Koszyk 0

„Bez dużej dawki empatii trudno byłoby pisać” - rozmowa z Katarzyną Puzyńską

Kryminalne zagadki Lipowa i jego mieszkańców powracają... W listopadzie do księgarń trafił „Dom czwarty” - siódmy tom bestsellerowej sagi kryminalnej o policjantach z Lipowa, łączącej elementy klasycznego kryminału i powieści obyczajowej z rozbudowanym wątkiem psychologicznym. W najnowszej części Bnyła komisarz Klementyna Kopp po czterdziestu latach wraca w rodzinne strony, by przyjrzeć się sprawie pewnego morderstwa. Znika jednak bez śladu. Daniel Podgórski nie poddaje się... Rozmawiamy z Katarzyną Puzyńską o znaczeniu przestrzeni, psychologii i... kontaktu z czytelnikami w jej twórczości.

Od wydania „Motylka”, czyli pierwszej części Pani sagi o policjantach z Lipowa, minęło niewiele ponad dwa lata, a tymczasem czekamy już na Pani szóstą książkę! W jednym z wywiadów wspomina Pani, że od początku planowała całą serię – a kiedy zaczęła Pani pracę nad nią? Jak długo przed ukazaniem się pierwszej powieści Lipowo i jego mieszkańcy żyli wcześniej w Pani wyobraźni?

Tak, faktycznie od początku całość miała stanowić serię. Stąd lekkie opóźnienie przy wydaniu pierwszej części – Motylka. Wówczas miałam już gotowe cztery tomy. Dzięki temu Czytelnicy mogli poznać całość w stosunkowo krótkim czasie. Trudno mi teraz powiedzieć, jak długo mieszkańcy Lipowa chodzili mi po głowie. Na pewno byli tam od dłuższego czasu (uśmiech). Od zawsze chciałam pisać i wymyślałam różne historie. Nadal zresztą tak jest. W tym sensie praca pisarza nigdy się nie kończy, bo inspiracji można szukać właściwie wszędzie. Ba! Nawet warto się w tym ćwiczyć, bo fabułę można osnuć nie tylko wokół drastycznych historii kryminalnych, ale także wokół najbardziej zdawałoby się nawet banalnych przedmiotów. Historia rozwija się potem i ewoluuje.

Jak już wspomniałyśmy, „Łaskun”, który ukaże się 7 czerwca, to szósta Pani powieść rozgrywająca się w Lipowie. Sześć różnych mrocznych historii w tej samej małej wiosce... To straszna miejscowość, nie sądzi Pani? (uśmiech) Czego możemy spodziewać się tym razem? Czy może Pani uchylić rąbka tajemnicy? Wiemy, że w centrum wydarzeń znów znajdzie się Daniel Podgórski – ale tym razem to chyba niezbyt dobrze dla niego...

(uśmiech) Tak naprawdę wydarzenia opisane w moich powieściach rozgrywają się nie tylko w samym Lipowie, ale również w okolicznych miejscowościach i w położonej kilkanaście kilometrów dalej Brodnicy. Nie jest więc tak źle! (uśmiech) Warto dodać, że Lipowo ma swój odpowiednik w rzeczywistości, chociaż prawdziwa miejscowość nosi zupełnie inne miano. Jedna z Czytelniczek, mieszkanka prawdziwego „Lipowa”, odpowiedziała kiedyś na podobne pytanie w ten sposób: „spokojnie, jest nas tu jeszcze tysiąc”, czym bardzo mnie rozbawiła!

W „Łaskunie” będzie chyba jeszcze bardziej mrocznie niż w poprzednich częściach – a to za sprawą bohaterów i tego, co dzieje się w nich samych, demonów, z którymi muszą się zmierzyć. To była też, przynajmniej jak dotychczas, najtrudniejsza dla mnie powieść. Wejście w świat „Łaskuna” sprawiło, że i ja musiałam powalczyć z własnymi słabościami, przepracować w sobie na nowo pewne rzeczy.

Odnosząc się jednak do pierwszej części pytania: tym razem mamy też do czynienia ze szczególnie makabryczną zbrodnią. W domu byłego sędziego odkryta zostaje przerażająca inscenizacja. Z rozczłonkowanych zwłok dwóch ofiar sprawca stworzył postać. Obok znajduje się przedmiot wskazujący na aspiranta Daniela Podgórskiego. Czyżby to on stał za podwójnym morderstwem? A może ktoś chce go wrobić? Najważniejsze pytanie: jeżeli jest niewinny, to dlaczego ucieka? „Łaskun” to opowieść o tym, jak cienka potrafi być granica między dobrem a złem. Tymczasem nie zdradzę jednak nic więcej. (uśmiech) Wszystko wyjaśni się 7 czerwca.

Na Pani stronie internetowej możemy przeczytać, że Brodnicki Park Krajobrazowy to według Pani „jeden z najpiękniejszych terenów w całej Polsce”. Kiedy i jak trafiła tam Pani po raz pierwszy i co zdecydowało o tym, żeby Lipowo ulokować właśnie tam, gdzieś pod Brodnicą? Czy dostrzegła Pani w tych okolicach coś szczególnie „złowrogiego”?

Te rejony są mi szczególnie bliskie, ponieważ w prawdziwym „Lipowie” mieszkali moi dziadkowie. W dzieciństwie spędzałam tam więc praktycznie każdą wolną chwilę i poznałam te tereny od podszewki. Do tej pory mam tam serdeczne przyjaciółki. Tereny Brodnickiego Parku Krajobrazowego rzeczywiście są niezwykle malownicze – jeziora, lasy, polodowcowe wzgórza, ale także spory fragment historii. Na przykład tej związanej z II wojną światową, ale nie tylko.

Wybrałam te okolice jako tło moich opowieści właśnie przez sentyment do tego miejsca. Myślę bowiem, że niestety zło tkwi w nas samych, a więc jest tak samo możliwe w Lipowie, jak w Warszawie, Sztokholmie, Londynie czy w Amazonii.

Skupiłam się na małej społeczności również ze względu na moją miłość do kryminałów Agathy Christie, książek w duchu tajemnicy zamkniętego pokoju. Lipowo nie jest otoczone prawdziwymi murami, ale jest zamkniętym światem. Morderca nie jest kimś z zewnątrz. To ktoś, kogo dobrze znamy. Bo czy tak naprawdę kiedykolwiek możemy dowiedzieć się wszystkiego o drugim człowieku i jego tajemnicach?

Mała społeczność to też świat pod lupą, gdzie większe problemy możemy zobaczyć w mniejszej skali i wydaje mi się, że dzięki temu możemy łatwiej je, mówiąc kolokwialnie, „ogarnąć”, zrozumieć. Mówię tu zarówno o problemach społecznych, jak i tych związanych z poszczególnymi jednostkami.

Pytam nadal o przestrzeń, bo wydaje mi się w Pani twórczości niezwykle istotna. Jak zmienia się Pani wizja Lipowa z każdą kolejną książką? Czy czuje się Pani w tej przestrzeni już zupełnie jak u siebie, czy może coś tam ciągle się zmienia i nadal Panią zaskakuje? I czy jest to już praca czysto fikcyjna, czy raczej nadal czerpie Pani inspirację z natury, z tamtych okolic?

Zawsze mówię, że Lipowo to taki labirynt pomiędzy tym, co siedzi mi w głowie, a tym, co naprawdę można znaleźć w tych rejonach. Część miejsc opisanych w moich powieściach jest jak najbardziej prawdziwa i osoby, które lubią podążać śladem książek, na pewno będą zadowolone z odwiedzenia tych rejonów.

Trzeba jednak pamiętać, że Lipowo to też w dużej mierze fikcja – a więc pojawiają się we wsi miejsca, których w prawdziwym życiu nie ma. Nie istnieją też na przykład utopce opisane w poprzedniej książce. Chociaż miejscowi mówią, że w lasach nad jeziorem Ciche naprawdę straszy!

Policjanci z Lipowa doczekali się już sporego grona wiernych fanów, z którymi utrzymuje Pani kontakt nie tylko na spotkaniach autorskich, ale też za pośrednictwem mediów społecznościowych. Czy te relacje z czytelnikami i jakieś ich sugestie, pomysły, postulaty mają wpływ na kształt Pani powieściowego świata? Bywają inspiracją? Czy zdarzyło się Pani kiedyś spełnić czyjąś „zachciankę” co do akcji powieści lub charakterystyki bohatera?

Niezwykle sobie cenię możliwość kontaktu z moimi czytelnikami – zarówno podczas spotkań, jak i w mediach społecznościowych. Cenię sobie również wszystkie opnie i komentarze. Może podam zabawny przykład. Ktoś kiedyś powiedział kiedyś, że w moich książkach jest dużo psów – a gdzie koty? No więc kot nie tylko się pojawił, ale również przewrócił życie jednaj z postaci do góry nogami. Nie zdradzę jednak nic więcej, aby nie zepsuć lektury osobom, które do tego momentu sagi jeszcze nie dotarły.

Prawa do publikacji Pani powieści zostały sprzedane do ponad 20 różnych krajów. Śledzi Pani ich losy, ich recepcję „na emigracji”? Czy ma Pani kontakt także z zagranicznymi czytelnikami? Jak im podoba się Lipowo, jak je odbierają?

Prawa do książek zostały sprzedane, ale trzeba pamiętać, że proces wydawniczy jest długotrwały. (uśmiech) Będąc pisarzem, przede wszystkim trzeba nauczyć się cierpliwości! Najpierw długo pracuje się nad stworzeniem dopracowanej w każdym szczególe fabuły i zgromadzeniem wiedzy i dokumentacji do książki. Tworzy się portrety psychologiczne bohaterów i tak dalej, i tak dalej. Potem następuje moment zapisu.

To oczywiście nie jest koniec. Po wszystkim trzeba jeszcze kilkakrotnie zredagować tekst. Dopiero później książka trafia druku, a wreszcie do księgarń i w ręce czytelników. Na efekty trzeba więc czekać tak naprawdę miesiącami. W przypadku zagranicznych wydań dochodzi jeszcze czas potrzebny na przetłumaczenie tekstu. Zważywszy na to, że moje książki są dość obszerne, zajmuje to trochę czasu. Z tego, co wstępnie się dowiedziałam, pierwsze zagraniczne wydania powinny ukazać się w roku 2017. Bardzo się cieszę, że jest zainteresowanie moimi książkami za granicą. To wielkie wyróżnienie i z niecierpliwością czekam na reakcje tamtejszych czytelników.

Z wykształcenia jest Pani psychologiem. Jak to zawodowe tło, wiedza i kompetencje przekładają się na Pani warsztat pisarski? Czy uważa Pani, że autorowi kryminałów z psychologicznym zapleczem pisze się łatwiej i sprawniej, czy raczej nie ma to większego wpływu na proces twórczy?

To na pewno pomaga. Studia psychologiczne pozwalają zrozumieć (przynajmniej po części), jak funkcjonuje człowiek, co się dzieje w nas samych i jak wyglądają nasze interakcje z innymi. Do tego dochodzi analiza pewnych zachowań – również tych, powiedzmy sobie, patologicznych.

Przede wszystkim jednak psychologia uczy głębokiej empatii, a bez bardzo dużej jej dawki trudno byłoby pisać. Przecież autor musi na czas snucia swojej historii niejako wejść w skórę bohaterów. I tych dobrych, i tych złych. Musi być mistrzem obserwacji, zawsze otwartym na ludzi i słuchanie ich historii. Psychologia pomaga również tworzyć same postaci. Tylko perfekcyjnie zbudowany bohater może udźwignąć skomplikowaną intrygę.

Ja w moich książkach zawsze staram się "kopać", jak najgłębiej – stąd często pojawiają się retrospekcje i nawiązania do wcześniejszych wydarzeń. To również jest związane z moim wykształceniem. Szukam przyczyny, momentu krytycznego, który sprawił, że ktoś przekroczył cienką linię pomiędzy dobrem a złem. Nie staram się wybielać. Nie da się usprawiedliwić morderstwa. A może? Co z morderstwem w samoobronie? Gdzie jest granica zła i dobra? To też jest pytanie, z którym często muszą zmierzyć się moi bohaterowie. Chyba każdy musi odpowiedzieć sobie na nie sam.

Nawiązując trochę do poprzedniego pytania – na kartach Pani powieści pojawiło się już wiele postaci, ciekawych osobowości, specyficznych jednostek... Której z nich najbliżej do Pani? Czy – tak, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka – to Weronika Nowakowska, psycholog jak Pani, czy może jednak ktoś inny? Z którym ze stworzonych przez siebie bohaterów mogłaby się Pani zaprzyjaźnić?

Podobieństwa do Weroniki rzucają się w oczy – obie jesteśmy psychologami, mamy psy i konie, jesteśmy wysokie. Być może dlatego tak wiele osób zwraca na to uwagę. Tak naprawdę jednak obdzieliłam moimi cechami czy przeżyciami wielu bohaterów. Nie mówię tu tylko o rzeczach łatwych. Z pewnych względów blisko, chyba nawet bliżej niż do Weroniki, jest mi do Klementyny, Emilii i Daniela. Tak naprawdę bardzo ciężko byłoby wybrać jednego bohatera. Jak już mówiłam, pisząc, niejako staję się na jakiś czas daną postacią, przeżywam to, co ona. Powstaje więc szczególna więź, którą trudno porównać do jakiejkolwiek innej.

Jak podchodzi Pani do ekranizacji powieści kryminalnych w dzisiejszych czasach? Większość bestsellerowych kryminałów staje się bazą filmów czy seriali – tak było m.in. z serią Millenium Stiega Larssona czy, na polskim podwórku, z powieściami Zygmunta Miłoszewskiego. Czy to prawda, że policjantów z Lipowa też zobaczymy niedługo na dużym ekranie? Czy może Pani zdradzić coś na ten temat?

Niestety mogę zdradzić tylko tyle, że prawa filmowe do moich książek zostały sprzedane dużej firmie producenckiej. (uśmiech) Zainteresowanie świata filmu moimi powieściami oczywiście niezwykle mnie cieszy! Miałam malutki przedsmak, kiedy przy okazji Z jednym wyjątkiem kręciliśmy razem z wydawnictwem Prószyński i S-ka krótki spot reklamujący tę cześć sagi. Jeżeli ktoś nie miał okazji zobaczyć, zapraszam na moją stronę internetową lub na profil na Facebooku. W rolę Daniela Podgórskiego wcielił się tam Leszek Lichota. Dla mnie jako autorki było to niezwykłe przeżycie: móc zobaczyć na żywo postać, która do tej pory była tylko w mojej głowie. Ja też miała swoją drobną rolę w tym filmiku – a mianowicie zagrałam trupa. (uśmiech) To również było ciekawym doświadczeniem. (uśmiech)

Wracając do pierwszej części pytania: trudno zrobić ekranizację książki, która wszystkim się spodoba. Autor i czytelnicy mają w głowie pewną wizję danej historii; każdy tak naprawdę nieco inną. Moim zdaniem trzeba więc spojrzeć na ekranizację jako na zupełnie odrębne od powieści dzieło.

Czytelnicy pokochali Lipowo i jego mieszkańców – Pani chyba też... Możemy się spodziewać kolejnych zagadkowych historii w brodnickich okolicach? Jakie są Pani dalsze literackie plany?

Kolejna część sagi o Lipowie, pod tytułem „Dom czwarty”. W rejonach Brodnicy wiele jest jeszcze niesamowitych historii do opowiedzenia!

Rozmawiał(a): Katarzyna Lipska