Koszyk 0
Opis:
Ambasadoria to miasto sprzeczności położone na krańcach zbadanego wszechświata. Avice Benner Cho jest nawigatorką na statku podróżującym w „wiecznym nurcie”, morzu czasoprzestrzeni rozciągającym się pod dnem codziennej rzeczywistości. Po wielu latach powraca na swoją rodzinną planetę. Ludzie nie są tu jedyną inteligentną rasą, a Avice nawiązuje niewytłumaczalną więź z Gospodarzami – tajemniczymi istotami niezdolnymi do kłamstwa ... Jedynie niewielka grupka genetycznie zmodyfikowanych Ambasadorów włada ich językiem, umożliwiając kontakt pomiędzy dwoma społecznościami. Jednak gdy na planetę przebywa nowy Ambasador, krucha równowaga zawisa na włosku. By zapobiec tragedii i nieuchronnej wojnie ras, Avice musi osobiście porozumieć się z Ariekenami, dobrze wiedząc, że to niemożliwe… „Kafkowski pisarz wybiera się w podróż na krańce wszechświata, tworząc swój najnowszy thriller SF. W Ambasadorii, niezmordowanie przesuwając granice własnej twórczości, Mieville poszerza jednocześnie granice samego gatunku, tworząc niezwykłą opowieść o kontakcie i wojnie z obcymi”. „Entertainment Weekly" Czytaj dalej >> << Zwiń
Mniej Więcej
  • China Mieville
  • 2013
  • 1
  • 468
  • 205
  • 135
  • 9788377851692
  • 9788377851692
  • ZB1XA

Recenzje czytelników

Ambasadoria

Ocena:
Autor:
Data:
Ambasadoria to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora, jednak już wiem, że na pewno nie ostatnie. Lektura Ambasadorii była dla mnie na tyle przyjemna, że chętnie sięgnę po inne powieści Mieville'a; w kolejce do czytania już czeka Kraken.

Już w początkowej fazie lektury zdałam siebie sprawę, że twórczość tego autora trudno będzie jednoznacznie sklasyfikować. Z wykształcenia antropolog, na co dzień, nie tylko pisarz, ale i też polityk ... Mieville łączy w swoich książkach wiele różnych nurtów; stempunk, urban fantasy, noir, a nawet New Weird, co powoduje, że powstała w ten sposób mieszanka dla niektórych może być naprawdę ciężkostrawna, niezrozumiała, trudna do przyjęcia, a jednak może być też niesamowicie urokliwa i oryginalna. W dobie sztampowości i bylejakości, coś co jest inne, dopracowane i ma solidne podstawy naukowe, według mnie, jest nie tylko cenne, ale i godne uwagi.

Do przeczytania Ambasadorii skłoniła mnie, przyznaję bez bicia, przede wszystkim ciekawa okładka i tytuł książki, bowiem sam opis treści mówi raczej mało.

Przyszłość. Człowiek zbadał i skolonizował wszechświat, w którym jak się okazało, nie jest sam. Najlepszym tego przykładem jest Ambasadoria, miasto na krańcach wszechświata. Oprócz mieszkających tu ludzi, rasą tubylczą są Ariekeni, przedziwne istoty, które na próżno próbować opisać w jednym zdaniu; wysokie, wiotkie, choć silne, z czułkami, kopytami i wachloskrzydłem. Jednak najważniejszą cechą Ariekenów, zwanych też Gospodarzami, jest ich nieświadomość i pewna nieczułość, na więzi, które powstają w społeczności dzięki porozumiewaniu się i używaniu języka. Sam język gospodarzy jest na tyle skomplikowany, że ludzie w celu umożliwienia komunikacji między dwiema rasami stworzyli genetycznie zmodyfikowanych Ambasadorów (potocznie zwanych dublami), którzy mają to porozumienie ułatwić. Ważną kwestią jest to, że Ariekeni są niezdolni do kłamstwa lub choćby do drobnego fałszowania rzeczywistości za pomocą słowa. Ten fakt stanie się kluczowym w dalszych częściach powieści.

Narratorką i główną bohaterką powieści jest Avice Benner Cho, nawigatorka, podróżniczka, wychowana w Ambasadorii, do której po latach dobrowolnie wróciła. Już samo to dla miejscowych jest dość niezwykłe; stąd się bowiem wyjeżdża właśnie po to, by już nie wracać. Avice ulega jednak namowom męża zaintrygowanego tamtejszą kulturą oraz językiem i wraca.

Na ogół spokojne życie w Ambasadorii staje dosłownie na głowie, gdy na planetę przybywa nowy Ambasador. Znacznie różni się on od pozostałych a jego znajomość języka i umiejętność mówienia, powodują, że planeta i rasa Ariekenów stają na skraju zagłady. Avice wraz z grupą przyjaciół postara się zrobić wszystko, aby tylko zapobiec tragedii.

W swojej powieści China Mieville oprócz wspaniałej kreacji świata przedstawionego i naprawdę oryginalnych bohaterów, ukazał proces kształtowania się świadomości językowej i nadawania znaczeń za pomocą nie tylko słów, ale też porównań i metafor.

Ariekeni, jak już wspomniałam wcześniej, mają co prawda swój język, ale nie widać u nich potrzeby porozumiewania się z ludźmi ani tworzenia więzi. Żyją w ogromnych stadach, poddani swojemu życiowemu cyklowi, po części nieświadomi, po części odizolowani, a ludzie, którzy pojawili się na ich planecie i nagle zaczęli ją zmieniać są dla nich w gruncie rzeczy obojętni. Są - to trudno, a gdyby ich nie było - to też nic by się nie stało.

Wszystko ulega zmianie wraz z pojawieniem się EzRy. Coś w jego sposobie mówienia powoduje, że Ariekeni zaczynają się upajać słowem i to do tego stopnia, że popadają w uzależnienie, dążąc do samozniszczenia. Nadal jednak nie wiedzą, do czego człowiekowi jest potrzebny język i słowo mówione. Jednakową rozkosz daje im słuchanie o rzeczach wzniosłych, jak i o trywialnych. Avice i inni mający na celu dobro Ambasadorii, próbują tę świadomość w Gospodarzach obudzić, co jest zwyczajnie niemal niemożliwe. Przypomina to trochę nauczenie głuchoniemej i jednocześnie niewidomej osoby języka migowego. Nieustannie miałam w myśli historię Helen Keller i tytaniczny wysiłek jej nauczycielki, która próbowała nauczyć swoją podopieczną, że znaki, których ją uczy odnoszą się do konkretnych pojęć, mających często wiele znaczeń. Próba nauczenia Ariekenów, że słowo to nie tylko dźwięk, ale i znaczenie kształtujące naszą rzeczywistość, wcale nie jest sprawą prostą. Dla wielu ludzi coś takiego to abstrakt, bo przecież wzrastamy w naszym języku i automatycznie się go uczymy, a liczne konotacje językowe przychodzą do nas jakby same, przez to, że jesteśmy częścią społeczności. U Ariekenów tego nie było i jak teraz wytłumaczyć pewne sprawy dorosłym już osobnikom? Na tym właśnie procesie skupia się autor w większej części swojej powieści, co sprawia, że Ambasadoria jest inna od pozostałych powieści sci-fi.

Książka jest podzielona na kilka części, opisujących poszczególne etapy kształtowania się świadomości językowej Ariekenów. Liczne neologizmy powodują, że wykreowani bohaterowie i świat przedstawiony są naprawdę wiarygodni i czasami aż chciałoby się zanurzyć w nurcie czasoprzestrzeni, aby do takiej Ambasadorii polecieć.

Powieść czyta się dość sprawnie, choć trzeba się porządnie skupić, bo inaczej łatwo wypaść z rytmu. Myślę jednak, że gdy książka trafi na "swojego" czytelnika, to i odbiór będzie łatwiejszy i lektura przyjemna. Zdaję sobie też sprawę, że jedynym Ambasadoria może się spodobać, a innym nie. Myślę, że najlepiej wyrobić sobie na ten temat własne zdanie.

W każdym razie ze swojej strony polecam, bo każdy miłośnik fantastyki czy sci-fi lubiący historie o obcych cywilizacjach, nowych światach i trudnym procesie adaptacji, z pewnością znajdzie tu coś dla siebie. A jeśli ktoś dodatkowo interesuje się antropologią języka, to już w ogóle będzie oczarowany.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Langue i parole

Ocena:
Autor:
Data:
W kolejnych książkach nurtu science fiction dość często przewijają się te same motywy ― podróże kosmiczne, pierwszy kontakt z obcą rasą, postęp technologiczny, robotyka, socjologia. Zrealizowane lepiej lub gorzej, powierzchownie lub dogłębnie, mniej lub bardziej ambitnie. Ale lingwistyka? Bariery komunikacyjne z mieszkańcami innych planet rozwiązuje zazwyczaj stworzenie odpowiedniego programu tłumaczącego lub transfer wiedzy między mózgami zainteresowanych jednostek ... same zaś języki różnią się między sobą w podobnym stopniu, w jakim odbiegają od siebie mowy różnych nacji na naszej planecie. Skoro więc każdy jest w stanie w krótszym bądź dłuższym czasie nauczyć się fińskiego lub swahili, nic nie stoi na przeszkodzie, by zgłębił także język napotkanych kosmitów. Tymczasem China Miéville rozumuje zupełnie inaczej.

To, co dla Ziemian jest tylko językiem, dla Gospodarzy jest Językiem, a ten lingwistyczny konstrukt nie przypomina niczego, z czym ludzkość zetknęła się kiedykolwiek wcześniej. Język, myśl i rzeczywistość są dla nich nierozerwalnie związane, stąd Ariekeni nie potrafią kłamać czy mówić o rzeczach nieistniejących. Nie dokonują rozróżnienia między langue a parole. By rozwijać i wzbogacać swoją mowę, potrzebują namacalnych porównań ― osób, które regularnie coś robią lub którym coś się przydarzyło. A choć ludzie są w stanie rozpoznawać wydawane przez obcych dźwięki i rozumieć ich komunikaty, nie mogą ich w prosty sposób odtworzyć ani syntezować. Stąd potrzeba istnienia Ambasadorów, sztucznie hodowanych dubli o identycznych ciałach i umysłach; obydwa osobniki myślą to samo, a równocześnie wypowiadają inne sylaby, tworzące jedno słowo. Spokojna, wieloletnia egzystencja Gospodarzy i ludzi zamieszkujących Ambasadorię zmienia się jednak w mgnieniu oka, gdy pojawia się EzRa ― pierwszy Ambasador, który nie składa się z klonów.

„Ambasadoria” to rzecz jasna nie tylko powieść o języku, a utwór traktujący o zderzeniu dwóch całkowicie obcych sobie kultur, próbujących w jakiś sposób nawiązać nić porozumienia i koegzystować. Zachodzące tu mechanizmy więcej mają wspólnego z prawdziwymi wydarzeniami znanymi z przeszłości niż z literacką fikcją. Wszechobecna polityka, bunty i zamieszki, a także bardzo czytelne przedstawienie tego, w jaki sposób drobny błąd jest w stanie doprowadzić do zagłady całej nacji sprawiają, że powieść Miéville’a można czytać niczym złożoną metaforę socjologiczną. Nie zabrakło też znanego już z innych pozycji science fiction (by wspomnieć „Mówcę umarłych” Orsona Scotta Carda) dylematu wytyczenia granicy między komunikacją a ingerencją; rolą Ambasadorów nie jest bowiem poznanie i zrozumienie Ariekenów, a jedynie porozumienie się z nimi na tyle, by umożliwić wymianę handlową, co budzi wątpliwości niektórych bohaterów.

Niewielkie zastrzeżenia podczas lektury budzą jedynie nierówne tempo akcji oraz stosunkowo mało odkrywcze zakończenie utworu. Początkowo można także odczuwać dezorientację spowodowaną wrzuceniem czytelnika na głęboką wodę oraz niechronologiczną pierwszoosobową narracją, ale zagubienia stopniowo zanika, gdy wraz z główną bohaterką Avice Benner Cho (jej inicjały nieprzypadkowo składają się na ABC) lepiej poznajemy Język i Gospodarzy. Pisarz poświęcił też sporo miejsca opisom złożonej konstrukcji świata, nie tylko planecie Ariekenów i Ambasadorii, ale również temu, co znajduje się poza nimi, czyli enigmatycznemu Nurtowi. Historia opowiadana jest językiem przystępnym, ani nadmiernie kunsztownym, ani zbyt prostym, by mógł do lektury zniechęcać.

China Miéville nie podąża utartymi szlakami ― on je wytycza, co udowadnia nie po raz pierwszy, by przywołać choćby równie oryginalne „Miasto i miasto”. Jednocześnie to powieść zupełnie inna od swoich poprzedniczek, może nawet najlepsza w dorobku brytyjskiego pisarza. Próbując opisać tę książkę, czytelnik szybko zorientuje się, że język jest jednak szalenie ubogim narzędziem i trudno oddać w prostych słowach bogactwo wizji autora. Może gdybyśmy mówili Językiem Ariekenów, byłoby to łatwiejszym zadaniem?
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena

Zostaną nagrodzone najciekawsze wypowiedzi świąteczne w formie polecenia książki na prezent połączonego ze wspomnieniem świąt dzieciństwa, refleksją, dedykacją.