Koszyk 0
Opis:
81:1 to niezwykła reporterska etiuda na cztery ręce o osiemnastu punktach wulkanicznych na północy Atlantyku, stanowiących archipelag Wysp Owczych. Marcin Michalski i Maciej Wasielewski odwiedzają jeden z najmniej znanych zakątków świata położony w pozostającym pod duńską jurysdykcją trójkącie między Szkocją, Islandią a Skandynawią. Pełni pasji młodzi reporterzy dają nam kompendium wiedzy o owianym tajemnicą archipelagu i jego mieszkańcach. Historia, ekonomia, polityka, kultura ... a przede wszystkim mentalność Farerów przedstawiona jest w formie reporterskich obrazków i barwnych anegdot. Nie brak tu zarówno zaskakujących danych statystycznych i encyklopedycznych, fascynujących ciekawostek, jak i przygód reporterów oraz portretów napotkanych przez nich nietuzinkowych postaci. 81:1 to znakomita okazja, by poznać ojczyznę farerskich szczypiornistek, które pokonały albańską reprezentację, doprowadzając do tytułowego wyniku - ten pełen sprzeczności fascynujący kraj naszych najmniej znanych europejskich sąsiadów. "Dwóch chłopaków na hulajnogach z kraju tanich dentystów przyjechało do miejsca, gdzie wszyscy znają bieliznę wszystkich - tak można streścić tę szaloną książkę. Marcin Michalski i Maciej Wasielewski zmonopolizowali Wyspy Owcze. Stało się to w ten sposób, że zamieszkali tam, poznali niemal wszystkich mieszkańców, a potem o nich napisali. Tak powstała (idę o zakład) pierwsza na świecie i jedyna reporterska książka o tych wyspach. Jedna książka, dwa debiuty. I oba świetne". Mariusz Szczygieł Czytaj dalej >> << Zwiń
  • Czarne
  • miękka
Mniej Więcej
  • Marcin Michalski, Maciej Wasielewski
  • 2011
  • 1
  • 328
  • 195
  • 125
  • *, 97883-7536-2480
  • 9788375362480
  • ZA3ZF

Recenzje czytelników

Usportowione owce

Ocena:
Autor:
Data:
- Wiesz, co mnie strasznie ekscytuje w Farojach?

- Nie wiem, pewnie ślęczenie w bibliotece w Torshavn i wertowanie po mikrofilmach składów B71 Sandoy i B68 Toftir z sezonu 1989?

Będąc fanatykiem ślęczenia w archaicznych składach przez nikogo dziś już nie pamiętanych drużyn trudno nie zauroczyć się takim dialogiem pomiędzy dwójką narratorów książki "81:1. Opowieści z Wysp Owczych". Trudno zresztą nie zauroczyć samymi Wyspami Owczymi przez nich opisywanymi ...
Kraina ta jawi się im jako - pewnie dość wyidealizowany - archipelag rozpasanej przyrody, nostalgicznej samotności, niezwykłego ładu społecznego i przywiązania do wartości, które w innych miejscach Starego Kontynentu stały się archaiczne niczym farerskie potańcówki. Przykryty zieloną trawą, targany przez potężne wiatry konglomerat wysp dryfuje sobie gdzieś tam na krańcu Europy starając się nie niepokoić nikogo swoim istnieniem.
Mogłoby się więc wydawać, że w takich okolicznościach najlepiej położyć się na wznak i w spokoju oczekiwać przyjścia Ponurego Żniwiarza. Jak się jednak okazuje, nic bardziej mylnego. Na Farojach życie mieni się bowiem wieloma barwami. W tej palecie zieleń z pewnością oznacza wszechobecną trawę, która porasta nie tylko domy (nawet ich dachy!) i pagórki, ale również - a jakże! - nad wyraz gęsto obsiane boiska piłkarskie. Sport przewija się przez całą farojską opowieść i staje się jednym z jej głównych bohaterów.

Dla Owczarzy stanowi on relaks i rozrywkę, codzienna czynność, w którą jakoś angażuje się co piąty mieszkaniec archipelagu liczącego niecałe 50 tysięcy mieszkańców. Są oni fanatycznymi miłośnikami swojej futbolowej drużyny narodowej, uwielbiają też lokalne kluby, interesują się wyścigami łodzi. Sport ich integruje, spaja, staje się powodem, dla którego ludzie opuszczają swoje domostwa w wietrzną pogodę i spotykają się na trybunach małych stadioników. Oczywiście żadnych burd tam nie spotkamy, bo przecież "głupio tak lać w gębę sąsiada". Sport stanowi święto rodzinne i chyba właśnie w tym charakterze należy go interpretować. Jednym z najważniejszych wydarzeń w miasteczku Sandavagur jest impreza na zakończenie sezonu przez miejscową drużynę piłkarską FS Vagar. Okoliczna ludność przez wiele godzin siedzi i zajada frykasy przyrządzone przez miejscowe kucharki. Co zabawne, wynik sportowy drużyny to sprawa drugorzędna (Vagar zajął trzecie miejsce w rozgrywkach drugiej ligi i był bliski awansu do ekstraklasy). Prezes klubu przecież mówi: "Dobrze by się stało, gdybyśmy awansowali w przyszłym sezonie. Ale jak się nie uda, to przecież rwać włosów z głowy nie będę". Dlatego Farerzy po prostu wykorzystują każdą możliwą okazję, żeby się spotkać i wspólnie cieszyć - "Lubimy biesiadować! Za oknem szaruga, słońca jak na lekarstwo, więc łatwo o depresję. Wspólna zabawa to sposób na jej ominięcie".

Tym bardziej jednak Owczarze radują się, gdy osiągną jakiś większy sukces i przytrą nosa większym od siebie. Piłkarski mecz z Austriakami z 12 września 1990 roku, który Wyspy Owcze wygrały 1:0 stał się prawdziwą farerską legendą. My pisaliśmy o nim tutaj już dawno. Oddajmy więc głos ówczesnemu komentatorowi Arniemu Gregersenowi:

Proszę państwa, ja się gotuje tu w Landskoronie (mecz rozgrywany był w Szwecji, bo na Wyspach Owczych nie było wówczas jeszcze trawiastych boisk - przyp. PN). Co za emocje! Jeśli wcześniej w szeregi Austriaków nie wdarła się panika, to teraz już z pewnością jest obecna! Co można jeszcze powiedzieć, kiedy zobaczy się tak piękną bramkę? Ach! Proszę państwa, tak, to koniec! Koniec! Wyspy Owcze wygrywają jeden do zera! Torkil Nielsen! Wyspy Owcze! Torkil Nielsen ustawia się do zdjęcia z Jensem Martinem Knudsenem (świetnie broniącym w tym meczu bramkarzem - przyp. PN). Dwaj bohaterowie meczu z Austrią!
Nielsen miał wówczas 26 lat. Mało kto wie, że już wówczas na koncie znajdowały się trzy mistrzostwa Wysp Owczych... w szachach! Jens Martin Knudsen znany był natomiast na całym świecie z tego, że zawsze grał w czapce. Jak sam wytłumaczył potem autorom książki: "Jakieś 20 lat temu rozciąłem głowę. Żeby zabezpieczyć szwy poprosiłem matkę o uszycie czapki. Rany się zabliźniły a czapka została". Co ciekawe, Knudsen swoją trwającą od 1988 roku reprezentacyjną karierę zakończył dopiero w 2006 roku meczem... z Polską (4:0 we Wronkach).

Inny farerski sukces, choć czczony już o wiele mniej, stanowi tytułowe 81:1. W takich bowiem rozmiarach owczarskie szczypiornistki pokonały swoje rywalki z Albanii. Do dziś wynik ten stanowi absolutny rekord świata (poprzedni należał do Dunek, które pokonały Estonię "raptem" 51:8). Samo wydarzenie jednak mało kto pamięta i dopiero dziennikarskie śledztwo pozwala ustalić pewne fakty. Zawody odbyły się w 2006 roku i... "Podobno ktoś po stronie albańskiej sie pomylił i na zawody wysłano drużynę koszykarek. Zamieszano je w absurdalną sytuację: nie znały taktyki, nie potrafiły rzucać, dryblować i bronić. Wyglądały na zakłopotane. Ten mecz był tak naprawdę katorgą dla nas wszystkich" - mówi jedna z uczestniczek tego spotkania. Samo życie.

Jednak do całego wielkiego świata Farerzy mają cudowny dystans i znają swoje miejsce w szeregu. Oglądają go, smakują jak przez mleczną szybę i cieszą się, gdy mogą dotknąć go z bliska. Gdy reprezentacja Włoch przyleciała w 2007 roku na Faroje rozegrać mecz w ramach eliminacji do EURO 2008 to Gennaro Gattuso, jeden z jej zawodników, miał problemy z przeterminowanym paszportem i źle oznaczonym bagażem. Posterunkowy Mikkjal Thomassen poszedł jednak na rękę przybyszom i nie robił z całej sytuacji mu afery. Gattuso postanowił się odwdzięczyć:

- Chcielibyśmy odwdzięczyć się panu biletem na mecz.

- Dziękuję, ale mam jak wejść na stadion.

- Zrobił pan nam wielką przysługę. Umówmy się wobec tego, że dam panu moją koszulkę, proszę tylko znaleźć mnie po meczu.

- To nie będzie trudne, bo także w nim zagram.

Tak sobie właśnie wyobrażam tę krainę, na uboczu świata, ale z sympatią odnoszącą się do swojego miejsca w geograficznej hierarchii bytów. Dystans ten Farerzy podkreślają także poprzez... wyprowadzanie psów na murawę stadionu narodowego. Żadna świętość, żadna magiczny teatr sportowych sukcesów, ot, zwykły kawałek murawy. W samej książce przewijają się również liczni polscy piłkarze grający na Wyspach Owczych. Jednym z bliższych "współpracowaników" autorów jest Andrzej Stretowicz - obieżyświat (występował także w Wietnamie i USA), były zawodnik Stomilu Olsztyn, na Farojach w FS Vagar i 07 Vestur, obecnie w Dolcanie Ząbki.
Poza tym pojawiają się również bramkarz Marcin Dawid, Rafał Chmielewski i wąsaty Piotr Krakowski.

Wyspy Owcze opisywane przez duet MM&MW uwodzą stoicką harmonią. Nic nie mają one z europejskich gigantów mocujących się z kolejnymi zamkami do światowych banków. Tamtejsza formuła sportu sprawia, że sportowcy bardziej przypominają biegających za frajer dookoła stadionu starożytnych olimpijczyków niż współczesne rozkapryszone gwiazdki Ligi Mistrzów. Ale czy mogłoby być inaczej w miejscu, gdzie ludzie nie zamykają swoich domów, gdy wyjeżdżają na wakacje, nie wyjmują kluczyków ze stacyjki na noc ("a co, przepłyną samochodem Atlantyk?") i wykupują ubezpieczenie od zderzenia z owcą. Choć według mnie zderzenie z takimi Owcami to bardzo fajna rzecz.

Przemysław Nosal
Numer10.blox.pl
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Wyspy Owcze

Ocena:
Data:
Wyspy Owcze to piękny kraj. Jestem nim zafascynowana od jakiegoś czasu. Z resztą nie tylko ja, tą fascynację dzielę z Karolem. Z utęsknieniem przeglądam zdjęcia w sieci, podziwiam tą zieleń, trawiaste dachy domów, spokój... Moim marzeniem jest odwiedzenie tego kraju. Kraju, który na pierwszy rzut oka wydaje się być idealny.

Spokój, dookoła morze, wyspy, wszyscy się znają, ale też wszyscy są dla siebie pomocni ... Reportaż Wasilewskiego i Michalskiego przenosi nas w ten klimatyczny i magiczny krajobraz Wysp Owczych. Autorzy operują pięknym, dźwięcznym językiem, który pobudza wyobraźnię. Odniosłam wrażenie, że początkowo prowadzą oni czytelnika przez tą idylliczną, piękną stronę Wysp - dobrzy ludzie, piękne krajobrazy, jednak już odrobinę wpletli w fabułę problemy społeczne oraz polityczne (Wyspy walczą o uniezależnienie się od Danii, ponieważ pod nią podlegają).

W dalszej części, bardziej nostalgicznej ukazują się problemy mieszkańców Wysp - między innymi samotność, problem narkotyków i handlarzy oraz problem izolacji internetowej. Wyspy Owcze mogą kojarzyć się z sielanką, gdzie to natura gra główna rolę, a człowiek jest gościem we własnym kraju. I tak jest, lecz coraz częściej widać wpływ nowoczesności. Ludzie, zwłaszcza młodzi zamykają się w świecie wirtualnym, a także uciekają, wyjeżdżają do Danii, aby wieść ciekawsze życie. Autorzy piszą także o tym, że pracuje się tam dwadzieścia godzin tygodniowo, mieszkańcy mają wystarczającą ilość pieniędzy, więc jeśli nie ma się, co zrobić z wolnym czasem to idzie się... pić. To kolejny problem. Wydawać by się mogło, że taki nierzeczywisty, nie mający związku z pięknem Wysp Owczych.

Ta książka przybliżyła mi Wyspy Owcze oraz sylwetkę mieszkańców. To ciepła, nostalgiczna, klimatyczna opowieść, którą się chłonie, która ciekawi, intryguje. Złożona jest z naprawdę różnych historii - rozmowy z mieszkańcami, ich historie, obserwacje autorów. Dzięki niej mogłam na chwilę przenieść się do kraju, który pragnę odwiedzić. Opowieści z Wysp Owczych otworzyły mi także oczy - to nie jest idealny kraj, czasami jest tam bardzo trudno mieszkać. Między innymi ciągłe deszcze, brak słońca, z łatwością można wpaść w depresję. Jednak mieszkańcy sobie z tym sukcesywnie radzą. Reportaż Wasilewskiego i Michalskiego zainspirował mnie, pozostawił wiele refleksji w mojej głowie. Najbardziej spodobała mi się opowieść o małżeństwie mieszkającym na Koltur (jedyni mieszkańcy wyspy).

Autorzy próbują także wyjaśnić polowanie na wieloryby. Pewnie gdzieś w Internecie rzuciło Wam się w oczy tragiczne zdjęcie pokazujące ludzi, którzy bez wahania zabijają wieloryby, a woda ma kolor czerwony... Można przyjąć w tej sprawie dwa stanowiska - to bestialstwo i nie powinno się tak robić. A z drugiej strony to ich tradycja. Odwieczna tradycja, którą pielęgnują. Sami mieszkańcy tłumaczą to tym, że inni mieszkańcy ziemi także zabijają zwierzęta - krowy, ryby i to jest to samo. Może i mają rację, może i racja jest po dwóch stronach. Jedno jest pewne, że tak krwawe widowisko działa na wyobraźnię i w człowieku od razu rodzi się lęk i współczucie dla niewinnych zwierząt.

Wyspy Owcze to dla mnie taki nieodkryty i niedoceniany kraj. Do niedawna niewiele o nich wiedziałam, nie interesowałam się gdzie one są, jaką mają historię. Teraz jestem bardziej świadoma. Myśląc o Wyspach Owczych mam przed oczami piękne krajobrazy, klimatyczne miasteczka, które bardzo, bardzo chcę zobaczyć. Zamykam oczy i widzę zieleń, słyszę ciszę, dookoła morze, zieleń, mnóstwo zieleni.... Sielankowy obraz, mimo wszystko.
Czytaj dalej >> << Zwiń
Czy ta recenzja była przydatna?

Dodaj recenzję

Dołącz do grona naszych recenzentów. Dziel się z innymi miłośnikami książek wrażeniami z lektury. Cenimy wszystkie opinie naszych czytelników, stąd też w podziękowaniu za każdą opublikowaną recenzję proponujemy rabat - 5% na kolejne zakupy ...

Jak to działa?

Wyszukujesz książkę, którą chcesz się podzielić z innymi czytelnikami.
Piszesz recenzję. Logujesz się.
Możesz napisać kilka słów o sobie i wgrać swoje zdjęcie albo wybrać ilustrację z bazy awatarów.
Twoja recenzja czeka na akceptacje i publikację.
Po jej zatwierdzeniu:
a) otrzymasz w ciągu 24 godzin 5% kod rabatowy na kolejne zakupy.
- Rabat nie obejmuje podręczników.
- Kod rabatowy jest ważny miesiąc. Należy użyć go w czasie składania zamówienia.
b) dołączasz do grona recenzentów.

Więcej Zwiń

Twoja ocena