiego Olivera</em>, <em>Moje obiady</em>), który z gotowania uczynił sztukę życia i który swoim niefrasobliwym stylem bycia przekonuje do niej miliony amatorów jedzenia na całym świecie. W Wielkiej Brytanii Oliver to człowiek instytucja – nie tylko pichci, ale i uparcie lobbuje na rzecz zmiany kulinarnych przyzwyczajeń Brytyjczyków. Ostatnia książka zwariowanego<br />
Anglika (<em>Jamie Oliver w domu</em>) to nie tylko przepisy wykorzystujące nieprzetworzoną, niemodyfikowaną ekologiczną żywność, ale i poradnik jak wyhodować krzepką kalarepkę, zdrową marchewkę, jak zbudować kurnik albo sklecić grilla, którego nie powstydziłby się sam mistrz improwizacji MacGyver.<br />
Szkot Gordon Ramsey jest postacią tyleż barwną, co kontrowersyjną. To Terminator kucharskiego świata: cyniczny, złośliwy, bezlitosny dla kuchennej amatorszczyzny i dla rutyny profesjonalistów. Jego cięty język, niewybredne żarty, przysparzają mu rzesz przeciwników. Ci wszyscy, którzy mimo wszystko sięgną po jego książki kucharskie (<em>Zdrowa kuchnia</em>, <em>Łatwe gotowanie</em>) przekonają się, że ów kucharz ma prócz maski medialnego potwora drugie, znacznie łagodniejsze oblicze prawie sympatycznego domatora, amatora zdrowej, smacznej i prostej kuchni. Jest też prawdziwym mistrzem patelni. Wśród sław kulinarnych mamy i Polaków. Robert Makłowicz o galicyjskiej kuchni wie już prawie wszystko i prócz przepisów serwuje nam arcyciekawą wędrówkę po Małopolsce za czasów panowania Franciszka Józefa (<em>CK kuchnia</em>). Jakby tego było mało, doradzi wspólnie z Piotrem Bikontem, gdzie w kraju najeść się smacznie, zdrowo i do syta (<em>Listy pieczętowane sosem, czyligdzie w Polsce karmią najlepiej</em>), bądź uraczy nas egzotycznymi przepisami z krajów tak odległych kulinarnie i geograficznie jak Tajlandia, Wietnam czy Urugwaj (<em>Fuzja smaków</em>) lub bliższych nam sercem i podniebieniem jak Węgry (<em>Smak Węgier</em>).<br />
Na sławę kulinarną wyrósł również Robert Sowa – profesjonalny, utytułowany kucharz (zdobywca m.in. kulinarnego Oscara), autor dwóch książek kulinarnych. Pierwsza z nich dowodzi, że sztuka kulinarna jak moda może być haute couture (<em>Esencja smaku</em>), druga zaś już bez zadęcia przekonuje, że najsmaczniej gotuje się dla rodziny i w domowych pieleszach (<em>W poszukiwaniu smaku doskonałego</em>). Kurta Schellera przedstawiać nie trzeba. To Gandalf kulinarnego świata: nie dość, że czarodziej, to jeszcze mentor i nauczyciel. I choć jego dorobek i zawodowa pozycja mogą onieśmielać, to książka <em>Kuchnia polska jakiej nie znacie</em> burzy wizerunek surowego mistrza i do gotowania zachęca nawet tych, którzy dopiero zaczynają swą przygodę kulinarną. Nie bez kozery porównałam kuchnię do alchemicznej pracowni.<br />
Gotowanie to przecież ni mniej ni więcej jak tylko ciąg procesów fizyczno-chemicznych, z których nie zdajemy sobie sprawy, oszołomieni końcowym efektem kulinarnych poczynań, smakiem i zapachem gotowego dania. Właśnie o chemii i fizyce w kuchni traktuje książka tak niepozorna, że prawie nie do zauważenia<br />
w powodzi kolorowych, edytorsko wyśrubowanych kolosów. Mowa o czarno-białej, pozbawionej ilustracji, książce <em>Frytka doskonała i inne sekrety kuchni</em> Russa Parsonsa. Pozycja ta nie tylko otworzy przed nami kulinarny sezam, ale i zaopatrzy w narzędzia, dzięki którym staniemy się wytrawnymi kucharzami. Jeśli chcecie się dowiedzieć dlaczego warto dodać ciut starego oleju do świeżego, jak zachować wszystkie wartości odżywcze gotowanych warzyw, po co panierka – ta mała książeczka udzieli Wam wyczerpujących odpowiedzi. Tak jak podstawowym narzędziem pracy lingwisty są słowniki, podobnie i kucharz powinien wiedzieć jak nazywa się przygotowywane danie, skąd pochodzi i jakie są jego składniki. Kto zatem chce posiąść arkana maestrii kucharskiej lub znaleźć definitywną odpowiedź na pytanie &#8222;Co to, do jasnej ciasnej, jest ten comber?&#8221;, powinien zapatrzyć się w <em>Słownik sztuki kulinarnej</em> Marii Romanowskiej. Nie zapomnijmy o następnej analogii – gotowanie jak alchemia ma też ciemna stronę. O tym, że kuchnia jest jak pole walki i niczym na wojnie przetrwają w niej najsilniejsi i najlepsi, przekonuje nas Anthony Bourdain. Jego na poły reporterska, częściowo zaś autobiograficzna książka nosi tytuł: <em>Kill Grill</em>. Ta pozycja jest jak krwisty stek: soczysta, dosadna i kontrowersyjna. Autor , dla jednych demaskator, dla niektórych branżowy zdrajca, dzieli się w niej kucharskimi tajemnicami, których środowisko restauratorów i kucharzy wolałoby nie ujawniać. Zapewne niejeden z nas po lekturze <em>Kill Grilla</em> nie zamówi w choćby najbardziej wykwintnym gastronomicznym lokalu ryb i owoców<br />
morza w poniedziałek, dobrze wysmażonego steku, i jak zarazy unikać będzie wszelkich gulaszów i potrawek. Poszukując idealnej książki kucharskiej warto kierować się starą alchemiczną prawdą, iż to co najcenniejsze kryje się pod najbardziej lichym przyodziewkiem i aby wytworzyć najcenniejszy z kruszców wcale nie trzeba szukać daleko.</p>
<p><em><strong>Agnieszka Kuchta</strong></em></p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/tysiac-dni-w-orvieto-marlena-de-blasi-2103' rel='bookmark' title='Permanent Link: Tysiąc dni w Orvieto; Marlena De Blasi'>Tysiąc dni w Orvieto; Marlena De Blasi</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/rzecz-o-gotowaniu-217/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Strach się bać&#8230; Historia prawdziwa&#8230;</title>
		<link>http://www.matras.pl/strach-sie-bac-historia-prawdziwa-70</link>
		<comments>http://www.matras.pl/strach-sie-bac-historia-prawdziwa-70#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Jul 2009 14:52:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Z notatnika księgarza]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Maria Lewandowska]]></category>
		<category><![CDATA[praca księgarza]]></category>
		<category><![CDATA[strach się bać]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=70</guid>
		<description><![CDATA[<p>Praca księgarza to zajęcie dla ludzi o mocnych nerwach. Dla osób wyrozumiałych, cierpliwych , uśmiechających się do świata, optymistycznych, ale przede wszystkim dla tych, którzy potrafią odnaleźć się w każdej - nawet najbardziej... <a href="http://www.matras.pl/strach-sie-bac-historia-prawdziwa-70">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/przelomowe-innowacje-ksiazka-tygodnia-w-sieci-matras-15-06-21-06-10-2569' rel='bookmark' title='Permanent Link: Przełomowe innowacje &#8211; książka tygodnia w sieci Matras 15.06-21.06.10'>Przełomowe innowacje &#8211; książka tygodnia w sieci Matras 15.06-21.06.10</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/kino-polskie-1989-2009-historia-krytyczna-agnieszka-wisniewska-2216' rel='bookmark' title='Permanent Link: Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna; Agnieszka Wiśniewska'>Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna; Agnieszka Wiśniewska</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Praca księgarza to zajęcie dla ludzi o mocnych nerwach. Dla osób wyrozumiałych, cierpliwych , uśmiechających się do świata, optymistycznych, ale przede wszystkim dla tych, którzy potrafią odnaleźć się w każdej &#8211; nawet najbardziej zaskakującej i nieprawdopodobnej &#8211; sytuacji.</p>
<p>Aby opowiedzieć historię Marianny, muszę cofnąć się pamięcią do czasów odległych, będących zarówno początkiem mojej kariery księgarza.</p>
<p>Otóż za górami, za lasami, na wznoszącym się ponad wieżami kościołów, zielonym, kwitnącym makiem wzgórzu, stała mała księgarenka, a w tej księgarence pracowały cztery olśniewające, wielce urodziwe niewiasty. Jak co dzień, cztery przepiękne pracownice księgarni układały książki, przyjmowały towar, wycierały kurze na półkach, sporządzały zamówienia, obsługiwały klientów. Wydawać by się mogło  ,że był to dzień jak każdy inny. Wtem w  jednej krótkiej chwili pogoda za oknem zmieniłą się. Słońce przykryła ogromna, czarna chmura, z której lunął deszcz. Zrobiło się zimno, ciemno i wietrznie. Krople deszczu, niczym przynoszące śmierć pociski uderzały w okna, wiatr  z niewyobrażalną siłą i premedytacją  wdzierał się do pomieszczenia. Lodowaty chłód przemykał po plecach, włos jeżył się na głowie, oczy zachodziły mgłą, oddechy były przyspieszone i drżące. Aż nagle drzwi od księgarni otworzyły się i w progu stanęła ona &#8211; kobieta-klient. Długi aksamitny płaszcz okrywał jej wątłe ciało. Włosy koloru miedzi skrywała pod niewielkim kapeluszem koloru lila-róż. Jej twarz byłą biała , wręcz przezroczysta. Uniosła delikatnie głowę i rozejrzała się dookoła. Jej zielone oczy wydały się delikatne i płoche. Zrobiła krok do przodu, otrzepała resztki kropel, które spływały po jej barokowej parasolce , uśmiechnęła się chłodno i pewnie, przemówiła:</p>
<p>- Poszukuję pięknej, mrocznej i intrygującej historii, o miłości nieszczęśliwej, trudnej , o uczuciu, które oczyszcza i zniewala człowieka. Książki, która wypełni czas w długie, samotne i niebezpieczne noce.</p>
<p>Odważne pracownice księgarni zamarły lecz po chwili propozycje tytułów posypały się jak z rękawa:</p>
<p>- &#8222;Miłość w czasach zarazy&#8221;, &#8222;Samotność w sieci&#8221;, &#8222;Dom dusz&#8221;, &#8222;Wichrowe wzgórza&#8221;, &#8222;Przeminęło z wiatrem&#8221; , &#8222;Zmierzch&#8221;, &#8222;Wyznania gejszy&#8221;&#8230;</p>
<p>Zapadła cisza , całkowita cisza Nieujarzmione siły przyrody, cała natura, która dawała koncert za oknem, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki  ucichła. Wiatr odłożył barytony i basy, deszcz zaniechał dźwięków, dzwonków, szeptów i altów. Dosłownie, jakby ktoś wziął głęboki oddech, zamyślił się, zadumał.</p>
<p>- Tak?! Pragnę książki, która stanie się moim przyjacielem i towarzyszem. Takiej, którą gdy raz już wezmę do ręki nie zamknę aż przeczytam ostatnie słowo. Takiej, przy której będę czułą się bezpieczna. Pozwolą panie &#8211; przerwała kobieta-klient. Nie patrzyła na pracownice księgarni, myślami szybowała gdzieś ponad ich głowami. Mówiła do siebie, pytała i odpowiadała sobie sama jakby zamknięta w swoim tajemniczym, bezszelestnym i nienamacalnym świecie.</p>
<p>- Pozwolą panie &#8211; powtórzyła &#8211; w takim razie. Biorę wszystkie! &#8211; Uśmiechnęła się nieśmiało, ale stanowczo.</p>
<p>- Rozumiemy &#8211; odparła Marianna.</p>
<p>W tym momencie przerwę na chwilę opowieść, aby przedstawić sylwetkę jednej z naszych koleżanek-księgarek. Marianna to rezolutna, przebojowa i pracowita dziewczyna, o silnym charakterze, wygadana i przekonywująca &#8211; ale przede wszystkim najodważniejsza i najdzielniejsza istota pod słońcem ( Toskanii ). Tak się nam przynajmniej wydawało!</p>
<p>- Rozumiemy &#8211; powtórzyła Marianna. To tak jak z człowiekiem, który boi się przejść nocą przez cmentarz. Zawsze raźniej i bezpieczniej w towarzystwie drugiego człowieka. Zgodzi się pani ze mną? &#8211; zapytała Marianna.</p>
<p>Kobieta-klient nie od razu udzieliła odpowiedzi. Spłoszyła się. Zapakowała książki do kwiecistej &#8211; niebiesko-fioletowej &#8211; torby, dygnęła i skoczyła ku drzwiom. W progu jednak odwróciła się i rzekła:</p>
<p>- Tak, zgadzam się z panią&#8230; Dokładnie jak z człowiekiem, który boi się przejść nocą przez cmentarz. Też się kiedyś bałam , gdy  żyłam.</p>
<p>Co było dalej? Wielcy filozofowie i mędrcy nie są w stanie udzielić odpowiedzi. Pewne jest tylko jedno : Marianna już nie jest najodważniejszą i najdzielniejszą dziewczyną świata!</p>
<p>Jaki morał płynie z tej opowieći? Niektórzy klienci są jak drzazga w małym palcu, jak uwierający kamyk w bucie. Działają na nas jak czerwona płachta na byka. Czasem z nerwów złapie cię kolka, zaschnie ci w gardle, dostaniesz czkawki&#8230; I co? I wystarczy, że pod koniec dnia uświadomisz sobie jak bardzo  kochasz to co robisz, a najbardziej, że kochasz tych klientów, którzy stają się dla ciebie inspiracją do napisania bajki.</p>
<p>Anna Maria Lewandowska</p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/przelomowe-innowacje-ksiazka-tygodnia-w-sieci-matras-15-06-21-06-10-2569' rel='bookmark' title='Permanent Link: Przełomowe innowacje &#8211; książka tygodnia w sieci Matras 15.06-21.06.10'>Przełomowe innowacje &#8211; książka tygodnia w sieci Matras 15.06-21.06.10</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/kino-polskie-1989-2009-historia-krytyczna-agnieszka-wisniewska-2216' rel='bookmark' title='Permanent Link: Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna; Agnieszka Wiśniewska'>Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna; Agnieszka Wiśniewska</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/strach-sie-bac-historia-prawdziwa-70/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
