<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Matras &#187; Recenzje</title>
	<atom:link href="http://www.matras.pl/kategoria/recenzje/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.matras.pl</link>
	<description>Matras Księgarnie</description>
	<lastBuildDate>Mon, 26 Jul 2010 07:41:33 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>41; Wojciech Kass</title>
		<link>http://www.matras.pl/41-wojciech-kass-2561</link>
		<comments>http://www.matras.pl/41-wojciech-kass-2561#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Jun 2010 12:42:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[41]]></category>
		<category><![CDATA[Iskry]]></category>
		<category><![CDATA[Liryka ciemna i czysta]]></category>
		<category><![CDATA[Wojciech Kass]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=2561</guid>
		<description><![CDATA[<p>"Liryka ciemna i czysta" Z biegiem lat mężczyzna staje się coraz bardziej samotny. Nie w sensie czysto społecznym, otoczony jest przecież rodziną, znajomymi, współpracownikami, ale jest bardziej sam wobec wszechświata, wobec śmierci i... <a href="http://www.matras.pl/41-wojciech-kass-2561">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/gabriel-kaminski-wroclaw-90' rel='bookmark' title='Permanent Link: Gabriel Kamiński &#8211; Wrocław'>Gabriel Kamiński &#8211; Wrocław</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/gringo-wsrod-dzikich-plemion-wojciech-cejrowski-1676' rel='bookmark' title='Permanent Link: Gringo wśród dzikich plemion; Wojciech Cejrowski'>Gringo wśród dzikich plemion; Wojciech Cejrowski</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/czarny-kwadrat-tadeusz-dabrowski-1825' rel='bookmark' title='Permanent Link: Czarny Kwadrat; Tadeusz Dąbrowski'>Czarny Kwadrat; Tadeusz Dąbrowski</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>&#8222;Liryka ciemna i czysta&#8221;</strong></p>
<p>Z biegiem lat mężczyzna staje się coraz bardziej samotny. Nie w sensie czysto społecznym, otoczony jest przecież rodziną, znajomymi, współpracownikami, ale jest bardziej sam wobec wszechświata, wobec śmierci i pytań z nimi związanych. Z biegiem lat mężczyzna musi uczyć się męstwa w radzeniu sobie z biedami przemijania. Takie oto luźne refleksje dopadały mnie co i rusz podczas lektury najnowszego tomu wierszy Wojciecha Kassa, zatytułowanego z prostotą „41”. Tyle utworów liczy ten zbiorek, wydany zaledwie dwa miesiące po napisaniu ostatnich wierszy w nim zawartych. To swoisty rekord świata w szybkości publikacji! Tytuł równie dobrze mógłby brzmieć „Piosenki i pieśni”, bo właśnie tak nazwane są te wiersze, napisane w niezwykle rzadkiej dziś w poezji polskiej melodyce – melodyce kantyczki, ludowej przyśpiewki, dziecięcej wyliczanki. Ale naiwna forma jedynie wzmacnia efekt tych niezwykle przejmujących, dotykających spraw ostatecznych, tekstów.<br />
Tak jak w poprzednim swoim tomie, „Wirach i snach”, zabiera nas Wojciech Kass do swojego królestwa rozłożonego w Puszczy Piskiej, nad malowniczym jeziorem. Granice tego królestwa zakreślają ramy zmieniającego się pejzażu. Znowu sprawy dzienne i nocne, te zwykłe sprawy składające się na człowiecze życie, są dla poety ziarnami, z których wyrasta jego liryka. Obudzony w środku nocy notuje „Pieśń oddechu mojej żony”, w którą wtrąca słowa dziecięcej modlitwy: „Aniele boży stróżu mój,/ Ty zawsze przy mnie stój,/ Rano, wieczór, we dnie, w nocy/ &#8211; Dalej nie pamiętam”. Buduje swój wiersz z drobin, jakby tkacz wplatał we włókna źdźbła traw, kosmyki włosów czy nitkę z urwanego guzika. „Nie odfruwaj modlitwo/ Twoje małe, dawne słowa są jak pisklęta,// Które pochwyciłbym w dzióbek jak tarninę/ I przeniósł nad wieczną zmarzliną,/ Nad lodowcem”.<br />
Poeta chce uchronić przed zatraceniem swój świat, swoich bliskich, swoje wspomnienia. Dlatego tyle w tych utworach drobiazgów, szczegółów nieistotnych z makrokosmicznego punktu widzenia, ale bez których mikrokosmos poety nie mógłby istnieć. Dużo tu melodyjnego zawodzenia, śpiewnego płaczu nad przemijalnością rzeczy tego świata. Jak w „Pieśni matki”, gdzie imiona dziewcząt przeistaczają się wręcz w jakieś ptasie kwilenie: „Macham ręką, pozdrawiam i wołam:/ Heli, Heli. Ulii, Ulii./ Elii, Eliii”. Niekiedy Kass porzuca wręcz retoryczną warstwę poezji na rzecz jej brzmieniowości. Jest w tym zabiegu coś z naśladowania szamanów, którzy zawodząc zaklęcia osiągają stan podwyższonej świadomości, a niektórzy twierdzą nawet, że mogą oni wówczas porozumiewać się z bogami i umarłymi. Poeta z mazurskiego Prania sięga w swoich zaklęciach do głębokiej przeszłości, ale sięga też w nieokreśloną przyszłość. Czasem wychodzi jej na spotkanie gotowy: „Dzisiaj mógłbym, naprawdę mógłbym/ Spotkać Śmierć, dzisiaj mógłbym/ Z nią odejść” („Pieśń uciszenia”). Innym razem jednak widmo śmierci napawa go rozpaczą. Jest tak, kiedy w śmierci widzi tylko nicość: „Nie ma obrazu, nie ma ram” („Pieśń zza obrazu”). Dlatego tak ważne jest dla niego, aby nie poddać się obezwładniającemu urokowi śmierci. Dlatego tak często powtarza w tomie „41”, że śmierć nie jest ostatecznym końcem, tylko „obietnicą”. Znaczący jest pod tym względem wiersz „Nie żałuj głaskania umierającemu” z powtarzającym się napomnieniem, aby go głaskać, „żeby zasnął, a nie skonał”. Skonanie jest bowiem zrównaniem z nicością, wyzerowaniem życia, a przecież życie jest potężniejsze niż śmierć, zdaje się mówić nam poeta.<br />
Mam wrażenie, że wątki chrześcijańskie są tu obecne wyraźniej niż w dotychczasowej twórczości autora „Gwiazdy Głóg”. Poza samym ujęciem kwestii śmierci, mamy tu modlitwy wprost: „Zlituj się nad nami Chrystusie od lodu odbity” („Pieśń odbitego”) , mamy wreszcie zapożyczenia biblijne: „Zatem wszystko się wymyśliło,/ Obmyte zostało w wodach Jordanu,/ Na trzeci bok się przewróciło,/ Jak dziecko zasnęło w Panu”. Ale teologia Wojciecha Kassa nie jest tożsama z teologią katechizmu. Więcej tu dramatyzmu i wątpliwości. Więcej pytań. I przede wszystkim – jakaś heroiczna obrona człowieka, z wszystkimi jego małościami, słabościami, upadkami. Żarliwa walka o zachowanie ludzkiego wymiaru wszechświata, na przekór mrozom nieskończonych otchłani. W tej walce poeta jest naprawdę sam. Sam na sam z nicością, której przeciwstawia wiarę w nieprzemijalne wartości. W „Pieśni sikorki kresu”, inkantacyjnym utworze, w którym podmiot mówiący zwraca się do otaczających go elementów przyrody, pojawia się ważne napomnienie: „Bądźcie dla oczu/ Ptasie loty, poświsty/ Pierścienie wasze, orbity/ Bądźcie na ludzką miarę// Ponad ludzka miarę/ Jesteś kosmosie zimny”. Pamiętamy słowa z poprzedniego tomu – „stopniuj osobę w sobie”. W „41” ta personalistyczna filozofia Kassa nabiera chyba jeszcze bardziej radykalnego wyrazu. Poeta dostrzega zagrożenia dla ludzkiej osoby, dla ludzkiej wolności, płynące przede wszystkim ze sfery popkultury i polityki, które zniewalają ludzi, każą im wypełniać ściśle określone role bez możliwości wykroczenia poza ich zakres – rolę konsumenta i mięsa wyborczego. Czysta liryka autora „Wirów i snów” przeistacza się w takich razach w ostrą satyrę, jak choćby w „Przyśpiewce ludowej”, w której „prostaczkowie” słuchają telewizora i polityka, pozostając głusi na to co mają do powiedzenia (zmilczenia) „grabarz i poeta”. Znowu w „Pieśni politycznej” odnajdujemy Kafkowską duchotę: „Obudziłem się na Zamku. Spytano od razu:/ &#8211; Czemu nie masz urzędowej pieczątki?/ &#8211; Przyniosłem swój Podpis, swoją Osobę -/ A temu, który pytał, zabrakło wyrazu”. We współczesnym, skonwencjonalizowanym świecie, potwierdzenie człowieczego istnienia bierze się nie z samego istnienia, ale z wypełniania sztywnych formuł. Poeta, odrzucając „urzędową pieczątkę”, oferując zamiast niej „swój Podpis, swoją Osobę”, skazuje się na wyobcowanie. I choć „nie może się wyprostować” w ciasnych ramach narzuconej konwencji, to również „nie umie zawrócić” z raz obranej drogi.<br />
Satyra na świat nie wyczerpuje publicystycznego wątku tej twórczości. Nieobce jest mazurskiemu lirykowi także autoironiczne spojrzenie na literacki „turniej garbusów”, w którym aktywnie bierze udział. „Piosenkę literata” („Od festiwalu do festiwalu,/ Od wiersza do wiersza,/ Od baru do baru,/ Od anioła do bydlęcia”) nucić może sobie niejeden obieżyświat z teczką nowych i starych wierszy noszonych w chlebaku.<br />
Wracając do „grabarza i poety”. Osobliwe zestawienie, biorąc pod uwagę umiłowanie życia obecne w tej poezji. Ale przestaje być tak osobliwe, kiedy dostrzeżemy, że pisanie Kassa jest zachłanne, otwarte na ciemność i jasność, gotowe do podejmowania tematów wysokich, jak i niskich, w dużej mierze obudowane wokół opozycji pojęć, choćby takich jak życie i śmierć. Energią, która uruchamia i porusza tę lirykę, jest zdziwienie, nieustanne dziwienie się światu. Jakby widziało się jego rzeczy za każdym razem po raz pierwszy. To dar, dyspozycja psychiczna, a może swego rodzaju ćwiczenie duchowe: weź rzecz i spójrz na nią oczami dziecka, porzuć w tym patrzeniu konwencje i umieść obraz w kontekście własnej egzystencji. Realizacją tej „techniki” lirycznej jest na przykład „Pieśń z okna”, w której seria obrazów (drzewa, koty, człowiek, dym, ściana) przepuszczonych przez filtr poetyckiej wyobraźni zmierza ku prawdziwie metafizycznej puencie, w której pojawia się sam patrzący: „Dlaczego taki dziwny jest ten, który mruży oczy w oknie na/ górze i mówi: &#8211; Dziwne jest nic?// Dziwne?”. Ostatnie słowo-pytanie wskazywałoby na to, że nie jest to liryka pewników, raczej ulotnych iluminacji, poddawanych nieustannie powątpiewającemu działaniu rozumu. W „Piosence dydaktycznej” dedykowanej Przemysławowi Dakowiczowi autor wymienia cechy poezji, a raczej antypoezji, która jest „niekonieczna” i „za bardzo stateczna”, która „ponad grobem/ Staje przeciw sobie”. To znaczy – która być może ładnie się błyszczy, ale jest to blask nieautentyczny, nieautentyczny, odbity.<br />
I za tę niejednoznaczność właśnie cenię pisanie Wojciecha Kassa, jednego z najważniejszych obecnie liryków polskich. Podkreślam słowo „liryków”, gdyż czysta liryka w naszej poezji nie jest dziś wcale częsta. Może dlatego współczesna krytyka, przyzwyczajona do podziałów wzdłuż pęknięć estetycznych, a nie etycznych, ma taki problem z dostrzeżeniem wagi tej twórczości. Tym gorzej dla krytyki.<br />
Jarosław Jakubowski</p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/gabriel-kaminski-wroclaw-90' rel='bookmark' title='Permanent Link: Gabriel Kamiński &#8211; Wrocław'>Gabriel Kamiński &#8211; Wrocław</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/gringo-wsrod-dzikich-plemion-wojciech-cejrowski-1676' rel='bookmark' title='Permanent Link: Gringo wśród dzikich plemion; Wojciech Cejrowski'>Gringo wśród dzikich plemion; Wojciech Cejrowski</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/czarny-kwadrat-tadeusz-dabrowski-1825' rel='bookmark' title='Permanent Link: Czarny Kwadrat; Tadeusz Dąbrowski'>Czarny Kwadrat; Tadeusz Dąbrowski</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/41-wojciech-kass-2561/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dzienniki 1956-1963. Tom 2</title>
		<link>http://www.matras.pl/dzienniki-1956-1963-tom-2-2388</link>
		<comments>http://www.matras.pl/dzienniki-1956-1963-tom-2-2388#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 May 2010 09:07:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Czytelnik]]></category>
		<category><![CDATA[Dzienniki 1956-1963. Tom 2]]></category>
		<category><![CDATA[Jarosław Iwaszkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Jarosław Jakubowski]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=2388</guid>
		<description><![CDATA[<p>Drugi z trzech tomów „Dzienników” Jarosława Iwaszkiewicza obejmuje okres najkrótszy, ale bardzo intensywny. W tomie pierwszym, z lat 1911-1955, zobaczyliśmy Iwaszkiewicza-zadufanego w sobie młodziana ze skłonnością do melancholii.... <a href="http://www.matras.pl/dzienniki-1956-1963-tom-2-2388">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/dzienniki-1956-1963-tom-2-jaroslaw-iwaszkiewicz-1973' rel='bookmark' title='Permanent Link: Dzienniki 1956-1963. Tom 2; Jarosław Iwaszkiewicz'>Dzienniki 1956-1963. Tom 2; Jarosław Iwaszkiewicz</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Drugi z trzech tomów „Dzienników” Jarosława Iwaszkiewicza obejmuje okres najkrótszy, ale bardzo intensywny. W tomie pierwszym, z lat 1911-1955, zobaczyliśmy Iwaszkiewicza-zadufanego w sobie młodziana ze skłonnością do melancholii. Mnóstwo, zwłaszcza w początkowych fragmentach, tu się „dzieje”, ale tak naprawdę myśli niewiele. Raczej opisy zdarzeń, spotkań, ludzi. Raptularz wchodzącego w życie i w literaturę człowieka. W medialnym obiegu pierwszy tom Iwaszkiewiczowskiego diariusza został skwitowany cmokaniem i popiskiwaniem nad słynnym już „chędożeniem” Miłosza w celi Konrada w Wilnie. Mniej skupiono się na tym, co stanowi o wyjątkowości Iwaszkiewicza na tle całej naszej XX-wiecznej, a zwłaszcza powojennej literatury. Otóż moim zdaniem tym wyróżnikiem jest jego pełna „kompatybilność” z kulturą Zachodu. Doskonała partia jaką było małżeństwo z bogatą Anną Lilpopówną ułatwiła Iwaszkiewiczowi wstęp na salony ówczesnej Europy. Pozycja zdobywana w dwudziestoleciu międzywojennym ugruntowała się w okresie okupacji, kiedy Stawisko było ważnym ośrodkiem ocalenia polskich elit intelektualnych. Ubolewał pisarz strasznie nad łatwością, z jaką polskie kierownictwo rzuca na szaniec najlepsze nasze „kamienie”.<br />
Ale sprawy narodowe i społeczne ulegają w pierwszym tomie „Dziennika” roztopieniu w towarzyskim entourage’u. „Iwacha” z lubością opisuje swoje kolejne wojaże zagraniczne, wylicza w jakich zatrzymał się hotelach, z kim ważnym się spotkał, skrupulatnie podaje menu i wreszcie nie szczędzi cierpkich uwag w bardzo salonowym stylu. Czy jest to odreagowanie kompleksu przybysza z głębokiej ukraińskiej prowincji, mającego świadomość swoich intelektualnych (bo już np. o swoich walorach artystycznych mniemanie miał zawsze wysokie) niedostatków? Oczywiście, ale nie tylko. Myślę, że to również jakaś walka o to, aby polski pisarz był traktowany jak ktoś równy pisarzom z krajów zachodnich, jak równoprawny z nimi spadkobierca kulturowego dziedzictwa.<br />
A jednak autorowi „Sławy i chwały” nieustannie doskwierało poczucie nieprzystawania – zarówno do świata kultury zachodniej, jak i do rodzimego podwórka. Ubolewa nad niezapisanymi wielkimi tematami (np. sportretowanie rodziny Szymanowskich i swojej), załamuje ręce nad zaprzepaszczoną własną spuścizną biograficzną (utrata ogromnych połaci korespondencji). Jakże charakterystycznie brzmi zapis z tomu drugiego „Dzienników”, poczyniony pod datą 23 marca 1958: „Najgorsze jest w moim życiu – a zwłaszcza na starość – to, że nie mam się do kogo przymierzyć. Niewątpliwie jestem postacią na miarę największą (podkr. moje – J.J.). Ale wyrosłem jak olbrzymia pieczarka przykryta małym słoikiem, stąd wszystkie zniekształcenia. Zamiast pięknego, wielkiego grzyba – szklanka napełniona białą masą. Potrawę z tego można zrobić, ale bez smaku. Kiedy się widzi postać Goethego czy nawet postać Gide’a, rozumie się, że oni mogli rosnąć swobodnie. Podczas kiedy moja indywidualność cierpi zawsze na jedno: na prowincjonalizm. Na to, co mi nie dało wykształcenia, na to, co mi nie dało wykorzystania wszelkich moich możliwości. U Goethego jest ta cudowna równowaga pomiędzy człowiekiem i artystą. Gide poświęcił wszystko dla swojej twórczości literackiej, którą uważał za najważniejszą rzecz w świecie. Nawet Tołstoj mógł dać swobodę swojej potrzebie moralizatorstwa, tworzenia zespołów moralnych – porzuciwszy sprawy estetyczne; zawsze i w jednym, i w drugim skrzydle swego życia odpowiadając na pytania: co robić? Dlaczego moją indywidualność muszę uważać za zmarnowaną? Dlatego, że dla mnie nie ma nic naprawdę ważnego. Że nie wierzę jak Tołstoj, jak Gide, iż w moim dziele będę żył wiecznie. Wiem, że moje dzieło jest przemijające – gdyż nie może być podstawą żadnej wiary. Żeromski, słaby pisarz, swą wytrwałość zawdzięcza potężnemu uczuciu związania się z tą kamienistą ziemią – ale ja przecież i na tej ziemi jestem obcy. Po prostu pustka wewnętrzna mnie zmarnowała. Wyrosłem jako pieczarka – a później okazało się, że purchawka. Nie Gide, nie Tołstoj, ale Iwaszkiewicz. A to jest bardzo mało”. Niech mi zostanie wybaczony ten przydługi cytat, ale na jego podstawie można dostrzec kilka ważnych rysów portretu Jarosława Iwaszkiewicza. Niewątpliwie pisarz był świadom swojej pozycji w literaturze polskiej. W kilku miejscach nie szczędzi cierpkich uwag pod adresem Marii Dąbrowskiej, wyraźnie artykułując żal, że to ją, a nie jego rodacy typują jako kandydatkę do literackiego Nobla. Niewątpliwie więc grała w Iwaszkiewiczu niespełniona ambicja, ale z drugiej strony widzimy tu jaskrawą świadomość własnej ułomności – by tak rzec – konstrukcyjnej. To właśnie owe niedopełnienie, ten brak przysłowiowej kropki nad i przysparza pisarzowi wielu autentycznych zgryzot.<br />
Ale czy możemy powiedzieć o Iwaszkiewiczu, że był pisarzem niepełnym? Niespełnionym – z jego punktu widzenia – na pewno tak, ale niepełnym – nigdy. Na kartach drugiego tomu „Dzienników” jawi się nam „Iwacha” jako uważny autokomentator. Relacjonuje szczegółowo postępy prac nad kolejnymi rozdziałami „Sławy i chwały”, zwierza się z pomysłów na opowiadania, ze słabo skrywaną satysfakcją donosi o reakcjach kolegów po piórze na kolejne publikacje. Żyje własną twórczością, potrafi wytyczyć w niej poszczególne nurty, jest niezwykle świadomy tego, co tworzy.<br />
Jest też Iwaszkiewicz-diarysta pisarzem polskiego krajobrazu. I to jakim! Z jakim znawstwem i chciałoby się powiedzieć, z jakim szerokim gestem opisuje to co widzi. Przeczytajcie choćby zapis z 12 października 1956 roku, o pewnym wieczorze na Stawisku: „Wiatr i dość zimno, ale nie bardzo. Drzewa stoją ciche, gąszcz lasu jakby zamyślona. I ten opuszczony las, zarośnięty staw, olbrzymie stare wierzby nad wodą i chmury przykrywające połówkę księżyca. Woda na stawie czarno-różowa i to dokonanie się, zakończenie w powietrzu, w przyrodzie całej. Wszystko zamknięte i tylko się czeka, kiedy wszystkie liście opadną”. Iwaszkiewicz to rasowy pisarz-podróżnik. Kilkoma wyrazistymi kreskami oddaje portrety spotykanych, nierzadko tylko w przelocie, ludzi. Majstersztykiem tego rodzaju prozy jest ustęp na temat wycieczki do Kopenhagi, gdzie pisarz wybrał się z miłością swoich dojrzałych lat – Jerzym Błeszyńskim. Wpisy poświęcone temu dwudziestoparolatkowi śmiertelnie choremu na gruźlicę na przemian śmieszą i przerażają. Śmieszą, bo przecież zawsze komiczny jest afekt starszego pana do młodego chłopca, a efekt komizmu potęgują tylko powtarzające się skargi Iwaszkiewicza na to, że Jurek nie spełnia jego wyobrażenia o romantycznej miłości. Co charakterystyczne dla autora „Tataraku”, Eros występuje tu nieodłącznie z Tanatosem. W twarzy Jurka pisarz dostrzega coraz wyraźniejsze oznaki śmierci. Nie daje się zwieść chwilom, kiedy ta twarz różowieje – to stare sztuczki gruźlicy w stanach terminalnych. I wreszcie kulminacja – ale nie jest nią śmierć Jurka, tylko wizyta w kostnicy, gdzie Iwaszkiewicz asystuje przy ubieraniu trupa do pogrzebu. Opis tej wizyty należy do najbardziej wstrząsających fragmentów książki. Czuje się wręcz, że jako pisarz Iwaszkiewicz musiał być szczęśliwy, że spotkała go taka przygoda, że znalazł się w samym środku swojego ulubionego splotu tematycznego &#8211; miłości i śmierci.<br />
Pisząc o homoseksualizmie Iwaszkiewicza nie sposób pominąć kwestii jego małżeństwa. Bez wątpienia poznanie i poślubienie w roku 1922 Anny z domu Lilpop było najważniejszym wydarzeniem w życiu pisarza. Zupełnie nie podzielał on żarliwej wiary swojej żony, a jednak pisał o tym nie w tonie szyderczym, a raczej dobrotliwej przygany. Różnice światopoglądowe, powodujące że małżonkowie żyli w pewnym oddaleniu od siebie, nie były jednak w stanie przekreślić łączących ich więzów duchowych. Mimo licznych narzekań, hiobowych niekiedy zawodzeń nad piekłem domowego życia, było ono dla Iwaszkiewicza źródłem siły, prawdziwą ostoją, do której wracał niczym stargany przygodami Odyseusz. A dom na Stawisku był ludny – nie licząc Jarosława, jego żony i córek, a potem wnucząt, przebywały w nim osoby pracujące „przy domu”. Do tradycji Stawiska należały też wystawne przyjęcia organizowane dla znamienitych gości, jak np. Artura Rubinsteina.<br />
Sam Iwaszkiewicz był tego domu niekwestionowanym panem, choć panować musiał często na odległość. Do Warszawy i w dalsze strony gnały go liczne obowiązki: redaktora „Twórczości”, posła na Sejm PRL, przewodniczącego Polskiego Komitetu Obrońców Pokoju, czy prezesa Związku Literatów Polskich. Pisarz nieustannie jeździł w delegacje, spotykał się, konferował, wygłaszał odczyty i przecinał wstęgi. Mimo że wielokrotnie zapewnia o swojej wręcz pogardzie dla tego rodzaju pozaliterackiej działalności, nie porzuca jej. Dlaczego? Pewnie po części z powodu politycznej naiwności, by nie powiedzieć ślepoty (vide – fragmenty, w których wyraża swój podziw dla Bieruta). Po części pewnie też z pychy i wyrachowania. Iwaszkiewicz, świadom swej pisarskiej wielkości, był przekonany, że te honory po prostu mu się należą. Nie zapominajmy też, że z pełnieniem tych funkcji wiązały się niemałe korzyści finansowe. Utrzymanie posiadłości w Stawisku przecież kosztowało krocie.<br />
Więc Iwaszkiewicz – wielki, mały człowiek? Nie jestem skory do wystawiania tego rodzaju kategorycznych ocen, choć szczerość „Dziennika” skłania również do szczerych reakcji. To dzieło pokazuje nam człowieka i pisarza in extenso, pokazuje bogactwo tego życia, z którego być może nie wynikła twórczość na tego życia miarę. Sam „Dziennik” jest wszak wspaniałą rekompensatą za nienapisane poematy, opowiadania czy powieści. Iwaszkiewicz, wielki admirator życia, zwłaszcza w ekstatycznych jego przejawach takich jak miłość i śmierć, zapłacił cenę pisarskiego niespełnienia za piękną, spełnioną niczym toast, biografię. Życie chciało udowodnić swoją wyższość nad sztuką, ale – „Dzienniki” tego dowodem – sztuce udało się życie zaskoczyć i z przeciwnej strony ściany zawołać: „a ku ku”.<br />
Drugi tom „Dzienników”, znacznie dojrzalszy od poprzedniego, jest smakowitą zapowiedzią tomu trzeciego i ostatniego. Czekam na niego z wielką ciekawością.</p>
<p>Jarosław Jakubowski</p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/dzienniki-1956-1963-tom-2-jaroslaw-iwaszkiewicz-1973' rel='bookmark' title='Permanent Link: Dzienniki 1956-1963. Tom 2; Jarosław Iwaszkiewicz'>Dzienniki 1956-1963. Tom 2; Jarosław Iwaszkiewicz</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/dzienniki-1956-1963-tom-2-2388/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cantus; Jan Polkowski</title>
		<link>http://www.matras.pl/cantus-jan-polkowski-1966</link>
		<comments>http://www.matras.pl/cantus-jan-polkowski-1966#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Feb 2010 10:14:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[A5]]></category>
		<category><![CDATA[Cantus; Jan Polkowski]]></category>
		<category><![CDATA[noty o książkach]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=1966</guid>
		<description><![CDATA[<p>Najnowszy tom poetycki Jana Polkowskiego - Cantus - ukazuje się po długim milczeniu poety i z pewnością trafne jest stwierdzenie Tadeusza Nyczka, że to „Największa niespodzianka dekady (…)”. Zbiór znakomity! Tom spięty wyrazistą... <a href="http://www.matras.pl/cantus-jan-polkowski-1966">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/wielka-ksiega-cudow-jana-pawla-ii-aleksandra-zapotoczny-2072' rel='bookmark' title='Permanent Link: Wielka księga cudów Jana Pawła II; Aleksandra Zapotoczny'>Wielka księga cudów Jana Pawła II; Aleksandra Zapotoczny</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Najnowszy tom poetycki <strong>Jana Polkowskiego</strong> &#8211; <strong>Cantus </strong>- ukazuje się po długim milczeniu poety i z pewnością trafne jest stwierdzenie Tadeusza Nyczka, że to „Największa niespodzianka dekady (…)”. Zbiór znakomity!</p>
<p>Tom spięty wyrazistą klamrą dwóch wierszy: Rzeka go rozpoczyna i Allemanda, corrente, sarabande, giga, ciaccona kończy. „Kim jestem, czy kim się staję (…)/ Tym, który tonie i który śpi? Tym, który umiera i budzi się? Tym, który widzi i tym, który rozpacza?” Te pytania, obsesyjne niemal, zrodziły się kiedyś, w odległej przestrzeni i w czasie odległym, w momencie wtajemniczenia w świat, w życie, w wszechświat, w jego ciemność i słodycz, jak zwykle w momencie dramatycznym – reminiscencja, tonięcie snującego monolog przywołującego zdarzenia z dzieciństwa, bo jakie inne może być egzystencjalne wtajemniczenie. Reszta, całe to borykanie się, wędrowanie, jest wpisane w niezwykłą czasoprzestrzeń, w której spotykają się różne postaci, współistnieją fakty z historii, przenikają różne przestrzenie poetyckie: przede wszystkim poety Jana Polkowskiego, ale także poetów rosyjskich Fiodora Tiutczewa, Iwana Bunina, Giennadija Ajgiego, których przekłada. Świat śmierci, jego tajemnicę odsłania niezwykła muzyka Jana Sebastiana Bacha będąca muzycznym tłem, czymś w rodzaju dźwiękowej scenografii dla tych ściszonych pełnych dramatyzmu monologów. Kodem, w który wsłuchują się bohaterowie spektaklu, ale pomimo usiłowań pozostają w fundamentalnym sensie głusi na to, bo przecież inaczej nie można. Snujący się niespokojny rytm, z dramatycznymi kontrapunktami, harmonią przenikającą całą cudowność świata i zgrzyty brzmiące jak dysonans. Światło i mrok. Cisza i milczenie. Piekło i niebo. Wiosna i noc, z tytułu wiersza Bunina. Usychają, usychają trawy – zaśpiew, powtarzalność, niepokojący rytm, urywany, falujący zmierzający ku kresowi. Jak ku stepowi z rosyjskich pustych przestrzeni. I w tej pustce rzewny śpiew, może lament. „Jest godzina, która z prochu tworzy twój orszak” motto z Paula Celana. Ciemna jutrznia, czarne słońce – melancholia, zaduma pełna smutku i zapatrzenia. „Ostatnie słowo należy do wiatru, zapomnienia, zaciśniętych powiek, /zatarty ślad zbyt długo szedł przez miasta, muszle pojedynczego głosu.” Punkt dojścia w tym wędrowaniu: „Wokół duszny oddech stłamszonego życia./ I zaborcza, coraz bardziej bolesna, wszechogarniająca jak chaos/ cisza.” Jakby muzyka była skończona. Muzyka śmierci i muzyka życia. W egzystencjalnym splątaniu. Jest w tym pełnym elegijnej zadumy tomie poetyckim smutek, a pewnie i rozpacz, które istnieją obok zmysłowego doznania pełni świata. „Cantus” (łac.) to śpiew a także krakanie, pianie, muzyka, dźwięk, odgłos, czarodziejskie zaklęcie, wróżba. I te różne głosy rozbrzmiewają w tomie poetyckim Jana Polkowskiego, tworząc dramatyczną polifoniczną kompozycję.</p>
<p>Kwartalnik Artystyczny 4/2009<br />
Grzegorz Kalinowki</p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/wielka-ksiega-cudow-jana-pawla-ii-aleksandra-zapotoczny-2072' rel='bookmark' title='Permanent Link: Wielka księga cudów Jana Pawła II; Aleksandra Zapotoczny'>Wielka księga cudów Jana Pawła II; Aleksandra Zapotoczny</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/cantus-jan-polkowski-1966/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dziennik zarazy; Michael D. O’Brien</title>
		<link>http://www.matras.pl/dziennik-zarazy-michael-d-o-brien-1821</link>
		<comments>http://www.matras.pl/dziennik-zarazy-michael-d-o-brien-1821#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 15 Jan 2010 15:30:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Dziennik zarazy]]></category>
		<category><![CDATA[Michael D. O’Brien]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Znak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=1821</guid>
		<description><![CDATA[<p>Pokarmu i treści! „Dziennik zarazy” Michaela D. O’Briena to powieść o wolności, wewnętrznym nakazie życia dobrego, o życiu z wyborem, odpowiedzialności za dokonany wybór i ciężar, który dźwiga się, żeby żyć zgodnie ze... <a href="http://www.matras.pl/dziennik-zarazy-michael-d-o-brien-1821">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/dziennik-na-nowy-wiek-jozef-hen-768' rel='bookmark' title='Permanent Link: Dziennik na nowy wiek; Józef Hen'>Dziennik na nowy wiek; Józef Hen</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/paddington-sie-krzata-michael-bond-1318' rel='bookmark' title='Permanent Link: Paddington się krząta; Michael Bond'>Paddington się krząta; Michael Bond</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/milosc-mysli-zebrane-paulo-coelho-1993' rel='bookmark' title='Permanent Link: Miłość. Myśli zebrane; Paulo Coelho'>Miłość. Myśli zebrane; Paulo Coelho</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pokarmu i treści!</strong></p>
<p>„Dziennik zarazy” Michaela D. O’Briena to powieść o wolności, wewnętrznym nakazie życia dobrego, o życiu z wyborem, odpowiedzialności za dokonany wybór i ciężar, który dźwiga się, żeby żyć zgodnie ze swoimi wartościami. Działanie pod prąd ideom powszechnym kosztuje – daje do zrozumienia.</p>
<p>Nathaniel jest wydawcą gazety w kanadyjskim miasteczku i nie ukrywa swego braku sympatii dla wielu decyzji państwa. Polityka kraju wyzwala w nim zasadnicze i szczere wypowiedzi na łamach gazety, czym zjednuje sobie czytelników, ale głównie przybywa mu nieprzyjaznych odbiorców. Bohater, stojący na straży tradycyjnych wartości, chce chronić swe dzieci oraz innych przed wszechogarniająca poprawnością polityczną, liberalizmem, laicyzacją świata, jednorodnością poglądów. Nathaniel wyznaje otwarcie chrześcijański pogląd na życie, chce żyć w zgodzie z nim, jednocześnie bierze udział w sporach z ojcemateistą, co pozwala zaprezentować sylwetki bohaterów dwóch różnych postaw, ścierające się wizerunki i różne rozumienie świata. Dziennikarz ciężej znosi rzeczywistość czując, a może raczej przeczuwając kierunek, w jakim zmierza rozwój człowieka XXI wieku.</p>
<p>Samotny ojciec dwójki dzieci darzy je wielką miłością.Do tego stopnia jest zaangażowany w rozwój swoich pociech, że ingeruje w program szkoły, interpretując udaje się do nauczycielki, dyrektorki i próbuje moralizować: – A pani tylko realizuje program kształcenia, który modeluje jednostkę na podobieństwo określonego, wymaganego modelu człowieczego w danym państwie.</p>
<p>Można odnieść wrażenie, że O’Brien pojmuje miłość do dziecka w kategoriach ostatecznych. Ostatnio został wydany esej Patricka Sűskinda. „O miłości i śmierci”, gdzie czytamy o uczuciach pojmowanych w kategoriach terminologii religijnej. Autor „Kontrabasisty”, odwołując się do starożytności, do mitologicznych postaci, a także do filozofii literatury epoki romantyzmu przedstawił przypadki Wertera Goethego, bezmyślnie popełniającego samobójstwo, żeby tylko udowodnić, iż ktoś był gotów poświęcić swe życie dla niego. P. Sűskind w eseju „O miłości i śmierci” skłania do myślenia o erotycznej tęsknocie za śmiercią, przypadkach kolektywnego autyzmu – para jest ślepo w siebie zapatrzona, papużki nierozłączki wpatrują się maślanymi oczami i żywią się powietrzem. Ponadto uświadamia, że romantyzm to epoka bardzo ważna w rozwoju humanistyki, że o kompletności człowieka decyduje jego miłość do życia, może i wariacka, ale do życia.</p>
<p>Powieść „Dziennik zarazy” ujawnia w bardzo dobry sposób mechanizmy niszczenia człowieka. Polowanie nań kończy się zwycięsko – zwierzę zostało upolowane. Ludzie w swej zbiorowości, w gromadzie zniszczą tego, który jawi im się jako pojedynczy. Oskarżą, powiedzą, że dzieci były krzywdzone, wykorzystywane seksualnie, bite, poniżane i w niepamięć pójdzie 11 przykazanie Józefa Hena: „Nie poniżaj i nie upokarzaj bliźniego swojego słowem ani uczynkiem”.</p>
<p>Człowiek wrażliwy, walczący ze światem, stający się Ikarem, który chce latać – przepoczwarzy się w konsekwencji w skorupę, wycieńczoną powłokę niewierzącą już w nic i nikogo. Bycie Prometeuszem jest samoskazaniem na paranoję – jakże to nieopłacalne!</p>
<p>Bohater O’Briena przypomina mi świat kafkowskiego Józefa K. skazanego na porażkę w zbiurokratyzowanym świecie, gdzie jednostka jest pyłkiem, który się zdmuchuje z powierzchni ziemi – ot, zabili jak psa. Świat przedstawiony w tej powieści to świat zachwianej równowagi, gdzie nie wiadomo co jest liberalizmem, a co jeszcze działaniem zdrowego rozsądku i gdzie przebiega granica prywatności, osobności istoty ludzkiej kształtowanej nolens volens przez system.</p>
<p>Autor „Domu Sophii” stawia naiwne pytania w obronie istoty ludzkiej, jej niewinności, jej autonomiczności, jej dobro stają się śmieszne na arenie obojętnego, okrutnego państwa prawa, które miażdży wychylającą się jednostkę trawioną wątpliwościami, rozterkami. Ofiara staje się męczennikiem w imię głośno wyrażanych idei. Czy dziś człowiek wygląda na wolnego?</p>
<p><em>Magdalena Gruda</em></p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/dziennik-na-nowy-wiek-jozef-hen-768' rel='bookmark' title='Permanent Link: Dziennik na nowy wiek; Józef Hen'>Dziennik na nowy wiek; Józef Hen</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/paddington-sie-krzata-michael-bond-1318' rel='bookmark' title='Permanent Link: Paddington się krząta; Michael Bond'>Paddington się krząta; Michael Bond</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/milosc-mysli-zebrane-paulo-coelho-1993' rel='bookmark' title='Permanent Link: Miłość. Myśli zebrane; Paulo Coelho'>Miłość. Myśli zebrane; Paulo Coelho</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/dziennik-zarazy-michael-d-o-brien-1821/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czarny Kwadrat; Tadeusz Dąbrowski</title>
		<link>http://www.matras.pl/czarny-kwadrat-tadeusz-dabrowski-1825</link>
		<comments>http://www.matras.pl/czarny-kwadrat-tadeusz-dabrowski-1825#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 15 Jan 2010 13:00:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[A5]]></category>
		<category><![CDATA[Czarny Kwadrat]]></category>
		<category><![CDATA[Tadeusz Dąbrowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=1825</guid>
		<description><![CDATA[<p>Czarny kwadrat czyli kapitulacja? Wiersz jest światłem, które pozwala więcej zobaczyć i zrozumieć czy może szczeliną, prześwitem, w który światło wpada? Takie pytanie zadaje sobie czytelnik najnowszego tomu wierszy Tadeusza... <a href="http://www.matras.pl/czarny-kwadrat-tadeusz-dabrowski-1825">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/tadeusz-dabrowski-laureatem-nagrody-im-koscielskich-1231' rel='bookmark' title='Permanent Link: Tadeusz Dąbrowski laureatem Nagrody im. Kościelskich!'>Tadeusz Dąbrowski laureatem Nagrody im. Kościelskich!</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/informator-sieci-ksiegarskiej-matras-styczen-2010-1808' rel='bookmark' title='Permanent Link: Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Styczeń 2010'>Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Styczeń 2010</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/gabriel-kaminski-wroclaw-90' rel='bookmark' title='Permanent Link: Gabriel Kamiński &#8211; Wrocław'>Gabriel Kamiński &#8211; Wrocław</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Czarny kwadrat czyli kapitulacja?</strong></p>
<p>Wiersz jest światłem, które pozwala więcej zobaczyć i zrozumieć czy może szczeliną, prześwitem, w który światło wpada? Takie pytanie zadaje sobie czytelnik najnowszego tomu wierszy Tadeusza Dąbrowskiego zatytułowanego „Czarny kwadrat”. Tomu nie tylko zauważonego, ale i docenionego, choćby prestiżową Nagrodą Fundacji Kościelskich.</p>
<p>Pojęcia „światła” i „prześwitu”, a także relacje między nimi sygnalizuje już motto (jedno z dwóch) zaczerpnięte z Martina Heideggera. Poeta rozwija te rozważania w utworach uszeregowanych w kilku pasmach tematycznych. Pierwsze dotyczy „ja”. Kim jestem? Do kogo należy „ja”? Do takich pytań czytelnicy poezji gdańszczanina zdążyli się przyzwyczaić, w „Czarnym kwadracie” jednak mamy do czynienia z oczyszczeniem utworów z metaforycznych naleciałości, otrzymujemy bez mała wiersze-destylaty, nienaganne formalnie łamigłówki na wysokim poziomie abstrakcji.</p>
<p>Przede wszystkim poeta chce nam powiedzieć, że&#8230; nie ma nam zbyt wiele do powiedzenia. Mnoży pytania i sylogizmy po to, aby dowieść, że pojęcia, począwszy od „ja”, a skończywszy na Bogu, wymykają się ludzkiemu poznaniu. „Za dużo/ tego ja, żebym mógł je ogarnąć, wziąć za swoje./ Zważywszy, że jesteśmy dopiero przy ciele” – konstatuje „trzydziestoletni chłopiec święcie przekonany/ o swojej nieśmiertelności”. Owo „przekonanie” jest zresztą również elementem gry, jaką poeta prowadzi z rzeczywistością. I z Bogiem. Wiara jest dla niego przede wszystkim aktem woli, wyborem dokonanym na drodze poznania. „bardzo chciałem wierzyć/ w Boga” – czas przeszły sugerowałby, że wiara, zawierzenie nie jest łaską, czymś danym raz na zawsze. Poeta nie pisze: „uwierzyłem”, ale „chciałem wierzyć”. Wiara jest porównana do gry z dzieciństwa, której zasad bohater nigdy nie poznał. Niepokojące. Odległe od tradycyjnie rozumianej „poezji religijnej”.</p>
<p>W wierszach poświęconych bliskiej zmarłej osobie powraca u Dąbrowskiego – zniekształconym echem – fraza z „Trenów” Kochanowskiego: „Gdzieśkolwiek jest jeśliś jest, lituj mej żałości”. Do końca nie wiadomo do kogo zwraca się poeta, do owej osoby czy do samego Boga. A może nie jest to tak istotne, ponieważ zarówno zmarli, jak i Bóg „milczą absolutnie”? Zwróćmy jednak uwagę na zastosowaną w tym miejscu przerzutnię, mylącą nasz trop: „Milczysz absolutnie // pewien, że jeszcze moment/ i cię znajdę”. A więc niezupełnie i nie do  końca ciemność. A więc – wracając do pytania postawionego na początku &#8211; wiersz raczej jako prześwit, możliwość światła.</p>
<p>Wiele nowych utworów Dąbrowskiego sprawia wrażenie powstałych w wyniku mozolnej pracy myślowej. Można im poczynić zarzut zbytniego chłodu, z drugiej strony należałoby docenić wysiłki poety chcącego uwolnić wiersz od egzystencjalnego balastu, uczynić go czystą myślą. Ryzykowne bywają zwykle wiersze autotematyczne, wiersze o wierszach. Udaje się to nielicznym, w końcu nie każdy jest Różewiczem. Ale Dąbrowski, wierny Różewicza uczeń, podąża tym szlakiem całkiem śmiało. Czy udatnie? Mnie osobiście bardziej przekonuje w miejscach, w których odnosi się do swojego doświadczenia, niż kiedy wypowiada refleksje o tym czym jest „wiersz współczesny”. Rozważania na temat roli poety i poezji w naszych czasach to zresztą kolejny zakres tematyczny tej książki.</p>
<p>„Poezja// jeśli jest, przypomina/ dziś kamyk,/ czasem cegłę” – czytamy w najbardziej chyba „Różewiczowskim” utworze książki zatytułowanym „Wiersz współczesny”. „Słyszy samego siebie” – to inne określenie tytułowego wiersza. Poeta diagnozuje tu kryzys obecnej poezji, która uwalniając się od „powinności” straciła zdolność<br />
oddziaływania na ludzkie sumienia. Jeszcze dobitniej swoją niemoc wobec tej sytuacji autor określa w wierszu bez tytułu zaczynającym się pytaniem: „czy istnieje jeszcze poezja?”. Jest to jeden z nielicznych utworów Dąbrowskiego, w którym pada jednoznaczna odpowiedź: „nie,/ poezja już nie istnieje”. Co to znaczy? Przecież powstaje mnóstwo nowych tomików, debiutują wciąż kolejni poeci. „Pisma też” [już nie ma – przyp. JJ] – dopowiada podmiot tego wiersza, ktoś kto wyzbył się (a może kto nigdy nie miał) złudzeń nie tylko co do roli poezji, ale w ogóle – słowa.</p>
<p>Poetę niepokoi, drażni wręcz niemożność dotarcia słowem do istoty rzeczy. Dzieje się tak, ponieważ – dowodzi autor &#8211; pomiędzy słowem a rzeczą jest zawsze przestrzeń, w której „dzieje się” rzecz. Najkrótszy wykład epistemologii Dąbrowskiego stanowi zdanie: „Między słowem prawda a prawdą dzieje się// śmierć”.</p>
<p>Stosunek gdańszczanina do poezji rozpięty jest pomiędzy melancholią (jak w ładnym wierszu dedykowanym T. Różewiczowi, w którym poezja jest pacjentką starzejącą się wspólnie z poetą w szpitalnej sali) a kpiną – czego dowodem ostatni utwór tomu, zapraszający czytelnika do swoistej gry (nie będę więc czytelnikowi odbierał radości cytując go w tym miejscu).</p>
<p>Co zatem pozostaje, skoro poezja utraciła swe dawne znaczenie, a słowo zamiast otwierać raczej zamyka nam drogę do prawdy? To, co wybrał Różewicz – uważne przyglądanie się swojej twarzy. Twarzy, czyli po staremu mówiąc – sumieniu. Bardzo charakterystyczne dla Dąbrowskiego jest rejestrowanie tych momentów, w których pozostajemy niejako – używając terminologii komputerowej – w „stanie wstrzymania”. Jak w wierszu  bez tytułu, który opowiada o chwili, gdy w sąsiednich pokojach, na tapczanach leżą ojciec i syn. Syn myśli o ojcu, następuje kumulacja doznań: „Tyle miłości, z którą// nie ma co zrobić”. A jednak „jest” co zrobić, bo czytamy o tym wiersz. Zdystansowany liryk à la Larkin.</p>
<p>Etyczny wymiar poezji Dąbrowskiego zasługuje na uwagę, bo nawet jeśli jest to moralistyka, to nie nieznośna, a przede wszystkim demaskująca czy wręcz kompromitująca „ja”. W utworze „Nieomal” podmiot zastanawia się kim jest kobieta, która przypomina mu ukochaną osobę: „A może to ty przebrana/ za siebie, żeby sprawdzić, czy umiałbym cię zdradzić.// I aby poczuć, że tak”.</p>
<p>A teraz proszę sobie wyobrazić kogoś, kto mówi zaniepokojony: „Dobro i zło przestały się we mnie spierać” jako uczestnika współczesnej popkultury. Otrzymamy obraz człowieka, który dostrzega i nazywa symptomy kryzysu cywilizacji zachodniej, a jednocześnie jest przez nią jak przez ogromną falę tsunami niesiony. Ciekawy pod tym względem jest wiersz napisany w austriackim Grazu. Polski poeta ze starannie skrywanym poczuciem wyższości spogląda na uporządkowany świat Zachodu, w którym nawet „gałęzie/ starych drzew kołysały się bezwolnie jak/nastolatki w filmach porno”. Gdzieś w podświadomości tli mu się romantyzm z jego skłonnością do tajemnicy i nie może zrozumieć, że „park nie jest zgwałconym lasem”.</p>
<p>Gwałtowności współczesnych przemian cywilizacyjnych i obyczajowych poeta może przeciwstawić jedynie swoje świadectwo. „Przechodniu, powiedz Sparcie&#8230;” – nie, zamiast tego jest: „Na moich oczach miłość/ zamieniała<br />
się w seks,/ seks w pornografię,/ pornografia/ w miłość.// Wielokrotnie./ Coraz szybciej”.</p>
<p>Wpatruję się w „Czarny kwadrat na czarnym tle” będący głównym motywem graficznym okładki i zastanawiam się czy książkę Tadeusza Dąbrowskiego należy odczytywać jako dokument zmagań z niepoznawalnością czy też dokument kapitulacji wobec niej? Tak czy inaczej mamy do czynienia z dramatem nadświadomości, która nie potrafi pogodzić się ze swymi ograniczeniami. Z dramatem „małej stabilizacji”, która najwyraźniej zaskoczyła trzydziestoletniego człowieka.</p>
<p><em>Jarosław Jakubowski</em></p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/tadeusz-dabrowski-laureatem-nagrody-im-koscielskich-1231' rel='bookmark' title='Permanent Link: Tadeusz Dąbrowski laureatem Nagrody im. Kościelskich!'>Tadeusz Dąbrowski laureatem Nagrody im. Kościelskich!</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/informator-sieci-ksiegarskiej-matras-styczen-2010-1808' rel='bookmark' title='Permanent Link: Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Styczeń 2010'>Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Styczeń 2010</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/gabriel-kaminski-wroclaw-90' rel='bookmark' title='Permanent Link: Gabriel Kamiński &#8211; Wrocław'>Gabriel Kamiński &#8211; Wrocław</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/czarny-kwadrat-tadeusz-dabrowski-1825/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Marzyciel solista</title>
		<link>http://www.matras.pl/marzyciel-solista-1626</link>
		<comments>http://www.matras.pl/marzyciel-solista-1626#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Dec 2009 10:34:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Ian McEwan]]></category>
		<category><![CDATA[Joe Wright]]></category>
		<category><![CDATA[Marzyciel solista]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Solista]]></category>
		<category><![CDATA[Znak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=1626</guid>
		<description><![CDATA[<p>Jak to się stało, że dobrze zapowiadający się muzyk ląduje na bruku? Jak to się dzieje, że utalentowany student traci kontrolę nad swoim życiem? I dzięki komu takie historie oglądają światło dzienne? Film Solista w reżyserii Joe... <a href="http://www.matras.pl/marzyciel-solista-1626">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/informator-sieci-ksiegarskiej-matras-grudzien-2009-1587' rel='bookmark' title='Permanent Link: Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Grudzień 2009'>Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Grudzień 2009</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/nocnik-27-xi-2007-27-xi-2008-andrzej-zulawski-2158' rel='bookmark' title='Permanent Link: Nocnik 27 XI 2007-27 XI 2008; Andrzej Żuławski'>Nocnik 27 XI 2007-27 XI 2008; Andrzej Żuławski</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/dziennik-zarazy-michael-d-o-brien-1821' rel='bookmark' title='Permanent Link: Dziennik zarazy; Michael D. O’Brien'>Dziennik zarazy; Michael D. O’Brien</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak to się stało, że dobrze zapowiadający się muzyk ląduje na bruku? Jak to się dzieje, że utalentowany student traci kontrolę nad swoim życiem? I dzięki komu takie historie oglądają światło dzienne?</p>
<p>Film <strong>Solista </strong>w reżyserii Joe Wrighta opowiada autentyczną historię Nathaniela, bezdomnego, rezydującego pod pomnikiem Beethovena w mieście aniołów. Los Angeles, w którym mieszka 90 000 bezdomnych, ma być uosobieniem wolności i spełnienia życiowego. Dziennikarz „LA Times” wskutek wypadku na rowerze trafia pod pomnik, gdzie pomieszkiwał Nathaniel. Pan Lopez, bo tak się nazywa, szuka tematu do artykułu. Nie zamierza pisać o służbie zdrowia. Angażuje się w historię grajka ulicznego, którego zadaniem jest zdobyć trzy struny – grał na dwóch. Felietony pisane przez Lopeza cieszą się sympatią czytelników. Jedna z czytelniczek, cierpiąca na artretyzm przekazuje swoją wiolonczelę bezdomnemu. I tu rozpoczyna się kierowanie życiem muzyka. Dziennikarz kontaktuje się z siostrą muzycznie uzdolnionego bohatera. Załatwia mu mieszkanie, a ten wyznaje, że go kocha, że jest jego bogiem.</p>
<p>Film pokazuje zdjęcia miasta z lotu ptaka. A także porusza ważne kwestie, jak przyjaźń i wierność swoim ideałom. Podobnie ważkimi wartościami są te przedstawione w książce <em>Iana McEwana</em> wydanej przez <strong><a title="Znak" href="http://www.matras.pl/tag/znak">Znak</a> </strong>pod tytułem <strong>Marzyciel </strong>(2009).</p>
<p>Czy miasto jest pustynią, czy remedium dla ludzi znudzonych życiem w gromadzie? Czy trzeba nie mieć fizycznie domu, żeby czuć się bezdomnym, oderwanym od rzeczywistości mieszkańcem krainy marzeń?</p>
<p><strong>Marzyciel Iana McEwana</strong> jest zbiorem ośmiu opowiadań traktujących o Peterze i jego domu rodzinnym, gdzie nie brakowało okazji do bujania w obłokach. Głowa w chmurach to dar do marzenia w każdych okolicznościach.</p>
<blockquote><p>„(…) Gdyby ludzie poświęcali mniej czasu na dołączanie do grup i sprawianiu, że inni też do nich dołączają, gdyby każdego dnia choć chwilę przeznaczali na myślenie, kim są lub kim mogliby być, wtedy świat byłby dużo lepszym miejscem i może nawet nie byłoby wojen” – czytamy w opowiadaniu wstępnym zatytułowanym Kim jest Peter. Bohater McEwana, podobnie jak Nathaniel z filmu Solista, jest marzycielem, czującym się obco w warunkach mu danych. Obaj uciekają w świat wyobraźni, idei i myśli, więcej: sztuki. Muzyka oraz pisanie historii stają się sposobem na pokonanie wewnętrznej potrzeby, pokonywanie osobniczej bezdomności, bo oto kto uratuje Petera z rąk Złej Lalki o jednej ręce i jednej nodze, kto przyjdzie z pomocą bratu Kate, w pokoju której ma się rozegrać istotna scena rewanżu, uroczystego przejęcia pokoju chłopca przez 60 lalek Kate. Opowiadanie Lalki wprowadza czytelnika w klimat złowieszczej prognozy przyszłości, akcji na granicy jawy i snu. Wątek ten zostaje rozwinięty w opowieści o Barrym Prześladowca. Trzeba przyznać, że historie kreślone przez autora Pokuty mają w sobie element moralizatorski, zostały tak dobrane, że sprawiają wrażenie mądrych bajek czytanych dzieciom; Marzyciel to w swej wymowie przypowieść o ludzkich przywarach, lękach, które można wyleczyć poprzez empatię, rozmowę, konfrontację i wejście w świat innego. Świat kota poznamy zamieniając się z nim na skórę, podobnie jest z oswajaniem niemowlęcia, oślizgłego, mlaskającego, ubabranego jedzeniem i mówiącego w nieznanym języku, a przez to niezrozumiałym, irytującym w swej niekształtnej formie. Naczelne pytanie: skąd wiesz, że teraz nie śpisz? Może w istocie nie ma co się bać innych, przejmować sprawami przyziemnymi, które tak naprawdę są do opanowania jak we śnie. Ian McEwan podejmuje kwestię prawdziwości życia, jego wymiaru i stopnia uzasadnionego lęku przed wszelkimi niebezpieczeństwami. Gdyby założyć, że to my śnimy swoje obawy, z łatwością możemy je pokonać i współczuć sobie, że zakładaliśmy ich istnienie. „Książka pożyczona z biblioteki, którą trzymał w ręku, jasny szeroki korytarz, lampy zwisające z sufitu, klasy na prawo i lewo, uczniowie, którzy z nich wychodzili – wszystko to mogło naprawdę nie istnieć. Mogło być niczym więcej, jak myślami zrodzonymi w jego głowie”.</p></blockquote>
<p>Narracja prowadzona z perspektywy dziecka jest wyrazem autorskiej wrażliwości, daru obserwacji życia i notowania scenek w naturalny poetycki sposób, pozbawiony nadętej estetyzacji przedstawionych obrazów.</p>
<p>Sensoryczne poznawanie świata – dziecka przez dziecko – w Marzycielu (zwłaszcza w Niemowlęciu) to pomysł na przekonanie samego siebie do absurdalnego założenia jakoby coś nas przerażało, obrzydzało itp. „To jedzenie było tak doskonałe, że był dumny, iż może je nosić we włosach, na rękach, na twarzy i ubraniu” – uważa bohater, który wchodzi w skórę niemowlaka za sprawą różdżki swojej siostry.</p>
<p>Przezabawne jest opowiadanie Włamywacz. Utrzymana w tonie Kevina samego w domu historia poświadcza chęć podejmowania przez autora tematów ważnych również ze względu na stereotypowe pojmowanie pewnych pojęć: starości, jej korelacji z młodością.</p>
<p>Marzyciel to pean na cześć życia myślącego, ukochania czasu jako tego, którego obecność pozwala na refleksję, rozwagę, planowanie i analizowanie wielu smaków życia.</p>
<p>Można zatem powiedzieć, że mcewanowski marzyciel jest jak solista Nathaniel: bezdomny dopóty dopóki nie odnajdzie samego siebie w swoim świecie. Idea polega wszak na umiejętności marzenia dla siebie wbrew przeciwnościom nieśnionej rzeczywistości, „…bo jak gram to myślę o muzykach, żeby poczuć ducha, który karmi duszę. – Posłuchaj mnie. Musisz przestać tak na mnie patrzeć. Nie masz żadnego powodu, żeby mnienie lubić. Wszystko jest ze mną w porządku, jestem naprawdę…”</p>
<p><strong>Magdalena Gruda</strong></p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/informator-sieci-ksiegarskiej-matras-grudzien-2009-1587' rel='bookmark' title='Permanent Link: Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Grudzień 2009'>Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Grudzień 2009</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/nocnik-27-xi-2007-27-xi-2008-andrzej-zulawski-2158' rel='bookmark' title='Permanent Link: Nocnik 27 XI 2007-27 XI 2008; Andrzej Żuławski'>Nocnik 27 XI 2007-27 XI 2008; Andrzej Żuławski</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/dziennik-zarazy-michael-d-o-brien-1821' rel='bookmark' title='Permanent Link: Dziennik zarazy; Michael D. O’Brien'>Dziennik zarazy; Michael D. O’Brien</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/marzyciel-solista-1626/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podróż do Gdańska (Wyznanie antologisty)</title>
		<link>http://www.matras.pl/podroz-do-gdanska-wyznanie-antologisty-1236</link>
		<comments>http://www.matras.pl/podroz-do-gdanska-wyznanie-antologisty-1236#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Nov 2009 16:12:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Krzysztof Kuczkowski]]></category>
		<category><![CDATA[Podróż do Gdańska (Wyznanie antologisty)]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=1236</guid>
		<description><![CDATA[<p>Podróż do Gdańska ukazuje się w dwudziestolecie istnienia Stowarzyszenie Pisarzy Polskich. Jest antologią środowiskową. Obejmuje dorobek poetów jednego związku twórczego, a więc nawet nie całego gdańskiego środowiska parającego się... <a href="http://www.matras.pl/podroz-do-gdanska-wyznanie-antologisty-1236">czytaj dalej »</a></p>


]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Podróż do Gdańska</strong> ukazuje się w dwudziestolecie istnienia Stowarzyszenie Pisarzy Polskich. Jest antologią środowiskową. Obejmuje dorobek poetów jednego związku twórczego, a więc nawet nie całego gdańskiego środowiska parającego się liryką. Spośród trzydziestu siedmiu twórców prezentowanych w antologii na zawsze odeszli już: Jerzy Afanasjew, Bolesław Fac, Andrzej Dorniak i Stanisław Dąbrowski. Najstarszego poetę, Zbigniewa Szymańskiego (1927), od najmłodszego, Tadeusza Dąbrowskiego (1979), dzieli ponad pięćdziesiąt lat doświadczeń literackich. Stąd zróżnicowanie poetyk, owych sposobów lirycznej wypowiedzi, rozmaitość stylistyk i tonacji.<br />
<strong>Kim jest „gdański poeta”? </strong></p>
<p>Najbardziej ogólny portret pamięciowy „gdańskiego poety roku 2009” mógłby wyglądać mniej więcej tak: „mężczyzna w średnim wieku, urodzony raczej poza Gdańskiem”. To znaczy, że w tej antologii czytelnik znajdzie wiersze zaledwie dziesięciu poetek, że aż połowa prezentowanych tutaj twórców urodziła się w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku i że tylko trzecia część wszystkich prezentowanych tutaj autorów pochodzi z Gdańska (bądź z Sopotu). Jeśli dodamy do tego, że drugą pod względem liczebności grupę wiekową stanowią roczniki trzydzieste, a najmłodszych, roczniki siedemdziesiąte, reprezentuje zaledwie czterech poetów, to wyłaniający się z tej statystyki obraz wywołuje nastrój odrobinę elegijny. Czy nastrój ten przenosi się również na zamieszczone w antologii utwory? Nie sądzę.</p>
<p><strong>Dlaczego te wiersze a nie inne? </strong></p>
<p>Każdy antologista ma jakieś kryteria wyboru wierszy, a przynajmniej powinien je mieć. Przystępując do pracy nad książką, miałem w głowie dwa założenia czy raczej przekonania. Pierwsze: każda dobra antologia jest antologią autorską. Drugie: jedynym sensownym założeniem jest szukanie wierszy najlepszych. Jedno przekonanie koresponduje z drugim, jedno z drugiego wynika. Obydwa zakładają absolutny subiektywizm poczynań antologisty, ale też obarczają go równie absolutną odpowiedzialnością za taki a nie inny wybór tekstów, za pominięcie jednych nazwisk a wyeksponowanie innych. Antologia środowiskowa ma obowiązek uhonorowania wszystkich twórców, toteż skłania do szukania innych, mniej maksymalistycznych kryteriów. Jakich? Z pomocą przyszły mi same wiersze, wyraźnie eksponując dwa ciekawe wątki. Pierwszy wiąże się z faktem, że – mówiąc najkrócej – gdańscy poeci nie pochodzą z Gdańska, a jeżeli nawet urodzili się tutaj, to są gdańszczanami w pierwszym pokoleniu. Jedni zatem po latach odkrywają swoją plemienną tożsamość, odnajdując ją w odległych nieraz – odległych również kulturowo – krainach, inni powracają do kraju lat dziecinnych. Wszystkie te odkrycia i powroty nasycają wiersze gdańszczan zróżnicowanym kolorytem, krajobrazami kresowymi, kujawskimi, wielkopolskimi, czy nawet krymskimi. Wybierając wiersze do antologii starałem się nie pomijać tego bogactwa. Drugi wątek, to liczne przywołania w tytułach, mottach<br />
i w samych tekstach poetyckich autorytetów, a także – co jest już trudniejsze do zaprezentowania w antologii – dość czytelne powinowactwa stylistyczne. I ten wątek usiłowałem uwydatnić w Podróży do Gdańska. Często zdarza się i tak, że wiersze wpisujące się w któryś z tych „tematów”, należą do najlepszych tekstów danego poety, wtedy radość antologisty jest wielka. Niezależnie od przyjętych kryteriów wiem, że prędzej czy później spotkam się z konkretnym pytaniem o konkretne wiersze, typu: dlaczego te a nie inne, i dlaczego jednych autorów potraktowałem tak surowo, jeśli chodzi o ilość darowanego im miejsca, podczas gdy innych – jak się wydaje – rozrzutnie i przesadnie hojnie. Cóż, zdaję sobie sprawę z nieuchronności tej sytuacji. Ufam, że w chwili próby, znajdę właściwą odpowiedź.</p>
<p><strong>Dlaczego „podróż do Gdańska”? </strong></p>
<p>No właśnie, żeby w Gdańsku być, pierwej trzeba było do Gdańska przyjechać. Ślady tej podróży, świadomej i chcianej, jak nie przymierzając moja, czy zgoła niechcianej (patrz: Aleksander Jurewicz), znajdują się w wielu wierszach drukowanych w antologii. Oczywiście, na tej podróży „pierwszej” nigdy się nie kończy. Wraca się do tych krain, które zostały za nami i w nas, z ciekawością i wzruszeniem, albo przynajmniej ogarnia się je pamięcią wdzięczną czy też przeciwnie – obolałą od wspomnień (jak choćby Teresa Ferenc). Jedne i drugie podróże, te realne i te odbywające się w pamięci, potrafią być równie rzeczywiste i literacko płodne. Dość wspomnieć Wilno Zbigniewa Szymańskiego, Lidę Aleksandra Jurewicza i Bydgoszcz Zbigniewa Jankowskiego, Białoruś Piotra Cielesza i Zamojszczyznę Teresy Ferenc, Kujawy Kazimierza Nowosielskiego, a także Krym i Wilno Selima Chazbijewicza. Wydaje się, że tematyka Gdańska, powiązana z kulturą kaszubską, niemiecką i polską bardziej jest domeną prozy (Grass, Huelle, Chwin) niż poezji. O poetach raczej nie mówi się, tak jak o prozaikach, że są poetami „małych ojczyzn”. Choć pewnie ani Bolesław Fac, ani Edmund Puzdrowski, ani Stanisław Janke nie mieliby nic przeciwko takiemu określeniu. Jedno jest pewne: wszyscy jesteśmy z podróży, wszyscy podróżujemy. Czy redagowanie antologii jest czynnością pożyteczną?<br />
Obcując z tak wielką liczbą książek poetyckich, po raz kolejny przekonuję się, że literatura jest pionowa!, mimo że wielu całkiem poważnych badaczy widzi ją w układzie poziomym, liniowym, albo zaledwie falistym – na przemian wypukłym i wklęsłym. Przywołuję tu oczywiście teorię o naprzemiennie występujących okresach klasycyzmu i romantyzmu, którym współcześnie odpowiadają opozycje:<br />
klasycyzm – barbaryzm albo w innym nieco ujęciu: tradycjonalizm – awangardyzm. Czytając tomiki wydane w późnych latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, widzę powtarzające się w kolejnych dekadach te same odkrycia i fascynacje: Hölderlinem, Rilkem, Audenem, Kawafisem, Eliotem, Celanem, Holanem, poetami rosyjskimi: Błokiem, Jesieninem, Majakowskim, Briusowem, Chlebnikowem, aż<br />
po Brodskiego, dostrzegam podejmowane z różnym natężeniem i rozmaitym powodzeniem podobne rozwiązania formalne, uniwersalne dążenia i pragnienia, żeby rozerwać zasłonę, przeniknąć otaczające nas ciemności, zobaczyć, co jest po drugiej stronie, w maszynowni świata. Czy po to, żeby wiedzieć dla samej wiedzy? Nie, po to, żeby zrozumieć siebie. Tak pojmowana poezja, poezja jako żarliwie ponawiane pytanie o sens, z pewnością jest bytem rozwieszonym pomiędzy ziemią a niebem. Jest pionowa! Jest projektem maksymalistycznym, bowiem nieustannie zmaga się z niemożliwym, ciągle podejmuje próby wyjścia z siebie, spala się i odradza z popiołów, jak to jest choćby z poezją przywoływanego przez Aleksandra Jurewicza Artura Rimbauda. Są też inne pożytki z pracy nad antologią. Oczyszczające wzruszenia i emocje, jakich doznałem, czytając wiersze<br />
Teresy Ferenc i Zbigniewa Jankowskiego, a także radość i przyjemność z obcowania z poezją przynajmniej kilkorga innych autorów, wybitnych poetów z naszego gdańskiego środowiska.</p>
<p>Krzysztof Kuczkowski</p>


<p></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/podroz-do-gdanska-wyznanie-antologisty-1236/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po sezonie; Janusz Majewski</title>
		<link>http://www.matras.pl/po-sezonie-janusz-majewski-1209</link>
		<comments>http://www.matras.pl/po-sezonie-janusz-majewski-1209#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Nov 2009 14:38:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Janusz Majewski]]></category>
		<category><![CDATA[Po sezonie]]></category>
		<category><![CDATA[Prószyński i S-ka]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=1209</guid>
		<description><![CDATA[<p>Najpierw był film, potem książka – ale to właśnie zbeletryzowany scenariusz Janusza Majewskiego Po sezonie zrobił na mnie największe wrażenie. Ta liryczna, ciepła i niepozbawiona humoru powieść przywróciła wiarę, że o trudnych,... <a href="http://www.matras.pl/po-sezonie-janusz-majewski-1209">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/informator-sieci-ksiegarskiej-matras-listopad-2009-1196' rel='bookmark' title='Permanent Link: Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Listopad 2009'>Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Listopad 2009</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/moja-wojna-waldemar-skrzypczak-michal-majewski-pawel-reszka-2321' rel='bookmark' title='Permanent Link: Moja wojna; Waldemar Skrzypczak, Michał Majewski, Paweł Reszka'>Moja wojna; Waldemar Skrzypczak, Michał Majewski, Paweł Reszka</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Najpierw był film, potem książka – ale to właśnie zbeletryzowany scenariusz Janusza Majewskiego <strong>Po sezonie</strong> zrobił na mnie największe wrażenie. Ta liryczna, ciepła i niepozbawiona humoru powieść przywróciła wiarę, że o trudnych, nietypowych relacjach damsko-męskich można pisać niebanalnie. Fabuła jest istotnie nietypowa, a przynajmniej egzotyczna jak na polską rzeczywistość. Oto 83-letni Leon znużony, zniechęcony życiem, a przede wszystkim zmuszony, by ukrywać się przed policją po swoich ostatnich oszustwach i machlojkach, trafia do zacisznego pensjonatu, który szybko okaże się miejscem, gdzie wszyscy jego mieszkańcy: młoda kobieta, służąca, właścicielka i główny bohater będą mieli do załatwienia ważne dla siebie sprawy. Te osobiste rozgrywki będą dotyczyły i rozliczenia się z przeszłością, i oswojenia z trudną teraźniejszością, w końcu też zdecydują o dalszej przyszłości. <strong>Po sezonie</strong> to, jak określił bardzo trafnie jeden z recenzentów Jacek Szczerba, <em>&#8222;uroczy drobiazg o spotkaniu Starości z Młodością, które przynosi korzyść obu stronom&#8221;</em>. Bo rzeczywiście, na przekór logice, stereotypom i &#8211; jakkolwiek czasem fałszywie pojmowanej &#8211; przyzwoitości, na oczach widzów i czytelników dzieje się mezalians obyczajowy. Otóż 30-letnia Imeila zaprzyjaźnia się, a może nawet zakochuje w starszym o pół wieku Leonie. Dla obojga jest to uczucie zaskakujące, onieśmielające, ale na tyle fascynujące, że nie mogą i nie chcą potraktować tego jako epizodu bez dalszego ciągu. Dla Imeili – Leon staje się uosobieniem doświadczenia, opiekuńczości i życiowej mądrości, która, jak mówi sam bohater, przychodzi zawsze za późno&#8230; Imeila jest natomiast powiewem dawno utraconej młodości, spontaniczności i cudownym powrotem do najpiękniejszych czasów. <strong>Po sezonie</strong> <em>Janusza Majewskiego</em> zachwyca pomysłem i klimatem. Jego wnikliwe, niepozbawione ironii i humoru opisy sytuacji czy postaci tylko w książce tworzą wartość. Film niestety nie zdołał pokazać tych wszystkich zadziwiających spostrzeżeń Leona patrzącego na świat także, a może przede wszystkim, przez pryzmat swoich wspomnień. Pikantne opisy dawnych wyczynów erotycznych w zderzeniu ze sceną, kiedy nagi bohater widzi w lustrze całą swoją starość, nieudolność i upokorzenie jest jedną z najważniejszych i najbardziej przejmujących obrazów. Powieść <em>Majewskiego </em>to sentymentalna i do bólu prawdziwa historia, wolne od moralizowania przypomnienie o nieuchronności przemijania i o walce z czasem – nie zawsze z góry skazanej na porażkę. Książka daje nadzieję, że dopóki tli się w nas życie, fascynacja, pragnienie, dopóty nie staniemy się bezwolnym kawałkiem ciała, zaś starość jest do pokonania; z pewnością ta, która tkwi głęboko w naszej świadomości.</p>
<p>Sylwia Nowicka, Zielona Góra</p>
<p>Tytuł: <strong>Po sezonie</strong></p>
<p>Autor: <strong>Janusz Majewski</strong></p>
<p>Wydawnictwo: <em>Prószyński i S-ka</em></p>
<p>ISBN: <em>83-7469-287-1</em></p>
<p><a class="button" href="http://www.dobraksiazka.net/po-sezonie-p-45912.html" target="_blank">Kup teraz!</a></p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/informator-sieci-ksiegarskiej-matras-listopad-2009-1196' rel='bookmark' title='Permanent Link: Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Listopad 2009'>Informator Sieci Księgarskiej Matras &#8211; Listopad 2009</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/moja-wojna-waldemar-skrzypczak-michal-majewski-pawel-reszka-2321' rel='bookmark' title='Permanent Link: Moja wojna; Waldemar Skrzypczak, Michał Majewski, Paweł Reszka'>Moja wojna; Waldemar Skrzypczak, Michał Majewski, Paweł Reszka</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/po-sezonie-janusz-majewski-1209/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Moja oszałamiająca kariera; Jan Himilsbach</title>
		<link>http://www.matras.pl/moja-oszalamiajaca-kariera-jan-himilsbach-1216</link>
		<comments>http://www.matras.pl/moja-oszalamiajaca-kariera-jan-himilsbach-1216#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Nov 2009 13:00:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Etiuda]]></category>
		<category><![CDATA[Moja oszałamiająca kariera; Jan Himilsbach]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Vis-a-vis]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=1216</guid>
		<description><![CDATA[<p>Jan Himilsbach. To nazwisko niemal intuicyjnie, bez zastanowienia przypisujemy do hasła: aktor wyrazisty, charakterystyczny, naturalny. Jego role, choć najczęściej epizodyczne, weszły na stałe do kanonu filmu polskiego. Mało kto jednak wie o... <a href="http://www.matras.pl/moja-oszalamiajaca-kariera-jan-himilsbach-1216">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/moja-ulubiona-ksiazka-68' rel='bookmark' title='Permanent Link: Moja ulubiona książka'>Moja ulubiona książka</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jan Himilsbach. To nazwisko niemal intuicyjnie, bez zastanowienia przypisujemy do hasła: aktor wyrazisty, charakterystyczny, naturalny. Jego role, choć najczęściej epizodyczne, weszły na stałe do kanonu filmu polskiego. Mało kto jednak wie o tym, że Himilsbach także pisał wiersze, opowiadania, mikropowieści. Rejestrował najbliższy mu kawałek świata, ten, który nie dawał spokoju, męczył, denerwował, wzruszał, zastanawiał. On sam był kamerą pokazującą wszystko bezpardonowo, ale nie złośliwie, bowiem Himilsbach kochał ten swój kawałek świata, identyfikował się z nim, dopasowywał. Z niego przecież wyrósł i do niego powracał m.in. w literaturze. Tak jest również w zbiorze opowiadań „Moja oszałamiająca kariera” ważnym o tyle, że dotąd niepublikowanym, znanym jedynie bardzo wąskiemu gronu czytelników. Jego bohaterami są ludzie z marginesu, drobni złodzieje, cwaniacy, życiowi nieudacznicy, nieszkodliwe prostytutki, biedni studenci – całe spektrum społeczeństwa, do którego Himilsbach miał i szacunek, i sentyment. Autor osadził ich w sytuacjach zawsze dwuznacznych moralnie i społecznie, a owi bohaterowie, powołani do życia na czas kilkunastu stron opowiadania, udowadniali (bądź nie) swoje zasady, przekonania, wartości, instynkty. Zawsze jednak byli w swoim postępowaniu autentyczni – w tę akurat cechę Himilsbach wyposażył wszystkie swoje postaci. Stworzył świat bardzo „jakiś”, konkretny, zdefiniowany. Ten świat jest rubaszny, wzruszający, niekiedy przygnębiający, ale prawdziwy – to znaczy ubrany w subiektywną prawdę Himilsbacha, w jego wrażliwość, wyjątkowe poczucie humoru i dystansu także do tego co i jak robi jako „pan literat”. W jednym z ostatnich wywiadów Himilsbach powiedział: „Ale ja nie żyję z pisania. Piszę powoli, bo wiem co chcę napisać. Staram się w tym całym bajzlu nie iść na żadne kompromisy, zachować własną twarz.” I tej postawie Himilsbach pozostał wierny do końca.</p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/moja-ulubiona-ksiazka-68' rel='bookmark' title='Permanent Link: Moja ulubiona książka'>Moja ulubiona książka</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/moja-oszalamiajaca-kariera-jan-himilsbach-1216/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bar dobrych ludzi</title>
		<link>http://www.matras.pl/bar-dobrych-ludzi-327</link>
		<comments>http://www.matras.pl/bar-dobrych-ludzi-327#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Oct 2009 10:00:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Bar dobrych ludzi: wspomnienia J.R. Mohringera]]></category>
		<category><![CDATA[Sonia Draga]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.matras.pl/?p=327</guid>
		<description><![CDATA[<p>Bar dobrych ludzi: wspomnienia J.R. Mohringera to zręcznie poprowadzona narracja o wychowaniu bez ojca, ale przede wszystkim historia chłopca wychowanego w domu kobiet – silnych i zasadniczych pań, które odcisnęły piętno na życiu dziecka.... <a href="http://www.matras.pl/bar-dobrych-ludzi-327">czytaj dalej »</a></p>


Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/dzieci-ireny-sendlerowej-anna-mieszkowska-386' rel='bookmark' title='Permanent Link: Dzieci Ireny Sendlerowej; Anna Mieszkowska'>Dzieci Ireny Sendlerowej; Anna Mieszkowska</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/dziennik-zarazy-michael-d-o-brien-1821' rel='bookmark' title='Permanent Link: Dziennik zarazy; Michael D. O’Brien'>Dziennik zarazy; Michael D. O’Brien</a></li>
</ul>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Bar dobrych ludzi: wspomnienia J.R. Mohringera to zręcznie poprowadzona narracja o wychowaniu bez ojca, ale przede wszystkim historia chłopca wychowanego w domu kobiet – silnych i zasadniczych pań, które odcisnęły piętno na życiu dziecka. Czy jest opowieścią o emancypantkach? Nie, to historia życiem pisana, życiem ćmy barowej. Wujek dobra rada wprowadza dorastającego chłopaka do miejsca zwierzeń, konfesjonału i ucieczki przed szarawą codziennością. Książka maluje raczej ponury obraz dziecięcej miłości, napotykającej na opory z zewnątrz. Ojciec pijący, chcący zabić matkę swego syna pracował jako prezenter w radiu, miał własny program.<br />
Głos był wychowawcą, a raczej marzeniem i tęsknotą o nim. Bohaterem staje się nieobecny, upragniony i oczekiwany ojciec zwanym rozczarowaniem. Można powiedzieć, że ojciec spełniał u Mohringera funkcję niepokazującego twarzy, ale wciąż obecnego, trwającego, sprawującego władzę pana. Władza – pisał o tym R. Kapuściński w Imperium – nigdy się nie śmieje, jest posępna, poważna, mająca monopol na rację. Czym jest tacierzyńska radość?</p>
<p>Z drugiej jednak strony Bar dobrych ludzi nie jest tak gorzką impresją w duchu Dickensa jak mogłoby się wydawać, ponieważ nie jest pozbawiona humoru, a przekonujemy się o tym, czytając choćby scenki z życia ekscentrycznego księgarza. Właśnie te fragmenty nie pozostawiają obojętnymi tych, który pociąga kuchnia literacka.</p>
<p>Wspomnienia zdobywcy nagrody Pulitzera z 2000 roku są świadectwem inicjacji życiowej, pragnienia całości, pełni i wyrazem dążenia do mądrego poznania, które staje się probierzem motywacji życiowych.</p>
<p>Autobiograficzna powieść dotyka kwestii kluczowych dla znaczenia literatury, istoty sięgania po książki, narodzin miłości do czytania. Bo to czytamy we wspomnieniach: Słowa pierwszy raz wprowadziły ład w moim w życiu, uporządkowały chaos, ustaliły wyraźny podział na czarne I białe. [...] Matka była słowem pisanym – namacalnym, rzeczywistym, obecnym tu i teraz – a ojciec był słowem mówionym – niewidzialnym, ulotnym, należał do świata wspomnień. W tej surowej symetrii było coś pokrzepiającego. I w tej symetrii jest też pogląd na podział tego, co męskie, ogólnoludzkie i żeńskie, prywatne, subiektywne, domowe. W refleksji feministycznej matka jest nieobecna, matka operuje przekazem ulotnym, oralnym; to ojciec – tu mężczyzna – odpowiada za pismo, trwały przekaz. System, który panuje: boleśnie patriarchalny jest świadectwem gry swoim władztwem. Babcia mieszka z dziadkiem ponieważ wie, ze jest od niego finansowo całkowicie zależna; poczucie doświadczanej krzywdy jest znoszone z woli przetrwania, z poczucia bezpieczeństwa. Pełna ochrona godności potrzebowałaby zmian, wymagałaby ryzyka. Tymczasem dziadek, wiedząc doskonale o swojej przewadze bawił się przednio: kazał babci chodzić w łachmanach, skoro nie wystarcza jej porcja dzienna: 4 dolary kieszonkowego.</p>
<p>Myśl o płci jako narzędziu władzy kieruje również w stronę nowo wydanej nakładem W.A.B. książki Magdaleny Środy Kobiety i władza, która przekonuje, że nie ma innej drogi niż empatia: poczucie wspólnoty warunkuje zrozumienie społeczne. Książka Środy to lektura, która zobowiązuje do działania – trzeba poważnego traktowania i głębokiej refleksji nad tolerancją i prawem do wolności osobistej w wyznaniowym państwie, żeby z uwagą i solidarnością zająć się punkt po punkcie naszą wspólną sprawą. Trzeba lekcji z wrażliwości społecznej i wielu zadań domowych.</p>
<p>Mówi się o ucieczce w świat fikcji – wrażliwiec jak dachowiec alienuje się i pozwala sobie żyć w wyobraźni, wyłączyć się, pozostać w spokoju, żądać tego spokoju podobnie jak bohaterowie filmu z 2005 roku Życie zapisane w słowach w reż. I. Coixet, który zadaje pytanie: czemu służyłaby prawda? Co dałaby świadomość samobójczej śmierci męża, co dałaby żonie? Czy nie lepiej myśleć, że był to wypadek, wszak wypadki zdarzają się w życiu? Ile waży cierpienie i życie z konsekwencjami? Wszystko jest wypadkiem podobnie jak w książce<br />
Bar dobrych ludzi. J. R. wyobcuje się, by następnie rzucić się w gromadę ludzką w poszukiwaniu pomocy, sensu – rozmowy, wymiany myśli i doświadczeń. Pragnienie odpowiedzi na pytanie staje się kategoryczne. Dlaczego to mnie się przytrafiło życie w niepełnej rodzinie? Dlaczego moim ojcem jest nie dość, że nieobecny, to jeszcze zapijaczony bawidamek jeszcze szukający własnej tożsamości i drogi w życiu? Czy to mnie się takie życie śniło?</p>
<p>O czym chciałaby pani śnić, Cora? O czym chciałby pan śnić, J. R.? Dlaczego doznanie pustki, tęsknoty, porzucenia jest droższe od hermetycznego życia w ciepełku mieszczańskiej idylli? Chciałoby się powiedzieć za dzieckiem-cieniem, dzieckiem doświadczenia, dzieckiem-kamieniem siedzącym na dnie ja: jest bardzo mało rzeczy: cisza i słowa. Chciałoby się znać prawdę. Chciałoby się znać odpowiedź – zdaje się mówić autor Baru dobrych ludzi.</p>
<p>Tajemnica tkwi w rytmie opowieści. Opowieść odsłoni ją, naga stanie się bliższa. Klimat intymności może jednak zrodzić pytanie o granice autokreacji: w jakim stopniu to, co mówię jest koloryzowaniem rzeczywistości i emocji; co jest prawdą a co kłamstwem o nas samych i naszym życiu? Kiedy kłamstwo staje się prawdą i drogą do zbawienia? Kreacja może być prawdziwa, nie wyklucza miłości do sterylnego świata niematerialnego: Najważniejsze, że mogłem je [słowa] czcić, jeszcze zanim potrafiłem dobrze czytać.</p>
<p>Nie ulega wątpliwości, że bar to miejsce, a miejsce to ludzie. Gdy zmarł Steve, właściciel Publicansa, wcześniej Dickensa, bywalcy owego sanktuarium byli bardziej jak sieroty aniżeli żałobnicy. Istotą odwiedzin był ceremoniał konwersacji, inicjowany przez poczciwego barmana, znawcy dusz ludzkich. I tylko dźwięczało pytanie niegdyś zadane barowiczom: ukrywamy się przed życiem czy flirtujemy ze śmiercią? I na czym polega różnica? Thomas More w Utopii pisał o mieście, ze swej definicji obszarze hermetycznym: ulice były tak zaprojektowane, że zapewniona była ochrona przed wiatrem. Magia miejskiego baru chroniła przed wiatrem wewnątrz. Parasolem stawały się przeprowadzone rozmowy, przeczytane książki i obejrzane filmy.</p>
<p>Dojmujące klimaty dickensowkie i te rodem z Dziewczynki z zapałkami każą pamiętać o poczuciu zapisanym w sercu i pamięci bohatera: Czasami czułem się taki samotny, że żałowałem, iż w słowniku nie ma jeszcze dłuższego, poważniejszego słowa określenia dla tego stanu. Bo w istocie są tylko słowa i cisza.</p>
<p><strong>Magdalena Gruda</strong></p>


<p>Czytaj także:<ul><li><a href='http://www.matras.pl/dzieci-ireny-sendlerowej-anna-mieszkowska-386' rel='bookmark' title='Permanent Link: Dzieci Ireny Sendlerowej; Anna Mieszkowska'>Dzieci Ireny Sendlerowej; Anna Mieszkowska</a></li>
<li><a href='http://www.matras.pl/dziennik-zarazy-michael-d-o-brien-1821' rel='bookmark' title='Permanent Link: Dziennik zarazy; Michael D. O’Brien'>Dziennik zarazy; Michael D. O’Brien</a></li>
</ul></p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.matras.pl/bar-dobrych-ludzi-327/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
