Koszyk 0
Opis:
Reporterka Alicja Tabor wraca do Wałbrzycha, miasta swojego dzieciństwa. Osiada w pustym poniemieckim domu, z którego przed laty wyruszyła w świat. Dowiaduje się, że od kilku miesięcy w Wałbrzychu znikają dzieci, a mieszkańcy zachowują się dziwnie. Rośnie niezadowolenie, częstsze są akty przemocy wobec zwierząt, w końcu pojawia się prorok, Jan Kołek, do którego w biedaszybie przemówiła wałbrzyska Matka Boska Bolesna ... Po jego śmierci grupa zbuntowanych obywateli gromadzi się wokół samozwańczego "syna", Jerzego Łabędzia. Alicja ma przygotować reportaż o zaginionej trójce dzieci, ale jej powrót do Wałbrzycha jest także powrotem do dramatów własnej rodziny: śmierci rodziców, samobójstwa pięknej starszej siostry, zafascynowanej wałbrzyską legendą księżnej Daisy i zamku Książ. Wyjaśnianiu tajemnicy Andżeliki, Patryka i Kalinki towarzyszy więc odkrywanie tajemnic z przeszłości Alicji. W swojej najnowszej książce Joanna Bator nawiązuje do konwencji powieści gotyckiej. Nie po to jednak, by bawić czytelnika: w tym, co niesamowite, często ukryta jest prawda o nas, której na co dzień nie chcemy pamiętać. Czytaj dalej >> << Zwiń
  • WAB
  • twarda
Mniej Więcej
  • Joanna Bator
  • 2012
  • 1
  • 528
  • 200
  • 125
  • Archipelagi...
  • 978-83-7747-628-4
  • 9788377476284
  • ZAOI8

Recenzje czytelników

Powieść jak wódka

Ocena:
Autor:
Data:
Dobra powieść jest jak wódka – mocna, gorzka i nieźle dająca popalić trzewiom i jaźni. Wódkę przed podaniem koniecznie należy schłodzić. Ciepła może bowiem wzbudzić niechęć, konsternacje i w końcu obrzydzenie biesiadników. A dlaczego właśnie wódka w kontekście lektury najnowszej książki Joanny Bator? Ponieważ „Ciemno, prawie noc” to Żołądkowa Gorzka polskiej literatury. Wyjątkowa w smaku, mocna i aromatyczna, nasza ojczyźniana ... która ma sporą szansę odnieść sukces komercyjny i która w końcu na potencjalnym odbiorcy może zostawić piętno w postaci wielkiego kaca (co w przypadku książki wskazane, jednak w przypadku trunku niekoniecznie). Najnowsza powieść Joanny Bator, która była najbardziej wyczekiwaną literacką premierą tej jesieni, to mocna i niebanalna lektura z bukietem słowotwórczych genialności (nie tak dorodnym jak w przypadku jej poprzednich powieści, ale zawsze). Jednakże wydaje się, by pozostać przy metaforyce wódczanej, że do pełni czytelniczej satysfakcji zabrakło jednego elementu – zimna, dalej odpowiedniej temperatury chłodzenia. Co w przypadku tej powieści oznacza, ni mniej ni więcej niż to, że mimo doskonałych składników, wyjściowego potencjału, książka Bator nie zachwyca tak jak by można tego oczekiwać. Nie należy mówić o wielkim rozczarowaniu. Przecież to Joanna Bator do cholery! Lecz takie drobiazgi, które zgrzytają między górnym a dolnym trzonowcem – przewidywalne zakończenie, schematyczność obrazowania bohaterów negatywnych i takie malutkie zastrzeżenie językowe – gdzież ta gibkość słowa znana z „Piaskowej Góry”?! Reszta bezdyskusyjnie zachwyca.

Sposób w jaki Bator kreuje fabularną warstwę powieści to prawdziwy majstersztyk. Nie ma dziś w Polsce drugiej takiej literatki (i literata!), która równie dobrze radziłaby sobie z narracją. Bo „Ciemno, prawie noc” to przede wszystkim dobrze opowiedziana historia. Bez nadęcia i emfazy. Już w momencie, gdy poznajemy główną bohaterkę książki - Alicję Tabor, wiemy, że człowiek, dalej czytelnik, jest dla świata zewnętrznego stracony na kilka ładnych dni i nocy. Nie liczy się nic poza rzeczywistością listopadowego Wałbrzycha, która przeraża i fascynuje zarazem. Wałbrzycha, do którego po kilku ładnych latach powraca Alicja, zwana także, Pancernikiem. Reporterka z Warszawy, którą do rodzinnego miasta sprowadza nie tylko własna, bolesna przeszłość, ale także sprawy służbowe. Ponieważ od jakiegoś czasu w mieście w niewyjaśnionych okolicznościach giną dzieci, ona ma tę sprawę zbadać i opisać. Lecz poza tajemniczymi zniknięciami maluchów w mieście dzieją się również inne dziwne rzeczy. Nagła śmierć proroka Jana Kołka, któremu w biedaszybie ukazała się Matka Boska Bolesna, rozruchy na tle religijnym pod przywództwem nowego katolickiego wieszcza Jerzego Łabędzia, bestialskie akty wandalizmu i rosnąca przemoc wobec zwierząt. Miasto jest niespokojne. Wszechobecne „kotojady”, jak autorka nazywa wszelkie objawy zła, rozprzestrzeniają się w zawrotnym tempie. Ciemnym płaszczem przykrywają wałbrzyski rynek. Przeszłość kobiety – zniknięcie matki, samobójstwo ukochanej siostry, obsesja ojca dotycząca skarbu Zamku Książ, powraca z wielką siłą. Ale jest ratunek, światełko w tunelu. Dobre duchy w postaci wszechobecnych Kociar, które stoją po jasnej strony mocy. Jest także sąsiad kobiety - dobry i poczciwy pan Albert, jest i transseksulana bibliotekarka (podobnie jak u czytanego niedawno Irvinga) Celestyna, w końcu jest i tajemniczy Marcin. Odwieczna walka dobra ze złem. A to wszystko w cieniu historii przez wielkie „H”. Czyta się, oj, czyta się przez wielkie „C”.

Bator obdarzona jest wielkim darem obserwacji. Posiada chyba wewnętrzny sejsmograf, który pozwala jej z dużym wyczuciem i znajomością tematu zobrazować Polskę prowincjonalną i fanatycznie religijną. Literackie „wypadki wałbrzyskie” stanowią karykaturę wypadków smoleńskich i warszawską walkę o krzyż. Igraszka narodowymi przywarami Polaków. A to wszystko w cieniu historii przemocy - niemiecka i radziecka przeszłość miasta, która wpływa na współczesne losy bohaterów. I uniwersalizm zła. Zła, które jak pokazuje autorka, wcale nie zostaje wykluczone w tzw. spokojnych czasach - możliwe jest zawsze. Dlatego należy być czujnym. Powieść dydaktyczna z grozą w tle.

I jeszcze próbka języka autorki, który zachwyca i wzbudza zazdrość u potencjalnego adepta literatury:
„Na ścianie ktoś napisał „Górnik chuje” i „Górnik pany”, może przyjezdny sam miał dokonać wyboru, by przypieczętować swój los, zanim jeszcze wyjdzie w miasto” lub drugi fenomenalny fragment:
„Matka boska kura nioska co ma skrzydła dwa. Pod skrzydłami pod kołdrami niech pochowa nas”.

Tę książkę się pochłania, zaskarbia i udomawia. Ta książka pozostaje w czytelniku na długo. Przez tę książkę śnią się koszmary. A więc uwaga przed snem wskazany jest kieliszek wódki. Koniecznie Gorzkiej Żołądkowej. Od tak, dla ukojenia nerwów.


Wszystkie cytaty za: Joanna Bator, Ciemno, prawie noc, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2012.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Słaba polska literatura

Ocena:
Autor:
Data:
Uwielbiam polską literaturę, jednak nikt nie sprawia mi takiego zawodu jak nasze rodzime autorki. Za każdym razem gdy sięgam po książkę, która wyszła spod pióra polskiej pisarki, mam nadzieję zostać miło zaskoczona. Tym bardziej, że wiele z tych powieści zdobywa całkiem dobre recenzje, a internauci i krytycy rozpływają się w zachwytach nad talentem tej czy tamtej autorki. Tak samo było z twórczością Joanny Bator, której najnowsza książka Ciemno, prawie noc wpadła w moje ręce ... Po zachęcającym opisie i zachwycających opiniach na temat pisarki spodziewałam się lektury dobrej, a przynajmniej zadowalającej, jednak jak zwykle się zawiodłam.

Dziennikarka Alicja Tabor po latach wraca w rodzinne strony. W Wałbrzychu giną dzieci, a zadaniem młodej kobiety jest napisanie o tym artykułu. Jednak powrót do miejscowości, w której się wychowała budzi do życia dawne demony, które miała nadzieje zgubić raz na zawsze. Okazuje się więc, że śledztwo na temat trójki zaginionych małoletnich będzie także pretekstem do odkrycia mroków własnej przeszłości i ponownego zmierzenia się z nią.

Jak głosi nota na rewersie książki, autorka twierdzi, że jest to książka o tym „że na tym świecie ciągle istnieje dobro i warto o nie walczyć”. Szczerze? Za cholerę tego nie zauważyłam. Powieść miała nawiązywać w swej konwencji do historii gotyckich, i tego też tu nie widzę. Daleko pisarce do umiejętności tworzenia mrocznego klimatu jakim np. zaszczycała czytelników Ann Radcliffe.

To co udało mi się natomiast dostrzec również nie mieni się w różowych barwach. Wydawało mi się, że Ciemno, prawie noc z założenia miała być książką kryminalną, jednak śledztwo na temat zagubionych dzieci można by zmieścić na 30 stronach tego 530 stronicowego tomiska. Co więc autorka zamieściła na pozostałych 500 stronach? A no sporo. Chyba nawet zbyt dużo jak na mój gust.

Joanna Bator zasypała czytelników ogromną ilością szczegółów na temat przeszłości bohaterki, jej sąsiada, jej siostry, ojca i kilku innych postaci pojawiających się na kartach tej nużącej historii. Przeplatanie opowieści Alicji informacjami o Księżnej Daisy sprawiało, że gubiłam się w tym o czym w ogóle opowiada Joanna Bator w swojej książce. Fabuła Ciemno, prawie noc kojarzy mi się z parodią dobrego kryminału. Autorka za bardzo zagęściła atmosferę, udziwniła wątki i dodała ich zbyt wiele. Wniosek jaki się nasuwa jest taki, że miało to na celu odciągnąć uwagę od nijakiej zagadki kryminalnej.

Kolejnym mankamentem powieści jest ogólny obraz Wałbrzycha i jego mieszkańców, jaki buduje się po lekturze tejże. Dialogi między bohaterami są sztuczne, mieszkańcy miasta budują zdania w sposób nielogiczny i niepoprawny. W tekście kilka razy pojawiają się słowa pisane ciągiem (nierozdzielone), a ja w żaden sposób nie rozumiem jak miałby być uzasadniony taki zabieg. Często pojawiają się monologi brzmiące jak bełkot niepoczytalnego np.

„Latała tu se latała po dworze po papierosy do kiosku łubudubu po schodach tam siam łubudubu na staw zima lato latawiec z niej był taki łubudubu po schodach i nagle jak kanfora jak kanfora proszę panią. Może Cygany?”

W kolejnym przypadku pewna bohaterka zna zwrot zdalnie sterowana ale kłopoty sprawia jej słowo somsiedzi*. Nie rozumiem także sensu utworzenia 3 rozdziałów o nazwie Bluzgi, w których to autorka przez kilka stron oddaje charakter internetowego forum pełnego bezsensownych i bardzo wulgarnych komentarzy. Według mnie rozdziały te nie wnoszą zbyt wiele do fabuły, a jedyne co pozostawiają po sobie to niesmak.

Ciemno, prawie noc to książka dziwaczna. Nie jestem w stanie nazwać jej dziełem literackim bo po prostu nim nie jest. Twórczość Joanny Bator bardzo mnie zmęczyła i nie sądzę abym jeszcze kiedyś odważyła się sięgnąć po jakąkolwiek jej książkę. Choć powieść ta plasuje się gdzieś pomiędzy bardzo kiepską Grzechotką Joanny Jodełki a fenomenalną Przeczekać ten dzień Anny Marii Jaśkiewicz, to zdecydowanie bliżej jej do tej pierwszej.

Jedyne co urzeka to wydanie. Wydawnictwo WAB postarało się przykuć uwagę czytelników. Piękna twarda okładka, na której widnieje sugestywna grafika, dobre zestawienie kolorów oraz dosyć czytelna czcionka to ogromny plus, jednak nadal jest to za mało by zapłacić za książkę ze słabą fabułą 50 zł.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.