Koszyk 0

Karolina Wilczyńska - „Nie wyobrażam sobie życia bez pisania...”

Kolekcjonuje Pani ludzkie historie. Jaka najbardziej zapadła Pani w pamięć?

Każda ludzka historia jest jedyna w swoim rodzaju i fascynuje mnie w równym stopniu. Nie potrafię wskazać jakiejś szczególnej. Staram się zapamiętać wszystkie i bardzo sobie cenię to, że ludzie obdarzają mnie zaufaniem i opowiadają mi o tym, co często dla nich najważniejsze albo bardzo trudne. I zawsze, całym sercem im za to dziękuję.

Pisze Pani o ludziach, ich naturze, emocjach, codziennym życiu. To nieograniczona niczym skarbnica, pomysły nie skończą się nigdy, czy jednak łapie się Pani przy pracy nad kolejną książką: „nie, taki problem/bohater już był"?

Właściwie ta odpowiedź wiąże się z tym, co powiedziałam powyżej. I nie, nigdy nie miałam takiego problemu. Ludzkie losy są tak ciekawe i niepowtarzalne, że nie sądzę, abym kiedyś zdołała opisać wszystkie.

Gdzie nauczyła się Pani szydełkować? To chyba nie jest dziś zbyt popularne...

Szydełkowania, robienia na drutach i haftowania nauczyła mnie Mama. Przekazała mi swoją pasję, choć mam świadomość, że jej mistrzostwu nigdy nie dorównam. Żałuję, że coraz mniej kobiet zajmuje się tego rodzaju robótkami, bo wiem, jak piękne i wyjątkowe rzeczy można stworzyć. Mnie osobiście szydełkowanie czy haftowanie relaksuje, a jeżeli przy okazji udaje mi się wydziergać coś, co komuś się spodoba, to mam dodatkową satysfakcję.

A decoupage? Skąd pomysł na tworzenie takich ozdób?

Kiedyś zobaczyłam przedmioty ozdobione tą techniką i bardzo mi się spodobały. Chciałam mieć coś takiego, ale wtedy akurat mój portfel świecił pustkami. Sięgnęłam więc do zasobów wszechwiedzącej wyszukiwarki i znalazłam filmiki pokazujące jak to robić. Stwierdziłam, że spróbuję. Nie od razu się udało, ale jestem uparta i kolejne próby przyniosły coraz lepsze efekty. Przekonałam się, że chcieć to móc. I że to wcale nie takie trudne.

Ma Pani wiele pasji, prowadzi aktywne życie, poświęca swoją energię ludziom. Jak znaleźć w tym wszystkim czas dla swoich bohaterek?

Jeżeli lubi się coś robić, to czas zawsze się znajdzie. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania, więc to jeden z moich priorytetów. A to, że jestem aktywna, wcale nie przeszkadza w pisaniu. Przeciwnie – pomaga mi poznawać świat i ludzi, doświadczać nowych emocji, którymi później dzielę się z bohaterkami moich książek.

A dla czytelników? Zachęca Pani fanów do pisania listów, opowiadania swoich historii – zawsze im Pani odpisuje?

Zawsze. I mówię to z pełną odpowiedzialnością. Nie wyobrażam sobie, że miałabym zlekceważyć drugiego człowieka. Jeżeli ktoś ma mi coś do powiedzenia, chce zamienić ze mną kilka słów – nie pozostanę obojętna. Zarówno przy spotkaniu twarzą w twarz, jak i wirtualnie. Chętnie też słucham głosów czytelników na temat moich powieści. Nawet tych krytycznych. Każdy jest dla mnie równie cenny.

Jest Pani kojarzona przede wszystkim z powieściami obyczajowymi, ale ma Pani na swoim koncie także nagradzane opowiadanie w konwencji horroru, kryminału. Czy możemy spodziewać się powieści w tym gatunku?

Już mnie o to pytano. I na razie nic się w tej kwestii nie zmieniło. Nie planuję powieści kryminalnej czy horroru. Chociaż kiedyś powiedziałam, że nigdy nie napiszę erotyku, a jednak… No, ale na razie takich planów nie ma i przy tym pozostańmy.

Pani najnowsza książka „Ja, kochanka" to z kolei bardzo zmysłowa powieść erotyczna. Jak się Pani pracowało na tą książką? Czy lepiej czuje się Pani w takiej estetyce?

No właśnie. Ja, kochanka była dla mnie dużym wyzwaniem. Także literackim. Z wielu względów trudno pisać o tak ogromnych emocjach, jakie związane są z miłością. Niełatwo też opisać jej fizyczny wymiar. Cóż, zrobiłam to najlepiej jak potrafiłam i mam nadzieję, że nie zawiodłam. Bo moim osobistym zdaniem, to piękna historia.

A ile z tytułowej kochanki jest w Pani?

Tyle, ile w każdej kobiecie, która kocha i jest kochana. Czyli bardzo dużo.

Na okładce „Kochanki” wykorzystane zostały zdjęcia… z Pani sesji! Jak Pani się czuła przed obiektywem?

Na początku byłam bardzo spięta. Ale w Studiu Manufaktura miałam szczęście trafić na prawdziwych profesjonalistów, a przy tym niezwykle życzliwych ludzi. Gdy minął pierwszy stres, poszło już dobrze. A kiedy zobaczyłam efekty, byłam zachwycona. Może to mało skromne, ale naprawdę bardzo się sobie podobam na tych zdjęciach. I myślę, że każda kobieta powinna odważyć się na taką sesję. To bardzo budujące, gdy zobaczy się swoje naprawdę kobiece oblicze.

Wierzy Pani raczej w łut szczęścia czy kierowanie samemu własnym losem?

Wierzę, że nic w życiu nie dzieje się przypadkiem, że wszystkie doświadczenia, nawet te niezbyt miłe, są nam potrzebne. I jeszcze w to, że trzeba mieć marzenia i nie przestawać w nie wierzyć. A szczęście zawsze w końcu przychodzi. Nie ma innego wyjścia. W to wierzę.

Kiedyś w wywiadach nie zdradzała Pani swoich marzeń i planów, „żeby nie zapeszyć" [zob. spotkanie z autorką na portalu Biblionetka w 2008 r.]. Czy teraz już śmielej Pani o nich opowiada? A które z tamtych marzeń z początków kariery udało się zrealizować?

W tym roku, jesienią, minie dziesięć lat od mojego debiutu. I również jesienią ukaże się moja dziesiąta powieść. Taki miły, ale i znaczący zbieg okoliczności. Cieszę się tym, bo przyznam, że aż takich planów w 2008 roku nie miałam. Tymczasem zdarzyło się nawet więcej. I wszystko wskazuje na to, że będzie się działo dalej. Mogę więc dziś powiedzieć: tak, mam plany. Będę pisać.

Czy ma Pani jakieś literackie inspiracje? Czy jest jakaś wyjątkowo ważna dla Pani książka, do której chętnie Pani wraca?

Niezmiennie mam kilka. Moi literaccy idole to Jerzy Kosiński i Marek Hłasko. A ukochane powieści to „Mistrz i Małgorzata” oraz „Przeminęło z wiatrem”. Do nich wracam bardzo często, z nich czerpię siłę w trudnych chwilach.

Skoro książka jest kobietą i trzeba ją zdobywać, odkrywać na nowo i żyć z nią, to czy można też ją porzucić?

Prawdziwa kobieta ma to do siebie, że jeżeli ktoś ją naprawdę pozna, nigdy nie będzie chciał porzucić. I tak jest z książkami – poznasz, zakosztujesz ich magii, tajemnicy, czaru i… nigdy nie zechcesz odejść. Po prostu pokochasz prawdziwie, a prawdziwa miłość nigdy nie mija.