Koszyk 0

Czerpię garściami z własnych doświadczeń – rozmowa z Ałbeną Grabowską

„Ja dziecko noszę w sobie... Niech ono będzie inne niż wszystkie... Niezwykłe...”. Ta, wsparta magią, prośba Natalii sprawi, że losy jej córki okażą się zupełnie niesamowite... Z Ałbeną Grabowską rozmawiamy o jej najnowszej powieści, „Alicja w krainie czasów”, a także o pisarskiej dyscyplinie, literaturze kobiecej i... medycynie.

Na początku nie mogę się powstrzymać, żeby nie zapytać: czy znajduje Pani czas na sen? Jest Pani aktywnym zawodowo lekarzem, przy tym sekretarzem Polskiego Towarzystwa Epileptologii. Jest Pani mamą trójki dzieci. Wreszcie – jest Pani pisarką o wielu twarzach… Jak udaje się Pani pogodzić te wszystkie role i obowiązki z nimi związane? Musi być Pani niezwykle zdyscyplinowaną osobą… A może sięga Pani, jak Natalka w “Alicji w krainie czasów”, po magię?

Na sen mam coraz mniej czasu… (uśmiech) Rzeczywiście jestem bardzo zdyscyplinowana. Czas wykorzystuję co do każdej minuty. Niestety, nie mam co marzyć o błogim lenistwie, tak zwanym “zatrzymaniu się”, zastanowieniu. Fabułę konstruuję przeważnie w samochodzie, a spędzam w nim wiele godzin, ponieważ dojeżdżam do pracy i wożę dzieci na zajęcia podstawowe i dodatkowe. To wożenie zajmuje mi czasami nawet cały dzień, bo dzieci mam trójkę, a każde z nich ma swoje obowiązki i pasje. Dzieciom podporządkowałam zresztą całe swoje życie oraz pracę. Pracuję już tylko 2-3 razy w tygodniu, nie dyżuruję, rzadko prowadzę wykłady. Odpoczywam przez 2 miesiące po zakończeniu książki. To czas na oddech, czytanie, chodzenie do kina i teatru, wolne życie… (uśmiech) Zawsze się śmieję, że w “rozciąganiu” czasu musi jednak tkwić odrobina magii. Przyznaję się też do nieposiadania telewizji. Uważam, że to największy złodziej czasu.

Pozostając w temacie – ciekawi mnie, jak te dziedziny Pani życia wzajemnie na siebie wpływają. Wiem, że zaczęła Pani pisać z myślą o swoich dzieciach. Dziś pisze Pani głównie dla starszych czytelników, ale fakt, że jest Pani mamą, chyba nadal ma pewne przełożenie na treść opowiadanych przez Panią historii? Wszak to właśnie młodą, zmagającą się z losem matkę i jej niezwykłe dziecko uczyniła Pani bohaterkami najnowszej książki…

Nie byłabym w tym miejscu, w którym teraz jestem, gdyby nie medycyna i fakt bycia matką. To mnie determinuje w największym stopniu. Dla dzieci napisałam pierwszą swoją książkę o Bułgarii, ponieważ chciałam przekazać im dziedzictwo, które dla mnie jako dziewczynki miało i ma ogromne znaczenie. Moja mama jest Bułgarką i korzenie rodopskie są dla mnie niezwykle istotne. Potem przyszła propozycja napisania bajki terapeutycznej, dla małych pacjentów chorych na padaczkę. Następnie napisałam książkę dla swoich własnych dzieci i na ich prośbę. Akcję umieściłam w ludzkim mózgu. Dużą rolę w moich książkach odgrywają relacje matka-córka, trudne, czasem – jak u Alicji – tragiczne. Czerpię więc garściami z własnych doświadczeń – życiowych i zawodowych.

Czy doświadczenia związane z wykształceniem medycznym – zarówno z czasu studiów, jak i te z codziennej pracy – pomagają jakoś pisarzowi, przejawiają się na kartach Pani powieści?

Te doświadczenia są bardzo ważne. Nie mam na myśli wyłącznie książek z serii “Julek i Maja”. Znam realia medyczne, sposób pracy w szpitalach, przychodniach, system szkoleń i specjalizacji. Nie mówiąc już o symptomatologii chorób, diagnostyce i leczeniu. Czemu miałabym nie korzystać z wiedzy, którą posiadam? W moich książkach choroby i ich leczenie zajmują poczesne miejsce – tak jak w życiu. Mam też wiedzę i na innych polach. Wiem co nieco o zawodach artystycznych, sama kończyłam szkołę muzyczną, a także o dziennikarstwie i pracy w mediach – przez wiele lat byłam współpracownikiem w tzw. pismach kobiecych. Wykorzystuję każdą swoją wiedzę, umiejętność i doświadczenie. To bardzo pomocne w pisaniu i pozwala w mniejszym stopniu polegać na wiedzy innych.

“Alicja w krainie czasów” tematyką i stylistyką wydaje się w pewnym sensie nawiązywać do tradycji polskiej prozy z końca XIX i początku XX wieku – do dokonań polskich pozytywistów, czy – nieco późniejszej – Marii Dąbrowskiej. Czy to zamierzony zabieg literacki, próba ożywienia takiej literatury, zaaplikowania jej dzisiejszemu czytelnikowi? A może podczas pisania sięgała Pani po całkiem inne inspiracje? Tytuł przywodzi na myśl oczywiście Lewisa Carrolla…

Bardzo lubię inspiracje i odniesienia. W “Orfeuszu” prowadzę czytelnika śladami pierwszego barda ludzkości. W Coraz mniej olśnień bohaterka jest podobna do Leniny z Nowego wspaniałego świata Huxleya. Z kolei Lady M. to próba pokazania współczesnej lady Makbet i odpowiedź na pytanie, czy jeszcze są takie kobiety, które chcą “losowi dopomóc”. W Locie nisko nad ziemią są nawiązania do “O miłości i innych demonach” Marqueza, z kolei w “Stuleciu” inspiracji jest mnóstwo.

Narracja stworzona w “Alicji” celowo nawiązuje do epickich powieści XIX-wiecznych. To zamierzony zabieg. Mrugam jednak do czytelnika, pokazując, jak bardzo losy mojej Alicji są tożsame z losami Andy z “Godziny pąsowej róży”, Justynki Bogutówny z “Granicy”... Czytelnik może bawić się, odnajdując podobne wątki, imiona i patrzeć, jak toczą się losy moich bohaterów. Justyna Nałkowskiej nie decyduje się urodzić dziecka hrabiego, moja bohaterka rodzi małą Alicję. Czy to zmienia jej los? Co by było gdyby? Pisarz powinien zadawać właśnie takie pytania.

Moja Alicja podobnie jak bohaterka Carolla wpada do króliczej nory i wychodzi z niej w roku 1880. W kolejnych częściach przygotowałam mnóstwo niespodzianek. Mam nadzieję utrzymać czytających w zaciekawieniu i niepewności. Pod koniec drugiego tomu czytelnik powinien zadać sobie pytanie: Zaraz, zaraz… to przecież niemożliwe… A może jednak?

Po zamknięciu sagi o rodzinie Winnych nadszedł czas na trylogię “Czas zaklęty”. Jak pracuje się nad dziełem tak obszernym, o epickim rozmachu? Czy proces twórczy, zbieranie materiałów, przygotowania bardzo różnią się od tych towarzyszących “zwykłej” powieści stanowiącej całość, niewchodzącej w skład wydawniczego cyklu? I skąd właściwie pomysł na sagę?

Pomysł na sagę, lub na dzieło kilkutomowe, jak w przypadku Alicji w krainie czasów, wziął się z ciągłych pytań jakie, zadawano mi po “Olśnieniach” i “Locie” – kiedy następna część? Odpowiadałam cierpliwie, że nie będzie kontynuacji. To historie zamknięte. Pomyślałam wtedy, że napiszę coś, co z założenia będzie miało kilka części. Praca przy tego typu powieściach, w dodatku z historią w tle, jest bardzo trudna, wymaga determinacji i żelaznej dyscypliny. W powieściach jednotomowych raczej najpierw zbieram materiały, potem piszę. Przy sagach piszę, a jednocześnie szukam, kompletuję, zdarza się, że trafię na coś bardzo ciekawego i nieco zmieniam koncepcję. To trudniejsze. Muszę mieć w głowie całą historię i być na tyle elastyczna i sprawna warsztatowo, żeby ją zmieniać w razie potrzeby. Wpada się także w pewną pułapkę (uśmiech). Czytelnik tak bardzo chce poznać dalsze losy bohaterów, że bombarduje pisarza pytaniami, prosi o uchylenie rąbka tajemnicy, zdradzenie jakiegoś szczegółu. Bywają też maile typu: ”Jak tak można zakończyć książkę? Tak się nie robi, pani Ałbeno…”. Raz mi się zdarzyło nawet: ”Jak pani coś zrobiła Ewie, to nie chciałabym być w pani skórze”. (uśmiech)

Pani literacki dorobek jest bardzo wszechstronny. Poza wspomnianymi już powieściami z tłem historycznym pisała tez Pani eseje, książki dla dzieci, powieści obyczajowe… Który z tych gatunków sprawia Pani najwięcej przyjemności? Do którego zamierza Pani wrócić? A może to jeszcze nie koniec literackich eksperymentów i niebawem czytelnicy doczekają się np. horroru Pani autorstwa?

Horroru nie, ale napiszę kryminał. Już nawet mam pomysł (uśmiech). Bardzo ważna jest dla mnie twórczość dla dzieci i młodzieży. Moje książki są z gatunku literatury fantasy wymieszanej z science fiction. Obecnie wracam do tego gatunku, dodając jeszcze szczyptę filozofii. To kolejny eksperyment literacki, który ujrzy światło dzienne w styczniu 2017 r. Ciekawe, czy spodoba się młodym czytelnikom.

Bywa Pani nazywana “królową literatury kobiecej”. Ale wobec tego, o co pytałam przed chwilą – czy nie jest to określenie nieco krzywdzące i ograniczające? Kim jest odbiorca Pani prozy – mężczyzną, kobietą – i czy zastanawia się Pani nad tym podczas pisania? Czy według Pani można w ogóle mówić o czymś takim jak literatura kobieca?

Nie lubię tego określenia i nie utożsamiam się z nim. Ktoś powiedział, że to ja jestem rzeczoną królową i zaraz podniosły się głosy, że tu inne królowe były przede mną i teraz bardziej królują. Śmiałam się, że zaraz okrzykną mnie uzurpatorką (uśmiech). Faktem jest, że kobiety czytają więcej od mężczyzn. Jeśli mężczyzna sięga po książkę obyczajową napisaną przez kobietę, zwykle dostaje ją od żony, partnerki, siostry z komentarzem “spodoba ci się”. Mężczyźni raczej kupują kryminały, literaturę non-fiction, biografie. U kobiet na pierwszym miejscu od lat na półkach książkowych są powieści. Tak jest i już (uśmiech). Mam wielu czytelników wśród mężczyzn i miło mi jest, kiedy słyszę, że to, co piszę, nie jest “kobiece” w znaczeniu trywialne i banalne. Bo tak jesteśmy postrzegane my, pisarki tworzące literaturę popularną. Jako twórczynie „umilaczy”, książek do pociągu, słowa pisanego, które ulatuje wraz z zakończeniem. To krzywdzące stereotypy. Pisząc, nie myślę o tym, jaka grupa będzie mnie czytała. Pilnuję swojej historii.

Jakie są literackie marzenia i cele Ałbeny Grabowskiej? I – o co dopytują niecierpliwi czytelnicy – kiedy poznamy dalsze losy Alicji Księgopolskiej?

Kolejny tom “Alicji” pt. ”Czas opowiedziany” ukaże się 27.09. Trzeci – ostatni tom w marcu 2017 roku. Potem napiszę kryminał, może sztukę na podstawie “Lotu nisko nad ziemią”, coś dla dzieci i młodzieży… Mam mnóstwo pomysłów. A marzenia – wielotysięczne nakłady, tłumaczenia i ekranizacja powieści. O tym marzy każdy pisarz.

Rozmawiał(a): Katarzyna Lipska