Zapraszamy do zapoznania się z naszym lipcowym Informatorem Sieci Księgarskiej Matras. Pobierz… czytaj dalej »
Data: 12 lutego 2010 | Komentarze |
Najnowszy tom poetycki Jana Polkowskiego – Cantus - ukazuje się po długim milczeniu poety i z pewnością trafne jest stwierdzenie Tadeusza Nyczka, że to „Największa niespodzianka dekady (…)”. Zbiór znakomity!
Tom spięty wyrazistą klamrą dwóch wierszy: Rzeka go rozpoczyna i Allemanda, corrente, sarabande, giga, ciaccona kończy. „Kim jestem, czy kim się staję (…)/ Tym, który tonie i który śpi? Tym, który umiera i budzi się? Tym, który widzi i tym, który rozpacza?” Te pytania, obsesyjne niemal, zrodziły się kiedyś, w odległej przestrzeni i w czasie odległym, w momencie wtajemniczenia w świat, w życie, w wszechświat, w jego ciemność i słodycz, jak zwykle w momencie dramatycznym – reminiscencja, tonięcie snującego monolog przywołującego zdarzenia z dzieciństwa, bo jakie inne może być egzystencjalne wtajemniczenie. Reszta, całe to borykanie się, wędrowanie, jest wpisane w niezwykłą czasoprzestrzeń, w której spotykają się różne postaci, współistnieją fakty z historii, przenikają różne przestrzenie poetyckie: przede wszystkim poety Jana Polkowskiego, ale także poetów rosyjskich Fiodora Tiutczewa, Iwana Bunina, Giennadija Ajgiego, których przekłada. Świat śmierci, jego tajemnicę odsłania niezwykła muzyka Jana Sebastiana Bacha będąca muzycznym tłem, czymś w rodzaju dźwiękowej scenografii dla tych ściszonych pełnych dramatyzmu monologów. Kodem, w który wsłuchują się bohaterowie spektaklu, ale pomimo usiłowań pozostają w fundamentalnym sensie głusi na to, bo przecież inaczej nie można. Snujący się niespokojny rytm, z dramatycznymi kontrapunktami, harmonią przenikającą całą cudowność świata i zgrzyty brzmiące jak dysonans. Światło i mrok. Cisza i milczenie. Piekło i niebo. Wiosna i noc, z tytułu wiersza Bunina. Usychają, usychają trawy – zaśpiew, powtarzalność, niepokojący rytm, urywany, falujący zmierzający ku kresowi. Jak ku stepowi z rosyjskich pustych przestrzeni. I w tej pustce rzewny śpiew, może lament. „Jest godzina, która z prochu tworzy twój orszak” motto z Paula Celana. Ciemna jutrznia, czarne słońce – melancholia, zaduma pełna smutku i zapatrzenia. „Ostatnie słowo należy do wiatru, zapomnienia, zaciśniętych powiek, /zatarty ślad zbyt długo szedł przez miasta, muszle pojedynczego głosu.” Punkt dojścia w tym wędrowaniu: „Wokół duszny oddech stłamszonego życia./ I zaborcza, coraz bardziej bolesna, wszechogarniająca jak chaos/ cisza.” Jakby muzyka była skończona. Muzyka śmierci i muzyka życia. W egzystencjalnym splątaniu. Jest w tym pełnym elegijnej zadumy tomie poetyckim smutek, a pewnie i rozpacz, które istnieją obok zmysłowego doznania pełni świata. „Cantus” (łac.) to śpiew a także krakanie, pianie, muzyka, dźwięk, odgłos, czarodziejskie zaklęcie, wróżba. I te różne głosy rozbrzmiewają w tomie poetyckim Jana Polkowskiego, tworząc dramatyczną polifoniczną kompozycję.
Kwartalnik Artystyczny 4/2009
Grzegorz Kalinowki