Zapraszamy do zapoznania się z naszym marcowym Informatorem Sieci Księgarskiej Matras. Pobierz… czytaj dalej »
Data: 15 Styczeń 2010 | Komentarze |
Pokarmu i treści!
„Dziennik zarazy” Michaela D. O’Briena to powieść o wolności, wewnętrznym nakazie życia dobrego, o życiu z wyborem, odpowiedzialności za dokonany wybór i ciężar, który dźwiga się, żeby żyć zgodnie ze swoimi wartościami. Działanie pod prąd ideom powszechnym kosztuje – daje do zrozumienia.
Nathaniel jest wydawcą gazety w kanadyjskim miasteczku i nie ukrywa swego braku sympatii dla wielu decyzji państwa. Polityka kraju wyzwala w nim zasadnicze i szczere wypowiedzi na łamach gazety, czym zjednuje sobie czytelników, ale głównie przybywa mu nieprzyjaznych odbiorców. Bohater, stojący na straży tradycyjnych wartości, chce chronić swe dzieci oraz innych przed wszechogarniająca poprawnością polityczną, liberalizmem, laicyzacją świata, jednorodnością poglądów. Nathaniel wyznaje otwarcie chrześcijański pogląd na życie, chce żyć w zgodzie z nim, jednocześnie bierze udział w sporach z ojcemateistą, co pozwala zaprezentować sylwetki bohaterów dwóch różnych postaw, ścierające się wizerunki i różne rozumienie świata. Dziennikarz ciężej znosi rzeczywistość czując, a może raczej przeczuwając kierunek, w jakim zmierza rozwój człowieka XXI wieku.
Samotny ojciec dwójki dzieci darzy je wielką miłością.Do tego stopnia jest zaangażowany w rozwój swoich pociech, że ingeruje w program szkoły, interpretując udaje się do nauczycielki, dyrektorki i próbuje moralizować: – A pani tylko realizuje program kształcenia, który modeluje jednostkę na podobieństwo określonego, wymaganego modelu człowieczego w danym państwie.
Można odnieść wrażenie, że O’Brien pojmuje miłość do dziecka w kategoriach ostatecznych. Ostatnio został wydany esej Patricka Sűskinda. „O miłości i śmierci”, gdzie czytamy o uczuciach pojmowanych w kategoriach terminologii religijnej. Autor „Kontrabasisty”, odwołując się do starożytności, do mitologicznych postaci, a także do filozofii literatury epoki romantyzmu przedstawił przypadki Wertera Goethego, bezmyślnie popełniającego samobójstwo, żeby tylko udowodnić, iż ktoś był gotów poświęcić swe życie dla niego. P. Sűskind w eseju „O miłości i śmierci” skłania do myślenia o erotycznej tęsknocie za śmiercią, przypadkach kolektywnego autyzmu – para jest ślepo w siebie zapatrzona, papużki nierozłączki wpatrują się maślanymi oczami i żywią się powietrzem. Ponadto uświadamia, że romantyzm to epoka bardzo ważna w rozwoju humanistyki, że o kompletności człowieka decyduje jego miłość do życia, może i wariacka, ale do życia.
Powieść „Dziennik zarazy” ujawnia w bardzo dobry sposób mechanizmy niszczenia człowieka. Polowanie nań kończy się zwycięsko – zwierzę zostało upolowane. Ludzie w swej zbiorowości, w gromadzie zniszczą tego, który jawi im się jako pojedynczy. Oskarżą, powiedzą, że dzieci były krzywdzone, wykorzystywane seksualnie, bite, poniżane i w niepamięć pójdzie 11 przykazanie Józefa Hena: „Nie poniżaj i nie upokarzaj bliźniego swojego słowem ani uczynkiem”.
Człowiek wrażliwy, walczący ze światem, stający się Ikarem, który chce latać – przepoczwarzy się w konsekwencji w skorupę, wycieńczoną powłokę niewierzącą już w nic i nikogo. Bycie Prometeuszem jest samoskazaniem na paranoję – jakże to nieopłacalne!
Bohater O’Briena przypomina mi świat kafkowskiego Józefa K. skazanego na porażkę w zbiurokratyzowanym świecie, gdzie jednostka jest pyłkiem, który się zdmuchuje z powierzchni ziemi – ot, zabili jak psa. Świat przedstawiony w tej powieści to świat zachwianej równowagi, gdzie nie wiadomo co jest liberalizmem, a co jeszcze działaniem zdrowego rozsądku i gdzie przebiega granica prywatności, osobności istoty ludzkiej kształtowanej nolens volens przez system.
Autor „Domu Sophii” stawia naiwne pytania w obronie istoty ludzkiej, jej niewinności, jej autonomiczności, jej dobro stają się śmieszne na arenie obojętnego, okrutnego państwa prawa, które miażdży wychylającą się jednostkę trawioną wątpliwościami, rozterkami. Ofiara staje się męczennikiem w imię głośno wyrażanych idei. Czy dziś człowiek wygląda na wolnego?
Magdalena Gruda