Koszyk 0

Najnowsza część w serii "Dzienniki pisane w drodze" bestsellerowego autora

Po śmierci ukochanej, utracie domu i pracy Alan wyruszył w pieszą podróż przez całą Amerykę. Sam. Z jednym plecakiem. Z mnóstwem pytań o sens życia i cierpienia. Podczas swej niezwykłej wędrówki doświadczył dobra i ciepła, otrzymał pomoc i przekonał się o sile, jaką dać może tylko przyjaźń. Spotkał ludzi, którzy na zawsze odmienili jego życie. Powoli odzyskiwał nadzieję. Ale nigdy nie wiemy, co czeka nas za zakrętem drogi. Los znów kazał Alanowi przerwać podróż i poddał go kolejnej ciężkiej próbie. Teraz jednak Alan ma coś, czego mu brakowało, zanim wyruszył – bagaż doświadczeń i mądrość zdobyte podczas wędrówki. Czy to wystarczy, aby dokończyć podróż? Czy Alan zostawi za sobą przeszłość i znajdzie siłę, by żyć na nowo? Czy odzyska szanse na miłość i zwykłe ludzkie szczęście?

Fragment książki

Czasami nasze troski przytłaczają nas tak bardzo,
że nie dostrzegamy ciężarów, pod którymi uginają się ludzie wokół nas.

Z dziennika Alana Christoffersena
Samolot z Jacksonville na Florydzie wylądował w Atlancie,
gdzie miałem krótką przerwę w podróży przed przesiadką
na lot do Pasadeny. Tym razem samolot był bardziej
zatłoczony. Obok mnie, na środkowym siedzeniu w rzędzie
trzech foteli siedziała kobieta z dzieckiem na kolanach. Płakała.
Zauważyłem jej zapuchnięte oczy i ślady łez na policzkach,
gdy wstałem, aby mogła zająć swoje miejsce. Nie wiedziałem,
co jej się stało, ale było oczywiste, że cierpi.
Była o kilka lat ode mnie młodsza i ładna, pomimo zapuchniętych
oczu i rozmazanego tuszu do rzęs. Oceniłem,
że dziewczynka na jej kolanach ma około dwóch lat. Była
niezwykle ruchliwa, co potęgowało stres jej mamy. Gdy wystartowaliśmy,
wyjąłem telefon, znalazłem w nim grę i zaproponowałem
kobiecie:
– Może to zajmie pani córeczkę.
– Dziękuję – powiedziała cicho. – Przepraszam, że jestem
w takim okropnym stanie. Wczoraj umarł mój mąż. – Urwała
pod wpływem emocji. – Nie wiem, jak o tym powiedzieć
córeczce. Cały czas pyta o tatę.
– Współczuję – powiedziałem.
Dziewczynka upuściła telefon na podłogę. Kobiecie zrobiło
się głupio, ale nie była w stanie podnieść aparatu, trzymając
dziecko na kolanach.
– Żaden problem, zaraz go podniosę – zapewniłem. Odpiąłem
pasy, wstałem i podniosłem telefon.
– Mógłby mi pan podać tę torbę? – poprosiła kobieta.
Z miejsca na podłodze pomiędzy naszymi stopami podniosłem
torbę z czerwonej skóry. Kobieta wyjęła z niej płócienną
książeczkę dla dzieci i podała córeczce.
– Jest pani z LA? – zapytałem.
– Z hrabstwa LA. Urodziłam się w Pasadenie.
– Mieszkałem po sąsiedzku, w Arcadii.
Skinęła głową.
– Teraz mieszkam w Atlancie, ale moi rodzice zostali w Pasadenie.
Zatrzymam się u nich przez jakiś czas.
– Dobrze być z rodziną w takiej sytuacji – stwierdziłem.
– Czy śmierć pani męża była spodziewana?
– Nie. Zginął w wypadku samochodowym. – Gdy to mówiła,
łzy ponownie napłynęły jej do oczu. Umilkła, próbując
się opanować. Po chwili powiedziała: – To był zwyczajny
dzień. – Potrząsnęła głową. – A potem w moich drzwiach
pojawiła się policja… – Zaczerpnęła tchu, po czym wolno
wypuściła powietrze. – Zwyczajny dzień.
– Czułem to samo, gdy umarła moja żona.
– Stracił pan żonę?
Skinąłem głową.
– Tak.
– To była nagła śmierć?
– Żona miała wypadek. Spadła z konia i złamała kręgosłup.
Została sparaliżowana od pasa w dół. Miesiąc później wdało
się zakażenie. I to ono było przyczyną jej śmierci.
– Więc ma pan pojęcie, jak się czuję.
– Pewnie w jakimś stopniu tak.
Kobieta zamknęła oczy, jakby się nagle zamyśliła. Po chwili
zwróciła się do mnie.
– Kochał ją pan?
Jej pytanie mnie zdziwiło.
– Całym sercem – odparłem.
Spuściła wzrok, po czym powiedziała:
– Kłóciliśmy się, kiedy mąż wychodził z domu. Na koniec
powiedziałam mu: „Nie wracaj”.
Zmarszczyłem czoło.
– Ostro – stwierdziłem.
– Mówi się, aby uważać na swoje słowa.
– Bardzo mi przykro.
Nabrała głęboko powietrza.
– Mnie też. Prawdopodobnie w końcu byśmy się rozwiedli.
Czuję się winna jego śmierci.
– Nie może pani…
– Jestem winna – stwierdziła. – Przynajmniej częściowo.
Gdybym na niego nie nakrzyczała, nie wyszedłby z domu. Gdyby
nie wyszedł, nie miałby wypadku. Nie potrafię wyrazić, jak
bardzo czuję się winna. Nie wiem, co gorsze, moje poczucie
winy czy jego śmierć.
– Często się kłóciliście?
– Niemal bez przerwy. – Zawahała się, jakby zastanawiając
się, czy powiedzieć mi więcej. – Mąż był prawnikiem.
Przyłapałam go z sekretarką na parkingu przy sklepie Krogera
mniej więcej kilometr od jego biura. Chciałam kupić
sobie kawę. Zauważyłam jego samochód i stanęłam za nimi.
Zapytałam męża, co robi. Odpowiedział: „Nic, tylko rozmawiamy”.
Zdziwiłam się: „Na parkingu?”. Mąż tylko na mnie
patrzył i widziałam, że stara się wymyślić jakąś wymówkę.
W końcu powiedział: „To nie to, co myślisz. Zapomniałem
teczki z opisem sprawy i poprosiłem sekretarkę, aby mi ją tu
przywiozła”. Wtedy zapytałam: „Czy ja mam na czole wytatuowane
GŁUPIA?”.
Widziałam, że jego dziewczynie jest wstyd. Myślałam, że
zaraz zemdleje. Wieczorem przedstawiłam mężowi ultimatum:
albo ją zwolni, albo się ze mną rozwiedzie. Zwolnił ją.
Ale jestem całkowicie pewna, że nie przestał się z nią spotykać.
Dwa dni temu jedliśmy razem śniadanie i nagle uderzyło
mnie, jak bardzo jestem samotna. Siedzieliśmy niecałe dwa
metry od siebie, a miałam wrażenie, że znajdujemy się na
różnych planetach. Mąż czytał wiadomości na iPadzie. Powiedziałam,
że chcę pojechać do swojej siostry w LA, ale on się
nie odezwał. Wtedy rzuciłam: „Chyba zostanę tam rok albo
dwa”. Nadal nic. W końcu wypaliłam: „Pewnie zamieszkam
u swojego dawnego chłopaka w Irvine”. Podniósł wzrok i zapytał:
„Kim jest Irvine?”.
Popatrzyłam na niego, po czym powiedziałam: „Wieczorem
zrobię makaron, postaraj się nie spóźnić”. Potem
wstałam i wyszłam. Mąż spóźnił się sześć godzin. Dzwoniłam
do niego, aby się dowiedzieć, gdzie jest, ale jego telefon
był wyłączony. Gdy wrócił, już spałam. Rano bez przerwy
mnie przepraszał; powiedział, że musiał dłużej pracować.
Ale wiedziałam, że kłamie, bo było od niego czuć alkoholem
i perfumami. Chanel No 5. Chyba trudno o większy banał.
Rzuciłam: „I co u niej?”. W jego oczach zobaczyłam panikę.
„U kogo?”, zapytał. To właśnie wtedy powiedziałam mu, żeby
wyszedł i nie wracał.
– I wyszedł?
Przytaknęła skinieniem głowy.
– Trzy godziny później w drzwiach naszego domu pojawiła
się policja.
– Myślę, że większość kobiet zachowałaby się tak samo
jak pani.
– Pewnie tak. – Spojrzała mi w oczy. – Co się z nami porobiło?
Dawniej płakałam, kiedy wychodził wieczorem. Co
się dzieje z uczuciami?
– Zmieniają się – odparłem.
– U pana było tak samo?
– W pewnym sensie. W związku ciągle zachodzą zmiany.
W naszym małżeństwie też zdarzały się ostre kłótnie, ale
one nas od siebie nie oddalały, tylko jeszcze bardziej zbliżały.
– Jak to możliwe?
– Sam nie wiem. Po prostu ją kochałem.
Westchnęła.
– Chciałabym cierpieć z tego samego powodu co pan.
Dziewczynka zasnęła na jej kolanach i kobieta ułożyła jej
główkę przy swojej piersi.
– Zostanie pani w Atlancie? – zapytałem.
– Nie. Mieszkałam tam tylko ze względu na pracę męża.
Jego pogrzeb odbędzie się tutaj. Potem będę musiała wrócić do
Atlanty, żeby sprzedać dom i pozbyć się wszystkiego. – Popatrzyła
na córeczkę. – Mam szczęście, że będę mogła się skupić
na niej. Ma pan dzieci?
– Nie. Stale odkładaliśmy to na później. Tego żałuję najbardziej.
Spojrzała na córeczkę i pocałowała czubek jej główki. Ponownie
zwróciła się do mnie:
– To co pan robi, aby zapomnieć?
– Nie chcę zapomnieć – odparłem.
– W takim razie co pan robi, aby przetrwać?
– Chyba każdy musi znaleźć sobie własny sposób. Ja wędruję.
– Chodzi pan na długie wędrówki?
Nie dałem po sobie poznać, że jej pytanie mnie rozbawiło.
– Tak.
– I to pomaga?
– Jak dotąd tak.
– Będę musiała spróbować. – Odchyliła się na oparcie fotela
i zamknęła oczy, tuląc do siebie córeczkę. Mniej więcej po
pięciu minutach już spała.
Wiele bym dał, aby też móc zasnąć. Jednak za dużo myśli
kłębiło się w mojej głowie. Moja sąsiadka obudziła się,
dopiero gdy pilot zakomunikował, że podchodzimy do lądowania
na LAX. Gdy znaleźliśmy się na płycie lotniska, powiedziała:
– Nawet nie zapytałam o pańskie imię.
– Alan.
– A ja jestem Camille.
– Miło cię poznać – powiedziałem.
– Dziękuję, że byłeś dla mnie taki miły. Cieszę się, że siedziałam
obok ciebie. Może to zrządzenie boskie.
– Niewykluczone.
– Nie zaprzestawaj wędrówek – powiedziała.
*
Idąc rękawem lotniczym, włączyłem telefon. Czułem niewiarygodny
niepokój; chciałem jak najszybciej zadzwonić i zapytać
o stan ojca i jednocześnie bardzo się tego bałem. Wszedłem
do męskiej toalety i umyłem twarz. W korytarzu terminalu
zadzwoniłem do Nicole. Odebrała po pierwszym dzwonku.
– Jesteś w LA? – zapytała.
– Właśnie wylądowałem. Co z ojcem?
– Nadal na OIOM-ie, ale jego stan jest stabilny. Teraz śpi.
Wypuściłem powietrze z płuc, czując wielką ulgę.
– Całe szczęście.
– Jak dotrzesz do szpitala?
– Wezmę taksówkę.
– Mogę po ciebie przyjechać.
– Wiesz, jak tu dojechać?
– Zapytam którąś z pielęgniarek.
– Przyleciałem Deltą. Będę czekał na ciebie przed wejściem.
– Zadzwonię, gdy dojadę.
Miło było usłyszeć głos Nicole, mimo że podczas naszego
ostatniego spotkania złamałem jej serce. Byłem ciekaw, jak
długo uda się nam udawać, że nic takiego się nie stało.
W miejscu odbioru bagażu tłoczyła się spora grupa ludzi,
choć na taśmociągu na razie krążyło tylko kilka walizek nieodebranych
przez pasażerów wcześniejszego lotu.
Podszedłem do taśmociągu i oparłem się o dwa złączone
ze sobą stalowe wózki. Czekając na swój bagaż, przyglądałem
się różnorodnej mieszaninie ludzi. McKale powiedziała
kiedyś, że lotniska to „scenerie krótkich sztuk teatralnych”.
Miała rację. Wszędzie wokół widziałem sceny jednoaktówek.
Radosne powitanie starszej pani z dziećmi i wnukami. Czule
objęci kochankowie, niecierpliwi, by jak najszybciej przenieść
się w inne miejsce. Żołnierz w ubraniu maskującym wracający
do domu i jego żona z policzkami mokrymi od łez oraz
dwoje ich dzieci trzymających baloniki i odręczny rysunek
powitalny. Samotni biznesmeni z rozluźnionymi krawatami,
o zmęczonych, wymizerowanych twarzach czerwonych od
koktajli, spoglądający co chwila na swoje zegarki i smartfony.
W pewnej odległości ode mnie, mniej więcej na środku sali,
stała Camille, moja znajoma z samolotu. Obejmował ją wysoki,
srebrnowłosy mężczyzna opalony niczym George Hamilton.
Domyśliłem się, że to jej ojciec. Coś mu powiedziała i oboje
spojrzeli na mnie. Camille pomachała do mnie, zrobiłem to
samo w odpowiedzi, po czym oboje się odwrócili.
Widok pięknej młodej kobiety o latynoskich rysach przypomniał
mi o Falene. Wyjąłem telefon i ponownie odsłuchałem
wiadomość, którą otrzymałem, zanim zadzwoniła Nicole
z informacjami o moim ojcu.
„Alan, tu Carroll. Przepraszam, że to tak długo trwało, ale
odnalazłem twoją znajomą. Oto numer jej telefonu: kierunkowy
212, potem 555-5374. Powodzenia”.
Nazwał ją moją znajomą. Czy właśnie tym dla mnie była?
Była moją asystentką w agencji, gdy dobrze mi się wiodło.
Moją pocieszycielką po pogrzebie McKale. Moim wsparciem
od początku wędrówki. Potem, gdy wyznała mi miłość
i zniknęła, stała się zagadką. „Znajoma” było zdecydowanie
nieodpowiednim słowem.
Wynająłem Carrolla, prywatnego detektywa i przyjaciela
mojego ojca, aby ją odnalazł – i to zrobił. Dowiedział się,
gdzie przebywa Falene. Przynajmniej fizycznie. O jej stanie
emocjonalnym nie miałem pojęcia. Zastanawiałem się, czy
nadal coś do mnie czuje. W mojej głowie pojawiła się myśl, by
do niej zadzwonić, ale szybko ją odrzuciłem. Już i tak byłem
w emocjonalnej rozsypce. Poza tym w Nowym Jorku minęła
druga w nocy.
Czekałem prawie pół godziny, aż mój plecak pojawił się na
końcu długiego korowodu bagaży. Zarzuciłem go na jedno
ramię i wyszedłem przed budynek lotniska. Pięć minut później
zadzwoniła moja komórka. To była Nicole.
– Mówiłeś Delta?
– Tak. Już odebrałem plecak.
– Właśnie wjeżdżam na lotnisko. Jadę czerwonym pontiakiem
grand prix.
– Stoję przy drugim wyjściu – powiedziałem. – Będę cię
wypatrywać.
Kilka minut później zauważyłem ją i pomachałem ręką.
Podjechała, otworzyła bagażnik i wysiadła. Minęły trzy miesiące
od naszego ostatniego spotkania i zauważyłem różnicę w jej
wyglądzie. Schudła, choć właściwie nie miała z czego, zmieniła
też uczesanie. Wyglądała inaczej, ale ładnie. Zawsze była ładna.
Postawiłem plecak na chodniku i objęliśmy się.
– Dobrze cię widzieć – powiedziała.
– Ciebie też. Dziękuję, że przyjechałaś.
Wrzuciłem plecak do bagażnika i zatrzasnąłem go. Nicole
podała mi kluczyki, po czym wsiedliśmy do samochodu
i ruszyliśmy do szpitala – szóstego od wypadku McKale. Spędzałem
zdecydowanie za dużo czasu w szpitalach.
Mimo że był październik, opuściłem nieco szybę od swojej
strony. Nocne powietrze było przyjemnie chłodne. Uwielbiam
Kalifornię; zawsze ją kochałem. Nie mogłem jednak uwierzyć,
że tak szybko do niej wróciłem.

FRAGMENT 2:

Ojciec ma więcej mądrości,
niż kiedykolwiek mu przypisywałem.
Z dziennika Alana Christoffersena
Nazajutrz ojciec był w najlepszym nastroju, odkąd przyjechałem.
Ponownie odstawiłem tacę ze śniadaniem
i rozłożyłem szachownicę.
– Wczoraj znowu dostałeś ciastka – powiedziałem.
– Od kogo?
– Nie wiem. Czy to ważne?
– Chyba nie – stwierdził.
– Wieczorem czytałem dalszą część historii.
– Dokąd doczytałeś?
– Jestem tuż przed twoimi narodzinami.
– Dotarłeś do lepszej części – powiedział z uśmiechem.
Zaczęliśmy grać. Po kilku posunięciach zapytałem:
– Pamiętasz, jak pojechaliśmy na farmę w Wyoming, tę
oferującą aktywny wypoczynek?
– Juanita Hot Springs. Wspominam o niej w książce.
– To był twój pomysł czy mamy?
– Mamy – odparł. – Do dziś pamiętam, jak niemal poniósł
cię koń. Potem już nigdy nie lubiłeś koni.
– Przedtem też ich nie lubiłem. Teraz lubię je jeszcze mniej.
Ojciec zmarszczył czoło.
– No tak. McKale…
– Czy mama wiedziała, że ma raka? Podczas tej wycieczki?
Potwierdził skinieniem głowy.
– Dlatego się na nią wybraliśmy. Mama chciała zapewnić
ci jak najwięcej wspomnień. – Ojciec zamyślił się. – Byłeś dla
niej słońcem, księżycem i gwiazdami. Jej ostatnie słowa do
mnie brzmiały: „Opiekuj się naszym chłopcem”. – Umilkł, po
czym spojrzał mi w oczy. – I?
– Co i?
– Opiekowałem się?
– Oczywiście.
– Czasami miałem wątpliwości. Nie robiłem tych wszystkich
rzeczy, które ona by robiła. To było niemożliwe. Kiedy się
pobieraliśmy, uprzedziłem ją, że nie mam podejścia do dzieci.
– Co mama na to?
– Znałeś ją, była z gatunku tych, dla których nadzieja
umiera ostatnia…
– Nie, tego o niej nie wiedziałem.
– No tak, chyba nie mogłeś wiedzieć. Ale była największą
optymistką, jaką znałem. Powiedziała, że będziemy się oboje
uczyć. I że najważniejszą rzeczą, jaką rodzic może dać dziecku,
to korzenie i skrzydła. Powiedziała, że ona zadba o korzenie,
a ja mógłbym nauczyć cię latać. Pomyślałem, że z tym zadaniem
dam sobie radę. Nie spodziewałem się, że jej zabraknie. – Ściągnął
brwi. – Zresztą i tak spędzałeś większość czasu z McKale.
– To cię złościło?
– Nie. Domyślałem się, że potrzebujesz kobiecego towarzystwa
i że McKale wypełnia tę lukę.
– Przyszło ci kiedyś do głowy, że będziemy razem?
– Nie. Z takich znajomości zwykle nic nie wychodzi. Ale
uważałem, że na jakiś czas jest dla ciebie dobra. – Przyjrzał
się uważnie sytuacji na szachownicy. – A co zamierzasz zrobić
z resztą swojego życia, gdy dotrzesz do celu wędrówki?
– Dobre pytanie – stwierdziłem.
– Istnieje na nie dobra odpowiedź?
Podniosłem na niego wzrok.
– Ostatnio przemyślałem sporo spraw. Niewykluczone,
że zacznę pracować dla jakiejś agencji reklamowej. Ta opcja
nie ma takiego potencjału rozwojowego jak otwarcie własnej
firmy, ale ma zalety. Miałbym satysfakcję z kreatywnej pracy
bez męczenia się z egzekwowaniem płatności, bez użerania
się z klientami…
– I bez wspólnika, który mógłby ci podkraść klientów?
– dokończył ojciec. Nasze spojrzenia się spotkały. – Jesteś
zbyt utalentowany, aby narzucać sobie ograniczenia,
Al. – Uniósł jednego z gońców, którego mi zbił. – Przeszłość
to dobry doradca, ale słaby król.
– Co to znaczy? – zapytałem.
– To znaczy, że dobrze wyciągać wnioski z przeszłości,
ale nie należy dawać się jej zdominować. W przeciwnym razie
człowiek wykorzystuje dziś, aby toczyć wczorajsze boje,
i przegapia obietnice jutra.
– Głęboka myśl – przyznałem.
– Więc co zamierzasz zrobić z resztą swojego życia?
– Zostać tu i się zastanowić.
– Liczę na to.
Te słowa podniosły mnie na duchu.
– Nicole dzisiaj przyjdzie? – zapytał ojciec.
– Nie wiem. Myślę, że niezbyt komfortowo czuje się moim
towarzystwie.
– Możliwe. – Ojciec zmarszczył czoło. – Bądź dla niej
dobry.
– Oczywiście.
– Zadzwoniłeś do Falene?
– Nie.
– Na co czekasz?
– Sam nie wiem.
– To lepiej się dowiedz.

FRAGMENT 3:

Dwa miliony kroków do przodu, trzy miliony do tyłu.
Z dziennika Alana Christoffersena
Około południa do mojego pokoju weszła Nicole. Siedziałem
po turecku na podłodze i wkładałem rzeczy do plecaka.
Wokół mnie leżały ubrania i zapasy jedzenia.
– Kailamai odleciała bez problemów? – zapytałem.
Nicole skinęła głowa potwierdzająco.
– Samolot był trochę opóźniony, ale w końcu wystartował.
– Usiadła na łóżku i westchnęła. – Tak mi przykro, Alan.
Nie wiem, co powiedzieć.
– Może po prostu niektórym ludziom szczęście nie jest
pisane – stwierdziłem.
– Sam w to nie wierzysz.
– Może nie – przyznałem.
Nabrała głęboko powietrza.
– Kiedy wyruszasz?
– Jak tylko zrealizuję listę ojca. Może w przyszły piątek.
– Skinąłem głową, jakbym właśnie zawarł ze sobą
umowę. – Przyszły piątek będzie dobry. – Spojrzałem na
nią. – A ty kiedy?
– Może też w piątek.
– Nie musisz zostawać ze względu na mnie.
– Tak, muszę – powiedziała. W pokoju zapadła cisza.
Układałem swoje rzeczy. Nicole podniosła z podłogi żółtą
kopertę z moim nazwiskiem. – Co to?
– Ojciec poprosił, abym ją zabrał na Key West.
– Co jest w środku?
– Nie wiem. Powiedział, abym otworzył ją dopiero po
dotarciu do celu.
Nicole odłożyła kopertę.
– Ile czasu potrzebujesz, aby tam dojść?
– To trochę ponad osiemset kilometrów. Jakiś miesiąc.
– A więc dotrzesz tam przed Bożym Narodzeniem.
– Pewnie tak. Zadzwonię do ciebie, gdy dojdę do Miami.
– Będziemy na ciebie czekać, gdy dotrzesz do celu. Obiecuję.
Przez chwilę patrzyliśmy na siebie, potem Nicole rozłożyła
ramiona.
– Chodź tu.
Podszedłem i usiadłem na łóżku obok niej. Objęła mnie.
– Będę za tobą tęsknić. Wiesz, że cię kocham.
Położyłem głowę na jej ramieniu.
– Jak to dobrze. Zostałaś mi tylko ty.

Opublikowano dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak

Poldark Cztery łabędzie 1 Poldark Cztery łabędzie Winston Graham
31,14 34,99
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Czereśnie zawsze muszą być dwie Polecamy 1 Czereśnie zawsze muszą być dwie Magdalena Witkiewicz
30,87 36,90
Rabat 16% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Czerwień jarzębin 1 Czerwień jarzębin Katarzyna Michalak
32,84 36,90
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Nie oddam dzieci! 1 Nie oddam dzieci! Katarzyna Michalak
31,06 34,90
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Życie motyli 1 Życie motyli Katarzyna Ryrych
31,06 34,90
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Droga do serca 1 Droga do serca Diana Palmer
32,92 36,99
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Rozwiązły książę 1 Rozwiązły książę Virginia Henley
25,13 35,90
Rabat 30% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Tajemnice nocy 1 Tajemnice nocy Kat Martin
10,79 12,90
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka od 24h!
Księga skandali 1 Księga skandali Julia London
10,79 12,90
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka od 24h!
Rycerz swojej pani 1 Rycerz swojej pani Christina Dodd
30,03 35,90
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka od 24h!
Pamiętnik Asty 1 Pamiętnik Asty Barbara Vine
27,55 29,00
Rabat 5% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Niespełniona 1 Niespełniona Virginia Henley
10,79 12,90
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka od 24h!
Jak zdobyć diuka 1 Jak zdobyć diuka Julia London
10,79 12,90
Rabat 16% Dostępny Szybka wysyłka od 24h!
Szkoła żon 1 Szkoła żon Magdalena Witkiewicz
28,36 33,90
Rabat 16% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Pamiętnik 1 Pamiętnik Nicholas Sparks
23,42 28,00
Rabat 16% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Królowie bourbona 1 Królowie bourbona J.R. Ward
33,38 39,90
Rabat 16% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Nadzieja 1 Nadzieja Danielle Steel
35,42 39,80
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Ósmy cud świata 1 Ósmy cud świata Magdalena Witkiewicz
27,68 36,90
Rabat 25% Dostępny Szybka wysyłka od 24h!
Leśna Polana 1 Leśna Polana Katarzyna Michalak
27,68 36,90
Rabat 25% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Pracownia dobrych myśli 1 Pracownia dobrych myśli Magdalena Witkiewicz
32,84 36,90
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Kochanka 1 Kochanka Danielle Steel
33,38 39,90
Rabat 16% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Poldark Cztery łabędzie 1 Poldark Cztery łabędzie Winston Graham
31,14 34,99
Rabat 11% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Piętno 1 Piętno Sierra Cartwright
26,18 34,90
Rabat 25% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Pierwsza na liście 1 Pierwsza na liście Magdalena Witkiewicz
30,87 36,90
Rabat 16% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Zemsta i przebaczenie Tom 2. Otchłań nienawiści 1 Zemsta i przebaczenie Tom 2. Otchłań nienawiści Joanna Jax
29,20 34,90
Rabat 16% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni
Po prostu bądź 1 Po prostu bądź Magdalena Witkiewicz
30,87 36,90
Rabat 16% Dostępny Wysyłamy w 3-6 dni