Koszyk 0

„Czytelnicy na całym świecie chcą tylko dobrej opowieści” - rozmowa z Katarzyną Bondą

Znana z „Pochłaniacza” i „Okularnika” profilerka Sasza Załuska tym razem zawita do Łodzi. A tam – szalony piroman, ładunki wybuchowe i wiele innych atrakcji… W przeddzień premiery „Lampionów” rozmawiamy z Katarzyną Bondą m.in. o pracy nad literacką tetralogią i szansach polskiego kryminału na międzynarodowy sukces.

W ujęciu „klasycznym” bohaterem kryminału był zawsze detektyw, czasami policjant… Pani jednak wprowadziła na karty swoich książek zupełnie inny typ postaci – przez tajemnice mrocznych zbrodni prowadzi czytelnika psycholog policyjny, profiler (lub, jak w przypadku Saszy Załuskiej, profilerka). Dlaczego skupia się Pani w swoich książkach właśnie na pracy profilerów? Czy można powiedzieć, że to znak czasów, że wpłynęły na to pewne przesunięcia w śledczej rzeczywistości, a literatura – jak to często bywa – jest tylko zwierciadłem, w której ta rzeczywistość się odbija?

Dla mnie intryga kryminalna to wyłącznie sztuczka dramaturgiczna, rodzaj ramy dla obrazu, a może nawet tylko czysty blejtram. Podobnie jak główny bohater–detektyw jest rodzajem subiektywnego narratora opowieści głównej, która zawsze jest o czymś ważnym. Florystka to opowieść o skutkach nieprzeżytej żałoby, Sprawa Niny Frank o pysze, Tylko martwi nie kłamią o fałszu i obłudzie. Polskie morderczynie to traktat o buncie ofiar, a Zbrodnia niedoskonała o poszukiwaniu prawdy. Wybrałam psychologa śledczego, który na miejscu zdarzenia zbiera zupełnie inne dowody niż detektyw. Posiłkuje się oczywiście śladami zabezpieczonymi przez techników i śledczych, ale oprócz tego gromadzi własne dane. Najważniejsze z nich to ślady behawioralne, czyli ślady zachowania. Dzięki analizie tych informacji stawia hipotezy nie tylko „kto” zabił, ale przede wszystkim „jak” i „dlaczego”. Kobiety są znacznie lepszymi profilerkami, ale zdarzają się o wiele rzadziej i trudniej utrzymać się im w tej pracy, gdyż jest mocno obciążająca psychicznie.

Wierzę, że dobra powieść kryminalna to współczesna baśń dla dorosłych. Jest w niej pewna umowność, zaś przez swoją potoczystość, gatunek, który zawsze kończy się happy endem (sprawca zawsze zostaje złapany, zły – ukarany, a dobry dostaje nagrodę) ma szansę na pokazanie nawet niewyrobionemu czytelnikowi rzeczy ważne lub trudne, o których nie chciałby słuchać „na poważnie”, na wykładzie. Kryminał jest przecież doskonałą metodą na pokazanie ludzkich słabości, pragnień i marzeń. Jest w nim też miejsce na morał, który czytelnik winien sam sobie z niej wycisnąć. Trzeba mu tylko na to pozwolić. Czym jest „Edyp”, „Makbet”, „Zbrodnia i kara”, „Balladyna”, „Hamlet”? To tak naprawdę kryminały. Nie jest jednak w nich ważne kto zabił, lecz jak i dlaczego do tego doszło. I to także mnie interesuje w tym gatunku. Arystoteles ładnie to definiuje w „Poetyce” i wszystkie te zasady są wciąż aktualne we współczesnym dramacie, jakim jest dziś również powieść kryminalna. Poza tym trzeba wziąć pod uwagę, co dzieje się z dzisiejszym czytelnikiem, jak ogarnęła nas kultura obrazkowa, jak bardzo jesteśmy w pędzie. Nie mamy czasu na słuchanie ciężkostrawnych traktatów, ale powieść kryminalną wchłoniemy także na leżaku, w kolejce do dentysty, czy w tramwaju. Sądzę, że tak – dobra powieść kryminalna może być zarówno rozrywką, jak zawierać elementy rozprawy filozoficznej czy studium psychologicznego (byle były dobrze ukryte między wierszami i napięcie nie spadało).

Wielu pisarzy, który w swoich utworach podejmują trudne, często traumatyczne tematy, mówi o zmęczeniu i dużym psychicznym obciążeniu podczas pracy nad książką. Jak jest w Pani przypadku? Czy faktycznie taką powieść długo się przeżywa i „odchorowuje”? A może daje się w jakiś sposób oddzielić pisanie od emocji?

Pisarz nie pisze, pisarz myśli. Każdy dziś jest w stanie napisać książkę, ale choć każdy może wydać, to nie wszystko co wychodzi drukiem zasługuje na szlachetnie miano „książka”. Większość autorów zapisuje to, co przyjdzie mu akurat do głowy i nie dba o proces najważniejszy, kiedy książka ma czas urodzić się w głowie (lub trzewiach, jeśli ktoś woli) pisarza. A ten proces to inkubacja. Kiedy na zewnątrz nie widać pisarza, tylko lenia (bo leży, siedzi, snuje się po domu i rozmyśla) lub ciekawskiego wampira, raroga, złodzieja (bo wypytuje, docieka, obserwuje, wsadza nos w nie swoje sprawy, jeśli temat go zaintryguje). Sam zapis to nagroda. Inkubacja jest stokroć ważniejsza, ale w dzisiejszych czasach niewielu pisarzy dba o ten etap, co skutkuje publikacją setek płaskich książek, które nie zawierają w sobie żadnej głębi i czytelnik owszem czyta je w godzinę, ale też zapomina zaraz po zamknięciu okładek po odczytaniu słówka „koniec”.

Czasami historia wybiera człowieka, który ma ją opowiedzieć. Staram się, by ta zasada obowiązywała przy każdej mojej powieści. Tym sposobem prosta powieść kryminalna zostaje obudowana arcypoważnym wątkiem: historycznym, społecznym, psychologicznym. Daje to czytelnikowi pewność, że opowiadana przeze mnie historia będzie doniosła, że warto spędzić ze mną kilka dni i nocy, zanurzając się w lekturze. Ale to mnie bardzo dużo kosztuje. Psychicznie, fizycznie i życiowo. Pisarz, jak każdy zawodowiec, musi dbać o to, by być coraz lepszym, by opowiadać coraz ciekawej, doskonalej, a także o to, by się „nie wypalić”. Naturalnym jest, że każdy z pisarzy wypracowuje własny styl, swoje rytuały, które pozwalają mu przetrwać w tej dżungli, jaką jest praca nad każdą nową powieścią. Tym samym jest duże ryzyko skostnienia i „pisania wciąż tej samej książki” - wszak pisarz transponuje dane przez siebie. Dlatego staram się zachowywać higienę psychiczną, dbać o swoją wrażliwość i siłę walki z żywiołem powieści, ale jakie są moje sposoby - nie zdradzę. To moja tajemnica. Każdy powinien mieć swoje sekrety.

Ciekawi mnie, jak wygląda praca nad serią o Saszy Załuskiej. Od początku definiuje się ją jako tetralogię – czy to oznacza, że już od dawna ma Pani w głowie tę historię, wie Pani dokładnie, co spotka Saszę w kolejnych tomach? Czy raczej opowieść rodzi się na bieżąco? I czy rzeczywiście skończy się na czterech tomach?

Do wydawcy złożyłam kompletny konspekt serii i od początku wiedziałam, jak się skończy całość, a nie tylko pierwsza część. Jestem zawodowcem, rzemieślnikiem i zaplanowałam opowieść, tyle że rozłożoną na cztery tomy. Cztery żywioły Saszy Załuskiej składają się z czterech odrębnych opowieści, które spaja postać Saszy, ponieważ tak naprawdę to opowieść o niej. Każdemu z tomów patronuje inny żywioł: POWIETRZE, ZIEMIA, OGIEŃ i WODA. W każdym bohaterka rozwiązuje inną zagadkę kryminalną, korzystając z innej metody kryminalistyki. Tom pierwszy cyklu, któremu patronuje żywioł powietrza – wprowadza czytelnika w tajemnice osmologii – nauki o zapachach, drugi to antroposkopia, trzeci ekspertyzy pożarnicze i robotyka, czwarty – powiem za rok, kiedy będę pracowała nad ostatnim tomem Czerwonym Pająkiem. Jednocześnie czytelnik stopniowo odkrywa tajemnicę Saszy, której przeszłość będzie głównym tematem ostatniego tomu serii. Wszystkie cztery części stanowią całość, nie dlatego, że łączy je kompozycja Iching (żywioły), ale tak naprawdę to tetralogia o drodze bohaterki do jasności. Jak widać używam ram powieści kryminalnej do opowiadania historii ludzkich, bo wyłącznie to mnie interesuje.

Chciałam, by polski czytelnik dostał merytorycznie zbudowaną, profesjonalną serię, taką, jakie pojawiają się na rynku zagranicznym. Dopracowaną w każdym detalu, nie dlatego, że to powieść z wątkiem kryminalnym (oczywiście intryga jest misternie dopracowana - to pisarskie abecadło, jeśli chodzi o ten gatunek), ale byśmy trzymali kciuki za bohaterkę, za Saszę. To dla jej postaci napisałam Pochłaniacza i kolejne części. Bo zanim zabrałam się za robotę, najpierw wszystko wymyśliłam i choć Czytelnicy na razie znają tylko POWIETRZE i ZIEMIĘ, ja od początku znam całość, bo tak traktuję ten cykl. Kiedy składałam konspekt do wydawcy i kontraktowałam serię było to novum w myśleniu o pisaniu na polskim rynku. Zwykle autorzy tworzą bohaterów stopniowo i nie poświęcają aż tyle uwagi na planowanie opowieści. Ja pracuję nad moimi książkami jak projektant, inwestuję dużo czasu w obmyślenie fabuły przed zapisem, lubię tak pracować. Sam tekst właściwy, praca nad nim, jest wisienką na torcie – przyjemnością. Może to wynik moich studiów: dziennikarstwa i scenariopisarstwa, gdzie uczy się ludzi rozkładania opowieści na czynniki pierwsze i inspiracja jest na ostatnim miejscu, jeśli chodzi o warsztat? Może mam taką osobowość? Nie wiem. Nie potrafię myśleć o książce, jak o białej kartce. Lubię wiedzieć po co i komu opowiadam tę historię, a analityczne podejście do pracy bardzo w tym pomaga.

Przez wiele lat pracowała Pani w mediach. Jak wykształcenie i doświadczenie dziennikarskie przekłada się na warsztat pisarski twórcy kryminałów? Pomaga, inspiruje – a może też czasami w czymś przeszkadza? I czy zamierza Pani jeszcze kiedyś wrócić do pisania dokumentów kryminalnych, jak w „Polskich morderczyniach”? A może ma Pani w planach jakieś całkowite przełamanie gatunku, sięgnięcie po inną formę wyrazu?

W pewnym momencie, kiedy jesteś jednostką wrażliwą, zauważasz, że mógłbyś powiedzieć ludziom więcej, ale nie na łamach gazety. Tekst prasowy rządzi się swoimi prawami. Liczy się tylko prawda wydarta z rzeczywistości. To, czego ci rozmówca nie powie, możesz umieścić w didaskaliach, w komentarzu, ale i tak nie możesz powiedzieć wszystkiego. Na wszystko musisz mieć glejt, bo podadzą cię do sądu i jesteś w kłopocie. Wreszcie: tylko fabuła pozwala na spojrzenie tak bardzo subiektywne. Dlatego wybrałam książkę. Mówisz wówczas o rzeczach uniwersalnych i nie musisz trzymać się zebranych faktów, możesz „odbić” się od nich na poziom meta. To mnie interesowało bardziej. Opowieść, w starym tego słowa znaczeniu. Nie zaś przedstawienie przebiegu wydarzeń. Dlatego też wybrałam powieść psychologiczną, jaką jest kryminał. A to, co najciekawsze w pisaniu powieści kryminalnych to intryga. Żeby ją zbudować trzeba wykonać gimnastykę umysłową. Zarówno dotyczy to pisarza jak i czytelnika. Poza tym bohater potrafi uzależnić – jeśli jest mądry, niepokonany i przenikliwy. Któż może się oprzeć Sherlockowi, skoro jest uosobieniem wszechwiedzącego. Nawet jeśli dochodzi do tej wiedzy drogą dedukcji. To także opowieść oswajająca nasze lęki, pozwalająca się oczyścić. Kiedy Arystoteles pisał o katharsis, z pewnością miał na myśli współczesną powieść kryminalną.

Kiedy po raz pierwszy w Pani życiu pojawiła się myśl o pisaniu? Czy od początku wiedziała Pani, że kryminał – to jest to? Co było do tego impulsem?

Zawsze chciałam pisać książki. To, co teraz robię, nie jest bynajmniej przypadkiem. Musiałam zabić w sobie to marzenie, potencjał wyciszyć, zmusić się do „rygoru faktów, objętości, wiarygodności i obiektywności”, jaki obowiązuje dziennikarza, by móc solidnie w tej branży pracować. Byłam bardzo dobra, osiągnęłam wiele. Moje teksty publikowali najlepsi. Cel osiągnęłam. Ale wyczekałam swoje, poznałam i przesłuchałam setki ludzi, nauczyłam się władać słowem, zdobyłam łatwość pisania i przyszedł czas, by zabić w sobie dziennikarkę, znów zrzucić skórę i zająć się fabułą. Można nawet powiedzieć, że przez te dwanaście lat trochę ukrywałam się pod maską reportera, by psychicznie dojrzeć i okrzepnąć życiowo. W tym dojrzewaniu i wykluciu się na nowo paradoksalnie pomogła mi trauma, którą byłam zmuszona przeżyć. Na własnej skórze poczułam, jak to jest dotknąć granicy śmierci. Po takim dramacie nie można wrócić do normalnej pracy. To zdarzenie traumatyczne, krytyczne i niepunktualne jednocześnie, na które nikt nigdy nie jest przygotowany, więc po nim dla naznaczonego nic nigdy nie będzie już takie samo. Nie bez powodu piszę tego typu opowieści, a nie na przykład lekkie komedie. Każdy pisarz ma swoją osobistą sprawę, która każe mu siadać do komputera czy symbolicznej maszyny do pisania. Każda twórczość bierze się z jakiegoś braku, który chcemy zapełnić lub nadmiaru, jaki chcemy z siebie zrzucić. Inaczej nie miałby potrzeby tworzenia. Siedziałby sobie w domu, chodził do normalnej pracy „od–do” i oglądał seriale pisane przez innych. Ważne jest, by z własnego życia czerpać emocjonalnie, ale nie dosłownie. Wielkie dzieło zawsze nosi stygmat przetworzenia zdarzeń dostrzeżonych, przeżytych, czy choćby zasłyszanych przez autora. Pewnie dlatego pisarze wybierają na opowieść takie, a nie inne tematy. One ich samych „biorą”, są im bliskie, dotykają tej struny w nich samych, która wyda dźwięk. Bez dotknięcia tego, co w nich drzemie najgłębiej, nie ma dobrej fabuły. Moje książki stoją teraz na półce z powieściami kryminalnymi, ale dla mnie jako pisarki nie ma to znaczenia, bo zawsze, cokolwiek zdecyduję się napisać, będzie to opowieść dotykająca spraw ostatecznych. Inne mnie nie interesują. A jeśli będzie tam także miłość, może postawią mnie na półce z romansami. Nie obrażę się. To w gruncie rzeczy tylko opakowanie dla opowieści, a tylko ona się liczy.

W jednym z wywiadów mówiła Pani o szansach, jakie widzi Pani za granicą dla polskiego kryminału. Wspomniała tam Pani o rewolucji, której dokonali Skandynawowie, łamiąc zasady Chandlera czy Agathy Christie i wprowadzając do kryminału wątki społeczne, obyczajowe… Istotna wydaje mi się szczególnie uwaga o tym, że to oni byli pierwsi – więc my już pierwsi nie będziemy. A czy jest jakaś inna cecha, którą to polski kryminał mógłby się według Pani wyróżnić? Co można uznać za cechę charakterystyczną i największy atut pisarstwa Pani i kolegów oraz koleżanek po fachu?

Odpowiem, posiłkując się przykładem. Miałam ostatnio przyjemność uczestniczyć w jednym z brytyjskich festiwali jako reprezentantka Polski. Spotkanie prowadziła świetna pisarka Sarah Bower, której książki są na polskim rynku od lat i serdecznie Państwu polecam zwłaszcza "Grzechy rodu Borgiów" - literatura historyczna z dużą dawką pikanterii. Wraz z tłumaczką - Antonią Lloyd-Jones, przekonywałyśmy Brytyjczyków, Duńczyków, Francuzów, Niemców i Holendrów, że polska literatura kryminalna warta jest odkrycia i wkrótce znajdzie swoje zaszczytne miejsce na światowym rynku. Skandynawski kryminał też nie wystrzelił w ciągu jednego sezonu. Modę, którą obserwujemy obecnie na całym świecie, zapoczątkowano niemal dwie dekady temu. Dziś czytane i chętnie kupowane jest wszystko, co choć w niewielkim stopniu zawiera ślad pieczątki "Ludzi Lodu". Mniemam, że tak będzie i z naszą powieścią kryminalną, jeśli bez kompleksów i z otwartą przyłbicą przystąpimy do ataku na rynek crime fiction. Sprawa jest bardziej skomplikowana, ale ja i tak wierzę oraz z moją zawziętością będę o to walczyć, by nasze rodzime powieści miały być szanse docenione, bo nie chodzi tylko o moje książki, ale o Polish Noir. Biorąc zaś pod uwagę, że polska tradycja "kryminalna" wcale nie jest długa (pamiętam pierwsze festiwale kryminalne w krakowskich piwnicach, na które przybywała garstka pasjonatów:), jest to jedynie kwestią czasu. Cóż, chyba w jakimś stopniu jest to dla mnie sprawa patriotyczna. Miałam jednak pietra, ponieważ moje książki dopiero w przyszłym roku pojawią się na tamtejszym rynku (oraz w innych krajach, rzecz jasna), jak na razie więc czytelnicy nie wiedzą nic o moich opowieściach, więc wygłaszanie takich słów (bo wygłosiłam, a jakże!!), to trochę jak łaskotanie lwa. Moje obawy okazały się całkowicie bezpodstawne. Było mnóstwo pytań i śmiechu. Pamiętam też tę ciszę, która zapadła, gdy mówiłam o tym, jaką funkcję spełnia w Polsce powieść kryminalna, jak ważkie tematy pojawiają się między wierszami, czego szukają nasi czytelnicy, jak bardzo są wyrafinowani i jak bardzo polscy autorzy starają się rozgrywać prosty kryminał formą, stylizacją czy choćby humorem, jak bardzo wreszcie ten gatunek jest u nas zróżnicowany. Z całą pewnością europejski i amerykański rynek spragniony jest nowej "krwi". Polska zaś jest dla nich nieco egzotyczna, prawie dzika i choć w Londynie na każdym kroku natknąć się można na Polaka to tak naprawdę poza stereotypami, utartymi frazesami, niewiele o niej wiedzą. Kiedy w kontekście swoich powieści opowiadałam o tym, kim jesteśmy my – Polacy, co nas w tej chwili gryzie, trapi – widziałam na twarzach słuchaczy autentyczne zaciekawienie, wreszcie sympatię i szacunek. A potem, po spotkaniu, ci najwytrwalsi otoczyli mnie kołem i długo jeszcze rozmawialiśmy. Miałam ze sobą polski egzemplarz "Pochłaniacza", jak włócznię do obrony (uśmiech), bo cóż to za autor, którego książka jest jedynie obietnicą. Niektórzy robili więc zdjęcia polskiego wydania, oglądali, dotykali i żartowali: nazwisko ma pani świetne na ten rynek (żarciki z dziewczyną Bonda i wszystko, co już znam doskonale), ale to imię jest nie do zapamiętania. Odpowiedziałam, że kiedy tylko książka się ukaże, nauczą się je poprawnie wymawiać szybciej niż się spodziewają. Najpierw moja bezczelność ich poraziła, a potem rozległ się gromki śmiech i było tylko lepiej. Zaczęły się pytania, które otrzymywałam jeszcze wiele lat po debiucie, m.in. "dlaczego tak sympatyczna kobieta pisze kryminały?", "czy to pseudonim", "dlaczego profilerka" etc. Pomyślałam, że czeka mnie całkiem nowy początek. Znów będę musiała grać od zera. Tylko, że kiedyś padało słowo "dziewczyna". Miałam więcej sił, wiary i odwagi, jak to młoda osoba.

Natomiast dziś, już jako "sympatyczna kobieta", wiem doskonale, co należy odpowiedzieć. Prawdę! I nie bać się. Jestem dumna, że jestem Polką i zamierzam opowiadać właśnie o tym - o nas, naszym kraju. Czytelnicy na całym świecie chcą tylko dobrej opowieści. W jakim języku piszesz, w gruncie rzeczy nie ma znaczenia. Powieść kryminalna zaś to najbardziej pojemny, najciekawszy, ale i najtrudniejszy do napisania gatunek w dziale literatury popularnej. Bo nie ma wyższej stawki niż śmierć, zaś zbrodnia jest demokratyczna. Może dotyczyć każdego, bez względu na koneksje, wiek, płeć. Zdarzyć się wszędzie, zawsze i o każdej porze. Bo może być pretekstem do opowiadania o człowieku, a tylko to mnie interesuje. Dlatego ludzie o tym czytają i będą to robić zawsze. Dla rozrywki, w celach poznawczych lub choćby dlatego, że dostarcza dreszczyku emocji. Wkrótce na własnej skórze przekonam się, jak wygląda ten "światowy rynek". Boję się tego i jednocześnie nie mogę się doczekać. Przećwiczyłam to na własnej skórze na polskim rynku. Nie od razu moje książki były docenione. Martwię się, czy będą to opowieści zrozumiałe dla innych narodów. I choć mam już pierwsze entuzjastyczne komentarze od wydawców, którzy zakupili prawa do przekładów na różne języki, a sami wydawcy to tygrysy światowego biznesu, co pozwala mi sądzić, że książki będą zauważone na światowym rynku, nie spodziewam się niczego więcej niż bycia czytaną. Patrzę na to ze spokojem, jak na wszystko co robię. Raczej bez wielkiej euforii, choć z nadzieją na przełom dla polskiej literatury. Nie mam kompleksów i uważam za błąd posiadanie takiej perspektywy. Uważam, że polscy autorzy mają tak samo dużo do powiedzenia o otaczającym nas świecie, jak Amerykanie, Skandynawowie, czy choćby Japończycy. Wierzę też, że my, nasze postrzeganie świata, nasze problemy mogą być pokazane przez pryzmat opowieści rozrywkowej, jaką jest kryminał, znacznie wyraźniej, "lekkostrawnie" i mają szanse być zrozumiane, a przy okazji może się okazać, że jesteśmy po prostu egzotyczni.

Co będzie, czas pokaże, dla mnie natomiast najważniejsi zawsze będą polscy czytelnicy. To przede wszystkim im opowiadam swoje historie, wiem, że wśród nich są ludzie wszystkich generacji, płci, o różnym stopniu wykształcenia i zamożności, ale to zawsze są moi krajanie, obdarzeni wielką wyobraźnią i ludzie odważni. To stąd pochodzę i choćby nie wiem, co się działo, zawsze będę z dumą prężyła pierś, że to jest właśnie opowieść o nas – Polakach.

Wracając na chwilę do Skandynawii – czy zdarza lub zdarzało się Pani czerpać stamtąd inspiracje? Skandynawski kryminał ma wszak w świecie niepodważalną pozycję… A może w literaturze światowej warto zwrócić uwagę też na innych pisarzy, spoza Skandynawii? Które nazwiska albo utwory uznałaby Pani za najistotniejsze?

Jest całkowitą fikcją, że wszystko co skandynawskie, jest głębokie psychologicznie i generalnie master class. Jestem przeciwniczką przyczepiania etykietek i uważam, że należy spoglądać na tę materię indywidualnie. Poza Larssonem mam swojego ulubionego autora ze Szwecji – to Hakan Nesser, ale już za Lackberg i Marklund nie przepadam. Podobnie jak wolę Chandlera niż Christie. To subiektywna opinia i każdy z czytelników ma do niej pełne prawo. Rzecz nie jest merytoryczna, ale też to, czy opowieść literacka do nas trafia, zachwyca, burzy krew, czy też nudzi, to sprawa intymna. Nie znoszę generalizowania, a już zwłaszcza ograniczania się, posiłkując się mapą i jak chorągiewki oznaczaniem na niej nazwisk autorów. Na polskim rynku jest mnóstwo nieznanych anglosaskich autorów, którzy na świecie biją rekordy popularności, a u nas poza wytrawnymi znawcami gatunku mało kto je słyszał, choć ich książki są o wiele bardziej "głębokie psychologicznie" i "pokazują tło społeczne" niż dzieła większości Skandynawów, których całe sterty są do kupienia w polskich księgarniach. Weźmy choćby jako przykład powieści Ann Cleves, Iana Rankina czy choćby Lee Childa albo Val MacDermid. Jeśli o mnie chodzi to właściwie abecadło powieści kryminalnej.

We wrześniu ukaże się trzeci tom cyklu „Cztery żywioły Saszy Załuskiej” - „Lampiony”. Jaka będzie to książka? I – jeśli może Pani uchylić choć rąbka tajemnicy – w co tym razem uwikłała Pani swoją bohaterkę?

Akcja "Lampionów", trzeciej części przygód Saszy Załuskiej, rozgrywać się będzie w Łodzi. Jest to rzecz jasna powieść kryminalna, lecz tym razem będzie to opowieść także o mieście. Co za tym idzie, książka jeszcze bardziej polifoniczna niż dotychczasowe pozycje przygód rudej profilerki (co nie znaczy, że grubsza!), ponieważ - za Arystotelesem - miasto tworzą ludzie różni od siebie. Ludzie podobni nie mogą stworzyć miasta. Wybierając Łódź jako miejsce osadzenia fabuły do tomu, w którym rządzi żywioł ognia, nie sądziłam, że to najlepszy wybór z możliwych. To miasto kontrastów, w każdym tego słowa znaczeniu. Znajdowałam tak malownicze, ciekawe plenery, że nie byłam w stanie wydostać się z etapu dokumentacji i dopiero po stanowczym veto wydawcy zakończyłam reaserch lokacyjny. Bo też nigdzie w Polsce nie pada tak światło. Nie czuje się takiego nerwu, nie słyszy tyle bluzgów, nie widzi tyle flaszek w bramach, nie czuje tak bardzo tęsknoty za przeszłością, bo Łódź cała jest żywą historią, i nie spotyka się tak wielu niezwykłych, otwartych oraz uczynnych ludzi na ulicach. Bywałam na Abramce, Włókience, Limance o naprawdę różnych porach i nigdy nie dostałam w ryj, choć to miejsca do tego stworzone fabularnie. Odbyłam setki rozmów z mieszkańcami tych areałów, zwiedzałam puste fabryki, mateczniki kibiców ŁKS-u, stałam pod balkonem obwieszonym trofeami kiboli i jarałam szlugi z lokalsami, słuchając rapu. Czytałam grafitti na ścianach, odwiedzałam galerie i patrzyłam z najwyższych szczytów na dachy miasta, zbudowanego na kształt kraciastej płachty, gdzie można liczyć aleje od Piotrkowskiej, niczym w Nowym Jorku. Mówi się o Łodzi, że to tonący okręt (są nawet o tym piosenki). Ale też chyba żadni mieszkańcy nie kochają tak swego miejsca na ziemi i są gotowi bronić go za wszelką cenę. Wierzę, że przestrzeń, w którym ludzie żyją, historia, którą niosą w genach - ma znaczenie dla teraźniejszości. Dlatego też miejsce akcji moich książek jest sprawą kluczową. Lokacja łączy się ściśle z życiorysem postaci i tym, czego moi bohaterowie pragną, czego się boją. Historia opowiadana w „Lampionach”, najbardziej awanturnicza ze wszystkich, jakie przyszło mi wymyślić, mogła się zdarzyć tylko tam. Ostrzegam też, że będzie grubo, ostro i ogniście. Łódź taka właśnie jest. Honorowa, wymagająca od bywalców twardego końca kręgosłupa, ale i nieco sentymentalna, zawsze wierna swoim ideałom. Każdy spacer łódzkimi ulicami to kadry z filmów, które wszyscy znamy. Bałuty są wymarzone do zabiegów westernowych. Stare Polesie, zwane dzielnicą zapomnianą, mieści w sobie bajkowość i magię, której nie uświadczysz w innych, znacznie starszych miastach. Traumatyczna historia miasta (teren dawnego getta), powody, dla których powstało i jej robotniczy trzon (famuły na Ogrodowej, które spalę w pył, a potem dam im się odrodzić jak feniks z popiołów), a co za tym idzie upadek społeczny bardzo wielu rodzin ma wpływ na klimat miasta. Nie ma tu nic gładkiego, ulizanego, pocztówkowego. Zapomnijcie o folderach reklamowych. To miasto żyje, przeistacza się. Walczy o niepodległość! Flaki są widoczne na każdym kroku (wystarczy ruszyć w bok od Piotrkowskiej), ale jak tylko przemieścimy się dwa kroki dalej zaskakuje nas monumentalizm i rozmach (EC1, Manufaktura, ekskluzywne osiedla Lofty Schaiblera, budynki Wydziału Prawa). Nigdzie obok siebie nie znajduje się szklany wieżowiec, kwartał zabytkowych kamienic, siedlisko meneli, zaraz obok gromadnie występujących przedstawicieli bohemy (tak, oni są jeszcze w Łodzi!) i budka z kebabami. A to wszystko okraszone duszą artysty, która wita nas w Łodzi na każdym kroku – od murali na starych kamienicach, przez słynną Stajnię Jednorożców (przystanek Centrum, którego żartobliwy ton w samym sercu łódzkiej szarości, traktuję jak mrugnięcie okiem architekta), czy też atakuje z głośników – to z Łodzi pochodzą najlepsi muzycy z nurtu rapu. Jestem absolutną fanką Zeusa. Chapeau baus za mądre teksty, za niezależność, bezwzględny zadzior i – co będę ukrywała – wrażliwość na linię melodyczną, co jak widać jest możliwe w tym gatunku. Jeśli ktoś z Państwa myśli wciąż o Łodzi jako o mieście bezrobotnych włókniarek, to się grubo myli. To miasto ma kolor czerwonej cegły – płomieni, które – w sensie dosłownym – trawią regularnie stare łódzkie kamienice, jak i – w przenośni – wypływają na buntowniczych twarzach mieszkańców, kiedy rzecz idzie o obronę honoru Łodzi.

Ogień jest w tym mieście widoczny nie tylko wizualnie (Łódź naprawdę płonie!), lecz także w rozbójnickim honorze jego mieszkańców, którzy – niezależnie od statusu społecznego – zakładają koszulkę "Jestem menelem" i robią sobie bekę ze wszystkich, którzy śmieją obrazić ich miasto-matkę, choćby mieszkali od lat w Warszawie, Hong Kongu, czy Paryżu.

W „Lampionach” będzie szalony piroman, ładunki wybuchowe, robotyka, profilowanie geograficzne, różnice kulturowe, a także współczesny temat strachu przed Obcym. Saszę wrzucę znów w sam środek cyklonu i zmuszę ją do przekraczania wszelkich granic, gdyż wierzę, że bohater literacki winien zmagać się z całym złem tego świata, byśmy my – czytelnicy – w życiu nie bali się niczego i stawali ze swoimi strachami twarzą w twarz. Bo świat nie składa się z samej tęczy. A kłopotom trzeba ucinać głowę od razu, a nie czekać aż hydrze urośnie kilka głów.

Na koniec – pytanie o plany na najbliższy czas. Co po „Lampionach”? Czego mogą spodziewać się Pani czytelnicy?

Biorę się za czwartą część przygód Saszy, czyli "Czerwonego Pająka". Jestem nudna w swojej obowiązkowości. Jeśli obiecałam czytelnikom, że książka ukaże się w cyklu, na tyle szybko, by nie zapomnieli fabuły poprzednich części, to muszę dotrzymać słowa. To dla mnie niezwykle ważne, choć też trudne, bo pomiędzy opowieściami muszę się zresetować i czas na odpoczynek nie może być zbyt długi. Praca nad tetralogią przypomina sztafetę. Myślę, że kiedy seria się zakończy, będę wymagała więcej spokoju niż sama się tego spodziewam, ale danego słowa nie wolno mi złamać. Potem obiecałam fanom Huberta Meyera książkę na Górnym Śląsku. Generalnie plany na przyszłość mam zabukowane do 2021 roku, ale szczegółów jaki to będzie gatunek, temat i kompozycja nie zdradziłam jeszcze nawet mojemu wydawcy, więc i tutaj ugryzę się w język.

Rozmawiał(a): Katarzyna Lipska

Idealna Polecamy 1 Idealna Magda Stachula
26,18 34,90
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Piąty beatles 1 Piąty beatles Mariusz Czubaj
29,27 34,99
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Pierwszy śnieg 1 Pierwszy śnieg Jo Nesbo
29,20 34,90
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Ofiara w środku zimy 1 Ofiara w środku zimy Mons Kallentoft
27,93 39,90
Rabat 30% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Proroctwo Sądnego Dnia 1 Proroctwo Sądnego Dnia Scott Mariani
29,27 34,99
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Rubin Joanny Szalonej Wyprzedaż 1 Rubin Joanny Szalonej Juliette Benzoni
28,58 34,90
Rabat 18% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Żądza krwi 1 Żądza krwi Ian Rankin
22,59 27,00
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Krymina 1 Krymina Marek Sieprawski
26,77 32,00
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Dziewczyna z pociągu 1 Dziewczyna z pociągu Paula Hawkins
26,32 32,90
Rabat 20% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Niepokorni Nowość 1 Niepokorni Vincent V Severski
33,74 44,99
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Niepokorni 1 Niepokorni
27,74 36,99
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Dom czwarty 1 Dom czwarty Katarzyna Puzyńska
28,50 38,00
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Osobliwy dom Pani Peregrine 1 Osobliwy dom Pani Peregrine Ransom Riggs
26,25 35,00
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Idealna Polecamy 1 Idealna Magda Stachula
26,18 34,90
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
2017: Wojna z Rosją Nowość 1 2017: Wojna z Rosją Richard Shirreff
29,93 39,90
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Kaznodzieja 1 Kaznodzieja Camilla Läckberg
18,68 24,90
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Rozdarta zasłona 1 Rozdarta zasłona Jacek Dehnel Piotr Tarczyński Maryla Szymiczkowa
28,43 37,90
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Odcięci 1 Odcięci Sebastian Fitzek Michael Tsokos
29,85 39,80
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Pogromca lwów 1 Pogromca lwów Camilla Lackberg
26,24 34,99
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Utopce 1 Utopce Katarzyna Puzyńska
28,50 38,00
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!
Ofiara losu 1 Ofiara losu Camilla Läckberg
18,68 24,90
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka 24h!