Koszyk 0
Opis:
To była miłość od pierwszego wejrzenia. Siedemnastoletni Arnie Cunningham zobaczył Christine i zdecydował, że musi ona należeć do niego. Zafascynowany, nie słuchał ostrzeżeń najlepszego przyjaciela ani swojej dziewczyny, która go w końcu opuściła, pokonana przez rywalkę. Rodzice, nauczyciele i wrogowie Arniego przekonali się, co znaczy stanąć na drodze mściwej i bezlitosnej Christine. Bo Christine to nie kobieta. To siejący zło i śmierć Plymouth fury rocznik 1958, samochód widmo. „ ... Christine”, jedna z bardziej popularnych powieści Kinga, została zekranizowana niemal od razu po ukazaniu się książki. Film w reżyserii Johna Carpentera wszedł na ekrany kin w 1983 roku. Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • Stephen King
  • 2011
  • 528
  • 202
  • 143
  • 978-83-7648-692-5
  • 9788376486925
  • ZA4OS

Recenzje czytelników

Zgubna obsesja

Ocena:
Autor:
Data:
On: siedemnastoletni, pryszczaty Arnie Cunningham, posiadający tylko jednego przyjaciela i borykający się z nieprzystosowaniem w społeczeństwie szkolnym. Ona: czerwono-biały plymouth fury rocznik 1958 o imieniu Christine. Połączyła ich wielka miłość. Kiedy Arnie tylko ją ujrzał, wystawioną na sprzedaż w ogrodzie podstarzałego weterana wojennego w formie zdezelowanego wraku, wbrew ostrzeżeniom swojego przyjaciela, Dennisa Guildera, zapragnął ją kupić i doprowadzić do stanu dawnej świetności ... Jak się wkrótce okaże była to najgorsza decyzja w jego krótkim życiu, ponieważ Christine daleko do miana „zwykłego samochodu” – gnieżdżące się w niej zło jest jak narkotyk, który nie dość, że silnie uzależnia Arniego to na dodatek pragnie rozlewu krwi.
„Christine” pierwszy raz wydano w 1983 roku, po czym niezwłocznie (bo w tym samym roku) John Carpenter przeniósł ją na ekran, zachowując klimat książki, ale znacznie okrajając jej problematykę. Historia o morderczym samochodzie nie była w ówczesnych czasach niczym nowym - wystarczy choćby przypomnieć sobie horror Elliota Silversteina z 1977 pt. „Samochód”. Jednakże King, jak to często u niego bywa, postanowił znacznie ubarwić swoją opowieść, rezygnując z trywialnego motywu nieuzasadnionej nadnaturalności Christine, przypisując jej iście makabryczną genezę.
„Naszym największym wrogiem jest miłość […] Tak. Poeci kłamią, czasem nieświadomie, a czasem z całą premedytacją. Miłość jest jak morderca. Wcale nie jest ślepa. To kanibal o wyjątkowo ostrym wzroku. Przypomina wiecznie głodnego robaka.”
Książka dzieli się na trzy części. Pierwszą i ostatnią spisano w pierwszej osobie, gdzie narratorem jest Dennis, natomiast druga, trzecioosobowa stanowi próbę wejrzenia w umysły pozostałych bohaterów i bezstronnego zrelacjonowania przerażających wydarzeń, których są świadkami, po uprzednim unieruchomieniu Dennisa w szpitalu. W tym miejscu pragnę zwrócić uwagę na pewną nieścisłość – jako, że obcujemy z historią spisaną przez Guildera w cztery lata później (wedle konwencji fabularnej Kinga) druga część powieści w kilku momentach (szczególnie, kiedy Arnie przebywa sam lub z Christine) pozostawia u czytelnika sporo pytań, odnośnie źródła wiedzy przebywającego w szpitalu z dala od przyjaciela, Dennisa na temat jego czynów i odczuć. Przymykając jednak oko na te drobne nielogiczności mam niespodziankę dla czytelników nieprzepadających za gawędziarskimi zapędami Stephena Kinga, bowiem w niniejszej powieści ograniczył je do absolutnego minimum, co mnie osobiście troszkę zawiodło (należę do tej mniejszości uwielbiającej w jego prozie przede wszystkim ten rozwlekły dialog z czytelnikiem), aczkolwiek muszę przyznać, że całościowo taki zabieg prezentuje się całkiem smacznie. Pewnym novum jest uczynienie głównymi protagonistami nastolatków, co Kingowi nieczęsto się zdarza (preferuje dzieci i dorosłych), co pozwoliło mu w zgrabny sposób streścić ich przyśpieszony proces dorastania, na skutek niecodziennych wydarzeń, którym świadkują. Jako, że „Christine” to powieść przede wszystkim o niszczącej obsesji na punkcie samochodu, która z biegiem czasu przekształca się w najzwyklejsze opętanie Arnie jest osobą, która wbrew sobie powoli, acz systematycznie traci swoją tożsamość, zamieniając się w zgorzkniałego, przepełnionego wściekłością poprzedniego właściciela Christine, który notabene od czasu do czasu wraca zza światów, jako rozkładający się trup, aby poprowadzić swój wóz. Tymczasem Dennis dojrzewa już od pierwszych stron powieści, kiedy to nawiedzają go złe przeczucia, odnośnie prawdziwej natury przeklętego plymoutha, które z czasem będą coraz bardziej się krystalizować – z irracjonalności przejdą w namacalną rzeczywistość, szczególnie kiedy Christine wyruszy na łowy, w celu wyeliminowania wrogów Arniego, przy okazji mszcząc się za swoje osobiste krzywdy.
„Miałem siedemnaście lat i nie wierzyłem w żadne bzdury w rodzaju przekleństw i złych uczuć pozostawionych przez człowieka po śmierci. Nie wierzyłem w to, że przeszłość potrafi wyciągnąć martwe ręce i dosięgnąć nimi żywych ludzi. Ale teraz jestem już trochę starszy.”
Pierwsze kilkaset stron, jak to często u Kinga bywa nie oferuje czytelnikom jakiejś zawrotnej akcji – autor skupia się raczej na wysyłaniu subtelnych sygnałów do odbiorców, jasno mówiących, że z Christine coś jest nie tak, ale nieprecyzujących, co to takiego. Jako, że ja uwielbiam te przydługie wstępy Kinga, kiedy to jeszcze nie znamy natury zagrożenia, ale ją przeczuwamy pierwsza połowa książki o wiele bardziej mnie ukontentowała od pełnej daleko posuniętej dosłowności akcji w drugim „akcie”, co wcale nie znaczy, że ścielący się gęsto trup i umarli pasażerowie przeklętego samochodu nie mają w sobie żadnego uroku – przecież to King, więc na pewno na niedobór makabrycznych opisów nie można narzekać. W trakcie pierwszych kilkuset stron autor zdecydował się na ewokowanie najczystszej grozy nie tylko przez samą obecność, posiadającego nienaturalne zdolności środka lokomocji, ale również poprzez sugestywne, pełne najczystszego horroru sny Dennisa, które jak się okaże wkrótce staną się jawą. Jak już wspomniałam King skrupulatnie zadbał o genezę Christine, wyłuszczając nam historię tragicznej egzystencji jej pierwszego właściciela: modelowego sukinsyna, który znalazł sposób, aby również po śmierci przebywać w swoim ukochanym samochodzie, pomagając mu w eliminacji, jak to on ich nazywa „zasrańców” – których śmierć większości nie wzbudzi w czytelniku żadnej dozy współczucia, bowiem za wzory cnót wszelakich na pewno nie można ich uznać. Za to King popisał się w kreacji postaci Arniego, nie pozwalając czytelnikowi ani na chwilę zapomnieć o jego niewinności, wbrew czynom, jakich się dopuszcza, wbrew jego denerwującej obsesji, co w efekcie przyczyniło się do stworzenia jednej z najbardziej tragicznej i godnej współczucia osobowości wykreowanej przez mistrza literackiej grozy.
Pomimo kilku wpadek, na które udało mi się przymknąć oko, „Christine” zasługuje na sporo peanów pochwalnych pod kątem znakomicie wykreowanych protagonistów i antagonistów, wciągającej, przepełnionej głębią egzystencjalną fabuły oraz najczystszego, często wręcz odstręczająco dosłownego horroru. Może i nie jest to najlepsza książka w dorobku literackim Stephena Kinga, ale niewiele jej do tego brakuje.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Brum, bruum!

Ocena:
Autor:
Data:
Co byście pomyśleli, gdybym Wam opowiedział o morderczym aucie, które zniewoli Was bez reszty, a Wasza egzystencja będzie kończyć się, gdy wsiądziecie do takiego auta? Totalna bzdura? Głupota?

Otóż nie, to wielkie streszczenie "jednej z bardziej popularnych" książek Kinga, którym miałem przyjemność zaznajomić się po raz drugi. Długo zbierałem się w sobie by w końcu zacząć ją czytać, ale to tylko i wyłącznie moja wina, ponieważ zacząłem od filmu, który jest kiepski ... i bardzo książkę upraszcza. Film z 1983 roku, który niedawno oglądałem z rodzicami raczej śmieszył niż przerażał, ale co ważniejsze, podczas tego seansu, mój tata z tryumfalnym uśmiechem przypomniał sobie, że posiada powieść Kinga o tym samym tytule, a co więcej - wie gdzie ją schował.

Jednak minęło trochę czasu zanim wziąłem się za jej czytanie. Powodów było kilka - inne książki,inne zobowiązania, no i ten nieszczęsny film, który ostudził mój zapał względem powieści. Tak jak zaznaczyłem na początku, to dopiero początek mojej przygody z Kingiem i do tej pory przeczytałem jedną jego powieść, a mianowicie Miasteczko Salem, więc nie mnie oceniać, czy Christine to faktycznie jedna z lepszych książek pisarza czy nie. Jednak jako amator tej prozy postaram się być jak najbardziej obiektywny.

Poznajemy Arniego Cunninghama, który w szkole jest typowym chłopakiem do bicia. Nieśmiały, zamknięty w sobie, cichy, siedemnastoletni, chłopak, którego nikt nie lubi. No poza Denisem, który jest gwiazdą szkoły i stara się pomóc przyjacielowi w każdej potrzebie. King zaczyna leniwie swoją opowieść. Nigdzie się nie śpieszy, a historia dwójki przyjaciół płynie powoli, niczym spokojne polskie rzeki. Nakreśla całą ich historię, przy czym jest bardzo dokładny i sumiennie spełnia swój obowiązek przytoczenia czytelnikowi wszystkich losów bohaterów.

Wszystko się zmienia kiedy Arnie poznaje ją. Piękna, smukła, elegancka Christine. Chłopak zakochuje się od pierwszego wejrzenia i traci dla niej głowę. Nie przeszkadza mu wygórowana cena, jaką żąda właściciel, ani jej kondycja. W krótkim czasie zostaje on właścicielem zaniedbanego i przestarzałego Plymoutha fury z 1958 roku. Początkowo wydaje się, że Arnie odżywa - jest bardziej pewny siebie, otwiera się na ludzi, w oczach pojawia się błysk zaciętości. Na nieszczęście dla wszystkich innych chłopaków ze szkoły, poznaje Leigh, marzenie każdego faceta. Wydają się szczęśliwi i zakochani, ale do czasu..

Christine jest zazdrosna. Nie lubi konkurencji, a gdy taka się pojawi, zwykła ją od razu likwidować. Leigh odpuszcza, a Arnie pogrąża się coraz bardziej w miłości do samochodu. Denis zaniepokojony o los przyjaciela postanawia zbadać przeszłość auta i tu, o zgrozo, dowiaduje się makabrycznych rzeczy o poprzednim właścicielu. Christine okazuje się demonicznym pojazdem gotów zabić każdego kto stanie jej na drodze. Rozpoczyna się przerażająca gra na śmierć i życie.

Do czego to wszystko doprowadzi? Zachęcam Was, moi Drodzy, byście sami się przekonali. Nie jest to lektura na jeden wieczór (przeszło sześćset stron), ale wielbiciele jak i amatorzy horrorów powinni być zadowoleni. Nie od dziś wiadomo, że King ma gawędziarski styl pisania, lubi snuć długie opowieści, opisywać nam wszystko po kolei bez pośpiechu. Tutaj jakby ten styl poszedł w odstawkę - autor skupia się bardziej na relacji Denis-Christine-Arnie, opisuje ich historię z perspektywy tego pierwszego, koncentrując się na przemianie Cunninghama. Bardzo spodobał mi się pomysł z podzieleniem narracji, czytamy ich historię raz w trzeciej, raz w pierwszej osobie.

Co ciekawe, autor nie skupia się na samej Christine. On próbuje nam pokazać jak makabryczną przemianę przechodzi jej właściciel i to, chwała mu za to, był strzał w dziesiątkę. Kto chciał by czytać przez sześćset stron o przygodach morderczego auta? Dzięki temu poznajemy lepiej ludzkich bohaterów, a co za tym idzie, jesteśmy z nimi bardziej zżyci i trudniej nam się z nami rozstać. Fabuła jest dobrze skonstruowana, ale powiedzmy szczerze, pierwsze wrażenie po usłyszeniu streszczenia nie były zbyt przerażające. Pisarz stwarza świetny klimat, opisując miejsca zbrodni popełnionych przez samochód ale i niejakie retrospekcje dotyczące poprzedniego właściciela. Książka czasem nuży i wydawać by się mogło, że nie ma końca, jednak nie jest tak źle. Mnie sama historia nie przekonała, ale musiałem w końcu sprawdzić czy film odwzorował chociaż część książki.

Polecam tę książkę wszystkim, którzy lubią krwawe historie i są przygotowani na specyficzny styl pisarza. Nie powinniście się nudzić, a powieść sama będzie Was zachęcać do dalszego czytania. Na koniec przytoczę słowa mojego taty, który ma na koncie sporo pozycji napisanych przez Amerykanina: "Żeby napisać tyle powieści w takim gatunku trzeba mieć łeb. A King ma w nim porządnie nasrane."
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.