Wirtualny doradca
facebook
promocje
ilość:
suma: 0,00 zł
 

22,43 zł

29,90 zł

Oszczędzasz: 7,47 zł
(25%)

Chwilowo niedostępne

"Dziewczyna z sąsiedztwa" Jacka Ketchuma to jedna z najsłynniejszych powieści grozy ostatnich lat, uznawana za jedną z najbardziej wstrząsających książek w historii literatury. Nareszcie ukazuje się na polskim rynku!

To legendarna już opowieść o szaleństwie rodzącym się w ludzkim umyśle i o tym, jak to szaleństwo zaraża wszystkich wokół, jak infekuje niewinne umysły i prowadzi do eskalacji cierpienia, bólu i nienawiści.
Obok tej książki nie można przejść obojętnie. "Dziewczyna z sąsiedztwa" wstrząsa czytelnikiem do granic wytrzymałości i pozostawia w emocjonalnym szoku jeszcze przez długi czas po zamknięciu ostatniej strony.

Wstęp do książki napisał

sam Stephen King, co będzie wielką gratką dla jego licznych fanów!

"Przedmieścia. Ciemne ulice, przystrzyżone trawniki i przytulne domy. Miła, spokojna okolica. Jednak nie dla nastoletniej Meg i jej kalekiej siostry Susan. W domu Chandlerów, przy ślepej uliczce, w ciemniej, zawilgoconej piwnicy, Meg i Susan zdane są na łaskę kapryśnej i cierpiącej na ataki szału ciotki Ruth, którą szybko ogarnia szaleństwo. Szaleństwo, którym zaraża swoich trzech synów oraz całą okolicę. Jedynie jeden zatroskany chłopiec spróbuje oprzeć się złu zarażającemu niewinne umysły. Musi podjąć bardzo dorosłą decyzję i wybrać między miłością i współczuciem, a pożądaniem i złem... Którą drogę wybierze?

"Absolutnie szokująca... Nie jest jedynie obietnicą przerażenia, ale naprawdę w nie wprawia!?" Stephen King, autor bestsellerów

"Jeśli, drogi czytelniku, pragniesz horroru o wilkołakach, wampirach i strzygach, odłóż grzecznie "Dziewczynę z sąsiedztwa" na półkę. Ta powieść to horror, ale Jack Ketchum nie straszny nas wymyślnymi demonami. Jego potwory spotykamy codziennie w lustrze. To bowiem horror o najbardziej przerażających potworach, jakie chodzą po Ziemi - ludziach. Jest wstrząsającą, okrutna i długo nie pozwala zasnąć. Ani przejrzeć się w lustrze." Robert Ziębiński, Newsweek Polska


"Jedna z najbardziej kontrowersyjnych powieści w historii literatury współczesnej. Pełna przenikającego bólu, obezwładniającego cierpienia i zwierzęcych instynktów, kruszy nawet najbardziej zatwardziałe serca. Po lekturze książki, można zwątpić w sens słowa "człowieczeństwo". Poruszająca historia, do której scenariusz napisało życie!? " Mariusz Juszczyk, Horror Online

Pokaż więcej >

Informacje dodatkowe

Tytuł Dziewczyna z sąsiedztwa
Autor Jack Ketchum
Wydawnictwo Papierowy Księżyc
Oprawa miękka
Rok wydania 2009
Liczba stron 308
Długość [mm] 205
Szerokość [mm] 143
ISBN 978-83-6138-6-018
EAN 9788361386018
Indeks Y2022

Słowa kluczowe

Użyj spacji aby rozdzielić słowa, apostrofów (') aby wpisać frazy.

Recenzje uznane za najbardziej przydatne

14 grudnia 2010
Kiedy pierwszy raz usłyszałam o "Dziewczynie z sąsiedztwa" Jacka Ketchuma, z pewnością nie wyobrażałam sobie tak ogromnego (i co więcej – negatywnego) bagażu emocji jaki będę musiała po jej przeczytaniu dźwigać.

Bo kim mogłaby być być ta tytułowa dziewczyna z sąsiedztwa? Bohaterką pozycji, przywodzącej na myśl prosty i łatwy amerykański kicz? Nie. Już okładka wprowadza dysonans. Każdy kto zobaczy tę dość szczupłą książkę, otworzy ją nie frywolnie, a z pewną dozą lęku.
Faktycznie - powieść niepokoi już od początku. Lekki, niepozorny jeszcze niepokój, w miarę rozwoju akcji ustępuje miejsca panice, przerażeniu. Wreszcie – pustce. Pustce zalewającą człowieka całego. Człowieka, który zaczyna wstydzić się swojego człowieczeństwa.

Cała opowieść obraca się wokół pewnych makabrycznych wydarzeń, które relacjonuje ich naoczny świadek - David. 41 letni mężczyzna, "czuły kochanek", "człowiek sukcesu", zarabiający 150 000 rocznie. To jego oczami patrzymy na to, co dzieje się z tytułową dziewczyną.
To razem z nim cofamy się w czasie, kiedy to miał 14 lat. Był taki młody, taki nieświadomy, taki niewinny. Nie wiedział, że za swoim cichym przyzwoleniem weźmie udział w wydarzeniach, których nigdy nie będzie w stanie zapomnieć.

A w centrum tych wydarzeń znalazła się dziewczyna. Piękna, tajemnicza, intrygująca. Meg.
Po śmierci rodziców, razem z siostrą, przyjechała do miasteczka Davida.
Okazało się, że zamieszkały tuż obok. W tytułowym sąsiedztwie. U kobiety o imieniu Ruth. Kobiety dość liberalnej. Widzimy jak częstuje synów piwem, jak wygłasza dość krzywdzące opinie na temat kobiecości Meg. Widzimy Ruth, która pali jak smok, a dla synów jest raczej przyjaciółką niż matką.

Wiedziony pragnieniem bycia z Meg David coraz częściej odwiedza Ruth. Jest zaintrygowany dziewczyną. Chce ją poznawać, uchylić rąbka jej tajemniczej osobowości. Poznać jej sekrety. Jednak znając zakończenie powieści wiemy, że ta cicha fascynacja nie trwała długo.
Nie mogła trwać.
Bowiem bardzo szybko Meg stanie się bezwolną lalką, karaną za wszystko i wszystkich, a ewoluując w worek do bicia zmieni się w pustą skorupę, na którą będzie można przelać własne negatywne myśli i urojenia.
Była bezbronna, nowa, inna. Może budziła lęk, a może zazdrość. Może nie było dla niej miejsca w czasach, gdzie wszystko co nie pasuje, zamiata się pod dywan.

Wydarzenia szybko przenoszą się do zaściankowej piwnicy, schronu budzącego u czytelnika autentyczny lęk i grozę. A we mnie także obrzydzenie. Co więcej - całą powieść traktuję jak metaforę tej strasznej piwnicy.
Początkowo, tuż przy drzwiach widzimy światło (jasność jest jednak okraszona znaczną dozą niepokoju). Potem robi się coraz ciemniej. Potykając się, schodzimy. Docieramy do głębi ludzkich, sadystycznych żądz. Żądz realizowanych przez zwykłych ludzi. Patrzymy jak miejscowi przychodzą do piwnicy i torturują niewinną dziewczynę. A potem wychodzą i wracają do swoich spraw, jakby nic się nie działo. Jakby mordowali codziennie. Na pewno nie usprawiedliwia ich fakt, że robią to sukcesywnie, "po trochę", "po kawałku".

Spektakl trwa. Już wiadomo jak się skończy. Mimo to cały czas czytamy z nadzieją. Bowiem David wydaje się być jedynym świadomym, który dostrzega koszmarny absurd tej sytuacji. Ale właśnie ten jedyny sprawiedliwy nie robi nic. Przygląda się biernie. Nie uczestniczy, ale też nie protestuje. Widzimy jak się miota, jak jego wartości skręcają się w duszy, jego moralność wręcz płacze.
Jednak on trwa w zawieszeniu.

Więc, czy David jest cichym bohaterem, który jako jedyny ma resztki moralności?
A może największym przegranym i najgorszym tchórzem, bo mimo że zdaje sobie sprawę z istoty tej spirali przemocy nie robi nic?
Czy jest nam go żal? A może jest nam wstyd? Czy my w tej sytuacji zachowalibyśmy się podobnie? Co czujemy czytając "Dziewczynę z sąsiedztwa?" Obrzydzenie? Ból niemal fizyczny?
Możliwe. Ale przecież czytamy dalej.
Prawda?
Brniemy do piwnicę w dół i w dół.
Na samym dole w brudzie i smrodzie leży dziewczyna. Piękna, niewinna, martwa. Jest już za późno. Ale przecież nie jesteśmy niczemu winni. Zaspokajamy zwykłą, ludzką ciekawość. Na dole spotykamy Davida. On też nie zdążył. I przez całe życie będzie powtarzał:
"Byliśmy dziećmi, tylko dziećmi na miłość boską!"  więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
14 grudnia 2010
Kiedy pierwszy raz usłyszałam o "Dziewczynie z sąsiedztwa" Jacka Ketchuma, z pewnością nie wyobrażałam sobie tak ogromnego (i co więcej – negatywnego) bagażu emocji jaki będę musiała po jej przeczytaniu dźwigać.

Bo kim mogłaby być być ta tytułowa dziewczyna z sąsiedztwa? Bohaterką pozycji, przywodzącej na myśl prosty i łatwy amerykański kicz? Nie. Już okładka wprowadza dysonans. Każdy kto zobaczy tę dość szczupłą książkę, otworzy ją nie frywolnie, a z pewną dozą lęku.
Faktycznie - powieść niepokoi już od początku. Lekki, niepozorny jeszcze niepokój, w miarę rozwoju akcji ustępuje miejsca panice, przerażeniu. Wreszcie – pustce. Pustce zalewającą człowieka całego. Człowieka, który zaczyna wstydzić się swojego człowieczeństwa.

Cała opowieść obraca się wokół pewnych makabrycznych wydarzeń, które relacjonuje ich naoczny świadek - David. 41 letni mężczyzna, "czuły kochanek", "człowiek sukcesu", zarabiający 150 000 rocznie. To jego oczami patrzymy na to, co dzieje się z tytułową dziewczyną.
To razem z nim cofamy się w czasie, kiedy to miał 14 lat. Był taki młody, taki nieświadomy, taki niewinny. Nie wiedział, że za swoim cichym przyzwoleniem weźmie udział w wydarzeniach, których nigdy nie będzie w stanie zapomnieć.

A w centrum tych wydarzeń znalazła się dziewczyna. Piękna, tajemnicza, intrygująca. Meg.
Po śmierci rodziców, razem z siostrą, przyjechała do miasteczka Davida.
Okazało się, że zamieszkały tuż obok. W tytułowym sąsiedztwie. U kobiety o imieniu Ruth. Kobiety dość liberalnej. Widzimy jak częstuje synów piwem, jak wygłasza dość krzywdzące opinie na temat kobiecości Meg. Widzimy Ruth, która pali jak smok, a dla synów jest raczej przyjaciółką niż matką.

Wiedziony pragnieniem bycia z Meg David coraz częściej odwiedza Ruth. Jest zaintrygowany dziewczyną. Chce ją poznawać, uchylić rąbka jej tajemniczej osobowości. Poznać jej sekrety. Jednak znając zakończenie powieści wiemy, że ta cicha fascynacja nie trwała długo.
Nie mogła trwać.
Bowiem bardzo szybko Meg stanie się bezwolną lalką, karaną za wszystko i wszystkich, a ewoluując w worek do bicia zmieni się w pustą skorupę, na którą będzie można przelać własne negatywne myśli i urojenia.
Była bezbronna, nowa, inna. Może budziła lęk, a może zazdrość. Może nie było dla niej miejsca w czasach, gdzie wszystko co nie pasuje, zamiata się pod dywan.

Wydarzenia szybko przenoszą się do zaściankowej piwnicy, schronu budzącego u czytelnika autentyczny lęk i grozę. A we mnie także obrzydzenie. Co więcej - całą powieść traktuję jak metaforę tej strasznej piwnicy.
Początkowo, tuż przy drzwiach widzimy światło (jasność jest jednak okraszona znaczną dozą niepokoju). Potem robi się coraz ciemniej. Potykając się, schodzimy. Docieramy do głębi ludzkich, sadystycznych żądz. Żądz realizowanych przez zwykłych ludzi. Patrzymy jak miejscowi przychodzą do piwnicy i torturują niewinną dziewczynę. A potem wychodzą i wracają do swoich spraw, jakby nic się nie działo. Jakby mordowali codziennie. Na pewno nie usprawiedliwia ich fakt, że robią to sukcesywnie, "po trochę", "po kawałku".

Spektakl trwa. Już wiadomo jak się skończy. Mimo to cały czas czytamy z nadzieją. Bowiem David wydaje się być jedynym świadomym, który dostrzega koszmarny absurd tej sytuacji. Ale właśnie ten jedyny sprawiedliwy nie robi nic. Przygląda się biernie. Nie uczestniczy, ale też nie protestuje. Widzimy jak się miota, jak jego wartości skręcają się w duszy, jego moralność wręcz płacze.
Jednak on trwa w zawieszeniu.

Więc, czy David jest cichym bohaterem, który jako jedyny ma resztki moralności?
A może największym przegranym i najgorszym tchórzem, bo mimo że zdaje sobie sprawę z istoty tej spirali przemocy nie robi nic?
Czy jest nam go żal? A może jest nam wstyd? Czy my w tej sytuacji zachowalibyśmy się podobnie? Co czujemy czytając "Dziewczynę z sąsiedztwa?" Obrzydzenie? Ból niemal fizyczny?
Możliwe. Ale przecież czytamy dalej.
Prawda?
Brniemy do piwnicę w dół i w dół.
Na samym dole w brudzie i smrodzie leży dziewczyna. Piękna, niewinna, martwa. Jest już za późno. Ale przecież nie jesteśmy niczemu winni. Zaspokajamy zwykłą, ludzką ciekawość. Na dole spotykamy Davida. On też nie zdążył. I przez całe życie będzie powtarzał:
"Byliśmy dziećmi, tylko dziećmi na miłość boską!"  więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
17 lutego 2012
Jack Ketchum słynie ze swoich kontrowersyjnych książek. Porusza życiowe tematy tworząc z nich mrożące krew w żyłach horrory.
"Dziewczyna z sąsiedztwa" to już tytuł kultowy, a przedmowę do tej książki napisał sam Stephen King.

Przenosimy się na przedmieścia małego miasteczka, gdzie spotykamy grupkę bawiących się dzieci z sąsiedztwa, jednym z nich jest David, który opowiada całą historię. Do sąsiedniego domu Chandlerów wprowadzają się dwie dziewczynki, Meg i Susan. Rodzice dziewczynek zginęli w wypadku samochodowym, w którym one również zostały poszkodowane. Mała Susan nadal porusza się z nogami w szynach, a Meg pozostały na pamiątkę blizny. Zamieszkały więc z ciotką Ruth i jej trzema synami. W ich domu, w podpiwniczeniu znajdował się schron piwniczny, w którym chłopcy często się bawili. Z czasem ten schron stał się więzieniem dla dziewczynek i miejscem kaźni...
Ruth była dziwną osobą, miewała załamania psychiczne, jej nastrój zmieniał się w ułamkach sekund - to ona stała się prowodyrem i katem dla Meg, a chłopcy korzystali z jej przyzwolenia, aby znęcać się nad dziewczynką, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Dochodziło do pobicia, poparzenia, wiązania czy w końcu do gwałtów i okaleczenia. Robili to ci mali chłopcy - korzystając z przyzwolenia i akceptacji matki.
Nawet zgłoszenie sytuacji policjantowi przez Meg niewiele dało.... Dziewczynka dzielnie znosiła ból i upokorzenia, starając się chronić siostrę.
Czy uda im się wyzwolić z więzienia? jaki finał będzie miała ta historia?

"Dziewczyna z sąsiedztwa" to wstrząsający obraz przemocy w rodzinie, rodzinie przysposobionej, która powinna zapewnić opiekę i pomoc.
To opowieść o braku reakcji ze strony sąsiadów czy policji - milczące przyzwolenie na przemoc, która doprowadza do tragedii.
Niesamowita książka - nie mogłam spać w nocy, bo przed oczami miała sceny z powieści.

Jack Ketchum po raz kolejny powalił mnie na kolana. Jest mistrzem w tworzeniu klimatu grozy i stopniowaniu napięcia. Nie trzeba duchów i potworów, bo sami ludzie tworzą wokół siebie horrory. Tej książki nie da się przeczytać i odłożyć - ją się przeżywa. Wtapia się w umysł czytelnika i pozostaje tam na długo.
Jack Ketchum - wstrząsa, przeraża i sprawia, że jego książek nie sposób zapomnieć !

http://markietanka-mojeksiazki.blogspot.com/2012/02/dziewczyna-z-sasiedztwa-jack-ketchum.html  więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
19 czerwca 2012
Napisze tak...strach się bać, serio.
Byłam bardzo pozytywnie nastawiona do tej książki, bardzo wiele dobrego o niej czytałam. Poza tym rekomendacja Stephena Kinga też coś znaczy. Wczoraj po południu zabrałam się do lektury i...rozczarowanie, a raczej zdziwienie, czego tu się bać. Ale na tym polega cały pomysł, cały talent Ketchuma. Niby nic się takiego nie dzieje, ale stopniowo napięcie i groza narastają aż na końcu włosy stają dęba.
Tytuł książki jest banalny, sielski anielski, przywołuje na myśl amerykański serial familijny. W związku z tym nic nie zapowiada tego co nas czeka po rozpoczęciu lektury. Sensem książki jest jedno zdanie: Nawet o tym nie wspominaj.I wszyscy w domu i w sąsiedztwie stosują się do tego, milczą na tematy, które ich nie dotyczą, albo są dla nich niewygodne. Milczą tak długo, aż prawie jest za póżno...Jest to książka, która wprawie w prawdziwe przerażenie, a jednocześnie zdziwienie, oburzenie - jak można być tak nieczułym, okrutnym, pozbawionym uczuć.
Zupełnie nie dziwię się określeniu, że jest to najbardziej kontrowersyjna powieść we współczesnej literaturze. Książka jest na prawdę przerażająca, a jest to tym bardziej odczuwalne, ze w zasadzie na początku nic nie zapowiada tego co nastąpi.Najbardziej przerażające jest to, że fabuła książki opiera się na historii autentycznej, która wstrząsnęła Ameryką w latach 60-tych ubiegłego wieku. Dokładnie w 1965 r. zdegenerowana Gertrude Baniszewski, wraz ze swoimi pociechami i ich znajomymi, przez wiele tygodni katowała 16-letnią Sylvię Likens oraz jej młodszą siostrę Jenny. Na ciele starszej z dziewcząt odnaleziono ponad sto różnych ran oraz wypalony napis: "Jestem prostytutką i jestem z tego dumna!". Ta wręcz nieprawdopodobna historia posłużyła za kanwę powieści, a jej echa aż do dziś pobrzmiewają w pamięci mieszkańców Indiany.
Na pewno sięgnę po kolejne książki Jacka Ketchuma.
  więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
28 września 2012
David mieszka na ulicy, na której wszyscy się znają. Dzieciaki się przyjaźnią i spędzają ze sobą całe dnie. Jak to dorastający chłopcy nie umieją się powstrzymać od pokus, które zawsze ciekawią chłopaków w wieku dorastania. Obok niego mieszka jego trójka dobrych przyjaciół wraz z matką, Ruth. Wyluzowaną kobietą, która zawsze im na wszystko pozwalała za co pozyskała uwielbienie przez młodych. Pewnego dnia do ich domu wprowadzają się dwie dziewczyny, które niedawno zostały osierocone. Wydaje się, że doznały już prawdziwego koszmaru, lecz dopiero Ruth czyni im prawdziwy koszmar.

,,Dziewczyna z sąsiedztwa" było to moje pierwsze spotkanie z panem Ketchum'em. Mimo, że wcześniej słyszałam już o geniuszu tego autora to nie miałam jeszcze zaszczytu zapoznania się z jego dziełem. Zaszczytu, gdyż książka była dla mnie wyśmienitą. Zaczyna się ona dość niewinnie, ulica z zaprzyjaźnionymi się dzieciakami, chłopak, któremu spodobała się dziewczyna, która niedawno pojawiła się na jego ulicy. Początek bez jakiegokolwiek sygnału, że później tak przerazi czytelnika. A robi to naprawdę mocno.

W pewnym momencie podczas czytania przez głowę przeleciała mi myśl, jak dobrze, że to tylko fikcja, lecz wtedy pojawia się następna, przecież jest to oparte na faktach. I w tym momencie nie pozostaje czytelnikowi nic więcej jak chód dreszczy po ciele. ,,Dziewczyna z sąsiedztwa" wywarła na mnie nie małe wrażenie. Tego jednego jestem pewna. Jest książką o której będę nieraz rozmyślać i po którą jeszcze nieraz sięgnę, by poczuć niezwykłe dreszcze i przerażenie. Także jest pozycją, która sprawia, że wszystkie inne książki przy niej bledną i wydają się być nieważne.   więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
7 listopada 2012
Nazwisko autora zna każdy i wszyscy czytają jego powieści lub pragną je przeczytać. Jack Ketchum to już marka sama w sobie. Uważam, że jego książki śmiało można zaliczyć do klasyki gatunku. Największe wrażenie robi styl pisarza, który w prostych słowach potrafi przekazać ogrom ludzkiego cierpienia, człowieczego szaleństwa, zwierzęcej brutalności, żądzy krwi, mordu.
Jack Ketchum po mistrzowsku dozuje napięcie, z większą siłą uderzając w odbiorcę swojej twórczości.

Z czym Wam się kojarzy słowo matka?
Dla mnie to synonim słowa: miłość, czułość, dobroć, ciepło, troska, opiekuńczość, delikatność. Dla mnie miłość macierzyńska jest najwspanialszym i jednym z najważniejszych uczuć a swoich synów traktuję z uwagą i szacunkiem.
Ale czy kobieta posiadająca dzieci zawsze zasługuje na określenie jej mianem mama? Czy można pokochać obce, przysposobione, osamotnione dziecko? Odpowiedź na te pytania, na własnej skórze poznały Meg i Susan Loughlin.

Historia rozpoczyna się latem 1958 roku na przedmieściach małego miasteczka w stanie New Yersey. Wtedy to David poznaje czternastoletnią Meg. Dziewczyna i jej niepełnosprawna siostra są teraz jego nowymi sąsiadkami. Po tragicznej śmierci rodziców, siostry zostały zmuszone do zamieszkania u ciotki Ruth. Dziewczynki nie czują się dobrze w nowym domu. W dalszym ciągu cierpią po stracie bliskich a ciotka nie pomaga im otrząsnąć się z traumy. Co więcej zmusza Meg do prac domowych, obrzuca obelgami i wyzwiskami oraz wymierza jej surowe kary cielesne.
Ruth Chandler próbuje podporządkować sobie nastolatkę i wynajduje coraz to nowe metody by ją złamać. Meg z początku z hardością i odwagą przyjmuje ciosy. Jednak z każdym dniem jej frustracja rośnie i rośnie i pewnego dnia wybucha. Wykrzykuje w twarz Ruth słowa swojego bólu, rozpaczy i pogardy. Reakcja dziewczyny wzbudza w kobiecie niepohamowaną wściekłość. Zamyka Meg w piwnicznym schronie i daje upust swojemu szaleństwu. Wraz z synami i dzieciakami z sąsiedztwa torturuje dziewczynę wszelkimi sposobami i z niespotykanym sadyzmem.
David również bierze w tym udział ale jest biernym obserwatorem. Raz męczy go poczucie winy a raz fascynacja okrucieństwem. Wreszcie kiedy poczucie przyzwoitości nakazuje mu pomóc dziewczynie...
Sprawdź sam jak skończy się gehenna Meg.

Jack Ketchum napisał "Dziewczynę z sąsiedztwa"czerpiąc inspiracje z autentycznych wydarzeń. W 1965 roku pewna kobieta dopuściła się niespotykanej, całkowicie odrażającej zbrodni. Wraz ze swoimi dziećmi i sąsiadami dręczyła szesnastoletnią dziewczynę. Zamęczyła ją na śmierć.

Autor chciał przedstawić czytelnikowi prawdziwy obraz grozy. Nie tej wymyślonej, nierealnej. Po świecie krąży wiele kanalii, których bestialskie zachowania, okrucieństwo, sadyzm o wiele bardziej oddziałuje na czytelnika i wzbudza w nim jeszcze większe emocje, emocje nie do ogarnięcia. Przeraża mnie, że jeden człowiek ogarnięty szaleństwem, potrafi "zarazić" innych i wykorzystać ich do własnych celów, uczynić ich narzędziami własnych fantazji i uzależnić ich od przemocy tak bardzo, że nie są w stanie odróżnić dobro od zła...

Główny bohater David to postać, której nie można tak jednoznacznie ocenić, jak innych osób współodpowiedzialnych tej zbrodni. Jest on tylko i aż biernym obserwatorem. Choć sam nie bierze udziału w torturach, to przygląda im się z mieszaniną odrazy i fascynacji. Często pojawiają się jego myśli przepełnione poczuciem winy ale pozostawia wydarzenia własnemu tokowi. W duszy cieszy się, że jest katem a nie ofiarą. Przecież to samo mogło przydarzyć się jemu.
Najwięcej emocji budzi postać Ruth. To kobieta, która nie potrafiła zaakceptować własnej płci. Nienawidziła tego, że mężczyznom wolno więcej, że nie przejmują się kobietami, dziećmi, jaki czeka ich los. Na swoich barkach dźwigała ciężar utrzymania i wychowania synów, bez wsparcia, bez pomocy. Swoją frustrację chciała przelać na niewinną Meg, chciała nauczyć ją "być kobietą". Jednak agresja rodzi agresję. Raz pobudzona nie dała się uśpić. Z dnia na dzień następowała eskalacja czynów, złości, nienawiści, zezwierzęcenia.

"Dziewczyna z sąsiedztwa" to nie jest książka, obok której można przejść obojętnie. Ona uderza prosto w serce, dusi, dławi emocjami, burzy spokój, odbiera mowę. Przemoc wobec dzieci zawsze budzi mój sprzeciw i ogromną złość na ludzi, którzy pozwalają sobie na bestialskie zachowania wobec młodszych. Byłam przerażona biernym przyzwoleniem otoczenia, policji na taki proceder. Słowa postronnych ludzi, typu "matka ma do tego prawo" przyprawiały mnie o mdłości, wyciskały łzy z oczu i wzbudzały ogromne współczucie nad losem Meg i Susan. Jakim bezdusznym trzeba być człowiekiem by katować czternastoletnią dziewczynkę i przyglądać się jak robią to inni? Niestety w czasach, które książka opisuje, przemoc była obecna w wielu domach. Zasada, że "pierzemy brudy we własnym domu" to był standard tamtych lat. Nikt nie próbował interesować się życiem innych ludzi. Jeśli mam być szczera to zasada ta panuje po dzień dzisiejszy, szczególnie w małych miasteczkach. Telewizja, radio, prasa alarmuje o karygodnych przykładach życia dzieci naznaczonych ogromnym cierpieniem. Ludzie obudźmy się!!!

Polecam czytelnikowi o mocnych nerwach!


http://aleksandrowemysli.blogspot.com/  więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
8 listopada 2012
Kolejny mój debiut, jeśli chodzi o autora. Zainspirowała mnie recenzja na jednym z blogów, a że miałam już dawno chęć na przeczytanie jednej z książek tego autora, postanowiłam sięgnąć na półkę i zacząć lekturę. A przyznam, że jest wstrząsająca.
Wszystko dzieje się w małej i na pozór spokojnej okolicy. Do domu Chandlerów trafiają Meg i Suzan – sieroty po zmarłych kuzynach. Ciotka Ruth wykorzystuje dziewczyny jak tylko może, ale gdy pewnego dnia napotyka na kolejne sprzeciwy ze strony Meg, zamyka ją w starej piwnicy i tu zaczynają się tortury. Ciotka wpada w jakiś szał, znęca się fizycznie nad dziewczyną, a co najgorsze pozwala na to swoim synom. Sadyzm z ich strony nie zna granic. Nawet dzieci z okolicy przychodzą i znęcają się nad biedną dziewczyną. W całym wydarzeniu uczestniczy też David, który pewnego dnia nie wytrzymuje takiego okrucieństwa i przemocy. Postanawia pomóc. Nie spodziewa się, że sam może w ten sposób stać się kolejną ofiarą. Mimo chęci niesienia pomocy, nie udaje się uwolnić Meg. Zakatowana dziewczyna nie wytrzymuje tego fizycznie i umiera.
Cała historia dzieje się w czasach, gdy jeszcze nie było głośno o molestowaniu w rodzinach. Każdy pilnował swojego nosa. Aż dziw, że właśnie rodzina katolicka słysząc o takim zajściu, nie chciała ingerować w sprawy sąsiada. Rodzice mają prawo bić swoje dzieci, bo widocznie na to zasłużyły. Szkoda tylko, że policja jak zwykle pojawia się na końcu.
Autor pisząc książkę opierał się na faktach autentycznych. Teraz już coraz częściej ujawniają się ofiary, ale za każdym razem wszystko jest nowe i wstrząsające, bo jak można być takim sadystą i pozwalać na katowanie własnych dzieci? Czy brak reakcji ze strony innych jest wytłumaczalny? Dla mnie na pewno nie.
To nie jest zwykły horror. Taka groza może dziać się w nie jednym domu. Historia dziewczynek, jaka została opisana, doprowadzić może do szaleństwa każdego, tj. do takich emocji, że samemu chciałoby się postąpić wręcz okrutnie wobec oprawców, którzy jak widać do końca nie czują się winni.
Książkę przeczytałam jednym tchem. Im bardziej się zagłębiałam w lekturę, tym bardziej chciałam wiedzieć, czy pojawi się choć cień nadziei, że wszystko zakończy się dobrze. Na pewno jest to historia dla ludzi o mocnych nerwach i na długo jeszcze pozostanie w pamięci.
  więcej >>
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
29 kwietnia 2013
Myślałam, że po przeczytaniu tak wielu horrorów i thrillerów już nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Nawet nie wiecie, jak bardzo się myliłam…

Zanim sięgnęłam po „Dziewczynę z sąsiedztwa” przeszukałam internet w poszukiwaniu śmiałków, którzy wypowiedzieli się na temat tej historii. Wszyscy, jak jeden mąż, twierdzili, że nie jest to opowiadanie dla tzw. „wrażliwców”. Ostrzegali przed jej brutalnością i okrucieństwem. Ja jednak nie dowierzałam i musiałam się o tym przekonać na własnej skórze. Tym bardziej, że historia opisana w książce wydarzyła się naprawdę.

Ameryka, lata 50-te, małe, spokojne miasteczko. Wszyscy się tu znają i żyją jak w jednej wielkiej rodzinie. Nic więc dziwnego, że przyjazd 14 letniej Meg i jej młodszej siostry Susan wywołuje takie zamieszanie. Dziewczynki, po tragicznej śmierci rodziców, trafiają po opiekę Ruth – kobiety, która od tej pory ma być ich macochą. Dom, w którym mieszka (a raczej wegetuje) Pani Chandler razem ze swoimi trzema synami to miejsce spotkań okolicznych dzieciaków, które bardzo chętnie spędzają czas w towarzystwie wyluzowanej mamy chłopców. Dlatego też zapewne nie bez powodu głównym narratorem tej historii jest sąsiad Chandlerów, David. Wszystkie wydarzenia opisane są z perspektywy 12 letniego chłopca, który, tak jak pozostali dał się omamić i pozwolił się wciągnąć w chorą Grę kobiety. A Gra polega na tym, żeby zadać jak największy ból i upokorzenie drugiej osobie. Nie muszę chyba dodawać, że jako cel Ruth wybrała sobie swoje nowe podopieczne, a w szczególności Meg.

Nie będę owijać w bawełnę, książka jest przerażająca i ohydna. Wiele razy miałam ochotę cisnąć ją w kąt i zacząć wyrywać sobie włosy z głowy. Nie dowierzałam, że coś takiego mogło mieć kiedykolwiek miejsce, z coraz większym lękiem przewracałam kolejne strony. Kiedy byłam pewna, że autor osiągnął już apogeum okrucieństwa, oto w kolejnej scenie moja wyobraźnia zostaje poddana kolejnej próbie, a ja sama powstrzymuje torsje i czuję niesmak w ustach.

Gra zaczyna się od niewinnych przepychanek i obelg. Potem stopniowo Ruth wymyśla coraz bardziej okrutne kary, jak głodzenie czy policzkowanie Meg. W końcu wtrąca ją do piwnicy, gdzie zaczyna się prawdziwy koszmar dziewczyny. To, co jest najgorsze, to to, że wszystkim tym wydarzeniom przygląda się Davy wraz z grupką przyjaciół, biorąc udział w fanatycznej grze Ruth. Nie chcę szczegółowo opisywać tego, w jaki sposób kobieta i jej sąsiedzi znęcają się nad Meg, dlatego, że boje się przywoływać te obrazy po raz kolejny. Czytając te przerażające opisy tortur, miałam wrażenie, że oprawcy Meg chcą zaspokoić swoje zwierzęce rządze i fantazje, rodzące się w ich chorych umysłach. W jednym momencie kopią i biją dziewczynę, która w efekcie tortur traci przytomność, a po chwili siedzą skupieni wokół telewizora popijając colę. Najgorsza w tym wszystkim jest bezradność Davida, który tylko bezczynnie przygląda się poczynaniom kolegów i koleżanek, sam jednak nigdy nie odważy się dotknąć Meg. Człowiek chce krzyczeć: „Zrób coś, nie stój tak!!! Nie widzisz, że to, co się dzieje jest złe?!” Miałam ochotę płakać, krzyczeć i rozszarpać ich wszystkich na strzepy. Byłam jednak skazana na bezczynność Davida, który zrozumiał powagę całej tej sytuacji trochę za późno…

Mogłabym pisać o tej książce godzinami, przelewać na papier wszystkie moje złe emocje, pozwolić ulecieć całemu drzemiącemu we mnie napięciu. Jednak tego nie zrobię, gdyż chciałabym, aby wszyscy, którzy kiedykolwiek odważą się sięgnąć po tą książkę, sami ocenili jej destruktywny wpływ na ludzką psychikę.

P.S. Wstęp do książki, napisany przez Stephena Kinga, zostawcie sobie na koniec.  więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
29 kwietnia 2013
TEKST ZAWIERA LEKKIE SPOILERY
Wyobraźcie sobie świat, w którym grupa dzieciaków pod przewodnictwem dorosłej kobiety przez długi czas torturuje niewinną dziewczynę. W piwnicy ich własnego domu. W sąsiedztwie ślepych na zbrodnię, zajętych własnymi sprawami ludzi. Wyobraźcie sobie cierpienia tej dziewczyny – chłostanej, okaleczanej, dźganej, przypalanej i… obrzezanej. Zastanówcie się, jakie to uczucie brać kąpiel we wrzącej wodzie, pożywiać się zwierzęcymi odchodami, czy czuć na twarzy gorący mocz młodocianego oprawcy. Zapewne pomyślicie, że to scenariusz filmowy, jakiegoś zwichrowanego umysłu, zbyt nieprawdopodobny, aby w niego uwierzyć. Tyle, że to złagodzona wersja koszmaru, który w roku 1965 przeżyła Sylvia Likens. W rzeczywistości było jeszcze gorzej…
Wydana po raz pierwszy w 1989 roku kultowa już powieść Jacka Ketchuma dosłownie zatrzęsła posadami literackiego horroru. Przede wszystkim z powodu inspiracji prawdziwymi wydarzeniami, ale również przez wzgląd na uczynienie potworów z ludzi. „Dziewczyna z sąsiedztwa” przeraża realizmem i czy się to komuś podoba, czy nie czyni z Ketchuma twórcę powieści z gatunku horroru. Skoro przestaliśmy się bać istot z zaświatów pora, aby zaczęto nas straszyć najgorszymi potworami stąpającymi po ziemi – ludźmi. Na początku mamy błyskotliwy wstęp napisany przez samego Stephena Kinga, w którym mistrz grozy zachwala warsztat pisarski Ketchuma oraz pokrótce analizuje „Dziewczynę z sąsiedztwa”. Jednak niezaznajomionym z tą historią czytelnikom radzę zapoznać się z tym tekstem na końcu, gdyż King mocno spoileruje. W dalszej kolejności zostajemy skonfrontowani z dającym do myślenia pierwszym zdaniem lektury: „Wydaje ci się, że wiesz co to ból?” Muszę przyznać, że jak dotąd tylko jedne wstępne słowa bardziej mnie zachwyciły, a mowa tutaj oczywiście o „Nawiedzonym” Shirley Jackson. Sama powieść zaczyna się nadzwyczaj niewinnie. Mamy gorące lato roku 1958. Spokojna ulica w małym miasteczku, pełna dzieciaków, oddających się beztroskim, czasem odrobinę niebezpiecznym zabawom. Czytelnik mimowolnie daje się porwać pierwszoosobowej narracji dorosłego Davida, który za pomocą krótkich, nieskomplikowanych zdań opowiada o swoim dzieciństwie. Gdy do sąsiedniego domu wprowadza się czternastoletnia Meg, wraz ze swoją młodszą, kaleką siostrą Susan, wszystko ulega drastycznej zmianie. Chłopak z miejsca zaprzyjaźnia się ze starszą dziewczyną, aczkolwiek szybko odkrywa, że jej kuzynostwo (a jego przyjaciele) i ciesząca się sympatią u wszystkich dzieciaków z okolicy ciotka, nie traktują swoich nowych domowników zbyt dobrze. Kiedy tylko Ketchumowi udaje się zanurzyć czytelnika w ów sielankowy, leniwy nastrój magicznych lat dziecięcych postanawia zadać mocny cios, a potem kolejny i tak, aż do wstrząsającego zakończenia. W końcu to nie jest obyczajowa opowiastka o beztroskim dzieciństwie – to historia o ludzkim okrucieństwie, o odrażających czynach, do jakich zdolny jest człowiek. Wkrótce ciotka Meg i Susan, Ruth Chandler, zamknie tę pierwszą w zatęchłej piwnicy i z pomocą dzieciaków z sąsiedztwa przystąpi do powolnego, acz systematycznego odbierania jej ciała i duszy.
„W tych oczach była zimna, surowa pustka, w której brak miejsca na śmiech. Nie ma współczucia ani litości. Jest skrajna, depresyjna dzikość. Zupełnie jak oczy polującego zwierzęcia. Jak oczy węża.”
Ruth Chandler z pewnością jest jedną z najciekawszych postaci w książce. Idealna dorosła przyjaciółka dzieciaków z okolicy. Przeklina, opowiada o rzeczach, o których nie usłyszą od swoich rodziców, poi ich piwem, i co najważniejsze, nie traktuje ich z góry, jak to mają w zwyczaju czynić dorośli względem dzieci. Nic więc dziwnego, że wszystkie dzieciaki ją uwielbiają, że jest dla nich wzorem do naśladowania. Nie potrzeba wiele, żeby zmanipulować dziecko i Ruth doskonale o tym wie. Co więcej, zdaje sobie sprawę, że jego hierarchia wartości jest do tego stopnia nieukształtowana, że zrobi niemalże wszystko, o co poproszą go dorośli. Tym bardziej, jeśli w jego oczach jest to wielce ekscytujące. A co może być bardziej atrakcyjne dla dorastających chłopców od możliwości zrobienia z dziewczyną wszystkiego, co tylko sobie wymarzą. Poczucie władzy jest, jak narkotyk – szczególnie dla małolatów, którzy dotychczas tego nie zaznali, wychowanych w przeświadczeniu, że są całkowitą własnością swoich rodziców. Podobną manipulację Ruth wykorzystuje na początku na Meg, ale w tym przypadku jej główną bronią jest Susan. Aby wymusić posłuszeństwo u nastolatki Ruth grozi, że skrzywdzi jej siostrę, wszak doskonale zdaje sobie sprawę, jaką miłością ta ją darzy, wie, że zgodzi się na niewyobrażalne męki, aby tylko oszczędzić jej cierpień. Ilekroć Ruth w taki sposób szantażowała Meg przypominała mi się pełna bólu wypowiedź Johna Coffey’a z „Zielonej mili” Stephena Kinga: „Zabił je ich wzajemną miłością. To samo dzieje się każdego dnia. Na całym świecie.” Te słowa chyba najdobitniej charakteryzują Ruth – pokazują, do czego była zdolna, żeby zaspokoić swoje chore fantazje. A jeśli ktoś myśli, że tylko ona mogła w tak okrutny sposób manipulować bliźnim to niech lepiej rozejrzy się wokół. W końcu, jeśli spojrzeć na jej postać z trochę innej perspektywy można dojść do wniosku, że w istocie symbolizuje ona tzw. człowieczeństwo, że to ludzie i tylko ludzie są prawdziwymi potworami, które w sprzyjających okolicznościach są zdolne absolutnie do wszystkiego. Wiem, że brzmi to strasznie, że po przeczytaniu tego rodzaju książki można zwątpić w ludzką dobroć, ale nikt nie obiecywał, że Ketchum chce komuś zrobić przyjemność. Nie, jego pióro ma boleć – tego autora nie obchodzi wasza depresja, wasze bezsenne noce i kłębiące się w głowie nieprzyjemne przemyślenia egzystencjonalne. On tylko mówi, to co myśli, a że po skończonej lekturze czujecie się, jakby ktoś walną was w twarz to już wasz problem. Wracając do Ruth można z całą pewnością stwierdzić, że jest całkowicie negatywną postacią. Ketchum nawet nie próbuje w jakikolwiek sposób usprawiedliwić jej zachowania. Do jasnej cholery, to była kobieta, która bez skrupułów przez długi czas torturowała bezbronną dziewczynę! Która zniszczyła młode umysły – namówiła dzieci do niewyobrażalnej zbrodni i całkowicie świadomie stworzyła prawdziwe potwory! Nie wiem, co mogłoby ją usprawiedliwić, więc cieszę się, że Ketchum scharakteryzował ją w taki, a nie inny sposób.
„Pomyślałem, jak łatwo jest kogoś zranić. Nie musiał to być akt fizyczny. Wystarczy jedynie porządnie uderzyć w czuły punkt. Ja też mógłbym to zrobić, gdybym tylko chciał. Ludzie są bezbronni.”
Ketchum bardzo się stara oddać realia schyłku lat 50-tych. Czasy, w których w małych miasteczkach policja cieszyła się ogromnym zaufaniem wśród mieszkańców, a człowiek po wyjściu z domu nie zamykał drzwi w obawie przed włamaniem. Ale przede wszystkim czasy, w których nikt nie interweniował w prywatnych sprawach sąsiadów. Nikogo nie interesowało, co działo się w domach innych – każdy myślał tylko o sobie i tego samego oczekiwał od innych. Tak naprawdę to jedyne sensowne, acz jakże przerażające wytłumaczenie bierności sąsiadów Ruth w obliczu krzywdy Meg. A najsmutniejsze jest to, że w żadnym razie nie można obwinić ich o brak jakiejkolwiek reakcji w obliczu zniknięcia nastolatki – w końcu jedynie dostosowywali się oni do panujących wówczas zwyczajów. David również. Co wcale nie zmienia faktu, że podczas lektury nienawidzimy ich wszystkich.
Być może świadomie, być może nie (znając błyskotliwość Ketchuma obstawiam ten pierwszy wariant) autor wykreował tak wielowymiarowego głównego bohatera, że nie sposób jednoznacznie zaszufladkować go w kategoriach „zła” lub „dobra”. David doskonale zdaje sobie sprawę, że to, co jego znajomi robią Meg jest złe (jako jedyny z całej gromadki młodocianych oprawców), a mimo to milczy. Niemo przygląda się torturom na niewinnej dziewczynie, często cierpi razem z nią, ale i tak nie robi nic, żeby przerwać ten niewyobrażalny koszmar. Przez długi czas po prostu się przygląda i na swój dziecięcy sposób przyjmuje to za usprawiedliwienie (w końcu on nie robi żadnej krzywdy Meg, on tylko patrzy i wyobraża sobie, że ogląda film). Ale są też chwile, kiedy podoba mu się to, co widzi – ogarnia go podniecenie na widok nagiej Meg i przepełnia go poczucie władzy, jaką ma nad nią. Z tego powodu czytelnik nienawidzi Davida – denerwuje go jego bierność w obliczu ludzkiego okrucieństwa oraz fakt, że potrafi czerpać z niego przyjemność, ale równocześnie mu współczuje, bo do pewnego stopnia jest w stanie go zrozumieć – chłopak jest w istocie przerażony, boi się zdradzić przyjaciół i zaryzykować własnym bezpieczeństwem. A jak wiadomo dziecięcy strach, aż nazbyt często jest wyolbrzymiony do tego stopnia, że wręcz paraliżuje. „Powtarzam sobie, że byliśmy dziećmi, kiedy to wszystko się wydarzyło. Tylko dziećmi, na litość boską! […] Nie byliśmy w pełni ukształtowani.” I właśnie do tego to wszystko się sprowadza. Nie jesteśmy w stanie całkowicie potępić Davida nie tylko dlatego, że jako jedyny z całej gromadki zwyrodnialców posiada tzw. kręgosłup moralny, ale również z tego powodu, że tak czy inaczej był tylko dzieckiem – dzieckiem wychowanym w czasach znieczulicy społecznej, gdzie za szczyt nieprzyzwoitości uważano wtrącanie się w cudze sprawy; dzieckiem wychowanym w przeświadczeniu, że dorośli wiedzą najlepiej. Wiedział, że to, czego jest świadkiem w piwnicy Chandlerów jest złe, ale równocześnie był wewnętrznie blokowany przez zwyczaje społeczne, jakie wpajano mu przez całe życie. „Między młotem a kowadłem” – to przysłowie chyba najlepiej oddaje impas, w jakim David się znalazł.
Zastanawiam się, czy kiedyś nadejdzie taki moment, że przeczytam „Dziewczynę z sąsiedztwa” całkowicie beznamiętnie, wszak dotychczas, po kilkukrotnym przebrnięciu przez tę paraliżująca lekturę, nadal przeżywam ją całą sobą. Jack Ketchum napisał coś, o czym nigdy nie zapomnę i jestem przekonana, że każdy, kto posiada choć odrobinę empatii również nie zdoła przejść obok tej powieści obojętnie. Perełka literackiego horroru – nic dodać, nic ująć.  więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie
9 września 2013
Szczerze polecam!. Książka przerażająca, budząca skrajne emocje, pozostaje w pamięci na długi czas. Byłam zachwycona - wciągnęła mnie bez reszty. Realistyczne opisy sytuacji i osób, naprawdę sensowna fabuła...   więcej >> Zobacz wszystkie moje recenzje
Czy ta recenzja była przydatna?
Skomentuj | Zgłoś nadużycie

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy. więcej »

Oceniasz: Dziewczyna z sąsiedztwa
Koszyk|Zobacz zawartość