Koszyk 0
Opis:
Genialne poczucie humoru w świecie science fiction! Rok 1916, front zachodni. Szeregowy Percy Blakeney budzi się, leżąc w świeżej, bujnej trawie. Słyszy głosy ptaków i szum wiatru wśród drzew. Co się stało z błotem, krwią i pooranym pociskami krajobrazem ziemi niczyjej? A skoro już o tym mowa, co się stało z Percym? Rok 2015, Madison, stan Wisconsin, USA. Policjantka Jessica Jansson bada spalony dom unikającego ludzi naukowca, który zaginął bez śladu. Przeszukując pogorzelisko ... znajduje niezwykły przedmiot: pudełko mieszczące w sobie kilka prostych obwodów, trójpozycyjny przełącznik oraz... ziemniak. To prototyp wynalazku, który na zawsze zmieni sposób, w jaki ludzkość widzi świat. „Długa Ziemia” to pierwsza powieść powstała w wyniku współpracy twórcy Świata Dysku Terry'ego Pratchetta ze znanym autorem science fiction Stephenem Baxterem. Opowieść przenosi czytelników na krańce Ziemi i o wiele dalej. Wystarczy jeden krok... Literacki mariaż tych dwóch autorów to najlepsze, co mogło się zdarzyć ich fanom. „Guardian” Idea światów równoległych to jeden z najbardziej nośnych tematów, z jakimi mierzy się od lat literatura science fiction. Ale jeszcze nigdy nie pisano o tym z takim entuzjazmem, jak w nowej powieści dwóch gigantów brytyjskiej fikcji. To prawdziwy triumf wyobraźni! „Independent” Literacka alchemia! Pod piórem Pratchetta i Baxtera możliwości są prawie nieograniczone. To historia, w której rodzą się genialne pomysły. Ekscytacja autorów, kiedy bawią się wielością rozwiązań, jest wyraźnie wyczuwalna i zaraźliwa! Fabuła „Długiej Ziemi” jest tak porywająca, że zbrodnią byłoby się w nią nie zapaść po uszy! „SFX” Połączenie Pratchetta z Baxterem to znakomity pomysł. Nie ma to jak genialne poczucie humoru w świecie science fiction. „Sunday Times” Terry Pratchett (ur. 1948) jako autor opowiadań zadebiutował w wieku 13 lat, w 1971 r. wydana została jego pierwsza powieść „Dywan”, a potem kolejne: „Ciemna strona słońca” (1976) i „Strata” (1981). W 1983 r. ukazała się pierwsza część cyklu Świat Dysku – „Kolor magii”. W 1998 r. Pratchett został uhonorowany przez królową Elżbietę II Orderem Imperium Brytyjskiego za zasługi dla literatury. Stephen Baxter (ur. 1957) jest jednym z najpopularniejszych brytyjskich autorów science fiction, laureatem licznych prestiżowych nagród, współautorem „Odysei czasu”. Mieszka w Northumberland. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Terry Pratchett, Stephen Baxter
  • 2013
  • 360
  • 202
  • 142
  • 978-83-7839-409-9
  • 9788378394099
  • ZATFV

Recenzje czytelników

Ziemia zero

Ocena:
Autor:
Data:
Jak można było przewidzieć, „Długa ziemia” nie musiała kusić mnie zbyt długo, abym ją przeczytała. Wystarczyło mi nazwisko Pratchetta na okładce i bardzo zachęcający opis. Chociaż udało mi się zapoznać dopiero z kilkoma powieściami wcześniej wspomnianego autora, a Stephena Baxtera znałam z kilku tytułów, które mignęły mi przed oczami, nie mogłam pozwolić sobie na obojętnie przejście obok tego tytułu. Dlaczego?

Powieści pisane przez więcej niż jednego autora ogromnie mnie fascynują ... nawet jeśli danych pisarzy nie znam. Czytałam gdzieś kiedyś, że aby zaprosić innego pisarza do tego samego projektu, trzeba mieć do niego ogromne zaufanie. Pozwolić drugiej osobie w kreowaniu fabuły, tworzeniu bohaterów, podejmowaniu decyzji dotyczących trwającej akcji. Oczywiście może być to też kwestia dobrego zgrania i zabawy. Jednak, niezależnie od przypadku, najważniejszy jest wynik końcowy. Jak wiele w „Długiej ziemi” jest Pratchetta, a ile samego Baxtera? Na to pytanie niestety nie jestem Wam w stanie odpowiedzieć. Za to mogę napisać, jak - jako czytelnik - odebrałam tę książkę.

Muszę przyznać, że powieść została stworzona z ogromnym rozmachem. Jestem osobą, która nienawidzi i gardzi audiobookami, ponieważ odsłuchiwanie książki upośledza moją wyobraźnię i mnie dekoncentruje czyli - tak naprawdę - usuwa dwa czynniki, które najbardziej cenię sobie w czytaniu. Tak więc, jestem bardzo zadowolona, że los, który od czasu do czasu lubi się ze mnie pośmiać, nie zesłał na mnie wersji audiobookowej „Długiej ziemi”, wiem, że po dziesięciu minutach bym spasowała, niezależnie od lektora. Podczas czytania mimowolnie wyobrażałam sobie różne wydarzenia, sceny, akcję – taka historia aż się prosi o ekranizację! Napisana jest w plastyczny i rzeczowy sposób, wzbudza zaciekawienie nie tylko treścią, ale także samymi możliwościami, które stawia przed czytelnikiem. Nie ma mowy, żeby tę historię odsłuchać, ją po prostu trzeba przeczytać!

„Długa Ziemia” jest bowiem opowieścią o światach równoległych. Nie jestem pewna czy dałabym radę oprzeć się poznania takiej Blair 2.0, która odwrotnie niż ja, za każdym razem, gdy stawała przed trudnym wyborem poczytania książki, albo nauczenia się czegoś pożytecznego, wybierała bramkę numer dwa. Niewątpliwie miałabym do czynienia z geniuszem. Taka właśnie jest idea powstawania światów równoległych – za każdym razem, gdy stajesz przed możliwością wyboru, tworzysz jeden z nich. W głównej mierze książka opowiada o Joshule Valiente – człowieku, który miłuje się w Ciszy. Pierwszym kroczącym bez paniki. Mężczyźnie, stojącym naprzeciw wyzwaniu. Nasz główny bohater dostaje bowiem możliwość przemierzenia długiej ziemi, aż po jej krańce. Odkrycia rzeczy, które jeszcze nie śniły się żadnym osiedleńcom. Poznania nowych możliwości.

Lecz nie tylko.

Jest to także opowieść o poszukiwaniu samych siebie, w „Długiej ziemi” autorzy staną przed trudnym zadaniem odpowiedzenia na pytanie czym tak naprawdę jest człowieczeństwo i czy można je nabyć. Ukażą także nagą prawdę o ludzkiej egzystencji, zachowaniach zwykłego człowieka, jego dążeniach, marzeniach i pierwotnych ambicjach. Na sam koniec - tak na deser - zaszokują, wzbudzą zaciekawienie, które nie śniło się czytelnikowi na początku tej wyprawy, oraz parokrotnie spotęgują ilość niekończących się pytań.

Autorzy książki bardziej skupiają się na przedstawieniu świata w przyszłości, gdy ludzie zaczęli już przekraczać. Rzeczą która najbardziej mnie urzekła i zachwyciła, to fakt, że za każdym razem, gdy tylko na myśl przychodziło mi jakiekolwiek pytanie związane ze światem przedstawionym, po kilku stronach otrzymywałam wyczerpującą, logiczną i ciekawą odpowiedź. Mało tego! Niejednokrotnie zdarzyło się tak, że już, już!, zaczęłam formułować w głowie zrodzoną - jakąś książkową sytuacją - zagwozdkę, lecz zanim zdążyłam to zrobić – miałam gotowe wyjaśnienie! „Długa Ziemia” najbardziej też oczarowuje na poziomie świata przedstawionego, który nie jest ani schematyczny, ani prosty, chociaż na początku może się taki wydawać. Jednakowoż ze strony na stronę przybywa pytań i refleksji. Pisarze, pisząc o możliwościach światów równoległych i mnożących się z tego tytułu problemach, bardzo często w dość humorystyczny i ironiczny sposób przedstawiali naturę ludzką, opisując dosyć przewidywalne sposoby zachowania się zwykłego człowieka.

Chociaż ze strony na stronę przybywa obietnic bardziej dynamicznej akcji, to aż do końcowych wydarzeń płynie ona raczej stałym i niezmiennym rytmem, co nie raz sprawiało, że odkładałam powieść na miejsce i wracałam do niej dopiero po dłuższym czasie (warto wspomnieć, że u mnie "dłuższy czas" = 1 - 2 dni max).

„Długa ziemia” tak naprawdę czerpie ze schematu, przekształca go, odświeża i proponuje czytelnikowi wyśmienitą i pamiętną przygodę. Zabrzmi to pewnie dziwnie i banalnie, ale, kurteczka!, nie mogę się doczekać kontynuacji! Mam nadzieję, że Pratchett i Baxter będą jeszcze razem współpracować, bo to co jest efektem ich pracy szokuje, zadziwia, a jednocześnie też zachęca do zapoznania się z twórczością obu autorów – chociażby tylko po to, aby dowiedzieć się jak wiele w „Długiej ziemi” jest Pratchetta, a ile samego Baxtera.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Odejście od klasycznego schematu space opery

Ocena:
Autor:
Data:
Teoria istnienia światów równoległych (potocznie mówiąc: wymiarów) została stworzona jeszcze przez Alberta Einsteina kilkadziesiąt lat temu. Od tamtej pory doczekała się bardzo szerokiego zastosowania w literaturze czy kinematografii („Dziewiąte wrota” dla przykładu). Najnowsza powieść Terry'ego Pratchetta stworzona wespół z innym brytyjskim autorem, Stephenem Baxterem, obraca się właśnie w tym temacie. Czyniąc to w mocno nietuzinkowy sposób ...

Poznawanie alternatywnych wersji wszechświata umożliwia niewielkie, proste urządzenie zwane krokerem – schemat budowy został umieszczony w sieci (nikt już nie pamięta, przez kogo), a spora część dzieciaków ochoczo wzięła się za projektowanie tych niezbyt trudnych do wykonania mechanizmów, których źródłem zasilania jest... ziemniak. Tak, ziemniak właśnie – nie żadne ogniwa termojądrowe, nie reaktory fuzyjne, nie promieniowanie kosmiczne. Najzwyklejsze w świecie warzywo dostarcza energii wystarczającej, by móc przekraczać granice między światami.

Idea „Długiej Ziemi” jest bardzo prosta, ale nie uboga: poszczególne wszechświaty funkcjonują obok siebie, a jeśli chcemy dostać się np. do Ziemi 10, musimy wpierw przejść przez dziewięć planet mieszczących się między Ziemią 10, a Ziemią Podstawową (czyli naszym wszechświatem). W wiadomy sposób różnią się one od siebie – w każdym wymiarze naszą planetę spotykały zupełnie odmienne czynniki, czy to atmosferyczne, czy geologiczne. Wielkie oceany przykrywające cały glob, czy też brak ukształtowanego pasma Himalajów – to tylko dwie pierwsze z brzegu wariacje w powieści.

Coś, co na pewno rzuca się w oczy podczas lektury, to swego rodzaju bezcelowość fabuły – w „Długiej Ziemi” nie istnieje wyraźny początek i koniec Cała podróż Joshuy (wraz z jednostką dość humorystycznej sztucznej inteligencji), chłopaka mogącego poruszać się między wymiarami bez ograniczeń (inni ludzie przy każdym „skoku” dostają ataku nudności) ma na celu nie tyle doprowadzenie do sceny finałowej, co po prostu eksplorację multiwersum – wszystkie alternatywne wizje naszej planety i – być może – odkrycie początku i końca tego łańcucha. Oprócz tego jednak cała historia to raczej odpowiedź obu „podróżników” na to, co zastają w kolejnych wymiarach, bez określonego celu nadrzędnego.

Wspomniana wyżej cecha „Długiej Ziemi” od razu przywodzi na myśl gatunek space opery – i nie będzie to skojarzenie przypadkowe. Jeśliby patrzeć na całą powieść z boku, to Pratchett i Baxter kpią sobie ze zjawiska kolonizacji odległych planet, tak często opisywanego w powieściach science fiction, i tworzą własną wersję tego procesu, poruszając się jednak... do tyłu, nie zaś do przodu. Odkrycie równoległych światów jest równoznaczne z zakładaniem na nich nie tyle kolonii, co małych społeczności, w sporej mierze muszących radzić sobie we własnym zakresie (między wymiarami można przenosić praktycznie wszystko oprócz żelaza, co bardzo komplikuje pewne procesy). Całość nazwać można swego rodzaju interesującym przeciwstawieniem się pewnemu nurtowi w naszym społeczeństwie, pokazaniu, że sięgnięcie gwiazd nie jest szczytem naszych możliwości. I jeśli o to chodziło autorom, udało im się to w wyśmienity sposób.

Cała powieść została najeżona potężną dawką odniesień do klasyki science fiction – od „Kontaktu” Carla Sagana (czy też „Wędrowca” Fritza Leibera) po „Odyseję Kosmiczną” Arthura C. Clarke'a. Nawiązania do pierwszych dwóch powieści są raczej niewielkie (ukazane lepiej pod koniec wielkiej podróży przez multiwersum), zaś z powieści kolejnego brytyjskiego autora wzięto motyw sztucznej inteligencji właśnie. Która to, podobnie jak sama już idea podróży między światami, nie zaś pomiędzy planetami, została przez Pratchetta i Baxtera zabawnie wypaczona. Lobsang (tak zwie się SI) to „niezbyt poważna” wersja HAL-a, z własnym systemem filozoficznym (wzorowanym na... buddyzmie). Zaś komunikacja między Joshuą a SI niekiedy przebiegać będzie w tak absurdalny sposób, że ciężko nie wybuchnąć śmiechem. Autorzy ukazują tutaj jeden z największych problemów stojących obecnie na drodze w rozwoju SI – brak możliwości implementacji rozbudowanego systemu decyzyjnego, który byłby warunkowany dynamicznie i zależnie od sytuacji.

Mniej oczywiste nawiązania pojawiają się już w kwestii następstw powstałych w wyniku odkrycia metody podróżowania między światami. Te najprościej można zrównać do „Wiecznej wojny” Joe Haldemana – o ile jednak u amerykańskiego autora diametralne zmiany w społeczeństwie zachodziły w czasie, gdy żołnierze poddawani byli efektowi relatywistycznemu, o tyle w recenzowanej pozycji interwał czasowy jest dużo mniejszy, i tym samym mniejsza jest ingerencja wynalazku w sposób funkcjonowania naszego społeczeństwa. W „Długiej Ziemi” objawia się to tylko tym, że dość poważnie nadszarpnięta została kwestia bezpieczeństwa (potencjalny terrorysta może przenieść się świat obok, przejść w odpowiednie miejsce i wrócić, np. w samym środku elektrowni jądrowej). Hippisi dwudziestego pierwszego wieku to też problem w innej materii – ci, którzy nie mają wiele do stracenia na Ziemi Podstawowej, wybierają się w wędrówkę po multiwersum. Opuszczają miejsca pracy i nie płacą podatków, do tego dochodzi zaś kwestia przestrzegania prawa: czy amerykański przedstawiciel prawa może aresztować przestępcę na terytorium Stanów Zjednoczonych kilka światów dalej?

Oprócz kwestii typowo socjologicznych autorzy wpletli w powieść także inne wątki, związane już bezpośrednio z dawnymi wierzeniami i mitologiami. Tych nie ma akurat w książce za wiele, niemniej pojawia się tam kilka wyraźnych sugestii, że wszelkie kulty dziwnych, niezrozumiałych bytów i tajemnicze zjawiska mogły być wynikiem istnienia światów równoległych właśnie, które „przepuszczały” na naszą planetę ewolucyjnie zupełnie inne od nas istoty. Szkoda, że temu elementowi poświęcono bardzo mało miejsca, bo jego rozwinięcie mogłoby dać całkiem ciekawy efekt i zbiór mocno fantastycznych hipotez.

„Długa Ziemia” to dość niejednoznaczna powieść – masa elementów science fiction przeplata się tutaj z elementami charakterystycznymi dla space opery, które zostały jednak wywrócone na nice i pokierowane w kierunku zupełnie innym, niż zaobserwować można to w powieściach należących do tego ostatniego gatunku. Różnorodność wizji wszystkich Ziemi także intryguje i pokazuje, jak ogromne znaczenie może mieć niepozorne wydarzenie na przestrzeni miliardów lat kształtujących nasz glob – wystarczy chociażby niewielkie odchylenie w kierunkach naciskania na siebie płyt tektonicznych, by całkowicie zmienić mapę geofizyczną globu. Bogate wykorzystanie wątków wziętych z klasyków literatury fantastycznonaukowej także zdecydowanie urozmaica lekturę, i to w dwojaki sposób. Czytelnicy niezaznajomieni z wymienionymi wcześniej powieściami potraktują je jako sprawnie wkomponowane elementy całości, inni zaś będą mieli doskonałą zabawę w odkrywaniu i przypisywaniu danych motywów odpowiednim tytułom i autorom. A tych zdecydowanie nie zabraknie. Jeśli dodać do tego dość dużą ilość Pratchettowskiego niewymuszonego, inteligentnego humoru, to otrzymamy właśnie „Długą Ziemię” – powieść science fiction, która nie powinna odstraszać nawet zagorzałych przeciwników tego gatunku.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.