Koszyk 0

Kwestionariusz literacki

Aneta Jadowska w literackim kwestionariuszu.

Doktor nauk humanistycznych, pisarka, autorka fantastyki.

W moim rodzinnym domu...

Książki były zawsze. W dużej mierze dzięki mnie, bo byłam skończonym molem książkowym. Wcześnie zaczęłam przejawiać niezdrową potrzebę posiadania ich na własność, gromadzenia, otaczania się nimi. Moja mama była bibliotekarką i nauczycielką, więc książek miała w pracy pod dostatkiem. Przeze mnie – w domu również. Teraz na emeryturze wreszcie ma czas je czytać. Nie ma za co, mamo.

Pierwsza książka z dzieciństwa, którą pamiętam...

To będzie pewnie Stefek Burczymucha, pierwsza, którą wypożyczyłam z biblioteki i samodzielnie przeczytałam. Jestem dyslektykiem, więc nauka czytania była ciężkim wyzwaniem. Wielu dyslektyków nie lubi czytać właśnie dlatego, że kojarzy im się ono z traumatycznymi początkami. Ja z pierwszej lektury zapamiętałam głównie euforię, że już umiem. Natychmiast chciałam więcej. Czytałam więc mnóstwo i szybko. Pamiętam moje oburzenie, gdy bibliotekarka zarzuciła mi, że na pewno nie przeczytałam Rogasia z Doliny Roztoki w dwa dni. Musiałam jej streścić całą fabułę, by mi uwierzyła. Miałam wtedy dziesięć, może jedenaście lat. W szkolnej bibliotece pertraktowałam wypożyczanie książek z półek dla wyższych klas. W bibliotece miejskiej po kryjomu zaczynałam czytać horrory, kryminały i fantastykę. Powiedzmy, że wyglądałam na starszą.

Książka która wywarła na mnie największe wrażenie...

Nie umiem wskazać jednej. Na każdym etapie życia jakaś była. To święto ruchome. Mocno przeżywam książki, płaczę, wzruszam się, boję się nocą iść do łazienki bez zapalenia światła po przeczytaniu horroru, niektóre książki noszę w sobie jeszcze długo. Te najlepsze zmieniają coś w głowie i po ich przeczytaniu jest się odrobinę innym człowiekiem.

Książka, do której często wracam...

W ostatnich latach najczęściej pewnie do Jurgena Torwalda, zwłaszcza do Stulecia detektywów. Uwielbiam jego książki, soczyste i wciągające gawędy o nauce, medycynie, kryminalistyce i historii, znakomite. Bardzo często wracam do "Ilustrowanej encyklopedii mitów i legend świata", którą kupiłam sobie jakoś w połowie liceum. Mam wiele obszerniejszych, dokładniejszych, bardziej naukowych opracowań, ale do tej encyklopedii mam po prostu duży sentyment i wciąż jest inspirująca.

Największa literacka pomyłka, którą czytałam...

Oj, bywały, bywały. Czuję się zobligowana, by przeczytać wiele z powieści, które stały się gigantycznymi hitami. Po pierwsze – z ciekawości, jak to jest zrobione, czym się wyróżnia, z czego wynika to, że ludzie na całym świecie zaczytują się właśnie w tym tytule. Popkultura mnie fascynuje. Także tym, że czasami nadzwyczaj popularne są naprawdę strasznie złe książki czy filmy. Po drugie – na spotkaniach czytelnicy często pytają mnie, co sądzę o tej, czy tamtej powieści. Co myślę o Zmierzchu czy Greyu. Pewnie mogłabym odbić piłeczkę – a jak sądzicie, co mogę myśleć, ale jestem uczciwa. Aby mieć sąd, muszę je przeczytać, to logiczne. I wielokrotnie największe bestsellery ostatnich lat trafiały na listę książek, których wolałam nie znać. Nigdy nie żałuję czasu spędzonego z książką, ale czasami żałuję, że to była akurat ta książka, nie inna.

Obecnie czytam...

Val McDermid, Syreni śpiew, 1 tom serii z Tonym Hillem, pokręconym profilerem. To jedna z tych rzadkich sytuacji, kiedy wcześniej trafiłam na ekranizację – dobry serial BBC, "Blood Wire". Ciekawe uczucie, widzieć twarz aktora, który był tak dobry w tej roli, że nie mogę sobie wyobrazić Tony’ego inaczej niż z twarzą Robsona Greena.

Lubię pisać...

W bibliotece, w domu, w kawiarniach, na dworcach, w pociągach, w samolocie. Jeśli tylko nie jestem zbyt zmęczona, by wyłączyć tło, mogę pisać wszędzie. Kiedyś pisałam głównie w nocy. Teraz staram się wykorzystać ten czas, jaki mam, bez wybrzydzania.

Swój debiut...

Wspominam ze śmiechem. Drukowałam jakieś wiersze, artykuły czy opowiadania od dziecka w lokalnej prasie, ale oficjalnym debiutem było opowiadanie „Kalejdoskop” opublikowane w miesięczniku Science Fiction. Sęk w tym, że nikt mi o tym nie powiedział. Wysłałam je wiele miesięcy wcześniej, nikt się nie odezwał, założyłam więc, że zostało odrzucone. Normalnie dowiedziałabym się i tak, bo prenumerowałam to pismo, ale traf chciał, że było w styczniowym numerze, a były jakieś perturbacje z odnowieniem prenumeraty i numeru styczniowego i lutowego nie dostałam. O tym, że zostało wydrukowane dowiedziałam się pół roku później, przeglądając listę pomocniczą tekstów, na które można było głosować do Zajdla. Moje zdziwienie było spore. Kolejne trzy miesiące dobijałam się do redakcji, która akurat przeżywała wtedy jakieś przeprowadzki, by przesłano mi egzemplarz autorski. Skomplikowane. Nic więc dziwnego, że choć potem sporo publikowałam, za kolejny debiut uważam publikację powieści. Może dlatego, że to trochę trudniej przegapić.

Książka, nad którą pracowało się najtrudniej...

Każda kolejna, bo zawsze ustawiam sobie poprzeczkę troszkę wyżej niż poprzednio, by nie było za lekko. Niepokoję się, gdy coś mi idzie za lekko. Obecnie piszę drugi tom nowej serii – o Nikicie. We wrześniu tego roku pierwszy tom, "Dziewczyna z Dzielnicy Cudów", pojawi się nakładem wydawnictwa SQN.

Rozmawiał(a): Milena Buszkiewicz / Xięgarnia.pl