Koszyk 0

„Czuję się odpowiedzialna za słowa, które zapisuję” - rozmowa z Krystyną Mirek

Jak żyć, kiedy marzenia nie chcą się spełnić? Czy pokrętny los da się w jakiś sposób oszukać? Gabrysia marzy o macierzyństwie, ale nie może zajść w ciążę, Julia tęskni za prawdziwą miłością, jednak każdy jej związek kończy się katastrofą. A może szczęście kryje się gdzie indziej? Sięgnij po najnowszą książkę Krystyny Mirek - "Spełnione marzenia" i przekonaj się, jak potoczyły się losy Gabrysi i Julii. Najpierw jednak przeczytaj wywiad z pisarką.

W ostatnim czasie jest Pani bardzo zapracowana i zabiegana – Warszawskie Targi Książki, Międzynarodowy Festiwal Literatury, spotkania z czytelnikami... Lubi Pani takie pozytywne zamieszanie? Wiem, że poza pisaniem prowadzi Pani warsztaty z zarządzania czasem – więc zapewne doskonale sobie radzi z całym tym rozgardiaszem? Czy takie teoretyczne podstawy pomagają w praktycznej organizacji pracy?

Lubię, kiedy życie wokół mnie tętni. Jestem mamą, więc do wielozadaniowości już dawno się przyzwyczaiłam (uśmiech). Pisanie, spotkania, rozmowy to nie tylko moja praca, ale też pasja. Lubię to robić. Kiedy kończę jakiś projekt, z reguły nie mogę się już doczekać następnego. Czasem dopada mnie fizyczne zmęczenie i wtedy robię przerwę. Ale działanie to mój żywioł. Umiejętności w zakresie zarządzana czasem bardzo mi pomagają. Sztuka koncentracji na zadaniach, oddzielanie życia prywatnego od zawodowego, określanie celów i parę innych sposobów, które poznałam i dzielę się nimi, naprawdę się sprawdza.

Czytelnicy nazywają Panią „źródłem dobrej energii”. Czy kiedy opisuje Pani perypetie swoich bohaterów, robi to Pani z poczuciem takiej właśnie misji – przekazać pozytywne emocje, odciągnąć czytelnika od szarej rzeczywistości i zabrać w podróż do świata swojej wyobraźni? A może to tylko efekt uboczny? Myśli Pani o swoich odbiorcach podczas pisania?

Piszę dla czytelników. Oni są dla mnie ważni. Nigdy tego nie ukrywałam. Każda powieść jest jak spotkanie. Ja dzielę się swoimi spostrzeżeniami na temat życia, miłości, a czytelnicy odpowiadają poprzez recenzje, spotkania, listy. Kiedy tworzę opowieść, myślę o odbiorcy. Chcę przede wszystkim, by otrzymał dzięki opisanej historii coś dobrego. Może to być tylko chwila relaksu, ale dostaję listy, w których czytelniczki piszą, że po przeczytaniu powieści zadały sobie ważne pytanie, podjęły życiową decyzję, jedna pogodziła się z teściową (uśmiech). Czuję się odpowiedzialna za słowa, które zapisuję.

Jest Pani dość aktywna w mediach społecznościowych, prowadzi Pani też bloga. Jak ważne są te kanały komunikacji w kontakcie z czytelnikami? Czy zdania, opinie czytelników – albo jakieś pomysły przez nich zasugerowane – mają wpływ na kształt fabuły Pani książek?

Lubię kontakt z czytelnikami. Najbardziej ten bezpośredni w czasie spotkań, a gdy nie jest to możliwe - wirtualny. Na stronie na Facebooku dzielę się nie tylko aktualnościami związanymi z książkami, ale też różnymi innymi sprawami. Czasem lekkimi, a bywa, że i poważnymi. Czytam recenzje, słucham głosu odbiorców. Nie wszystkie oczekiwania mogę oczywiście spełnić, to niemożliwe, nawet tego nie próbuję, ale nad każdym się zastanawiam. Dostałam od blogerów wiele fantastycznych recenzji i jestem za nie bardzo wdzięczna.

Czasem zdarzają się próby wpływania na treść. Zwykle im się nie poddaję. Ale czasem koryguję fabułę pod wpływem czyjegoś celnego spostrzeżenia, a raz zdarzyło mi się radykalnie zmienić bieg wydarzeń.

Ale przede wszystkim biorę pod uwagę oczekiwania. Co dalej? Saga, dłuższa opowieść, komedia, powieść z tajemnicą? Jestem ciekawa, na co Czytelnicy czekają najbardziej.

Iga, bohaterka Pani nowej powieści „Większy kawałek nieba”, wraca z emigracji do Krakowa, z którym wiążą ją zarówno dobre wspomnienia, jak i poważne problemy rodzinne. Choć to postać fikcyjna, można ją sobie z łatwością wyobrazić w polskiej rzeczywistości. Czy jest w Idze jakiś element Pani charakteru i Pani doświadczeń? Jakiś pierwiastek autobiograficzny? A może wręcz przeciwnie?

Nie opisuję w książkach elementów własnej biografii, zawsze tworzę fabułę w pełni fikcyjną. Ale życie, które przedstawiam, jest prawdziwe. Zasady, jakie nim rządzą, realne. Wiedza na temat tych mechanizmów bierze się w znacznej części z doświadczenia – na przykład emigracji. Ale też setek przeczytanych książek, odbytych rozmów, przeprowadzonych obserwacji, wielu lat pracy wśród ludzi. Jestem głęboko zanurzona w prawdziwym życiu. Zmagam się z tymi samymi trudnościami, co tysiące kobiet, żon, matek, cieszę z podobnych powodów i o to samo martwię. Może właśnie to tętniące wokół mnie prawdziwe życie sprawia, że Czytelniczki odnajdują się w opisywanych historiach.

Często wysyła Pani swoich bohaterów na zagraniczne wyprawy. W „Promie do Kopenhagi” była to Dania, w „Szczęściu all inclusive” - grecka wyspa, we „Francuskiej opowieści” - południe Francji... Skąd taka strategia pisarska? Czy to sposób na zatrzymanie i przepracowanie własnych wspomnień z podróży, a może wyraz tęsknoty za podróżowaniem?

To odbicie rzeczywistości, w której żyjemy. Polacy podróżują. O wiele częściej niż kiedyś. Wypoczywają, emigrują, szukają pracy i swojego pomysłu na życie. Ja też mam takie doświadczenie za sobą. Ale ja lubię miejsce, w którym mieszkam i jestem raczej domatorką, choć niespokojny duch od czasu do czasu każe mi pakować walizki i ruszać w drogę. Zawsze jednak wracam do domu.

W życiu prywatnym jest Pani mamą czwórki dzieci... O zarządzanie czasem już wcześniej pytałam – ale jak na Pani twórczość wpływa życie rodzinne – i odwrotnie? Jak mąż i dzieci podchodzą do Pani pisarstwa? I czy pewne ich cechy, anegdoty, przygody znajdują czasem odzwierciedlenie w Pani książkach, czy raczej wyraźnie rozgranicza Pani literaturę od życia osobistego?

Oddzielam te dwa światy. Zwłaszcza dzieci. Nie wykorzystuję ich historii ani rodzinnych anegdot. Szanuję i chronię ich prywatność, choć czasem coś opowiadam, zwykle na spotkaniach autorskich. Ale w procesie pisania uczestniczy cała rodzina. Córki są pierwszymi czytelniczkami i bardzo sobie cenię ich uwagi. Mąż od początku był zwolennikiem pomysłu, by zająć się pisaniem. Wspiera mnie jak może. Czasem zajmie się domem, a czasem zdenerwuje i wtedy pod wpływem emocji wpadam na jakiś kluczowy pomysł. Tak czy inaczej bardzo się przydaje (uśmiech). Tylko najmłodszy synek jeszcze nie uczestniczy w pełni w tych zmaganiach, choć jego uśmiech, podobnie jak wiara i życzliwość córek, są dla mnie nieustającym źródłem energii.

Jak na Pani proces twórczy wpływa otoczenie, w jakim się Pani znajduje? Mieszka Pani w małopolskiej wsi, Woli Batorskiej – czy to ma znaczenie? Czy z dala od miejskiego zgiełku pisze się lepiej? Może są takie miejsca, w których opowieść zawsze płynie bardziej wartko?

Czasem się nad tym zastanawiam. Nie wiem, czy to dzieło przypadku, ale rzeczywiście pisać na dobre zaczęłam po przeprowadzce. Wcześniej też próbowałam, ale słabo mi szło i żadnej z powieści nie zdołałam skończyć. Odkąd zamieszkaliśmy w tym domu, wena oszalała. Pomysły płyną jeden za drugim. Nie przeszkadza nawał obowiązków, zmęczenie i inne przeszkody. Myślę, że coś w tym jest. Są takie miejsca, które sprzyjają pisaniu. Mogą być zupełnie zwyczajne, jak nasz dom, ale mają w sobie dobrą energię twórczą. Na razie na wszelki wypadek się nie przeprowadzam (uśmiech).

Wiele osób uważa, że wykształcenie polonistyczne nie pomaga w literackiej twórczości... Jest Pani absolwentką Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego – jakie jest Pani zdanie w tej kwestii? Czy sądzi Pani, że studia polonistyczne wywarły znaczący wpływ na Pani pisarstwo, a jeśli tak, to jak się on przejawia?

Studia nie są dla mnie przeszkodą, ale też nie pomogły mi w jakiś znaczący sposób. Może tylko w tym względzie, że miałam pewną bazę wiedzy, znałam klasykę. Ale tak naprawdę wszystkiego uczyłam się sama. Dochodziłam mozolnie do pewnych zasad i prawd. Czasem szybciej znajdowałam odpowiedź, bo wiedziałam, gdzie szukać. Ale w tym zawodzie wykształcenie kierunkowe nie jest najważniejsze. Liczy się talent, pracowitość, wytrwałość i pokora wobec nieznanego. Bo w pisaniu jest sporo elementów konkretnej wiedzy, ale też cząstka magii, której nie da się zamknąć w żelaznych zasadach, czasem nawet do końca sprecyzować.

Dziękuję serdecznie za zaproszenie do rozmowy i pozdrawiam wszystkich Czytelników (uśmiech).

Rozmawiał(a): Katarzyna Lipska